piątek, 09 marzec 2012 21:08

2002 - „Wierność i wytrwanie”

s. Jolanta Olech USJK 

Wierność i wytrwanie

(konspekt)

 

1.         Zamiast wstępu:

*          Moja wypowiedź ma charakter podzielenia się refleksją nad powyższym tematem bardziej, niż wypowiedzi „eksperta”. Jest to refleksja z konieczności ogólna, wypływająca z doświadczeń życia konsekrowanego w naszym kręgu kulturowym, przede wszystkim Europy. Refleksja z pozycji kobiety konsekrowanej, a życie zakonne żeńskie ma swoja specyfikę; może się więc zdarzyć, że przynajmniej część moich obserwacji niekoniecznie odpowiada sytuacji wspólnot męskich;

 

*          Zakładam, że jesteśmy zgodni co do miejsca wierności i wytrwałości w świetle chrześcijańskiej wizji człowieka. W życiu konsekrowanym postrzegamy ją jako wierność Bogu i powołaniu weryfikująca się w codzienności i na przestrzeni całego naszego życia. Jest ona rzeczywistością dynamiczną obejmującą wewnętrzne przylgnięcie do Boga i Jego woli, ale i do zewnętrznych wymagań życia konsekrowanego. Jest wyrazem miłości i zaufania Bogu; oczyszcza się i umacnia w próbach i doświadczeniach, które wymagają wytrwałości i ją umacniają. Miłość domaga się i sprawdza w wierności, a wierność – buduje, umacnia i weryfikuje w wytrwałości. Dotyczy to każdego życia ludzkiego, w sposób szczególny – osób konsekrowanych.

Dzisiaj wartość wierności bywa kwestionowana, także i w naszych środowiskach, a wytrwałość, o której mówi Biblia - uznawana za niemożliwą dla człowieka, ograniczającą go wręcz i odbierająca mu wolność wyboru. Jednocześnie czujemy, że życie ludzkie, zarówno w odniesieniu do Boga jak i w relacjach z innymi bez wierności staje się bardzo trudne, pozbawione poczucia bezpieczeństwa, nieludzkie.

 

2.         Świat, kultura, społeczeństwo, w jakim żyjemy-oddychamy-poruszamy się określa się jako pluralistyczny (mówię o tym bez wartościowania moralnego tego zjawiska, po prostu tak jest):

 

* pod każdym względem: tradycji i sytuacji społecznej, kulturowej, duchowej „Jak starożytny Rzym, tak współczesna Europa wydaje się być podobna do panteonu, wielkiej „świątyni”, w której są obecne wszystkie „bóstwa”, lub w której każda „wartość” ma swoje miejsce i swoja „niszę”[1].

 

* stopień tej pluralistycznej oferty może jest inny w różnych częściach Europy (zachód, centrum, wschód), ale szybko postępuje proces „doganiania”: „globalizacja”, w zakresie stylu życia, kultury i praktycznej filozofii;

 

* wielki wpływ mass mediów, które przejmują w stosunku do młodszych rolę wychowawczą innych instytucji (rodzina, szkoła, kościół); w stosunku do wszystkich – kształtowania postaw i mentalności;

 

* oferta, którą się w tym „panteonie” proponuje jest bardzo szeroka, ale ze zdecydowanymi ukierunkowaniami o charakterze, najogólniej mówiąc – liberalnym. Zostały w praktyce zakwestionowane hierarchie wartości odwołujące się np. do religii. Dotyczy to szczególnie etyki, ale i dogmatyka nie bardzo sobie radzi. Wszelkie „zestawy” wartości są jednakowo uprawnione, każdy ma prawo do wyboru tego, co mu odpowiada. Nakaz myślenie i oceniania według kanonów politycznej poprawności z powodzeniem zastąpił wszelką cenzurę i „odgórne” sterowanie postawami i mentalnością;

 

* „różne i sprzeczne „wartości” są wszechobecne i współistniejące bez ich dokładnego określenia; zaś klucze do ich odczytania i oceny, ukierunkowania i zachowania całkowicie różnią się miedzy sobą”[2]. Te „wartości” często noszą nazwę atrakcyjną (wolność, godność, poszanowanie praw człowieka), ale ich treść odbiega zdecydowanie od chrześcijańskiego spojrzenia na życie.

Trudno doszukać się mniej więcej jednolitej i spójnej wizji świata, człowieka, sensu jego życia, priorytetów; wszystko jest jednakowo dobre i jednakowo uprawnione;

popularność młodzieżowego stylu życia (ma się wrażenie, że człowiek niechętnie dojrzewa...);

pewna tymczasowość w podejściu do życia, wiele postaw, wartości jest „na dziś”, jakby w przekonaniu, że jutro może przynieść co innego i inne ukierunkowania, albo być może tego jutra w ogóle nie będzie;

człowiek zabawy staje się idolem i wzorem;

 

