piątek, 09 marzec 2012 21:25

2011 - „Spowiedź sióstr zakonnych. Kilka refleksji dla spowiedników” – artykuł opublikowany w „Homo Dei”

 SPOWIEDŹ SIÓSTR ZAKONNYCH

Kilka refleksji dla spowiedników

Homo Dei, 2011

Matka Jolanta Olech USJK (urodz. w 1940 roku), urszulanka, do Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego wstąpiła w 1967 roku. Profesję wieczystą złożyła w 1973 roku. Pracowała m.in. w Nuncjaturze Apostolskiej dla Krajów Skandynawskich (1971-1980). Pełniła wiele funkcji w zgromadzeniu. Przez wiele lat pracowała w Zarządzie Generalnym Zgromadzenia (od 1976), a w latach 1995- 2007 była Przełożoną Generalną. W latach 1996-2007 była Przewodniczącą Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Żeńskich w Polsce. Była dwukrotnie audytorką na Synodach Biskupów w Rzymie. Jest konsultorką Kongregacji Instytutów Życia Konsekrowanego. Mieszka w Warszawie.

Zabieram głos na powyższy temat z pewnym lękiem. Moja wiedza jest dość ograniczona. Opieram się przede wszystkim na własnym doświadczeniu i doświadczeniu z kontaktów ze wspólnotami zakonnymi i z siostrami. Co prawda, przed napisaniem tych refleksji poprosiłam o pomoc siostry z różnych zgromadzeń i otrzymałam kilkadziesiąt wypowiedzi, ale są to nadal doświadczenia jednostkowe i trudno określić, na ile można je uogólniać. Prawdopodobnie każdy ze spowiedników mających pewne doświadczenie mógłby więcej na te tematy powiedzieć, oczywiście z perspektywy swojej strony kratek konfesjonału. Ja pragnę napisać z innego punktu widzenia, ufam więc, że i ten głos komuś się przyda.

Nie adresuję tych refleksji do nikogo wprost (a więc do wszystkich zainteresowanych), chciałabym po prostu podzielić się tym, co na zadany mi temat myślę. Staram się też koncentrować przede wszystkim na samym problemie spowiedzi wchodzącej w skład sakramentu pokuty i pojednania, aby nie poszerzać refleksji. Rozumiem zresztą, że chodzi przede wszystkim o wyznanie grzechów i w jakimś sensie „oprawę” tej części sakramentu. Zdaję sobie sprawę, że jest to pewien zabieg arbitralny i że nie sposób oddzielić go od całości życia i formacji, w skład której wchodzi przecież cały proces: zdolność do pogłębionego rachunku sumienia, pragnienie nawrócenia i w jakimś sensie „powrotu” do wspólnoty Kościoła, żal i zadośćuczynienie.

Podchodzę do tematu z pewnym lękiem także i z tego powodu, że jest to temat niezmiernie delikatny, wielopłaszczyznowy i w stanie ciągłych przemian, związanych między innymi z procesami przemian w dziedzinie wiary, dokonujących się w całym Kościele i w klasztorach. Siostry zakonne nie są bowiem grupą ani jednorodną, ani wyizolowaną. Po to, aby to zjawisko opisać w miarę obiektywnie, trzeba by pewnie przeprowadzić dogłębne badania. Ale czy byłoby to naprawdę potrzebne?[1] Spotkanie penitenta ze spowiednikiem należy do wymiaru tajemnicy, wiary, do sfery ducha i rządzi się często innymi prawami niż socjologiczne i psychologiczne. Cały kontekst ludzki i pomoc wiedzy są ważne i często potrzebne, ale mają charakter pomocniczy. Szczególne spotkanie, jakim jest sakrament spowiedzi, musi być przede wszystkim postrzegane w kategoriach tajemnicy zbawczej.

Pragnę uniknąć wyważania otwartych drzwi i dlatego już na początku chciałabym stwierdzić, że będę się starała nie wchodzić w teologię (poza tym, co konieczne) i nie zabierać głosu w kwestiach spornych w roli eksperta. Jestem wdzięczna Pana Bogu za to, że żyję dziś, w czasach odnowy i powolnego, czasem bolesnego „zdrapywania” wiekowych naleciałości także i w tej dziedzinie w imię poszukiwania prawdziwego Oblicza Boga, właściwego rozumienia istoty człowieka i ich wzajemnych relacji. Sakrament pokuty i pojednania jest bardzo ważny w moim życiu i jestem wdzięczna kapłanom za ich posługę, często przecież bardzo trudną.

Czy spowiedź zakonnic różni się od spowiedzi innych grup wierzących?

Życie konsekrowane w każdej formie jest szczególną formą życia chrześcijańskiego: jest bowiem suwerennym Bożym wybraniem (co nie oznacza „bycia lepszym i doskonalszym”) i powołaniem do pójścia za Chrystusem drogą: specjalnego naśladowania[2], bardziej z bliska[3], aby oddać się Jemu sercem „niepodzielnym”. Osoby konsekrowane także porzuciły wszystko, jak Apostołowie, aby przebywać z Nim i tak jak On oddać się na służbę Bogu i braciom. Tylko Pan Bóg wie, kogo i dlaczego powołuje. Z pewnością w tym wyborze nie wchodzą w grę jakiekolwiek nasze zasługi, szczególne talenty ani wysoki poziom przygotowania. Najczęściej Pan Bóg wybiera to, co małe i bez znaczenia… A jednak to wybranie zobowiązuje, na mocy profesji, do dążenia do świętości (na miarę własnych możliwości) w sposób bardziej konsekwentny i trwały. Co więcej, to dążenie nabiera charakteru świadectwa, tak bardzo potrzebnego Kościołowi i, w ostatecznym rozrachunku, światu.

