wtorek, 27 wrzesień 2011 13:52

Odpowiedź z Boliwii

Zebrane podczas lipcowego Sommerfest w Monachium pieniądze zostały przekazane w Pniewach s. Grażynie Małeckiej, powracającej do Boliwii po dwumiesięcznym pobycie w Polsce, i przez nią ofiarowane jednej z osób potrzebujących. S. Grażyna Małecka 30 sierpnia napisała z Oruro:

Chcę podzielić się radością Weroniki, która otrzymała pomoc od przyjaciół naszych sióstr z Monachium podczas Sommerfest. Wzruszenie Weroniki i jej mamy poruszyło moje serce, płakałyśmy z radości wszystkie trzy.

Kiedy powiedziałam Weronice, że kilka rodzin chce jej pomóc w uzyskaniu dyplomu magistra, natychmiast jej mama zrobiła rozeznanie w dokładnych kosztach. Okazuje się, że otrzymana pomoc finansowa wystarczy na uwierzytelnienie dyplomu na terytorium całego kraju, co oznacza, że jako magister rachunkowości może przyjmować pracę nie tylko od firm znajdujących się w naszym mieście, ale i w innych miastach. Jej się nie mieści w głowie, dlaczego ją to szczęście spotkało.

Osobiście jestem Panu Bogu bardzo wdzięczna, że właśnie jej mogłyśmy pomóc, bo wiem, ile wysiłku, i to wieloletniego, kosztowało ją napisanie pracy, podczas gdy zmagała się z bardzo poważną chorobą, która zdeformowała jej ciało i uniemożliwiła chodzenie. Kiedy Weronika skończyła studia, tj. mniej więcej dziesięć lat temu, zaczęła odczuwać dolegliwości zdrowotne. Okazało się, że ma postępujący reumatyzm, deformujący jej ciało. To uniemożliwiło jej napisanie pracy magisterskiej. Po pięciu latach zabrała się za pisanie, ale ze skutkiem negatywnym, bo odrzucono jej pracę. Weronika nie dała za wygraną. Zabrała się po raz drugi do pisania, obroniła się i od pół roku jest magistrem, ale nie miała pieniędzy, żeby uwierzytelnić ten tytuł i móc korzystać z niego, zarabiając na życie. I w końcu jej wysiłek, silna wola, a przede wszystkim zaufanie Panu Bogu dało zwycięstwo.

Jej radość jest naszą wielką radością.

Dziękując za modlitwę i ciągle się jej polecając –

s. Grażyna Małecka

W połowie sierpnia br. do Boliwii dojechała kolejna szara urszulanka: s  Grażyna Otlewska. Oto co napisała 2 września:

Piszę czwarty raz, za każdym razem, kiedy kończyłam pisanie, internet przestawał funkcjonować, może tym razem się uda. Serdecznie pozdrawiam z zimnej i suchej, ale słonecznej i pięknej orurańskiej ziemi. Czuję się na razie dobrze i powoli uczę się nowej rzeczywistości, nowej wspólnoty, poznaję ludzi i miasto. Uczestniczę w spotkaniach Legionu Maryi, dostałam też zadanie napisania scenariusza sceny biblijnej na międzyparafialny konkurs. Miałam na początku problem z oczami i skórą twarzy, ale kapelusz na głowie, okulary ze szkłami fotochromowymi i odpowiedni krem przywróciły wszystko do normy. Ciągle jeszcze moim problemem jest język. Dużo rozumiem, ale mówić mi trudno, chyba nie mam zdolności językowych.

Przedstawiłam się w naszej kaplicy. S. Grażyna Małecka zaproponowała, żebym przedstawiła się jako s. Grażyna Maria – bo dwie Grażyny będą się wszystkim mylić – ale ludzie stwierdzili, że to za długie imię, i w ten sposób zostałam s. Marią. Aktualnie z s. Neli załatwiamy formalności, dotyczące mojego pobytu w Boliwii.

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i proszę o modlitwę –

s. Maria Grażyna Otlewska

Czytany 2322 razy