* w tym świecie bez jasnych autorytetów i jasnych punktów odniesienia istnieją zdecydowane preferencje dla wartości indywidualistycznych (własne szczęście, dobra sytuacja materialna, rodzina, osobiste osiągnięcia, kariera);

brak zaufania do wartości „altruistycznych”, jak poświęcenie się dla innych, patriotyzm, działalność społeczna[3] (może poza pomocą innym w momentach biedy);

problem rozumienia „osobistego szczęścia”;

kwestia postrzegania odpowiedzialności osobistej itp.;

rewolucja seksualna we wszystkich jej kierunkach i konsekwencjach (rola rodziny, wierność małżeńska, wolne związki, mniejszości seksualne); kryzys rodziny, ojcostwa i macierzyństwa;

 

* specyficzny stosunek do religii (każda mniej więcej dobra, wybiórcze traktowanie przesłania) i postrzeganie roli kościoła bardzo specyficzne: jeśli służy procesom globalizacyjnym to dobrze; jeśli zbyt energicznie mówi o swojej wizji – jest postrzegany jako ośrodek fundamentalizmu;

 

W tej kulturze, czy wierność i wytrwałość, zarówno w wymiarze wertykalnym jak i w relacjach do innych może być nadal wartością?[4] Czy jest możliwa i potrzebna człowiekowi? Te wątpliwości niewątpliwie przenikają i do naszej mentalności. Domagają się konfrontacji z wymaganiami powołania i często konkretnych decyzji. Nie dotyczy to tylko najmłodszych, którzy z takiego świata przychodzą, ale nas wszystkich.

 

b. kontekst kościelny

 

* rewolucja posoborowa i rozwój teologii życia konsekrowanego: prawdziwy powiew (czasem o sile huraganu) Ducha oczyszczający, pobudzający, zachęcający do poszukiwań, do wysiłku dorastania do wielkich ideałów, w imię permanentnej odnowy, szukania nowego miejsca, nowych zadań, nowego zapału. Z jednej strony ogromny wysiłek Kościoła, aby pomóc osobom konsekrowanym we właściwym „ustawieniu” problemu ich tożsamości i miejsca w Kościele i świecie (tak liczne dokumenty, Synod o życiu konsekrowanym). Z drugiej – ciągłe poszukiwania własnej tożsamości czasem sprawia wrażenie biegania po niszach panteonu w poszukiwaniu ciągle nowych bóstw. Może dotyczy to jakiejś części konsekrowanych, ale ma wpływ na całość, czasem wprost, czasem pośrednio przez kwestionowanie „odwiecznych” prawd. Na pewno też, zbyt długie poszukiwania odpowiedzi na pytania o sens i zadania życia konsekrowanego, szczególnie wewnątrz wspólnot, owocują ludźmi o słabej tożsamości, jakby niedokończonej, niepełnej i niepewnej (trochę jak w świecie), a to z kolei ma ogromny wpływ na postawy wobec wartości wierności i wobec sensowności wytrwania, w perspektywie obietnicy;

 

* rozwój ruchów w Kościele i coraz bardziej podkreślana rola świeckich mimo przekonania, że w Kościele-komunii jest miejsce dla wszystkich, stawia z większą mocą i bezpośredniością pytanie o miejsce i zadania poszczególnych form życia chrześcijańskiego w Kościele, ograniczając niewątpliwie tradycyjne pola życia zakonnego. Można to odczytywać jako zagrożenie, ale przede wszystkim jest to nowa szansa lepszego określenia roli konsekrowanych (sól ziemi, światło na górze, zaczyn);

 

* kryzys życia konsekrowanego, zarówno liczbowy (niektórzy mówią o prawdziwym krwotoku) jak i w dziedzinie wewnętrznej dyscypliny (zakonnicy jako krytycy Kościoła w imię profetyzmu; niesubordynacja) oraz jako konkretna pomoc duszpasterska (może troska o zbyt wielką autonomię, szczególnie w kościołach lokalnych słabszych, pewna własna polityka, i in.) prowadzi do mniej lub bardziej subtelnie wyrażanego przekonania, że dziś na życie zakonne nie bardzo można liczyć (por. oba ostatnie Synody). To pole dla nowych form dialogu, ale też odzyskania zaufania Kościoła;

 

* w okresie posoborowym dokonały się wielkie przemiany w naszym stylu życia, rozumieniu jego sensu, w prawie, w zwyczajach. Były one potrzebne, wręcz konieczne. Czasem jednak rezygnacja ze starego nie szła w parze z propozycją nowych, bardziej skutecznych form, a to tworzyło pustkę, którą wypełnia się na tyle, na ile wystarczy osobistej dojrzałości i pomysłowości. Wiele doświadczeń dobrych i wątpliwych już poza nami. Ale zdajemy sobie sprawę, że ten proces przemian jest ciągle w toku. Czy mamy jasną wizję kierunków tych przemian?