Ci, którzy odpowiedzieli na to wezwanie, podejmują – w ramach swych wspólnot i zgodnie z ich charyzmatem – drogę dojrzewania w wierze, nadziei i miłości, drogę niełatwą i niejednakową dla każdego, mimo zasadniczych ram ustawianych przez sposób życia poszczególnych instytutów życia konsekrowanego. Nie otrzymują daru dojrzałej wiary ani doskonałej miłości np. w chwili profesji zakonnej, ale muszą starać się o niego przez całe swe życie we współpracy z łaską i w otwarciu na Ducha Świętego. I to niejako na własną odpowiedzialność. W tej drodze ku dojrzewaniu Eucharystia oraz sakrament pokuty i pojednania mają zasadnicze znaczenie. Mogą się pojawiać (i pojawiają) problemy, wątpliwości, trudności różnego rodzaju, ale zasada pozostaje nienaruszona.

Świadomość znaczenia, jakie mają sakramenty w życiu wiary, świat zakonny dzieli z wszystkimi chrześcijanami, którzy w trosce o rozwój i pogłębienie swego życia wiarą i dążenie do świętości pragną przez częstą spowiedź (nazywaną czasem „spowiedzią z pobożności”, teraz czasem – terapeutyczną): kształtować swe sumienie, walczyć ze złymi skłonnościami, poddawać się leczącej mocy Chrystusa i postępować w życiu Duchem[4]. Istniejące niewątpliwie różnice wynikają nie tyle, moim zdaniem, z istoty rzeczy, ile ze specyfiki życia konsekrowanego, dla którego taki sposób korzystania z sakramentu jest częścią całego stylu życia, jest zapisany w normach regulujących życie, staje się obowiązujący, niejako „urzędowy”, wynikający z samej istoty powołania. Dotyczy to wszystkich konsekrowanych, a nie tylko sióstr zakonnych.

Czy, teoretycznie mówiąc, istnieje różnica między spowiedzią zakonników i zakonnic? Na pewno tak, ale czy dużo większa niż między np. spowiadaniem kobiet i mężczyzn, osób starszych i młodych? Nie wiem, ale odnoszę wrażenie, że należałoby być ostrożnym w dokonywaniu rozróżnień, aby różnic drugorzędnych nie stawiać na miejscu zasadniczych. Zastanowiło mnie na przykład, dlaczego w bardzo dobrej publikacji w formie poradnika dla spowiedników są artykuły dotyczące spowiedzi różnych grup wiernych (mężczyźni, kobiety, dzieci, młodzież, małżonkowie, nawet kapłani), ale zabrakło kategorii mężczyzn konsekrowanych[5].

Sformułowanie „siostry zakonne” jest pojęciem szerokim, obejmującym w Polsce społeczność ok. 24.000 osób zróżnicowanych ze względu na wiek (a to oznacza także bycie „świadkiem” przemian w dziedzinie formacji chrześcijańskiej i zakonnej), doświadczenie życia, tzw. charyzmat własnego zgromadzenia (wyznaczający akcenty duchowości, programy i metody formacji, tradycję i styl życia), przygotowanie zawodowe, pracę i wiele innych czynników. Jest to środowisko w stanie ciągłej przemiany, o wzrastającym poczuciu godności kobiety konsekrowanej, coraz bardziej świadome tego, jakie powinno być ich miejsce w świecie i Kościele, i coraz trudniej przyjmujące przejawy dyskryminacji i protekcjonalizmu. Są dobrze przygotowane zawodowo, ale też bardziej krytyczne, mające większe wymagania w dziedzinie duchowej i formacyjnej i zdrowe aspiracje, aby żyć coraz pełniej powołaniem i w zgodzie z podjętymi zobowiązaniami. Niosą w sobie lęki i słabości współczesnych ludzi (jak choćby dylematy w dziedzinie wiary, tendencje do indywidualizmu czy lęk przed trwałymi decyzjami). Radziłabym sporo ostrożności i pokory, gdy pragnie się jakoś scharakteryzować tę kategorię i jej potrzeby. Szczególnie w dziedzinie duchowej ważne byłoby podejście indywidualne i personalistyczne, szanujące osobowość ludzką i chrześcijańską każdej siostry.

Specyfika spowiedzi zakonnic niewątpliwie istnieje, wynika z życia radami ewangelicznymi i aspiracjami do dorastania do wielkich ideałów, przyjętych przez konsekrację zakonną. Z tym wiąże się pragnienie wierności i zaufanie do proponowanych przez Kościół i jego wiekową tradycję dróg rozwoju duchowego i ascezy (w tym także do roli częstej spowiedzi, potrzeby pracy nad sobą i zdrowego krytycyzmu wobec siebie samych). Sposób przeżywania jest na pewno zróżnicowany i skala tego zróżnicowania jest szeroka: od pewnego infantylizmu, nieporadności i powierzchowności po konsekwencję i systematyczność. Ma to swoje odbicie w spowiedzi, w podejściu do niej, w treściach, które są poruszane, w dziedzinach, które stają się ważne, w poszukiwaniu wsparcia, jasności i pomocy w rozeznawaniu. Każdemu jednak w tej dziedzinie należy dać prawo do takiego przeżywania spowiedzi, na jakie go stać, i starać się pomóc w dojrzewaniu tam, gdzie jest to możliwe. Byłoby też dobrze, aby spowiedź sióstr w świadomości księży nie była postrzegana pod kątem „kategorii” czasem z różnych powodów uciążliwej lub budzącej lęk, ale jako sakramentalne spotkanie osób, z których każda posiada swą niepowtarzalną tożsamość i określone zadanie.

