piątek, 09 marzec 2012 21:17

2006 - Formacja młodych do powołania zakonnego

Formacja młodych do powołania zakonnego

 

1.         Tytułem wstępu:

* moje wystąpienie podzieleniem się przemyśleniami i doświadczeniem oczywiście z punktu widzenia członka Kościoła i osoby konsekrowanej. Dla wielu będą to na pewno sprawy oczywiste, ale może warto sobie o nich czasem przypomnieć;

* Łączy się bezpośrednio z pięcioletnim planem duszpasterskim Kościoła, w którym rok pierwszy ma być poświęcony właśnie problematyce powołania w kontekście wiary i w perspektywie Kościoła widzianego jako komunia;

* po krótkim zatrzymaniu się na kwestii powołania i powołań, pragnęłabym przypomnieć o aktualnej sytuacji powołaniowej, szcz. w Polsce, następnie – o wychowaniu do powołania i powołań w myśli Kościoła, a na końcu o roli szkoły i katechezy w tej dziedzinie;

 

2.2.1 Dlaczego powołanie i powołania. Otóż w dokumentach Kościoła jak i w licznych w tej chwili opracowaniach, podkreśla się bardzo mocno dwie sprawy:

 

* że Kościół ze swej istoty jest wspólnotą powołanych: Pan Bóg bowiem nie tylko powołuje nas do życia, ale ukierunkowuje je, troszczy się o to, abyśmy przeżyli je zgodnie z Jego programem, planem, przewidzianym dla nas „od zawsze”:

Kościół, który poprzez swoją wewnętrzną konstytucję jest „powołaniem”, rodzi i wychowuje powołania, czyni to dzięki temu, że jest „sakramentem” jako „znak” i „narzędzie”, w którym znajduje oddźwięk i dopełnia się powołanie każdego chrześcijanina; Kościół spełnia to zadanie także w swoim działaniu, czyli w wykonywaniu posługi głoszenia Słowa, sprawowania sakramentów oraz w służbie i w świadectwie miłości. [1]

* że to Boże powołanie do bycia chrześcijaninem (najkrócej mówiąc) według Bożego zamysłu różnicuje się na wiele szczególnych powołań będących zawsze darem dla Kościoła:

„Każde chrześcijańskie powołanie pochodzi od Boga, jest Bożym darem. Nie zostaje ono nigdy dane poza Kościołem czy niezależnie od niego, lecz zawsze w Kościele i za pośrednictwem Kościoła”.

* że każde powołanie ma charakter eklezjalny: „nie tylko wywodzi się ono „z” Kościoła i z jego pośrednictwa, nie tylko zostaje rozpoznane i dokonuje się „w” Kościele, ale — będąc w swej istocie służbą Bogu — nieodzownie przybiera także kształt służby „dla” Kościoła. Chrześcijańskie powołanie, w każdej formie, jest darem mającym służyć budowie Kościoła, wzrastaniu Królestwa Bożego w świecie..

2.2. W tej perspektywie – problem duszpasterstwa powołań pozostaje w samym centrum pracy duszpasterskiej Kościoła, wiążę się z samą istotą jego istotą.

„ Wynika to z faktu, że powołanie w pewnym sensie określa nie tylko działanie Kościoła, ale przede wszystkim jego najgłębszą istotę. Sama nazwa Kościoła, Ecclesia, wskazuje na jego wewnętrzny charakter powołaniowy; Kościół jest bowiem naprawdę „zwołaniem”, społecznością ludzi wezwanych: „Bóg powołał zgromadzenie tych, co z wiarą spoglądają na Jezusa, sprawcę zbawienia i źródło pokoju oraz jedności, i ustanowił Kościołem, aby ten Kościół był dla wszystkich razem i dla każdego z osobna widzialnym sakramentem owej zbawczej jedności”. Ściśle teologiczne odczytanie powołania do kapłaństwa i związanego z nim duszpasterstwa może wypływać jedynie z odczytania tajemnicy Kościoła jako mysterium vocationis (35).

* Duszpasterstwo powołaniowe w tej pespektywie i w szerokim tego słowa znaczeniu jest wymiarem duszpasterstwa ogólnego: jest „działalnością wewnętrznie włączoną w ogólne duszpasterstwo każdego Kościoła, troską, która powinna być zespolona i całkowicie tożsama z tak zwanym duszpasterstwem zwyczajnym, winna być naturalnym i podstawowym wymiarem duszpasterstwa całego Kościoła, czyli jego życia i misji. (35)

* Nie chodzi więc przede wszystkim o rekrutację młodych do seminariów czy nowicjatów, ale cały Kościół, wszystkie jego wspólnoty, cała wspólnota wierzących, nie wyłączając nikogo ma odpowiedzialność i obowiązek troski o powołania jako o misję Kościoła, a duszpasterstwo powołań winno zostać podjęte — szczególnie dzisiaj — przez wszystkich członków Kościoła z nowym zaangażowaniem, z większą energią i bardziej zdecydowanie (35)

aktywnym podmiotem i animatorem duszpasterstwa powołań jest wspólnota kościelna w całej swej różnorodności: od Kościoła powszechnego do Kościoła lokalnego i — dalej — do parafii i do każdego członka Ludu Bożego. (41)

* szczególna odpowiedzialność za ten wymiar duszpasterstwa spoczywa na biskupie i księżach, na rodzinie chrześcijańskiej, która na mocy sakramentu małżeństwa uczestniczy na swój własny i oryginalny sposób w misji wychowawczej Kościoła (41),

na parafii, na szkole która powinna być „Harmonijną kontynuacją dzieła rodziny i rodziców powinna być szkoła, powołana do tego, by urzeczywistniać swą tożsamość „wspólnoty wychowującej” między innymi poprzez taki program kształcenia, który zdolny jest ukazać powołanie jako fundamentalną i wpisaną w naturę wartość osoby ludzkiej (41);

na świeckich chrześcijanach, bowiem świeccy chrześcijanie, w szczególności katecheci, nauczyciele, wychowawcy, animatorzy duszpasterstwa młodzieży, w miarę własnych umiejętności i na własny sposób, odgrywają wielką rolę w duszpasterstwie powołań kapłańskich; im lepiej zrozumieją sens swego powołania i misji w Kościele, tym pełniej będą cenili wartość powołania i posłannictwa kapłańskiego, którego nic nie może zastąpić;

na wspólnotach parafialnych, grupach, ruchach i stowarzyszeniach, na wspólnotach życia konsekrowanego, słowem – na wszystkich, którzy stanowią wspólnotę Kościoła.