 

* coraz głośniej stawiane pytanie o to, czy mamy szansę na przeżycie i pod jakimi warunkami[5]? Czy jesteśmy potrzebni? Czy nasz czas historyczny minął? Kościół powiada że nie, i że byłby uboższy bez życia konsekrowanego (por. VC). Ale kto przetrwa i co powinno się dokonać, aby nie było to tylko przetrwanie, lecz żywa i żywotna obecność w tkance Kościoła i świata?[6]

 

Sadzę, że te pytania są obecne niejako, na co dzień w naszym życiu w sposób zwerbalizowany, ale i w formie niewerbalnej. Wpływają czasem na konkretne zachowania i postawy. Mogą rodzić pytania o to czy warto? U starszych – prowadzić do pewnego poczucia przegranej w walce o przystosowaną odnowę, do rezygnacji i lęku. U młodszych – stawia pod znakiem zapytania samo powołanie. Mogą też (i oby tak było) pobudzać do szczerego i głębokiego rachunku sumienia i do decyzji na większy radykalizm, większą przejrzystość życia, bardziej wymowne świadectwo. Od konkretnych odpowiedzi na nie w wymiarze indywidualnym i wspólnotowym zależy też czy wierność takiej formie życia ma sens i czy warto starać się o wytrwałość w momentach dobrych i w chwilach próby.

 

3.         Próba wierności i wytrwania

 

Potrzebujemy wytrwałości, aby życie przynosiło owoce (por. Łk 21,19). Dotyczy to zwłaszcza momentów próby, trudności, sytuacji granicznych. Dziś chętnie określamy je jako kryzysy. Samo słowo kryzys budzi jednak często lęk przed „rozsypaniem” się dotychczasowego życia, stanięciem przed poprzeczką nie do przebycia. Budzi lęk i w tych, których kryzys dotyczy, jak i w tych, którzy jakoś im towarzyszą. Może wynika to z pewnej współczesnej (nie do końca zwerbalizowanej) teorii życia, według której optymalnym stanem jest stan nieustającego powodzenia i życia łatwego. Może też i dlatego, że i w programach wychowawczych brak wychowania do pokonywania trudności, do przekraczania siebie, do realistycznego patrzenia na trud życia, jako motoru rozwoju osobistego.

 

*          Czy można przeżyć życie w sposób twórczy bez kryzysów? Z pewnością nie! Zależy jednak o stopień tego kryzysu, jego przyczyny i sposób wychodzenia z niego. Mogą one prowadzić do twórczego stawiania czoła nieuniknionym trudnościom życia, bądź też prowadzić do decyzji, które są rezygnacją i w konsekwencji odejściem ku innej drogi, jeśli dotychczasowa utraciła sensowność lub zasadność w oczach przeżywającego kryzys. Dobrze przeżyty kryzys prowadzi do nowego wyboru, do nowych decyzji, umacniając w powołaniu, pozwalając na dokonania wewnętrznej integracji na wyższym poziomie. „Człowiek w imię wierności samemu sobie musi bowiem przekraczać samego siebie, pokonując napotykane przeszkody i rozwijając otrzymane dary”[7]

 

Dotyczy to wszystkich i w każdym przedziale wiekowym. Zmieniają się formy, przebieg, czasem motywacje[8].

 

Według adhortacji Vita consecrata można mówić nawet o kryzysach typowych dla każdego wieku życia:

VC p.70. Istnieje pewien rodzaj młodości ducha, która nie przemija z czasem: wiąże się ona z tym, że na kolejnych etapach życia człowiek znajduje dla siebie nowe zadania, właściwy sposób życia, służenia i miłowania[9].

 

W życiu konsekrowanym

 

Pierwsze lata pełnego udziału w działalności apostolskiej to okres z natury rzeczy krytyczny, jako że dokonuje się w nim przejście od życia pod kierownictwem innych do pełnej odpowiedzialności za własne działanie. Ważne jest, aby młode osoby konsekrowane mogły liczyć na wsparcie i obecność brata lub siostry, którzy pomogą im w pełni przeżyć młodzieńczą, pełną entuzjazmu miłość do Chrystusa.

Następny etap może się łączyć z ryzykiem przyzwyczajenia i z pokusą rozczarowania nikłością rezultatów. Należy zatem pomagać osobom konsekrowanym w średnim wieku, aby raz jeszcze spojrzały na swój pierwotny wybór w świetle Ewangelii i charyzmatycznej inspiracji i nie utożsamiały doskonałego poświęcenia z doskonałymi rezultatami. Pozwoli im to znaleźć nową energię i nową motywację dla wybranej drogi. Ten okres życia jest czasem poszukiwania wartości istotnych.

Faza wieku dojrzałego może przynieść obok rozwoju osobowości także niebezpieczeństwo pewnego indywidualizmu, któremu towarzyszy lęk przed nieprzystosowaniem do nowych czasów lub przejawy zamknięcia się w sobie, braku elastyczności, rozluźnienia dyscypliny. Na tym etapie formacja stała ma nie tylko pomagać w odzyskaniu odpowiednio wysokiego poziomu życia duchowego i apostolskiego, ale także w odkryciu szczególnego charakteru tej fazy życia. W tym okresie bowiem, dzięki oczyszczeniu pewnych aspektów osobowości, ofiara z siebie składana Bogu staje się czystsza i bardziej wielkoduszna, a braci i siostry wzbogaca jeszcze większym spokojem i dyskrecją, większą przejrzystością i bogactwem łaski. Na tym polega dar i doświadczenie duchowego ojcostwa i macierzyństwa.