Spowiedź „z pobożności”

Osoby konsekrowane nie są wolne od grzechów ciężkich. Gdy grzeszą, obowiązuje je spowiedź sakramentalna, jak każdego innego chrześcijanina. Tylko że – tak mi się przynajmniej wydaje – w normalnym, zdrowym życiu zakonnym są to raczej sytuacje graniczne. Oczywiście, trzeba dobrze uważać, a przede wszystkim starać się o właściwe formowanie sumienia, aby z jednej strony nie wpaść w dość powszechne dziś przekonanie o bezgrzeszności, z drugiej – nie wpaść w pokusę nadmiernego lęku o swą doskonałość i szukanie grzechów ciężkich wszędzie. Ważna jest tu właściwa formacja, dająca człowiekowi wiedzę o jego relacji z Bogiem, kształtująca mentalność i zdolność do uczciwego i krytycznego wglądu we własną duszę i własne serce. Wiem, że to nie jest łatwe, ale konieczne dla prawidłowego rozwoju.

Gdy myślę o formacji, wydaje mi się czasem, że zbyt mało miejsca, szczególnie na początku życia zakonnego, poświęca się właśnie formacji do właściwego kształtowania sumienia i do owocnego korzystania z sakramentu spowiedzi. Odnosi się to i do starszych, i do młodszych. Zakładamy często, że osoba przychodząca do klasztoru już „wszystko wie”, a nie zawsze tak jest. Coraz rzadziej środowisko rodzinne przygotowuje do pogłębionego życia religijnego, katecheza w wielu przypadkach i w tej dziedzinie nie prowadzi do kształtowania odpowiednich przekonań i postaw, a klasztor często nie wchodzi w to, czy i jak dana siostra radzi sobie ze spowiedzią. Pomoc w osobistym kształtowaniu sumienia, w umiejętności robienia dobrego rachunku sumienia, konkretna wiedza na temat znaczenia i warunków owocnego przeżycia sakramentu i roli, jaką to ma w budowaniu wspólnoty Kościoła, przydałaby się wielu, pomogłaby na pewno w trudnościach, jakie mamy w tej dziedzinie, i być może wyprostowała wiele wątpliwości. Pragnę w tym miejscu podkreślić, jak wiele dobra wnoszą w tej dziedzinie doświadczenia np. rekolekcji ignacjańskich czy uczestniczenia w różnych ruchach odnowy.

W bardzo interesującym artykule pt. Dlaczego św. Augustyn nigdy się nie spowiadał?, opublikowanym przez o. Dariusza Kowalczyka SJ na portalu Katolik.pl, autor pisze: Wiara w możliwość bycia wolnym od grzechu nie opiera się na zaufaniu w moc człowieka, ale poznaniu wielkości łaski, jaką Bóg pragnie obdarzyć człowieka. Ponadto stan, który nazwaliśmy bezgrzesznością, nie oznacza wyidealizowanej doskonałości, gdzie nie ma miejsca na najmniejsze słabości. Chodzi o wolność od grzechu pojmowanego w pełnym sensie tego słowa. Tego rodzaju grzech, zwany grzechem ciężkim lub śmiertelnym, niszczy wspólnotę człowieka z Bogiem. Polega on na wolnej, egzystencjalnej i radykalnej decyzji przeciwstawienia się woli Bożej; zakłada pełną i jasną wiedzę, wolność i ciężką materię. W sensie ścisłym tylko ten, kto popełnił taki grzech, ma obowiązek przystąpienia do sakramentu pojednania.

Jeśli taka sytuacja zaistniałaby w życiu osoby konsekrowanej, mogłaby wskazywać na osobisty dramat, poważne załamanie kierunku życia, głęboki kryzys, słabość czy uzależnienie bądź też po prostu nie radzenie sobie z samą sobą i własnym życiem. Nie musi to prowadzić do tragedii, ale do poważnie potraktowanego nawrócenia. Byle tylko człowiek chciał. W codziennym naszym życiu materia spowiedzi najczęściej dotyczy spraw, które nie mają aż takiego wymiaru. To upadki i słabości codziennego dnia, problemy związane z życiem ślubami i inne (grzechy powszednie), które utrudniają naszą drogę do dojrzałości i stają się przedmiotem spowiedzi „z pobożności”  i częstej.

Ten rodzaj spowiedzi wpisuje się w wielowiekową tradycję duchową Kościoła. Jest powszechnie uznawany za skuteczny w rozwoju duchowym. Współczesne nauczanie Kościoła do takiego korzystania ze spowiedzi gorąco zachęca. Tak widzi tę sprawę także nasze środowisko. Ogromna większość sióstr zdaje sobie z tego sprawę i korzysta z tego daru z przekonaniem i wdzięcznością. Powstają jednak pewne dylematy. Nie chodzi, oczywiście, o dysputy teologiczne, o analizy historyczne, ale o to, czy i pod jakimi warunkami taka spowiedź spełnia swoje zadanie. Nie zawsze jest to bowiem tak bardzo oczywiste. I może dobrze, aby brać to pod uwagę w formacji, nie traktując tych wątpliwości tylko jako objawu swoistego buntu, powierzchowności lub kryzysu.