„Dziś coraz bardziej należy dążyć do promocji wszystkich powołań, ponieważ w Kościele Pańskim wzrasta się razem, lub nikt nie wzrasta”[2]

 

2.3 To, co zostało powiedziane o trosce o powołanie każdego chrześcijanina i o powołania specjalne, w szczególny sposób odnosi się do powołań do życia kapłańskiego, bez kapłanów bowiem – Kościół nie mógłby pełnić swej misji. Ale wiele dokumentów kościelnych i wypowiedzi papieskich odnosi się w szczególny sposób - nie zaniedbując innych form powołania – do powołań do życia konsekrowanego, które, nie ujmując nic kapłaństwu i świeckim nie jest rzeczywistością odosobnioną i drugorzędną, ale znajduje się w samym sercu Kościoła, ponieważ „wyraża najgłębszą istotę powołania chrześcijańskiego i jest integralnie zespolone z życiem, świętością i misją Kościoła[3].

 

2.4 To poczucie odpowiedzialności za powołania we wspólnocie Kościoła musi przekładać się na język konkretów, na organiczne duszpasterstwo, w którym problem powołań w jego wielorakich wymiarach jest po prostu obecny i z przekonaniem podejmowany. Nie wystarczą bowiem najlepsze teksty papieskie i piękne programy jeśli nie zostaną przełożone na język codziennej pracy duszpasterskiej na wszystkich poziomach, podjęte przez każdą wspólnotę stosownie do jej charakteru i zadań. Przede wszystkim jednak, tak mi się wydaje, chodzi o kształtowanie na wszystkich poziomach, o których zostało wspomniane integralnej wizji duszpasterskiej, i odpowiedniej mentalności, postrzegającej wagę tej pracy i szacunek dla każdego charyzmatu jako niezastąpionego daru.

W tej perspektywie, ci którzy uczestniczą w duszpasterstwie stają się towarzyszami drogi dla powierzonych im ludzi, tymi, którzy umieją rozpoznać znaki powołania w młodym człowieku i pomóc mu z szacunkiem dla jego wyboru we właściwym rozeznaniu powołania.

To wychowanie do powołania i wyboru własnej drogi zaczyna się od najmłodszych lat i kontynuuje przez cały czas przygotowania do życia. Dokonanie wyboru drogi życia jest tym dojrzalsze, bardziej świadome i – pod wieloma względami – „bezpieczniejsze”, gdy następuje jako niejako naturalna konsekwencja przebytej drogi.

Pierwszym i najważniejszym miejscem wychowania do powołania zarówno w jego znaczeniu ogólnym (wychowanie chrześcijanina) jak i do wychowania do wyboru właściwego powołania pozostaje rodzina[4]. Zaraz jednak po niej, parafia i szkoła.

 

Oczywiście jest to obraz idealny, Pan Bóg bowiem ma pełne prawa do tego, aby powołać człowieka do realizowania swych planów w każdym środowisku, w każdym czasie i stosownie do swej woli, to on sam wybiera bowiem tych, których pragnie mieć w swej szczególnej służbie. Konkretny człowiek, powołany, to ten, który zdołał odczytać Boże wezwanie i odpowiedzieć na nie ze wspaniałomyślnością i odwagą. Nie wyście mnie wybrali – mówi Chrystus – ale ja was wybrałem, abyście szli i przynosili owoc[5]. Nasze czasy dostarczają wiele przykładów na potwierdzenie tej Bożej suwerenności w powoływaniu swych uczniów....

 

3.         Kilka zdań o aktualnej sytuacji powołaniowej, szczególnie w odniesieniu do powołań do życia zakonnego żeńskiego,

 

3.1 które w skali światowej przeżywa i to już o kilkudziesięciu lat – kryzys. Niewątpliwie kryzys ten dotyczy w dużej mierze tożsamości i miejsca tradycyjnych form życia konsekrowanego we współczesnym Kościele, a jego zewnętrznym znakiem jest systematyczny spadek powołań zarówno do zakonów męskich jak i żeńskich. Nie wchodzę w szczegóły, ale np. w ciągu ostatnich 20 lat ( z 935221 sióstr w r. 1983 do 776269 w 2003), liczba sióstr zakonnych zmniejszyła się w świecie o 18%, przy czym ten kryzys najbardziej dotyka Europę (ok. 25%) i Amerykę Północną. Azja i Afryka cieszą się zwiększającą liczbą powołań. Inne kontynenty najczęściej borykają się z wielokulturową i wielowyznaniową rzeczywistością i silnym naciskiem islamu (np. Ocenia).

Podobną sytuację przeżywają zakonnicy choć w mniejszym stopniu. Utrzymuje się a nawet wzrasta w niektórych regionach liczba mniszek. Jednocześnie powstało i nadal powstają nowe wspólnoty życia konsekrowanego.

