czwartek, 14 lipiec 2011 09:09

Piesza Pielgrzymka Powołaniowa do Rokitna

2011, Nowicjat na pielgrzymce do RokitnaW dniach 17-19 czerwca 2011 r. urszulańskie nowicjuszki i postulantki – z s. Anną Renkiewicz, mistrzynią nowicjatu, i s. Justyną Wiench, przełożoną centrum poznańskiego – uczestniczyły w VII Pieszej Pielgrzymce do Rokitna, wędrującej w intencji powołań kapłańskich i zakonnych.

Pielgrzymka zainicjowana została przed kilku laty przez ludzi świeckich zatroskanych o sprawę nowych robotników w Winnicy Pańskiej, a obecnie organizowana jest przy współudziale ks. Marka Ogrodowiaka – referenta powołaniowego w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Biorą w niej udział przede wszystkim osoby świeckie z różnych miejscowości diecezji zielonogórsko-gorzowskiej (Zielona Góra, Gorzów Wielkopolski, Czerwieńsk, Kostrzyn i inne), tworząc kilka niezależnych grup, ale także kapłani oraz klerycy z Seminarium Duchownego w Paradyżu i nieliczne siostry zakonne.

W tym roku i nam dane było wyruszyć na pielgrzymi szlak – pisze s. Małgorzata Pagacz – i przez trzy dni wędrować do Sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie. Towarzyszyło nam przekonanie, że skoro pielgrzymka jest powołaniowa, to tym bardziej nie może nas na niej zabraknąć. Wyszłyśmy z grupą z Zielonej Góry, liczącą kilkadziesiąt osób w różnym wieku (oprócz dorosłych i młodzieży, były osoby starsze, a nawet dzieci). Zbudowane byłyśmy świadectwem życia, żywą wiarą, zaangażowaniem i hartem ducha pątników oraz życzliwością i gościnnością tych, których spotykałyśmy na trasie. Włączałyśmy się – w zależności od potrzeb – w posługi na różnych pielgrzymkowych „frontach” (np. przy mikrofonie, przy noszeniu tub nagłaśniających…). Było wiele okazji do bezpośrednich rozmów i kontaktów z towarzyszami drogi, co stanowiło dla nas radość z bycia razem, z dzielenia się sobą. Otaczała nas piękna przyroda: lasy, łąki, pola. Było i zmęczenie, a nad nami raz słońce, raz deszcz. To wszystko tworzyło rzeczywistość, której się nie pozna, jeżeli się samemu nie doświadczy. I wszystko miało swój sens – bo pielgrzymowanie ma wiele z takiego bycia wyprowadzonym przez Boga, jakiego zaznali Izraelici na pustyni, gdzie Bóg chciał ich „utrapić, wypróbować i poznać, co jest w sercu” (Pwt 8,2), gdzie żywił ich manną. Nasze wędrowanie szybko dobiegło kresu, a zakończyło się, jak podróż każdego dziecka: w ramionach matki i przy stole ojca – u Matki Cierpliwie Słuchającej i przy Stole Eucharystycznym.

s. Małgorzata Pagacz, nowicjuszka z Pniew

Czytany 2895 razy