czwartek, 04 październik 2018 10:08

Wspomnienia z gór

Na początku września, tradycyjnie grupa studencka związana z KUL wyruszyła na tatrzańskie szlaki. Dzień pierwszy naszego wyjazdu jak zwykle był czasem oczekiwania na siebie nawzajem. Wieczór spędziliśmy na opowiadaniu o wakacjach. Mogliśmy już poczuć, że Pan Bóg gromadzi nas we wspólnotę. Ten fakt wzmocniło to, że na czas gór podjęliśmy wspólną modlitwę za Synod Biskupów poświęcony młodzieży: ,,Młodzi ludzie, wiara i rozeznawanie powołania”. Resztę wieczoru spędziliśmy grając w „czółko”, poznając się trochę lepiej...

Było też sporo emocji, bo na Jaszczurówkę „sprowadziliśmy” deszcz. Tak, i to nie byle jaki, ale burzę z piorunami. Zresztą, wyruszając do Zakopanego, sprawdziliśmy prognozę, która codziennie pokazywała „chmurkę z piorunem”...

Następny dzień spędzaliśmy na Słowacji, w pięknej i już trochę jesiennej Dolinie Studenckiej. Na rozgrzewkę zdobyliśmy Hrebienok, wodospady Zimnej Wody oraz Jaskinię Bielańską. Cieszyliśmy się sobą, rozmawiając i robiąc dużo zdjęć. Jak co dzień towarzyszyła nam też Ewangelia z dnia.

Dzień trzeci rozpoczęliśmy Eucharystią w kaplicy św. brata Alberta. Siostry albertynki okazały nam serdeczność i gościnność. Modliliśmy się wspólnie, a później zostaliśmy poczęstowani kawą i herbatą. Siostra co raz pokazywała się przez klauzurową kratę i nie zabrakło nawet bombonierek, które trafiły do naszych plecaków. Siostry śmiały się, że robią „zrzutkę” i życzyły nam dobrej drogi. Po wyjściu z rozmównicy odwiedziliśmy już otworzoną nam pustelnię, wylosowaliśmy karteczki ze Słowem, uczciliśmy relikwie i wyruszyliśmy na szlak. Było jeszcze bardzo wcześnie i mgliście. Po chwili wędrówki, gdy podniosłam głowę, widać było otoczony mgłą metalowy krzyż. Weszliśmy na szczyt i zeszliśmy z niego, pokonując większe lub mniejsze lęki. Niewielki deszcz „złapał nas” dopiero na Kalatówkach. Dziękowaliśmy Panu Bogu, wiedząc też, że duża grupa osób otacza nas modlitwą, także o dobrą pogodę. Od tego dnia mówiliśmy, że Pan Jezus to nad nami z parasolem chodzi... I rzeczywiście podczas naszych wieczornych spotkań i dzieleniu się wybrzmiewała ufność i pewność, że Jezus bardzo się nami opiekuje. Słowa Jezu ufam Tobie! stały się naszym hasłem wyjazdu. Pod koniec dnia podzieliliśmy się na dwie grupy, w których rano jechaliśmy na Słowację. Pierwsza szła o świcie na Rysy. Druga wstała później i nie podchodziła na szczyt, ale spędzała dzień wśród malowniczych stawów. Wchodząc na Rysy, część z nas, trochę z niedowierzaniem, pytała się siebie, co właściwie robi na tym szlaku. Od razu po wyruszeniu, jako komentarz do Słowa z dnia, usłyszeliśmy słowa Jana Pawła II wypowiedziane w Lednicy: „Wypłyń na głębię” i otrzymaliśmy od niego błogosławieństwo.

Po pięciu godzinach byliśmy na szczycie. Cztery osoby zeszły polską stroną, a dwie wróciły tą samą trasą. Zeszliśmy aż to Łysej Polany i czekaliśmy na resztę, która wracała ze Słowacji.


Siódmego września nasze zakwasy mogły trochę pospać, ale za to w południe czekała nas przeprawa przez Jaskinię Mylną. Czołgając się, mieliśmy dużo śmiechu z naszego stanu i pomysłu. Jednak zanim się na to zdecydowaliśmy, mieliśmy spotkanie z s. Teresą, które jest jedną z górskich tradycji. Siostra jest świadkiem pobytów Karola Wojtyły na Jaszczurówce. Wielu z nas pamięta z dzieciństwa jedynie moment pogrzebu papieża Polaka. Przez bardzo osobiste wspomnienia mogliśmy poznać Świętego, który zwracał się do nas: „Drodzy młodzi przyjaciele”. I rzeczywiście mogliśmy doświadczyć, że młodzi, my, jesteśmy mu bliscy i że Papież wstawia się za nami. „Ten, który dostał od Boga wszystko”, jak mówiła o nim s. Teresa, dodawał nam otuchy, że można jeszcze raz zarzucić sieci i że Jezus te słowa kieruje do każdej i każdego z nas...Widzieliśmy też ślady modlitwy papieża, nawet te namacalne, widoczne na fotografii, która przedstawia odciśnięte na pościeli ręce złożone do modlitwy. „Rozmawiajcie, dyskutujcie. Ucieszcie się razem, zasmućcie się razem. Z Jezusem nie pobłądzicie, podejmiecie dobre wybory. Trzymajcie się Go jak skały. Zachowujcie wartości”. To tylko niektóre ze słów siostry. Myślę, że każdy z nas wyszedł ze spotkania zbudowany i poruszony jej świadectwem.

Cały dzień spędziliśmy w dolinie Kościeliskiej. Wyszliśmy z Mylnej i było już tylko lepiej. Czekał na nas skromny, ale bardzo urokliwy Staw Smerczyński.

Ostatniego dnia wybraliśmy się w Dolinę Pięciu Stawów Polskich. Rozdzieliliśmy się w schronisku. Część osób poszła na Szpiglasową Przełęcz, a pozostali na Świstówkę, żeby razem spotkać się w okolicach Morskiego Oka.

Cała trasa na Szpiglasową była w chmurach. Zaczęliśmy, zresztą nie pierwszy raz na tym wyjeździe, dmuchać, żeby się rozchmurzyło. Na szczycie było „mleko”. Czekaliśmy. Zimno zgoniło nas ze Szpiglasowego Wierchu, ale mieliśmy cichą nadzieję, że Bóg pozwoli nam Go uwielbiać. No i dał! – nam wszystkie piękne widoki: Słowacja, Pięć Stawów, Orla Perć, Czarny Staw i Morskie Oko...


Deszcz spadł dopiero przy zejściu. Tym razem asfaltem płynęła rzeka. Było ciężko, więc część ekipy postanowiła śpiewać.

W dzień wyjazdu mogliśmy podzielić się tym co osobiście przeżyliśmy podczas całego tygodnia i co zabieramy w „nasze codzienne doliny”. Człowiekiem gór nie jest ten, kto umie i lubi chodzić po górach, ale ten kto górami potrafi żyć w dolinach. Był to błogosławiony czas, w którym mogliśmy zaczerpnąć i odkrywać „głębie swojego ducha”, wysłuchać się wzajemnie, powierzyć siebie, nosić innych na szczyty, doświadczać miłości i opieki Boga, ufać i nabierać siły do naszych codzienności! I za to CHWAŁA PANU!

Magda, Patrycja, Dominika, Kinga, Angela, Justyna, Ania, Diana, Magda, Agnieszka, Mateusz, Andrzej i s. Ewa



Zdjęcia także na Google+

Czytany 622 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 04 październik 2018 10:27