 

3.2. Dlaczego tak jest? Odpowiedź trudna. Zwykle przywołuje się jako przyczyny takiego stanu rzeczy:

* doświadczenia wyniesione z okresu posoborowego (liczne odejścia księży i zakonników) stawiające pytanie o jakość, motywacje, zdolność do wytrwania w powołaniu, o to, czy stare struktury mogą udźwignąć nowe potrzeby i wymagania;

* szybkie przemiany w tzw. pierwszym świecie (Europa, Ameryka), dotykające wszystkich dziedzin życia, demografia a także, a może przede wszystkim promocja pewnej wizji życia człowieka, wiary, stosunku do Kościoła, odchodząca od wartości chrześcijańskich [złożoność, wielokulturowość, wielowyznaniowość, „rozwodniona religijność”, wielorakość tradycji i kultur, nadmiar możliwości i propozycji, wszystko na jednym poziomie: „Jak starożytny Rzym, tak współczesna Europa wydaje się być podobna do panteonu, wielkiej «świątyni», w której są obecne wszystkie «bóstwa», lub w której każda «wartość» ma swoje miejsce i swoją niszę”[6]).

* sytuacja ta i dominujące trendy upowszechniane przez media, produkują nowy typ młodego człowieka, por. człowieka bez powołania, który pragnie autentyzmu i relacji osobowych, jednocześnie jest „zraniony” przez dobrobyt i rozczarowany ideologiami, zdezorientowany nieładem etycznym, pragnący podmiotowości, która przechodzi w subiektywizm, i wolności (w arbitralność), z mentalnością ograniczoną do własnych horyzontów, w funkcji interesów ściśle osobistych, z niewielką potrzebą odpowiedzialności za innych, bojący się relacji na stałe...[7]

* niepowodzenia pewnego typu animacji (osobni „animatorzy” w seminariach i zgromadzeniach, samotny improwizator, pewien konkurs „piękna i przydatności”; wolni strzelcy powołaniowi);

* słabość wychowawczej roli Kościoła w jego strukturach i w jego członkach ( czy jesteśmy pewni, że wszyscy w Kościele czują się powołani, by być powołującymi? Czy animacja powołaniowa jest rzeczywiście rozumiana jako proces wychowania w świetle Ewangelii, ułatwiający wiernym odkrycie projektu życia aż do podjęcia radykalnych decyzji? (Cencini). Lęk przed proponowaniem młodym ideałów, stylu życia bardziej wymagającego, zaangażowania....

 

3.3. W Polsce sytuacja powołaniowa jest pod pewnymi względami podobna i jednocześnie różni się w znaczny sposób.

 

* Powołania kapłańskie utrzymują się na bardzo dobrym poziomie i choć statystyki pokazują małe wahania, nie wydaje się, żeby były one niepokojącym znakiem. Dziękujemy za to dobremu Bogu!

* Powołania do kapłaństwa w zgromadzeniach zakonnych męskich powoli spadają (0 7% w ostatnich 8 latach). Nie są to jeszcze duże zmiany, ale przyszłość pokaże.

* Powołania do życia zakonnego męskiego (jako braci) zdecydowanie zmniejszyły się.

 

3.4.      Powołania do życia zakonnego żeńskiego v. poniższa tabela: Proces zmniejszania się powolnego, ale systematycznego, liczby sióstr zakonnych w Polsce charakteryzuje poniższe zestawienie z ostatnich 15 lat:

 

 

Rok

Profeski

Nowicjuszki

Postulantki

ogółem

czynne

klauz.

ogółem

czynne

klauz.

ogółem

czynne

klauz.

1990

25 326

23 981

1 345

1 272

1 192

80

781

710

71

1991

25 051

23 689

1 362

1 211

1 124

87

767

708

59

1992

24 795

23 435

1 360

1 229

1 141

88

787

729

58

1993

24 551

23 189

1 362

1 100

1 020

80

693

629

64

1994

24 296

22 926

1 370

1 020

951

69

745

673

72

1995

24 056

22 664

1 392

1 037

955

82

762

693

69

1996

23 777

22 385

1 392

1 070

976

92

744

652

92

1997

23 577

22 232

1 345

1 077

972

105

728

648

80

1998

23 447

22 068

1 379

1 112

1 007

105

756

673

83

1999

23 302

21 908

1 394

1 040

936

104

723

627

96

2000

23 164

21 750

1 414

1 024

924

100

641

566

75

2001

22 901

21 495

1 406

968

866

102

592

527

65

2002

23 040

21 621

1 419

926

836

90

587

525

52

2003

22 791

21 378

1 413

858

778

80

502

441

61

2004

22 568

21 158

1 410

741

678

63

484

419

65

 

W ciągu 15 lat ogólna liczba profesek życia zakonnego tzw. apostolskiego zmniejszyła się o ponad 10% (w zgromadzeniach męskich o 7%); jeśli chodzi o klauzurę, wzrosła o ponad 3%. Oczywiście, na całość obrazu wpływają nie tylko wstąpienia, ale też odejścia do Domu Ojca licznych roczników przedwojennych i wystąpienia, których może w porównaniu z innymi nie ma zbyt dużo, ale są.

 

Problem zmniejszania się powołań w obecnym okresie jest lepiej jeszcze widoczny w poniższej statystyce:

 

 

Rok

2004

2003

2002

2001

2000

1999

1998

Wstąpiło

522

550

732

721

721

769

827

Jest kandydatek i postulantek

578

573

666

653

636

723

728

Rozpoczęło nowicjat

390

457

469

492

557

496

588

W II roku nowicjatu

362

380

362

409

397

440

428

Złożyło I śluby

393

379

452

410

492

476

439

Złożyło śluby wieczyste

370

349

369

346

355

348

422

Jest juniorystek

2 205

2 260

2 247

2 271

2 311

2 283

2 340

Odeszło juniorystek

95

104

93

85

88

111

99

Odeszło nowicjuszek

60

80

75

73

68

73

93

Odeszło kandydatek i postulantek

129

165

139

132

156

160

158

 

Liczba wstąpień do klasztorów czynnych zmniejszyła się na przestrzeni 7 lat o 37%!!