Wiek podeszły stwarza nowe problemy, którym trzeba zawczasu stawić czoło przez rozważny program duchowej pomocy. Stopniowa rezygnacja z aktywnego życia, a w niektórych przypadkach choroba i wymuszona bezczynność - wszystko to składa się na doświadczenie, które może mieć wielką wartość formacyjną. Jest to często okres bolesny, jednakże daje on osobie konsekrowanej możliwość poddania się formującemu wpływowi doświadczenia paschalnego[10] i upodobnienia się do Chrystusa ukrzyżowanego, który we wszystkim spełnia wolę Ojca i cały Mu się powierza aż do oddania w Jego ręce swego ducha. To upodobnienie jest nowym sposobem przeżywania konsekracji, która nie jest już związana ze skutecznym wykonywaniem żadnej kierowniczej funkcji lub pracy apostolskiej.

Gdy nadchodzi wreszcie chwila zjednoczenia się z ostatnią godziną męki Pana, osoba konsekrowana wie, że Ojciec doprowadza w niej do końca tajemniczy proces formacji, rozpoczęty wiele lat wcześniej. Śmierć jest wówczas oczekiwana i przygotowana jako najdoskonalszy akt miłości i zawierzenia.

Trzeba tu koniecznie dodać, że niezależnie od różnych etapów życia w każdym wieku mogą pojawić się sytuacje kryzysowe na skutek oddziaływania różnych czynników zewnętrznych - takich jak zmiana miejsca lub urzędu, trudności w pracy lub brak sukcesów apostolskich, niezrozumienie lub zepchnięcie na margines itp. - lub też czynników natury bardziej osobistej, jak choroba fizyczna albo psychiczna, oschłość duchowa, śmierć bliskich osób, problemy w relacjach z innymi, silne pokusy, kryzysy wiary lub tożsamości, poczucie własnej nieważności i tym podobne. Kiedy dochowanie wierności staje się trudniejsze, trzeba dopomóc osobie konsekrowanej, okazując jej większe zaufanie i głębszą miłość, zarówno na płaszczyźnie indywidualnej, jak i wspólnotowej. Potrzebna jest wtedy przede wszystkim serdeczna bliskość Przełożonego; wielką pociechę przyniesie też kompetentna pomoc ze strony brata lub siostry, których troskliwa i ofiarna obecność może doprowadzić do ponownego odkrycia sensu przymierza, które Bóg jako pierwszy ustanowił i którego nie zamierza zerwać. Osoba dotknięta doświadczeniem nauczy się w ten sposób przyjmować oczyszczenie i ogołocenie jako najistotniejsze akty naśladowania Chrystusa ukrzyżowanego. Samo zaś doświadczenie ukaże się jako opatrznościowe narzędzie formacji w rękach Ojca, jako walka nie tylko psychologiczna prowadzona w samotności przeciw samemu sobie i własnym słabościom, ale także jako zmaganie religijne, w którym każdego dnia obecny jest Bóg i moc Krzyża!”

 

 

Cytowany tekst mówi o specyficznych formach kryzysu wierności związanych z kolejnymi etapami naszego życia, ukazując jednocześnie ich najgłębszy sens: zakorzenienie w tajemnicy Krzyża, naśladowanie Ukrzyżowanego i daje jednocześnie wskazówki co do terapii: towarzyszenie współbraciom (współsiostrom) w zmaganiach.

 

* Pewne załamanie w życiu człowieka może jednak przybierać formy bardziej subtelne, mniej widoczne, trudniejsze do odczytania zarówno dla samego zainteresowanego, jak i jego otoczenia: osłabienie wierności.

Dynamika wierności zakłada bowiem nie tylko jej wzrost, ale i załamanie w postaci osłabienia zapału w służbie Bożej i posunięcia się do apostazji serca i porzucenia powołania[11]. Intensywność tego procesu ma różne etapy, różne nasilenie i różne formy. Wiąże się z reguły z osłabieniem wiary i miłości, czasem z „nocami duszy” (poczuciem opuszczenia przez Boga), często z pewnym zmęczeniem psychicznym i duchowym, z pokusą koncentracji na innych wartościach. Rodzi poczucie niedostatku i pewnej przegranej w życiu człowieka; złe samopoczucie, jak w chorobie. Mogą to być sytuacje groźne prowadzące do zaniku duchowej wierności i gorliwości w służbie Bożej. I choć pozostajemy w klasztorze i wypełniamy cały szereg obowiązków i prac, od wewnątrz obumieramy....

 

W adhortacji VC, w p. 63 Papież pisze: „Nowym sytuacjom niedostatku należy zatem stawiać czoło ze spokojem, jaki płynie z przekonania, że od każdego oczekuje się nie tyle sukcesu, co raczej wysiłku wierności. Bezwzględnie natomiast trzeba czuwać, by nie dopuścić do prawdziwej klęski życia konsekrowanego, która nie polega na spadku liczebności, ale na zaniku duchowej wierności Chrystusowi oraz własnemu powołaniu i misji. Kto wytrwale jej dochowuje, daje bardzo wyraziste świadectwo - także wobec świata - swego zaufania do Pana dziejów, w którego ręku jest czas i losy ludzi, instytucji i narodów, a tym samym także historyczne formy realizacji Jego darów. Bolesne sytuacje kryzysowe mają pobudzić osoby konsekrowane, by odważnie głosiły wiarę w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, a przez to stawały się widzialnym znakiem przejścia od śmierci do życia”.