Cytowany już wyżej o. Dariusz Kowalczyk pisze: Spowiedź z pobożności byłaby więc to taka spowiedź, która nie jest konieczna do tego, by móc w pełni uczestniczyć we Mszy Świętej. Grzesznik, który nie popełnił grzechu śmiertelnego, może, a nawet powinien przystąpić do Komunii świętej bez uprzedniej pokuty sakramentalnej. […] W drugim zaś trzeba mieć świadomość, że istnieje inna niż spowiedź możliwość „pojednania”. Może się bowiem okazać, iż częste przystępowanie do spowiedzi z pobożności nie prowadzi, niestety, do egzystencjalnego nawrócenia, ale – wręcz przeciwnie – do traktowania sakramentu pokuty jak magiczny ryt otwierający przystęp do Sacrum, podczas gdy życiowe postawy pozostają dalekie od ducha Ewangelii. Magiczne zaś oraz instrumentalne traktowanie sakramentalnego rozgrzeszenia jest w gruncie rzeczy zaprzeczeniem istoty nawrócenia.

Chciałabym podkreślić to właśnie niebezpieczeństwo: traktowania spowiedzi jako magicznego rytu albo też administracyjnego nakazu. To niebezpieczeństwo grozi w jakimś stopniu wszystkim: spowiednikom, wymawiającym penitentkom to, że zbyt rzadko się spowiadają, nie wchodząc w meritum sprawy; penitentkom, które poddają się obowiązkowi częstej spowiedzi z przyzwyczajenia, z nakazu, z lęku przed opinią itp.; przełożonym i odpowiedzialnym za formację, które pilnują, aby siostry „nie zaniedbywały” tego obowiązku.

Takie podejście do spowiedzi w kręgach zakonnych nie jest powszechne. Według przeprowadzonego kilka lat temu sondażu ok. 16% sióstr deklarowało podejście „jurydyczne” do częstej spowiedzi, a tylko ok. 20% nie miało stałego spowiednika. Powody takiego podejścia do częstej spowiedzi są na pewno bardzo złożone i osobiste. Do najważniejszych należą braki formacyjne, sięgające często lat sprzed wstąpienia do klasztoru (katecheza, przygotowanie do I Komunii św. i spowiedzi, świadectwo środowiska rodzinnego i inne), nieprzetworzone i niepogłębione w formacji zakonnej, problemy osobowościowe, czasem jest to pewna strategia, a czasem po prostu brak zaangażowania w auto-formację. Dobry przewodnik duchowy mógłby z pewnością pomóc penitentce w tym, aby wyszła z tego magicznego kręgu, ale respektując jej ograniczenia, słabości i czasem może lęki. Nie da się tego zmienić tworzeniem moralnego czy administracyjnego przymusu. Do rozumienia owocności częstej spowiedzi trzeba po prostu dorastać, i to rozumienie będzie tym głębsze, im bardziej człowiek dojrzewa w wierze. Dla przełożonych jest to wyzwanie, aby towarzysząc siostrze, ukazywały horyzonty i unikały przymusu w jakiejkolwiek formie. To oznacza respektowanie gwarantowanej przecież przez Kościół wolności.

Trzeba uczciwie powiedzieć, że procesy zmian, zapoczątkowanych po Soborze Watykańskim II, są widoczne w naszym życiu. Nie zawsze je może dostrzegamy, ale wydają owoce. Wystarczy prześledzić dokumenty Kościoła, od dekretu Dum canonicarum legum (1970), nakazującego zakonnikom przystępowanie: często do sakramentu pokuty, to znaczy dwa razy w miesiącu (p. 3), po cały szereg następnych dokumentów, pokazujących potrzebę i niezastąpioną wartość duchową po prostu częstego przystępowania do sakramentu, bez nakładania ścisłych reguł. Odczytuję to jako dobrą i skuteczną metodę wychowawczą. Dlaczego zatrzymałam się nad tym dłużej? Sądzę, że jest to dość oczywiste. Częsta spowiedź jest skuteczną i wypróbowaną przez wieki pomocą w rozwoju duchowym zarówno zakonnic, jak i wszystkich zaangażowanych chrześcijan. Musi jednak być głęboko osadzona w życiu wiarą, wpisana w cały proces formacji duchowej i osobistej za nią odpowiedzialności. W przeciwnym razie łatwo wpaść w rutynę, sformalizowanie, czy wreszcie czysto jurydyczne podejście do niego. Szkoda, że w wielu środowiskach zakonnych w czasie przystosowań posoborowych zlikwidowano zwyczaj codziennego rachunku sumienia. Zamiast szukać sposobów pogłębienia i lepszego rozumienia tego wielowiekowego „narzędzia”, wylano je jak przysłowiowe dziecko z kąpielą. Dobrze, że powraca. I to „oddolnie”, z potrzeby serca sióstr i dzięki pomocy formatorów i spowiedników. We wspomnianym wyżej artykule m. Danuty Wróbel niektóre siostry postulowały wprowadzenie do programu wspólnotowej formacji konferencji na temat sakramentu, możliwości pogłębienia tematu przez rozmowy i dyskusje, a nawet przynajmniej pewnych form przygotowania liturgicznego czy modlitewnego (np. pewna forma wspólnotowej celebracji pokuty. Sądzę, że powinno się w programach formacji w zgromadzeniach zakonnych poświęcić więcej czasu na tę sprawę i odejść od pewnego typu „dyskrecji” i wstydliwości, która sprawia, że słabsze jednostki nie mają odwagi prosić swych formatorek o pomoc (zakładając, że formatorki też mają się czym dzielić). Pragnę w tym miejscu serdecznie podziękować księżom jezuitom, salwatorianom i innym ośrodkom duchowości za prowadzone od lat rekolekcje ignacjańskie. Dla wielu sióstr stały się one ogromną pomocą i zachęciły do większej i zaprogramowanej troski o własny rozwój wewnętrzny.