 

Sądzę, że są to bardzo wymowne dane i podważają w zasadniczy sposób twierdzenie o licznych powołaniach zakonnych w Polsce, szczególnie do życia zakonnego żeńskiego, choć i zgromadzenia męskie mają swoje problemy (w tym samym okresie – spadek liczby kandydatów na braci o blisko 50% i nowicjuszy o 10%).

Polska jest dziś bogata w powołania, ale do kapłaństwa. Jest to też pewien fenomen historyczny tego okresu dziejów i dziękujemy za to Bogu.

 

 

3.5.      Poszukiwanie przyczyn

 

takiego stanu rzeczy nie jest łatwe. Tym bardziej, że nie ma pogłębionych badań, które pomogłyby w rozeznaniu sytuacji. I nie jestem pewna, czy warto byłoby je robić. Wiemy bowiem, że każde powołanie ma swoją niepowtarzalną historię i w ostatecznym rachunku jest dziełem Bożego wezwania i ludzkiej na to wezwanie odpowiedzi. Trudno przyjąć, że Pan Bóg zrezygnował dziś z powoływania także i kobiet do swej wyłącznej służby. Może jednak szczególne warunki, w jakich żyjemy, wymagają, obok tradycyjnych, też innych form tej służby (i mamy tego przykłady w postaci nowych form życia konsekrowanego); może stare bukłaki jakoś się już zużyły; może wreszcie w naszym politeistycznym i pluralistycznym szumie, który coraz dobitniej słyszymy w Polsce oraz wobec słabości duszpasterstwa w tej dziedzinie, trudniej głos Boga usłyszeć i trudniej podjąć decyzję, aby nań odpowiedzieć.

 

Nie wchodząc więc w dziedzinę łaski i nadprzyrodzoności, można chyba wskazać na kilka przynajmniej elementów, które mogą mieć wpływ na liczbę wstępujących do zakonów żeńskich. Pragnę uporządkować je w trzech punktach:

 

Względy historyczne, o których mało wiemy i jeszcze mniej mówimy. W kolejnych okresach dziejów zakony na swój sposób dzieliły losy Polski. Były okresy rozkwitu, upadku i odnowy. W sposób szczególnie negatywny na stan liczebny zakonów wpłynęły lata niewoli (kasacje, szczególnie w części pod okupacją Prus i Rosji, często konieczność zejścia do podziemia). W jakimś stopniu, choć z innych powodów, dotyczyło to zresztą całej Europy. Jednocześnie w Polsce, w jej ponad 1000-letniej historii, powołania męskie niemal zawsze wyprzedzały liczbę powołań żeńskich. Trzeba jednak dodać, że w porównaniu z innymi krajami katolickimi (Italia, Hiszpania, Francja, Belgia, a nawet Holandia) nie były one zbyt wysokie w proporcji do liczby katolików.

Wiek XIX przyniósł w całym Kościele dość radykalną zmianę sytuacji: nadzwyczajny rozkwit starych i nowych zgromadzeń zakonnych (ok. 400 na przestrzeni 150 lat) i prawne usamodzielnienie zgromadzeń (w konsekwencji promocję kobiety – zakonnicy). Był to czas ogromnego rozkwitu powołań i, co za tym idzie, dynamizmu apostolskiego. Także w Polsce sytuacja powołaniowa odwróciła się. Wtedy (jak w całym świecie) pojawiło się w Polsce wiele nowych zgromadzeń zakonnych żeńskich, ukierunkowanych apostolsko (w tym ok. 120 rodzimych!). Część z nich żyje i pracuje do dziś. Wtedy też liczba zakonnic była dużo większa niż zakonników[8]. Ten „wybuch” i powstanie nowego typu życia zakonnego żeńskiego, zaangażowanego w pracy apostolskiej Kościoła (charytatywnej, nauczycielskiej, wychowawczej, opiekuńczej itp.), w całej Europie był związany z konkretnymi potrzebami ekonomicznymi i społecznymi. Co więcej, zdaniem Benedykta XVI, założyciele (i założycielki) tych zgromadzeń ożywili i ukierunkowali ruchy społeczne[9]. Patrząc na ten okres z pewnej perspektywy, można by powiedzieć dzisiejszym językiem, że była to prawdziwa manifestacja feminizmu chrześcijańskiego. Tak liczne bowiem w tamtych czasach kobiety podjęły odpowiedzialność za znaczne obszary ewangelizacji we własnych krajach i na terenach misyjnych oraz za własne wspólnoty. Jednocześnie dla wielu była to droga prawdziwej promocji ludzkiej i społecznej (bardzo liczne powołania z tzw. klas uboższych, w których nie było dla kobiet możliwości kształcenia, wyjścia z pozycji „uświęconej” wiekami). Być może ten fenomen po prostu wygasa i Kościół oraz świat ma inne w stosunku do nas oczekiwania. Być może należałoby bardzo wnikliwie i odważnie przemyśleć, w konkrecie, miejsce i zadania życia zakonnego żeńskiego w Kościele dziś.

 

Względy społeczne. Pragnę zasygnalizować tylko niektóre, bez wchodzenia w głąb problemów:

 

*          Na pierwszym miejscu – postępujący proces sekularyzacji polskiego społeczeństwa i przemiany w dziedzinie wiary (badania socjologiczne w tej dziedzinie są dość klarowne). Nasze społeczeństwo, choć deklarujące nadal przywiązanie do Kościoła, staje się chyba coraz bardziej społeczeństwem o kulturze pluralistycznej, ambiwalentnej, „politeistycznej” (wielość bogów różnego rodzaju) i neutralnej[10]; kulturze, która ma tendencję do wychowywania ludzi bez powołania, nastawionych na wartości indywidualistyczne, bez mocnych punktów odniesienia i z osłabioną wolą angażowania się w wielkie sprawy i długofalowe zobowiązania (stąd problem wierności). W tej perspektywie przekaz wiary w rodzinie (a także w instytucjach wspomagających, jak parafia czy katecheza w szkole) jest po prostu na ogół zbyt słaby i często nie wytrzymuje konkurencji np. mediów czy podkultur grup rówieśniczych. Do tego „koszyka” być może trzeba by było dołożyć również proces przemian kulturowych, a zmiany w hierarchii wartości życiowych, zwiększający się jednak dobrobyt (dla wielu, co prawda, bardziej w pragnieniach) i co za tym idzie – wzrost skali potrzeb i coraz mniejszą gotowość do podejmowania wyrzeczeń.