 

Nie mamy szczegółowych badań ani statystyk dotyczących tej sprawy. Wiemy z doświadczenia, że ta forma osłabionej wierności jest w naszych wspólnotach obecna. Że jest na tyle obecna, że staje się problemem i budzi często niepokój. Nie jest to stwierdzenie odkrywcze. Ilość dokumentów wzywających do nowej ewangelizacji życia konsekrowanego ad intra jest tego wymownym dowodem.

 

To osłabienie wierności może przybierać bardzo różne formy i odcienie:

à Czasem jest to ucieczka przed duchową wiernością Chrystusowi w pracę, w dzieła, w swoiście pojętą karierę, w budowanie prestiżu zgromadzenia lub wspólnoty;

à Czasem to swoiste wygodnictwo, życie zamożne w środki, warunki, możliwości, traktujące duszpasterstwo jako zawód, źródło zarobku i prestiżu, a nie misję (pokusa obecna pewnie bardziej w zakonach męskich, ale także i we wspólnotach żeńskich);

à Czasem po prostu zgoda na przeciętność i swoiste lenistwo w przekonaniu, że wysokie loty to nie dla mnie i że jakoś do Królestwa Bożego doczłapiemy się

à Czasem wreszcie to skutek życie po prostu jakoś przegranego i stąd rozczarowanie, gorycz, skupienie się na sobie i własnych potrzebach.

Nie jest to proces nieuchronny. Dopóki żyjemy mamy szanse na nawrócenie i powrót do pierwotnej gorliwości. Chociaż każdy z nas musi liczyć się z możliwością kryzysu lub kryzysów w swoim życiu, uświadomienie sobie tego i szukanie pomocy, aby przerobić go niejako na skok jakościowy we własnym życiu, o którym była mowa.

 

*          Przyczyny trudności prowadzące do radykalnego osłabienia wierności i do odejść. Przyczyn tyle, ilu ludzi przeżywa kryzysy. Można co najwyżej ustalić pewne prawidłowości i najczęstsze sytuacje:

 

à problemy osobowościowe. Osobowość niedojrzała lub nieznajdująca w życiu konsekrowanym odpowiednich dla niej warunków do rozwoju (brak odpowiednich predyspozycji). Może przez wiele lat, w najlepszej wierze starać się o wierność, ale przyjdzie moment, w którym po prostu okaże się, że dłużej nie sposób bądź też pojawi się sytuacja, która działa jak katalizator (np. zakochanie się i znalezienie partnera, okazja urządzenia sobie życia). Może to być coraz częstsze dziś wobec cech współczesnej kultury, o których była mowa wyżej.

Czasem swoisty infantylizm, człowiek dorosły czujący i rozumujący jak dziecko; niezdolność do trwałych decyzji, do podjęcia odpowiedzialności za siebie i swoje czyny; bez zdolności kojarzenia wyznawanych i werbalizowanych zasad ze swym życiem konkretnym; żyjący według kryteriów nastroju, chwilowej fascynacji, podoba mi się, lub nie, skoncentrowany na sobie, indywidualista..

Czasem motywacja podjęcia życia konsekrowanego zbyt słaba, aby podołać zobowiązaniom na całe życie, lub też wybór powołania był pomyłką, do której trudno się było przyznać.

Czasem braki i tzw. zranienia wyniesione z rodziny są zbyt silne i determinujące na tyle, by uniemożliwić prawidłowy rozwój.

Szczególnie „delikatnym” okresem, przynajmniej dla kobiet konsekrowanych jest wczesny wiek średni: 35–45 lat. Zdaniem psychologów pogłębia się rozziew miedzy dojrzewaniem fizycznym (dość wczesnym), intelektualnym (większe możliwości) a psychicznym. Dziewczyna dojrzewa dziś do pewnej autonomii osobowej i zdolności do podejmowania trwałych decyzji około 30 roku życia. Jest już wtedy zwykle po ślubach wieczystych...

 

à wymiar religijny; mimo pozorów – częsty. Słaba religijność, słabo ukształtowana osobowość w perspektywie wiary, nadziei i miłości. Brak osobistego związku z Chrystusem. Słabe odniesienia do wartości moralnych. Wiara nie wpływa w sposób determinujący na konkretne życie, nie kształtuje w sposób dostatecznie silny hierarchii wartości i uwewnętrznionych norm związanych z życiem konsekrowanym. Może doskonale funkcjonować w społeczności zakonnej do momentu granicznego lub do śmierci, lecz bez zaangażowania, często z poczuciem niepowodzenia życiowego, rozgoryczenia, zmarnowanego życia (szczególnie gdy kończy się okres czynnego zaangażowania)

 

à wypalenie wewnętrzne. Utrata pierwotnej miłości. Początkowy zapał, zaangażowanie, czynna miłość ulega powoli, z różnych powodów, przytłumieniu, przygaszeniu. Brak czasu, a potem także i chęci do troski o wewnętrzny wymiar swego życia, o codzienną wierność modlitwie, ascezie, życiu wspólnemu...