Spowiednik stały czy wszystko jedno jaki?

Na pewno stały i większość sióstr potrzebuje i szuka takiego rozwiązania. Co więcej – z niepokojem czasem patrzy się na osoby odstające od tej reguły. Stały spowiednik bowiem gwarantuje zachowanie pewnej ciągłości w pracy nad sobą, pomaga i w jakiś sposób towarzyszy w rozwoju. Dzięki Bogu, w Polsce istnieje jeszcze możliwość znalezienia kapłana, który jest gotów w sposób regularny przychodzić do domu zakonnego i spełniać wobec sióstr posługę spowiedzi. Większość wspólnot formacyjnych i wspólnot licznych na ogół jeszcze ma stałego spowiednika. Często jednak jednego, a to już oznacza, że przynajmniej część sióstr będzie szukała pomocy poza wspólnotą. Każda siostra może znaleźć stałego spowiednika. Ale staje się to coraz trudniejsze także i w Polsce, szczycącej się licznymi powołaniami kapłańskimi. Dlaczego? Nie wiem, i trudno byłoby szukać tutaj odpowiedzi. Na razie jeszcze stanowimy pod tym względem uprzywilejowaną enklawę w Europie, a może i w świecie. Ale problemy istnieją i coraz częściej powstaje pytanie, jak i gdzie tych stałych i dobrych spowiedników dla wspólnot zakonnych zdobywać.

Często odpowiedzialność za szukanie spowiedników spoczywa na przełożonych. Trudności nie mogą jednak prowadzić do postawy: wszystko jedno kto, byleby był. Oczywiście, każdy kapłan jest szafarzem i zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę nasze wyznanie grzechów jest zawsze wyznaniem naszej grzeszności Bogu, ale jednak przed kapłanem. Doświadczenie uczy, że należałoby mimo całego zaufania unikać tych, z którymi pozostaje się na co dzień w relacjach współpracy czy zależności (kapelan, proboszcz, „szef” w instytucji…). Kapłan mądry i doświadczony jest wielkim darem dla wspólnoty.

Chodzi więc o znalezienie dobrego spowiednika, to jest takiego, który chce spowiadać, czyni to z przekonaniem i budzi zaufanie. Jest to może szczególnie ważne – jeśli spowiedź częsta ma spełniać swe zadania – gdy w grę wchodzą domy formacyjne. Zdarza się, że wyznaczony spowiednik nie odpowiada siostrom: Czasem może to być wynik niedojrzałości starszych sióstr wobec spowiedników głębiej wnikających, a nie tylko dających rozgrzeszenie i pokutę, jak to robili inni wcześniejsi. I na odwrót, siostry pragnące głębszego prowadzenia mają problemy, kiedy mają się spowiadać u spowiednika, który przyszedł na godzinę pomiędzy innymi ważnymi zajęciami i ma w tym czasie wyspowiadać np. około 20 sióstr, a więc polega to tylko na „odpukaniu” grzechów[6]. Czasem po prostu potrzeba znalezienia kogoś, kto w tak delikatnej materii bardziej człowiekowi odpowiada.

W trudnej sytuacji są często wspólnoty małe, oddalone od większych centrów, gdzie można łatwiej znaleźć kandydata na spowiednika stałego. Takie wspólnoty już nawet takiego komfortu nie mają. Pozostają do dyspozycji miejscowi księża, proboszcz, wikary, z którymi pracuje się na co dzień. Na małych placówkach ta trudność jest czasem nie do pokonania i siostry są zdane na przypadkowych spowiedników.

We wspólnotach dużych stały spowiednik, mający sporo penitentek, funkcjonuje czasem jak lekarz w przychodni: pośpiech, czasem zniecierpliwienie, nie zachęca do nawiązania indywidualnego kontaktu i pogłębienia treści, byle obsłużyć wszystkich. Piszę to bez ironii. Są to po prostu realia naszego życia. Czasem siostry skarżą się na schematyczne w takich wypadkach podejście: podobna nauka dla każdej, podobna pokuta i dalej. A więc, jak pisze jedna z sióstr: seryjne odkurzanie aniołków. Gdyby takich sytuacji było sporo, ocenę pozostawiam czytelnikom.

Inny problem z tym związany to coraz częściej podnoszony przez siostry zakonne – przełożone i nie tylko – fakt, że księża, także zakonnicy, niechętnie spowiadają siostry zakonne. Mają niewątpliwie swoje powody, których nie znam i nie mogę tu analizować. Może spowiedź i kierownictwo duchowe zakonnic nie jest zajęciem atrakcyjnym; może my same męczymy spowiedników powtarzającymi się treściami, ich pozornie małym ciężarem gatunkowym, drobiazgowością, a czasem tendencją do wiązania się ze spowiednikiem i pewnego emocjonalnego zawłaszczania?[7] Nie wiem. Jest to jednak zjawisko, które wymaga refleksji.

Podnosi się też sprawę odpowiedniego przygotowania kapłanów do spowiedzi. Jest to szerszy postulat, odnoszący się nie tylko do spowiadania zakonnic. Sygnalizuję go, ponieważ nie czuję się powołana do ogólnej analizy tej sprawy, ale niewątpliwie wymaga ona uwagi. Zdaję sobie sprawę, że sprawowanie sakramentu spowiedzi jest trudne, ale sakrament ten jest wielkim darem Bożego miłosierdzia, a kapłan jego szafarzem.