 

*          Kryzys rodziny jako środowiska wychowawczego (problem znany i opisany przez wielu); rezygnacja rodziców z funkcji wychowawczych, szczególnie w dziedzinie przekazu wiary. Przejmowanie tych funkcji przez inne środowiska (media, grupy rówieśnicze). Warto przy tej okazji wspomnieć, że dzisiejsi rodzice dorastających dzieci to są już ludzie urodzeni i wychowani w społeczeństwie komunistycznym z całym, często złożonym klimatem życia (rodzina, szkoła, parafia, społeczeństwo, ideologia państwowa) i być może to „osłabienie” mentalności wiary i zdolności przekładania wiary na postawy i zachowania jest po prostu już pokoleniowo przekazywane.

 

*          Kryzys kobiety, zaczynający się praktycznie jeszcze przed okresem dojrzewania dziewcząt i będący – w części – skutkiem zarówno procesów sekularyzacyjnych, kryzysu rodziny, jak i stylu życia, propagowanego przez mass media, obecnego w grupach rówieśniczych, a przede wszystkim w rzeczywistości dnia codziennego i w kreowanych pragnieniach. Wydaje się, że chłopcy są na to bardziej odporni, bardziej pragmatyczni w myśleniu o swej przyszłości i po okresie „burzy i naporu” łatwiej wracają do wartości. Słusznie chyba prognozował kard. J. Ratzinger, że: to kobietę najbardziej dotkną skutki chaosu wywołanego powierzchownością kultury, będącej owocem myśli i ideologii maskulinistycznych, które łudzą kobietę hasłami wyzwolenia, a w rzeczywistości dokonują głębokiego spustoszenia w jej psychice. (...) to kobieta zapłaci za nowe stosunki społeczne i nowe wartości cenione we współczesnych społeczeństwach. Zaś spośród kobiet, zakonnice zapłacą najwięcej[11].

 

*          Kryzys demograficzny (wystarczy spojrzeć na ogólnie dostępne dane), sprawiający, że rodziny mają coraz mniej dzieci, że jest coraz więcej jedynaków z całą złożonością problemów i że jest i będzie (jeśli się tendencja nie odwróci) coraz mniej młodych w naszym kraju.

 

W Kościele:

 

*          Pewne rozchwianie poczucia tożsamości życia zakonnego (mimo pięknych dokumentów Magisterium), szczególnie żeńskiego, w najgłębszych jego wymiarach. Może w życiu zakonnym w Polsce nie jest to tak ostro widoczne jak w innych rejonach, ale niewątpliwie istnieje. Nie żyjemy w próżni i jesteśmy wzajemnie od siebie zależni. Czterdziestoletni okres odnowy posoborowej także u nas przyniósł piękne i bogate owoce; przyniósł też pewne elementy dezintegracji wizji, która musi jakby zostać na nowo określona, zintegrowana i przeżyta w konkrecie życia. Niektórzy twierdzą, że po raz pierwszy w historii odnowa poszła raczej w kierunku dostosowania niż prawdziwej odnowy; raczej pewnego rozluźnienia tzw. dyscypliny i obniżenia lotów niż reformy, na której Soborowi zależało. Z drugiej strony, ile czasu trzeba było po Soborze Trydenckim, aby pojawili się prawdziwi reformatorzy i święci? Nie jest więc to wszystko ani proste, ani łatwe.

Na wewnętrzne procesy we wspólnotach nakładają się przemiany w Polsce i w Kościele. Pragniemy odnaleźć się w nowej rzeczywistości; pragniemy też poczuć bardzo konkretnie, że jesteśmy Kościołowi potrzebne, że soborowe stwierdzenie o życiu zakonnym jako darze dla Kościoła ma przełożenie na konkrety życia, i to nie tyle według perspektywy bezpośredniej użyteczności, co w poszanowaniu charyzmatów. W sumie jest to kwestia odpowiedzi na pytanie: czy i w jakiej roli jest dziś Kościołowi potrzebna zakonnica?

 

*          Nie najlepszy wizerunek zakonnicy w świadomości ludzi, czasem nawet księży. Zakonnica postrzegana w kategoriach „siostrzyczki”, niezbyt rozgarniętej, o której nie bardzo wiadomo, czemu służy lub komu jest potrzebna, nie jest na pewno pociągającą perspektywą dla współczesnej dziewczyny. A to ma duży wpływ zarówno na postawę rodzin w stosunku do wyboru, jakiego pragnęłaby dokonać córka, jak i w duszpasterstwie parafialnym czy w duszpasterstwach specjalnych. Patrzenie na zakony przez pryzmat stereotypów, wziętych żywcem ze złych książek o średniowieczu, nie pomaga w tej dziedzinie. Nie znam zbyt dobrze stylu życia zakonów (poza własnym) i mogę przyjąć, że bywają różne dziwne zjawiska, ale upubliczniane ich jednostronnie i budowanie wizji zakonnicy dziś na takim fundamencie prowadzi tylko do pogłębienia stereotypów, a przecież każde środowisko można by opisać tylko z punktu widzenia dziwności i moralnie wątpliwych zjawisk... Kto wie dzisiaj (a może i niewielu to interesuje), kim są naprawdę zakonnice, w jakich wspólnotach żyją, co robią dla ludzi i dla Kościoła, jak się zmagają ze swymi słabościami...