 

à wypadki losowe, „zagmatwanie” życia: szczególnie w dziedzinie życia emocjonalnego, czasem w związku z pracą lub nadzieją na ułożenie sobie życia w wolności i samodzielności. Konflikty wewnątrz-wspólnotowe nie do pokonania;

 

à niezdolność do dochowania wierności podjętym zobowiązaniom. Chodzi mi tutaj przede wszystkim o ten aspekt sprawy, który wiąże się z pewną postawą tymczasowości obecną w dzisiejszej mentalności. Przynoszą ją ze sobą przede wszystkim pokolenia młodsze. Zaangażowanie się na całe życie wydaje się rezygnacją ze słusznej wolności i samostanowienia, napawa lękiem. Wydaje się, że są oni sami tego świadomi, gdy pytani o gotowość do wytrwania i wierności ślubom i przyrzeczeniom, odpowiadają na dziś, na teraz - Sprawa jest na tyle poważna, że były podejmowane próby (również i na forum Synodu) wprowadzenia ślubów (lub przyrzeczeń) czasowych na stałe, rezygnując ze ślubów wieczystych.

 

*          Oczywiście granicznym skutkiem kryzysów są odejścia ze wspólnot życia konsekrowanego, rezygnacja z życia powołaniem. Odgrywają w tych decyzjach te wszystkie motywy, o których była mowa wyżej, tyle że decyzja, która zostaje podjęta nabiera innego charakteru.

Wydaje się, że sytuacja, jeśli chodzi o odejścia, jest dość stabilna, przynajmniej tak mówią statystyki Kościoła. Na pewno minął okres najgorszy, który miał miejsce w latach 70., kiedy liczba odejść była największa i prowadziła, jak pisze wspomniany tutaj o. Garcia Paredes do prawdziwego wykrwawienia się wielu wspólnot w różnych częściach Europy i Ameryki i niewątpliwie leży razem z innymi przyczynami u podstaw dzisiejszej sytuacji powołaniowej.

Dzisiaj sytuacja wydaje się bardziej spokojna, pod pewnymi względami „normalna”. Według Rocznika statystycznego liczba odejść zakonników kapłanów utrzymuje się w ostatnich 7 latach na podobnym poziomie, z tendencją do zmniejszenia (444 w roku 1995; 342 – w 2000 na ogólną liczbę ok. 132 tys.). W przypadku życia konsekrowanego żeńskiego pozostaje również na mniej więcej tym samym poziomie: ok.1089 w 2000 r. i 1062 w 2001 na ogólną liczbę ok. 810 tys. zakonnic w świecie. W przypadku kobiet i według statystyk KIŻK i SŻA – w 2002 z tych, które odeszły ok. 29% było w wieku 25-35 lat; 39% - w wieku 36-45 lat, ok. 22% w wieku 46-55 lat. W roku 2001 analogicznie: 17% w wieku 25-35 lat; 39% w wieku 46-55 i 18% w wieku 56-65.

Cyfry nie mówią nic o motywacjach, ani o konkretnych sytuacjach osób opuszczających nasze wspólnoty. Jeśli nałożyć je na zdecydowany wzrost seminarzystów w seminariach zakonnych i pewien wzrost w nowicjatach żeńskich można by patrzeć na nie w sposób optymistyczny. Niestety ten optymizm dotyczy przede wszystkim niektórych części świata i niektórych krajów (W Polsce np. utrzymuje się wysoki wskaźnik powołań do życia konsekrowanego męskiego i powoli, lecz systematycznie zmniejsza w stosunku do życia konsekrowanego żeńskiego).

Dobrze jednak, jeśli ciesząc się pewną stabilizacją w tej dziedzinie, zatrzymamy się z uwagą nad każdym z naszych braci i sióstr rezygnujących z życia powołaniem. Ponadto, jeśli prognozy dotyczące zmian kulturowych i mentalnościowych są słuszne, można spodziewać się, że sprawa odejść po kilku-, kilkunastu latach życia konsekrowanego może nabierać coraz większej wagi.

 

* czy problemy, o których mowa dotyczą tylko młodych. Z pewnością nie! Jednakże nowi ludzie, którzy do nas przychodzą, z własną (piękną) wizją życia poszukujący alternatywy dla tego, co ofiaruje świat, a jednocześnie niosący w sobie zranienia współczesności[12] wymagają szczególnej uwagi i dobrze przemyślanych programów wychowania, formacji, towarzyszenia. Czy nasze struktury i programy są dziś w stanie podołać tym zadaniom? Ostatni dokument Kongregacji IŻKiSŻAp wzywa też, aby formacji zapewnić odpowiedni czas i najlepsze siły.

 

4.         Troska o rozwój. To, co zostało powiedziane do tej pory o sytuacjach kryzysowych jako miejscu weryfikacji problemu wierności i wytrwałości to tylko jedna część zagadnienia. Druga – dotyczy szukania przyczyn i środków pomocy, wspomagania, towarzyszenia. Odpowiedzialność za własne decyzje podejmuje każdy z nas osobiście. Mogą jednak być okoliczności i pomoce, które mogą służyć właściwym wyborom, albo je utrudniać.