Na koniec pragnę wspomnieć o trudnej i bolesnej sprawie: wydaje się, że część księży ma wobec zakonnic postawę, którą można by określić jako coś między politowaniem a kpiną. Ufam gorąco, że jest to mała część i że niezależnie od tego, jakimi kierują się przesłankami, wyrosną z tego. Sama miałam okazję doświadczyć protekcjonalnego zachowania i niewybrednych żartów. Pewnie, jesteśmy ludźmi, a więc czasem wychodzą na wierzch nasze ograniczenia, wady i śmieszności. Nie wiem, skąd się biorą doświadczenia, które dawałyby powody do takiego traktowania sióstr. A jeśli nawet, to dobrze byłoby, aby tego nie było. A może to kwestia po prostu wychowania księży do relacji z kobietami, w szczególności z kobietami konsekrowanymi? Czyżby miał rację, przynajmniej w jakimś stopniu, Jarosław Makowski, cytując wypowiedź s. M. Chmielewskiej, że: w seminarium, gdzie to zazwyczaj siostry posługują klerykom, nikt nie uczy przyszłych kapłanów szacunku wobec ich pracy. Siostry zakonne po to są, by gotować, sprzątać i prasować[8].

Dlaczego czasem siostry zakonne nie mają lub nie szukają stałego spowiednika? Dlaczego zadowalają się spowiedzią u przypadkowych spowiedników? Trzeba by zapytać każdą, dlaczego tak jest. Odpowiedź bowiem nie musi być jednoznaczna. Czasem są to trudności obiektywne; bywa, że nie odnajdują w kontakcie ze stałym spowiednikiem wspólnoty zaspokojenia swych potrzeb duchowych. Czasem czują się jakoś zniechęcone, niezrozumiane, zalęknione czy zranione jakąś trudną sytuacją. Czasem dlatego, że po prostu nie odczuwają potrzeby posiadania stałego spowiednika. Czasem w grę wchodzą problemy osobiste, lęki, a nawet wstyd z powodu powtarzających się grzechów i słabości czy przeżywanych kryzysów, brak zgody na swą grzeszność czy małość, lęk przed ujawnieniem swego lenistwa duchowego lub przed pytaniem o jakość życia. Czasem może wchodzić w grę jakiś rodzaj wypaczenia sumienia, próba wyznania swych problemów w sposób taki, aby: zbyt wiele nie wyznać… Spowiedź u przypadkowego księdza daje możliwość korzystania z sakramentu bez konieczności „ujawniania” spraw, o których wyżej, i zapewnia większy stopień anonimowości.

Może być i tak, że trudności z częstą spowiedzią i posiadaniem stałego spowiednika wynikają z pewnej struktury osobowości, dla której spowiedź jest sprawą trudną, i to niekoniecznie ze względów moralnych. Czasem jest to jakiś etap w życiu duchowym. Można to oceniać różnie i w rzeczywistości na ogół opinia społeczna w naszych środowiskach jest trochę nieufna wobec takiego rozwiązania. Należy to jednak uszanować.

Wspomniane sondaże wskazują na to, że liczba sióstr, które wybierają ten sposób życia sakramentem, jest marginalna, procentowo niewielka, ale chyba wzrastająca. Czy to wynik przenikania współczesności? Indywidualistycznego przeżywania wiary? Poważne braki formacyjne z obu stron, kapłanów i penitentek? Poszukiwanie autonomii i pewnej intymności w relacjach z Bogiem? Pewnej rezerwy wobec instytucji? Czy objaw kryzysu spowiedzi, przenikającego do Kościoła w Polsce? Trudno powiedzieć. Znalazłyby się pewnie argumenty, potwierdzające każdą z tych tez.

Kierownictwo duchowe tylko w konfesjonale?

Na pewno nie. Dla wielu sióstr posiadanie stałego spowiednika (była o tym mowa wyżej) wiąże się z pewną przynajmniej formą kierownictwa duchowego. Może nie zawsze klasyczną. I jest to, jak sądzę, nie najgorsze rozwiązanie dla wielu. Należy jednak pamiętać o: przedmiotowej odrębności obu posług[9]. Kierownictwo duchowe w konfesjonale, choć nieco odmienne od pozasakramentalnego, może stanowić integralną część posługi kapłańskiej: W sakramencie pojednania kierownictwo duchowe spełnia funkcję dopełniającą, a nie istotową, ma konkretnie wspomagać[10]. Spowiedź i kierownictwo nie są tym samym. Trzeba je oddzielać i łączyć zarazem[11]. Warto też dodać, że, jak uczy życie, sam fakt spowiadania się u stałego spowiednika, nie zawsze jest formą kierownictwa duchowego. I chyba nie musi być. Zależy to od konkretnych osób, od ich możliwości, przygotowania i podejścia do sprawy.

Kierownictwo duchowe niekoniecznie musi być sprawowane przez kapłana. I spotkania nie muszą być w takim samym rytmie, jak częsta spowiedź. Dobre kierownictwo duchowe natomiast przygotowuje do owocnego korzystania z sakramentu pokuty, jakoś się w nim sprawdza i weryfikuje. Kierownictwo duchowe może doskonale być prowadzone przez świecką osobę, odpowiednio przygotowaną, a szczególnie przez osobę konsekrowaną. Coraz więcej sióstr zakonnych jest przygotowanych do tego, aby włączyć się w tę posługę i pomagać również i siostrom zakonnym ze swego zgromadzenia lub z innych wspólnot. Jeśli jednak ma prowadzić do osobistego i coraz głębszego spotkania z Bogiem, przekładającego się na praktykę życia, musi owocować coraz pełniejszym życiem Eucharystią i coraz głębszym przeżywaniem sakramentu pokuty i pojednania.