 

*          Odnosi się czasem wrażenie, że w praktycznym duszpasterstwie problem powołań do życia zakonnego żeńskiego jest niemal zupełnie nieobecny (oczywiście, są chwalebne wyjątki). Odnosi się wrażenie, że księża diecezjalni, szczególnie młodsi, nie znają i nie rozumieją tej formy życia. Próby wprowadzenia do formacji seminaryjnej wykładów z teologii życia konsekrowanego właściwie nie uzyskały akceptacji (w ogólnych zaleceniach są jako jeden z 40 wykładów fakultatywnych). Nie wiem, czyby to wiele pomogło, ale byłoby jakąś szansą lepszego rozumienia się i wzajemnej pomocy. Nie wchodząc już głębiej w szczegóły, wydaje się, że bez dowartościowania życia zakonnego żeńskiego trudno o zasadnicze zmiany w tych dziedzinach. Kiedy o tym mówię, nie chodzi tylko o powołania do klasztorów żeńskich, ale też o współpracę w dziele Kościoła na różnych płaszczyznach, o formację i pomoc w dojrzewaniu ludzkim i chrześcijańskim (kwestia choćby spowiedzi, kierownictwa duchowego).

 

*          Trzeba też dodać, że w dzisiejszym Kościele możliwości pracy dla Pana Boga i Kościoła są dla kobiety tak bogate i różnorodne (ruchy, organizacje), że klasztor przestał być jedyną alternatywą. I to na pewno jest dobre zjawisko. Co prawda, u wielu naszych młodych sióstr rozeznanie zrodziło się w grupach o charakterze religijnym, ale najczęściej – parafialnych (jak oazy) lub w różnych formach duszpasterstw. Ruchy o największym zasięgu tworzą bowiem własne wspólnoty o charakterze życia konsekrowanego.

 

*          Ostatnia sprawa, choć nie w skali ważności, to pytanie o życie instytutów zakonnych, o ich świadectwo, o duchową „atrakcyjność”, o ich wkład i obecność szczególnie tam, gdzie są największe potrzeby, o zdolność do przemiany i zdrowego dostosowania się do potrzeb czasu. Niewątpliwie staramy się od lat o uczciwą refleksję, o podnoszenie poziomu życia duchowego, o formację we wszystkich wymiarach, z zawodowym włącznie, ale przed nami ciągle jest po prostu dużo do zrobienia – z Bożą pomocą i we współpracy z łaską.

 

 

3.6.      Kto dziś przychodzi do klasztorów?

 

Nie mamy badań socjologicznych, a więc odpowiedź na to pytanie ma charakter cząstkowy i bardziej intuicyjny. Można chyba powiedzieć, że:

 

*          Jest to młodzież podobna do tej, z którą mamy do czynienia na co dzień w duszpasterstwie, w katechezie. Niesie ze sobą wszystkie pozytywne cechy charakterystyczne współczesnych młodych ludzi, ich doświadczenia, gusty, a także ich tzw. „zranienia”.

 

*          Niewątpliwie jest to młodzież, która szuka ideału i sensu własnego życia. Pragnie pogłębionego życia duchowego (i traktuje tę sprawę priorytetowo); niejednokrotnie już ma poza sobą doświadczenie pogłębionego życia wewnętrznego dzięki grupom przyparafialnym, duszpasterstwom, ruchom (ale raczej typu oaza niż inne). Pragnie służyć najbardziej potrzebującym, pragnie wspólnoty, która byłaby oparciem i elementem bezpieczeństwa w życiu, pragnie w ogóle udanego życia, zaangażowanego i szczęśliwego. I choć często jest w tym wszystkim nieporadna, czeka na pomoc i przykład.

 

*          Lęka się, podobnie jak ich rówieśnicy, decyzji na całe życie; boi się zobowiązań, które miałyby skutki długofalowe. Łatwo się „męczy” pewną monotonią życia i pracy. Jest na pewno słabsza fizycznie i nieprzyzwyczajona do cięższej i systematycznej pracy. Jest też niewątpliwie bardziej krucha psychicznie.

 

*          Jest na ogół starsza niż ich poprzednicy sprzed 10-15 lat. Często przychodzi już z pewnym stopniem wykształcenia (duży procent z wykształceniem wyższym) i z doświadczeniem pracy zawodowej w życiu świeckim. W związku z tym decyzja na klasztor jest – przynajmniej tak się wydaje – bardziej przemyślana, połączona ze zgodą na ryzyko związane z pozostawieniem pracy (czasem też mieszkania czy innych dóbr).

 

*          Coraz częściej przynosi ze sobą trudne doświadczenia z życia rodzinnego (rodzina rozbita, uzależnienia, napięte stosunki między bliskimi), często są to jedynacy, co wiąże się z obawa rodziców przed samotnością.

 

Oczywiście, wymaga to od nas stałej korekty programów i metod formacyjnych, a także refleksji nad stylem życia naszych wspólnot. Musi się to dokonywać niejako w drodze.

 

4.         Stąd stała refleksja Kościoła idąca w kierunku

* nowego spojrzenia na duszpasterstwo zintegrowanego z duszpasterstwem ogólnym, poczynając od parafialnego. Ważność duszpasterstwa rodzin;

* tworzenie nowej mentalności i animowanie wiernych by zmienili swoje patrzenie na powołania, na wszystkie powołania;

 

Co się robi?

* bardzo liczne dokumenty kościelne i wypowiedzi Papieży

* na poziomie Europy: dwa Kongresy 1981 i 1997. Wydały dokumenty końcowe (warto je porównać aby dostrzec znaczącą zmianę perspektywy);

* w Polsce – spotkania i kongregacje odpowiedzialnych za powołania; dynamiczne działania w niektórych diecezjach i parafiach (choć coraz więcej), stowarzyszenia przyjaciół, rodzin, pielgrzymka doroczna na Jasną Górę

 

5. Rola katechetów w budzeniu i wychowaniu powołań:

Wydaje się to tak oczywiste, że nie warto zabierać czasu. W integralnej wizji wychowania do powołania, wychowania, które rozpoczyna się i umacnia w rodzinie, domowym Kościele, pogłębia i kontynuuje we wspólnocie parafialnej, na katechezie, w szkole... wszystko jest oczywiste i powinno się scalać i wzajemnie wspomagać. Wiemy jednak, że często jest inaczej i ta idealna wizja jest dość odległa od naszej rzeczywistości, także i polskiej.