 

*          Drogą do udanego życia konsekrowanego jest usilna troska o rozwój życia duchowego, dążenie do doskonałej miłości, po prostu dążenie do świętości. Można byłoby poprzeć to oczywiste stwierdzenie licznymi cytatami z dokumentów kościelnych (a pewnie i z naszych zgromadzeniowych). Nie wydaje się to konieczne w tym gronie.

Ta troska o rozwój musi wyrażać się w klarownej wizji, czym jest życie konsekrowane w Bożych zamiarach i myśli Kościoła i przekładać się na konkretne programy, struktury i priorytety na wszystkich poziomach życia wspólnoty (lokalna, prowincja, zarząd generalny); musi opierać na solidnych i sprawdzonych fundamentach doktrynalnych, eklezjalnych, charyzmatycznych. Zbyt długi i niezbyt przemyślane eksperymentowanie nie wpływa dobrze na zdrowie duchowe wspólnoty, choć oczywiście, potrzebna jest nieustanna refleksja nad kierunkami życia i formacji, odczytywanie znaków czasów i potrzebne korekty w tym, co drugorzędne, ale fundament musi być mocny i klarowny.

 

*          Kluczową rolę odgrywa i będzie coraz bardziej odgrywało wychowanie (i autoformacja) rozumiane w sposób integralny, jako formowanie całego człowieka w perspektywie tej wizji, o której mowa; bez przesuwania akcentów w różnych kierunkach (intelekt, emocje, zdrowie psychiczne itp.) z poszanowaniem prawa indywidualnego podejścia do każdego, z poszanowaniem prawa czasu (bez skracania i przeskakiwania etapów) i z zaangażowaniem w formacji najlepszych sił (to jest ludzi zdolnych do wychowywania przez świadectwo życia, intelektualnie przygotowanych, z talentem i doświadczeniem, znających realia współczesności).

Wiele napisano na temat formacji w życiu konsekrowanym. Wiemy, jak powinna wyglądać, ku czemu prowadzić, jakiego człowieka przy Bożej pomocy kształtować, ale nie zawsze jesteśmy w stanie znaleźć odpowiednie środki i nie zawsze mamy odwagę naprawdę postawić na formację jako zadanie priorytetowe.

 

*          właściwe rozeznanie powołania przede wszystkim biorące pod uwagę te kryteria, które mogą zadecydować o całości życia powołanego (zdrowie psychiczne i odpowiednie dyspozycje, życie duchowe na odpowiednim poziomie, właściwe i przejrzyste motywacje, zdolność do życia konsekrowanego i życia we wspólnocie, zdolność do rozwoju, inne, zgodnie z charyzmatem). Rozeznanie dokonane z życzliwością, pogodą i zaufaniem do możliwości przemiany, ale w świetle wiary, oparte na rzeczowych przesłankach i nieulegające pokusie cyfr. Osobom, wobec których są wątpliwości, powinno się dać więcej czasu i uwagi, a także zasięgnąć rady fachowców[13].

 

*          Formacja początkowa, która obejmuje nie tylko formację intelektualną, ale przede wszystkim wychowanie człowieka, zdolnego do życia radykalnego i w komunii z innymi. Trzeba czasem liczyć się z koniecznością uzupełnienia braków wyniesionych z życia świeckiego; rozeznać źródło trudności i możliwości pomocy. Szczególną uwagę trzeba dziś zwrócić na stronę emocjonalną i dojrzałość uczuciową. Formacja, szczególnie początkowa „musi zmierzyć się z poglądami i projektami zdominowanymi przez kultury i historie społeczne, skrajnie zróżnicowane. Istnieje ryzyko, że subiektywne wybory, indywidualne projekty i lokalne ukierunkowania będą miały przewagę nad regułą, stylem życia wspólnotowego i programem apostolskim instytutu”. Ten sam dokument przypomina, że „dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebny jest w formacji czas, wytrwałość i cierpliwe oczekiwanie, aby osiągnąć cele formacyjne”.

 

* wychowanie i autoformacja do osobistej odpowiedzialności za kształt własnego życia (gorące pragnienie bycia „odblaskiem” Chrystusa i historyczną pamięcią Trójcy świętej - por. VC), życie według Ducha w całej rozciągłości i z poszanowaniem warunków, których wymaga (wychowanie do modlitwy, do Sakramentów, do osobistego kontaktu ze Słowem Bożym, do ascezy); głębokie zaangażowanie w sprawy Królestwa, wytrwałość, budowana na wierności Chrystusowi w konkrecie życia, w codzienności, w tym, co małe i co wielkie, umiłowanie charyzmatu własnego instytutu, zaufanie do środków i pomocy wskazywanych przez Kościół i zgromadzenia...). Formacja permanentna (jako proces trwający całe życie, angażujący całą osobę, serce, umysł i wolę; nie jako czas pedagogiczny na jakimś etapie, ale teologiczny sposób myślenia o życiu konsekrowanym, które jest nie kończącą się formacją[14]. Pozwolić się formować przez codzienne życie, własną wspólnotę, współbraci i współsiostry, to co zwykłe i nadzwyczajne, w codzienności, przez modlitwę, trud apostolski, radości i cierpienia. Dać się formować i uczyć aż do śmierci;