Prowadzenie kierownictwa duchowego wymaga przede wszystkim ze strony kierownika osobistej dojrzałości ludzkiej i chrześcijańskiej, mądrości i doświadczenia. Wśród różnych cech, o których miałoby się ochotę wspomnieć, wymieniłabym przede wszystkim pokorę, umiejętność słuchania i pewien „staż” w życiu duchowym, dający osobiste doświadczenie. Potrzebne jest bardzo solidne przygotowanie w wielu dziedzinach. Dzisiaj podkreśla się wagę wiedzy i środków ludzkich, zwłaszcza psychologii, dzięki której nie tylko można pomóc człowiekowi w rozeznaniu się w różnych skomplikowanych mechanizmach działających w jego wnętrzu, ale też ułatwić wychodzenie z zahamowań, zranień i pomóc w formowaniu osobowości zrównoważonych, mocnych i wolnych.

Bardzo delikatną sprawą jest troska o właściwe relacje między osobami uczestniczącymi w spotkaniu. Jest to przecież spotkanie o szczególnym charakterze, dotykającym najgłębszych spraw, sięgających często do bardzo głębokich pokładów ludzkich i duchowych w człowieku. Łatwo więc powstają więzy, często głębokie i naznaczone wdzięcznością. To bardzo ważne, aby nie stawały się formami uzależnienia duchowego i emocjonalnego. Albo też dominowania, gdy kierownik w jakimś stopniu zawłaszcza życie swej podopiecznej, wchodząc w sprawy, które do niego nie należą, i kierując decyzjami, nie należącymi do dziedziny spraw duchowych, lub też wchodząc, w przypadku osób konsekrowanych, w kompetencje przełożonych lub w dziedziny związane z codziennym życiem. Trudno wtedy o właściwe owoce kierownictwa, a cała relacja łatwo może się stać relacją chorą i rodzącą napięcia. Kierownictwo duchowe (wolałabym: towarzyszenie) powinno prowadzić człowieka do zdrowej autonomii, do stawania na własnych nogach, po prostu – do dojrzałości.

Jaka spowiedź?

Spowiedź jest osobistym i osobowym spotkaniem z Bogiem w Chrystusie, a kapłan – szafarzem tej tajemnicy. Jest spotkaniem w wierze między Bogiem i człowiekiem, z kapłanem – pośrednikiem tego spotkania. I to jest zasadnicza odpowiedź na pytanie: jaka spowiedź? Sacrum i tajemnica. Zawiera to w sobie postulat powagi, godności, konkretnych wymagań w relacji: spowiednik – penitentka. Jest ogromnie ważne, aby starać się o zachowanie takiego charakteru spowiedzi i aby dbali o to zarówno kapłan, jak i penitentki. Nie jest dobrze, jeśli konfesjonał staje się gabinetem psychoterapeutycznym, chociaż pewien talent i przygotowanie psychologiczne kapłana mogą być potrzebne i owocne. Ale terapia nie może zająć zbyt dużo miejsca w spowiedzi. Jeśli jest potrzebna, lepiej byłoby, aby odbywała się poza konfesjonałem.

Jest może normalne, że szczególnie przy spowiedzi u stałego spowiednika rodzą się pewne więzy na płaszczyźnie ludzkiej. Przyjaźń jest zawsze możliwa, jest darem, ale musi być zdrowa, uczciwa i dojrzała. Więzy te powinny być bardzo rozsądnie i mądrze „administrowane”. Cytowany już tutaj o. A. Derdziuk[12] pisze o psychologicznym mechanizmie pragnienia posiadania kogoś wyłącznie dla siebie (zdaniem autora wynikające z kobiecej psychiki), co prowadzi do silnych więzów, a nawet uzależnienia emocjonalnego. Z pewnością zdarza się to, i nie musi zawsze prowadzić do dramatów. Spowiednik w sposób szczególny powinien uważać na to, aby w porę zauważyć tego typu sytuacje i nie dopuszczać do ich rozwoju. Doświadczenie uczy, że i mężczyźni nie zawsze są wolni od tego rodzaju pokusy i pewien typ kobiecej adoracji i podporządkowania emocjonalnego nie budzi w nich niechęci. Jak powiedziałam wyżej, nie musi to być od razu przedmiotem wielkich niepokojów, ale na pewno obniża wymiar sacrum, o którym była mowa. W każdym razie konfesjonał nie powinien być rodzajem salonu towarzyskiego.

Kolejną potrzebą psychiki kobiecej – pisze o. A. Derdziuk – jest naturalna potrzeba oparcia w kimś. Sytuacja spowiedzi stwarza niekiedy jedyną okazję do znalezienia osoby, której się ufa, wobec której można czuć się bezpieczną i godną zainteresowania. W związku z tym rodzi się szczególna więź, w której penitentka przywiązuje się do spowiednika, oczekując od niego pokierowania jej sprawami i niejako przejęcia odpowiedzialności za jej życie. Nie jestem do końca pewna, czy tak jest naprawdę i czy odnosi się to do każdej kobiety i każdej siostry zakonnej. Kłopot z charakteryzowaniem tzw. psychiki kobiecej rodzi się także i z tego, że uczone prace na ten temat są często pisane przez mężczyzn, i to kapłanów, a więc kąt patrzenia i zakres doświadczeń jest dość szczególny. W tych przypadkach, w których miałoby to miejsce, pragnę z całą mocą podkreślić, że spowiednik czy kierownik duchowy nie powinien wchodzić w takie relacje i odpowiadać swym zachowaniem na tego typu potrzeby. Co więcej, przejmowanie odpowiedzialności za cudze życie, próba sterowania sprawami, które nie wchodzą ściśle w sprawy duchowe, jest po prostu nadużyciem i najczęściej wyrządza szkody, czasem nie do odrobienia.