Dlatego też przypomnę niektóre wypowiedzi Sługi Bożego Jana Pawła II o roli katechetów w omawianej dziedzinie. Jest to tylko jeden z dokumentów. Takich odwołań i cytatów można by znaleźć bardzo dużo w tekstach papieskich.

 

* katecheza: stanowi fundament autentycznego dialogu powołaniowego z Ojcem niebieskim. (...) Katecheza jawi się zatem jako konkretna droga prowadząca do odkrycia nie tylko ogólnego zbawczego planu Boga i ostatecznego sensu istnienia i historii człowieka, ale także owego szczególnego planu, który ma On wobec każdej osoby w perspektywie nadejścia Jego królestwa na świecie. (Orędzie XXVIII,[12] 1991, 1)

* Szczególnie istotnym osiągnięciem katechezy będzie czynienie z niej szkoły modlitwy, czyli formacji do osobistej rozmowy z Bogiem, Stwórcą i Ojcem; z Chrystusem, Nauczycielem i Zbawcą; z Duchem Świętym ożywicielem. Dzięki owej rozmowie to, czego człowiek słucha i czego się uczy, nie pozostaje tylko w umyśle, ale ogarnia serce i dąży do wyrażenia się w życiu (idem, 2).

* Katecheza bowiem nie może się zadowalać głoszeniem prawd wiary, ale musi skłaniać człowieka do odpowiedzi, po to by każdy przyjął rolę wyznaczoną mu w planie zbawienia i był gotów poświęcić swoje życie dla misji Kościoła, także poprzez doskonalsze naśladowanie Chrystusa w kapłaństwie służebnym lub w życiu konsekrowanym (idem, 2) (...) szczególnie w pewnych momentach okresu dorastania, potrzebna jest katecheza ułatwiająca wybór drogi (idem, 4).

 

* katecheza. Jest ona miejscem formacji, pogłębiania wiary i spotkania z Bogiem, ale jednocześnie miejscem rzetelnej informacji o życiu kapłańskim i konsekrowanym.

 

* osoba katechizującego. Jego postawa ma zasadniczy wpływ na to, co głosi w imieniu Chrystusa i Jego Kościoła.

 

„Dobry katecheta to człowiek rozmiłowany w swoim powołaniu, identyfikujący się z otrzymaną misją, do której czuje się przez Boga posłany sługa Słowa. Ona wypełnia jego serce, świadomość i wyobraźnię; jest źródłem radości oraz mobilizacją do coraz większego zaangażowania się. Powołanie to staje się najważniejszą sprawą życia i jej zostają podporządkowane inne sprawy. (...) Jeśli katecheta nie będzie człowiekiem żywej i mocnej wiary, nie będzie mógł rozpalić jej w sercach tych, których katechizuje. W postawie nie wystarczą wypowiedziane słowa, ważne jest to, jak on sam zawierza swoje życie Bogu, jak liczy się z Nim w podejmowaniu różnych decyzji życiowych. (...) Każdy katecheta świadom swojego posłannictwa, ale i swoich braków wnosi w katechezę samego siebie wraz z wartościami własnej osobowości i świadectwem żywej wiary, jako świadek Chrystusa winien przekazywać Jego naukę poprzez przykład własnego życia”.

 

* „Pamiętajcie: służyć młodym znaczy służyć Kościołowi! Jest to pierwszoplanowe zadanie, któremu często trzeba podporządkować inne zadania, obowiązki, interesy.

Kochajcie młodych tak jak kocha ich Chrystus. Starajcie się ich poznać postępujcie tak, aby oni was poznali. Idźcie do nich, gdyż często oni sami do was nie przyjdą. Stańcie się przede wszystkim odważnym narzędziem wezwania, jakie Pan kieruje do młodych”

 

*Biskupów i kapłanów proszę, by dbali o żywotność powołaniowego aspektu katechezy, troszcząc się szczególnie o duchową i kulturową formację katechetów oraz o to, aby ich działalność była wspierana świadectwem świętości życia duszpasterzy (idem, 4)

* wzywam zakonników uczących w szkołach, aby ukazywali w pełnym świetle wartość powołania kapłańskiego, zakonnego i misyjnego (idem)

 

* Jan Paweł II apeluje na koniec: „Drodzy katecheci, wasza misja jest ważna i wymaga wielkiej subtelności. Od waszej posługi zależy wzrost i chrześcijańskie dojrzewanie powierzonych wam dzieci i młodzieży. W Kościele potrzebna jest katecheza szerząca znajomość słowa Bożego, wiedzę o sakramentach, liturgii i powinnościach życia chrześcijańskiego. Czasem jednak, szczególnie w pewnych momentach okresu dojrzewania, potrzebna jest katecheza ułatwiająca wybór drogi życiowej. Tylko w świetle wiary i modlitwy można zrozumieć sens i siłę Bożego wezwania (idem, 4)

 

* Pozytywną rolę w odkrywaniu i realizacji powołania wychowanków do życia w miłości i prawdzie może odegrać szkoła. Nie chodzi tu wyłącznie o szkoły katolickie (choć ich rola w tym względzie jest większa – 450 dziś)) lecz o wszystkie szkoły, w których wychowawcy w odpowiedzialny sposób podejmują swoje zadania. Rola szkoły w wychowaniu powołaniowym wzrosła w Polsce głównie w latach 90-tych, kiedy katecheza wróciła do szkół na wszystkich poziomach, zwłaszcza gimnazjalnym i średnim. W tym wieku bowiem młodzi częściej niż dotychczas zadają sobie pytania o własną przyszłość, cel i sens własnego życia.