 

*          rola wspólnoty prawdziwie braterskiej w Chrystusie, w której szuka się i miłuje nade wszystko Boga i Jego sprawy; klimat wspólnoty, który zachęca, wspomaga, niesie ku...; duchowość komunii; wzajemne relacje (akceptacja inności, jedni drugich brzemiona noście); współodpowiedzialność i uczestniczenie; towarzyszenie braterskie, upomnienie braterskie;

 

*          zadania przełożonych przede wszystkim jako tych, którzy towarzyszą w rozwoju i wspomagają w momentach krytycznych; jasna wizja roli przełożonego (bez oscylowania ani w stronę dyktatury, ani w stronę anarchii, czy źle pojmowanego partnerstwa), bez ucieczki w administrowanie. Ustawiczna obecność, zdolność do animowania i proponowania, do przypominania sensu życia konsekrowanego; zdolność do pomocy osobom, które zostały im powierzone w ciągle odnawianej wierności[15].

 

Jeden z polskich autorów piszących o życiu konsekrowanym mówi:

„Kresem wierności staje się świętość. Ujawnia się ona nie tylko w sytuacjach zagrożenia życia, gdy przychodzi złożyć świadectwo krwi. Każda wierność weryfikuje się przez wytrwałość do końca, w której ujawnia się gotowość poświęcenia siebie samego z miłości. Ewangeliczne tracenie swego życia prowadzi do zachowania go na życie wieczne (J 12,25), a pełny rozwój własnej osobowości osiąga się nie inaczej, jak tylko przez bezinteresowny dar z siebie”[16].

 

I na koniec:

Potrzebujecie bowiem wytrwałości,

abyście po wypełnieniu woli Bożej dostąpili

spełnienia obietnicy

(Hbr 10,36)

W końcu ziarno w żyznej ziemi oznacza tych,

którzy wysłuchawszy słowa sercem dobrym i szlachetnym

zatrzymują je i wydają owoc dzięki wytrwałości ( Łk 8,15)

Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie.(Łk 21,19)

 

A w blasku Bożego Miłosierdzia:

 

Jeśli my odmawiamy wierności, On wiary dochowuje,

Bo nie może się zaprzeć samego siebie

(2 Tym 2,1)

 


[1] Dokument „Nowe powołania dla nowej Europy, Watykan 1997, p. 11

[2] ibidem

[3] Por. różne badania odnoszące się do postaw i hierarchii wartości u młodzieży.

[4] „Gdy kultura, w rzeczywistości nie określa już najwyższych możliwości i tworzących ją treści lub nie jest zdolna do stworzenia zbieżności wokół pewnych wartości mogących w sposób szczególny nadać sens życiu, lecz stawia wszystko na jednym poziomie, przestaje istnieć wszelka możliwość wyboru zaprojektowanego i wszystko staje się obojętne i płaskie” (p. 11).

[5] J. Garcia Paredes, Un lungo albeggiare verso nuova forma della vita religiosa: „Sembra che nell’Europa postillustrata e postmoderna, ci sia meno posto per la nostra forma della vita religiosa. L’aria culturale che tira e cosi aliena al nostro stile e ai nostri obiettivi, che alcuni pronosticano il suo occaso e sparizione: gli uni per motivi ekstraecclesiali, gli altri per motivi intraecclesiali” (Biblioteca Vidimus Dominum).

[6] VC 63: „Różnorakie trudności, wynikające ze zmniejszania się liczby członków i dzieł, nie powinny bynajmniej prowadzić do utraty ufności w ewangeliczną moc życia konsekrowanego, które zawsze pozostanie potrzebne i czynne w Kościele. Choćby poszczególne Instytuty przestały istnieć, życie konsekrowane będzie zawsze pobudzać wiernych do miłości Boga i braci. Dlatego trzeba koniecznie odróżnić doczesne dzieje określonego Instytutu lub formy życia konsekrowanego, które mogą się zmieniać zależnie od okoliczności, od niezmiennego posłannictwa, jakie ma do spełnienia w Kościele życie konsekrowane jako takie”.

[7] A. Dyrdziuk OFMCap, Wierność i niewierność w życiu konsekrowanym, „Życie Konsekrowane” 2(30)2002.

[8] Por.VC.

[9] Por. Kongregacja ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, Instr. Życie braterskie we wspólnocie „Congregavit nos in unum Christi amor” (2 lutego 1994), 43-45: L'Osservatore Romano, wyd. polskie, nr 5/1994, s. 50-51.

[10] Por. Kongregacja ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, Instr. Potissimum institutioni (2 lutego 1990), 70: AAS 82 (1990), 513-514.

[11] A. Dyrdziuk, op. cit.

[12] Dokument Nowe powołania, p.11 obraz człowieka bez powołania, bez punktów odniesienia, zagubionego.

[13] ChS, 18.

[14] ChS, 15.

[15] ChS, 14.

[16] A. Derdziuk, op. cit.

Czytany 1704 razy Ostatnio zmieniany środa, 10 luty 2016 19:38