 

Zadaniem zaś odpowiedzialnej szkoły jest wprowadzanie wychowanków w świat kultury, w której jest miejsce na pogłębione rozumienie wszystkich wymiarów tajemnicy człowieka: nie tylko jego cielesności, emocjonalności czy zdolności do myślenia, lecz także jego zdolności do wartościowania moralnego, do świadomego podejmowania decyzji, do rozwoju duchowego i religijnego. Wypełniając uczciwie i obiektywnie swoje zadania, szkoła staje się miejscem promowania życia opartego na prawdzie i odpowiedzialności a przez to spełnia ważne zadanie w trosce o powołanych.

 

Zadania te powinny realizować zwłaszcza szkoły katolickie[13], o których Ojciec Święty mówi: „(...) Kościół powierza szkole katolickiej misję uczestniczenia w integralnej formacji osoby i chrześcijanina, winna więc ona pielęgnować ziarna powołania zasiane w duszach młodzieży przez Ducha Świętego. (...) Wychowanie w szkole katolickiej, zmierzające do ukształtowania chrześcijańskich postaw życiowych, nie może pomijać sprawy wyboru powołania. Czymże jest przygotowanie do życia, jak nie przychodzeniem z pomocą w uświadomieniu sobie planu, który Bóg wpisał w serce każdego człowieka? Wychowywać znaczy pomagać w odkrywaniu swojego powołania w Kościele i w społeczeństwie ludzkim. Szkoła, która wychowuje, winna nie tylko mówić o nim w sposób ogólny, ale również ukazywać rozmaite konkretne formy, w jakich urzeczywistnia się podstawowe powołanie do złożenia daru z siebie, a więc także możliwość całkowitego poświęcenia się sprawie Królestwa Bożego”.

 

* O roli świeckich wychowawców w kształtowaniu powołań duchownych mówi dobitnie Jan Paweł II w Orędziu z 1994 roku( XXXII): „Zadaniem wychowawców, spełniających właściwe sobie funkcje, jest wspomaganie rozwoju różnych powołań, przy czym szczególną uwagę należy poświęcać powołaniom do kapłaństwa i życia konsekrowanego. Nawet jeśli ich działalność nie wywołuje bezpośrednio pożądanej odpowiedzi, może ją ułatwić, a czasem wręcz uczynić ją w ogóle możliwą. Owoc ich pracy jest zawsze rzeczywistością nową, niepowtarzalną i w zasadzie niezasłużoną: rzeczywistością, której ostateczny kształt pozostaje do końca niepewny, tak jak niepewny jest plon każdej uprawy. Należy zatem oddalić wszelkie pokusy przyspieszenia jej wzrostu, wszelką niecierpliwość i niepokój o los i tempo dojrzewania zasianego ziarna.

 

Każdy wychowawca zostaje powołany, aby obficie i mądrze zasiewać, a potem wypełniać swoje zadania, nie przyspieszając rytmów rozwoju. Jego największą ambicją powinno być tworzenie programów wychowawczych zdolnych ukazać młodemu człowiekowi Serce Boga, tak aby wypełniając Jego wolę mógł dostrzec, jak wielką radością jest dar życia oraz życie, które staje się darem”(Orędzie XXXII-1994).

 

6.         Co się robi w Polsce na poziomie krajowym:

 

Komisja Episkopatu ds. Powołań:

* doroczne konferencje

* przygotowywanie materiałów na Światowe Dni Modlitw o Powołania

* współpraca w odpowiednimi komisjami przy Konferencjach Przełożonych Wyższych

* współpraca na poziomie europejskim

* promocja Stowarzyszeń Przyjaciół Powołań Kapłańskich

* praca z rodzinami powołanych (pielgrzymka na J.Górę) itp.

 

Ks. Dziewiecki – odpowiedzialny krajowy (strona internetowa)

Na poziomie diecezji i niektórych parafii (v. w internecie)

 

Wykorzystać:

Dni Modlitw o Powołania z szerokością serca

Dzień życia konsekrowanego w parafiach, w szkole, w katechezach

 


[1] Pastorem dabo vobis, ten cytat i poniższe pochodzą z punktów: 34, 35, 41.

[2] Kongres (1998) Nowe powołania dla nowej Europy,13, c

[3] Adhort. Vita consecrata, 3.

[4] Por. np. Orędzie na Dzień Powołań z 1994 Rodzina rozwija i ochrania Boży dar powołania (XXXI).

[5] J 15, 16

[6] Kongres (1998) Nowe powołania dla nowej Europy, 11,a

[7] Kongres (1998) Nowe powołania dla nowej Europy

[8] Por. Marek Derwich, Klasztory i mnisi, Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 2004: W 1939 r. działało w Polsce 7646 zakonników (44 zgromadzenia) i 21788 sióstr (w tym 911 klauzurowych; 84 zgromadzenia). (...) Szacuje się, że w porównaniu ze stanem z około 1914 roku nastąpił przyrost 3-4 krotny.

[9] Benedykt XVI, Przemówienie do młodzieży w czasie wieczornego czuwania modlitewnego, ŚDM w Kolonii, 20 VIII 2005.

[10] Nowe powołania dla nowej Europy, Dokument końcowy Kongresu, poświęconego powołaniom do kapłaństwa i życia konsekrowanego w Europie, Libr. Ed. Vaticana, 1997, str. 14 i n.

[11] Raport o stanie wiary, Z Ks. Kardynałem Josephem Ratzingerem rozmawia Vittorio Messori, Michalineum, Kraków – Warszawa-Struga 1986, str. 79 i 87.

[12] Orędzie na Dni Modlitwy o Powołania pt. Katecheza fundament dialogu powołaniowego (1991).

[13] Orędzie XXVI (1989) Zadania szkoły.

Czytany 1646 razy Ostatnio zmieniany środa, 10 luty 2016 19:39