Wreszcie – treść spowiedzi. Jest oczywiste, że zakres przewinień łączy się najczęściej z wymaganiami i problemami życia konsekrowanego: modlitwa i poszukiwanie osobistego zjednoczenia z Bogiem, wymagania w zakresie modlitwy i ascezy, związane ze specyfiką danego zgromadzenia, życie ślubami, życie we wspólnocie, apostolstwo… Dobrze jest pozostawić inicjatywę penitentce, bo ona wie najlepiej, co jest jej słabą stroną i co przeszkadza, najogólniej mówiąc, w rozwoju. Ważna jest cierpliwość w wysłuchaniu tego, co pragnie przekazać jako kontekst takich czy innych problemów, ale wydaje się ważne, aby spowiedź była zwarta, przekazująca to, co ważne, naznaczona zdrowym krytycyzmem wobec siebie. Wydaje mi się, że nie należałoby pozwalać (a już na pewno nie zachęcać) na nadmierną rozwlekłość, gadulstwo, drobiazgowość; na szukanie uzasadnień, usprawiedliwień, rozdrapywanie, nadmierne zajmowanie się sobą. Wychowanie do pewnej dyscypliny w tej dziedzinie jest niezmiernie ważne, choć trzeba sobie zdawać sprawę, że nie każdy jest do tego zdolny.

Na pewno istnieją też osobowości o małej zdolności do krytycznego spojrzenia na siebie, skłonne do przerzucania odpowiedzialności za własne czyny na innych, mające skłonności do manipulacji i takiego przedstawiania spraw, aby nie nazwać po imieniu swych grzechów… Należałoby też zwrócić uwagę, aby spowiedź była osobistym wyznaniem penitentki, a nie biciem się w piersi innych osób, współsióstr, przełożonych, towarzyszy pracy. Czasem mówienie o sytuacjach i trudnościach np. we wspólnocie, z którymi penitentka sobie nie radzi, może do pewnego stopnia być potrzebne dla pokazania kontekstu. Jednakże spowiednik powinien słuchać tego rodzaju wyznań z odpowiednim dystansem, a już w żadnej mierze nie wchodzić w sprawy wspólnoty ani nie przywoływać do porządku nikogo (np. w naukach ascetycznych) poza samą zainteresowaną. Wszelka nieroztropna forma ingerencji spowiednika w sprawy wspólnoty najczęściej w niczym nie pomaga, a raczej pogłębia problemy i rodzi nieufność.

Spowiednik idealny

Jest to następny niełatwy problem. Oczekiwania i wymagania wobec spowiedników są tak liczne i „z wysokiej półki”, że na pewno napełniłyby lękiem tych, którzy podejmują się posługi spowiedzi. Chciałoby się mieć ludzi doskonałych pod każdym względem, odznaczających się: dojrzałością ludzką i doświadczeniem życiowym, solidnością, mądrością, roztropnością, realizmem i odwagą w spojrzeniu na sprawy, delikatnością i stanowczością, wszechstronnym przygotowaniem, zdolnością do empatii… itp. Tylko gdzie ich szukać? Jak sprostać tym wymaganiom? I jest to ważne, ale czy najważniejsze?

Nawet jeśli po ludzku chciałoby się mieć do czynienia z ideałem, to wymiar wiary pozwala patrzeć na spowiednika przede wszystkim jako na kapłana, z wdzięcznością i świadomością, że działa nie on, ale: Chrystus, który przez osobę spowiednika jest uobecniony i za jego pośrednictwem dokonuje tajemnicy odpuszczenia grzechów [13].

Powracając do tematu: pierwszy i najważniejszy postulat wobec spowiedników jest właściwie oczywisty. Posłużę się ponownie słowami Ojca Świętego: Aby skutecznie wypełniać tę posługę [spowiadania], spowiednik winien koniecznie posiadać ludzkie przymioty: roztropność, dyskrecję, umiejętność rozeznania, stanowczość miarkowaną łagodnością i dobrocią. Winien on posiadać także przygotowanie poważne i dokładne, nie fragmentaryczne, lecz integralne i harmonijne w różnych gałęziach teologii, pedagogii i psychologii, metodologii dialogu, a nade wszystko w żywej i komunikatywnej znajomości Słowa Bożego. Jeszcze ważniejsze jest jednak, by sam prowadził głębokie i prawdziwe życie duchowe. Aby innych prowadzić drogą chrześcijańskiej doskonałości, szafarz Pokuty musi ją sam przejść jako pierwszy, i bardziej poprzez czyny niż długie nauki dać dowód rzeczywistego doświadczenia przeżytej modlitwy, praktyki cnót ewangelicznych, teologicznych i moralnych, wiernego posłuszeństwa woli Bożej, miłości do Kościoła i uległości jego Magisterium[14].

Kapłan spowiadający osoby konsekrowane powinien mieć przynajmniej podstawową znajomość teologii życia konsekrowanego. Szkoda, że do dziś, mimo zachęty wyrażonej w dokumentach Kościoła powszechnego, w wielu seminariach duchownych nie ma takiego przedmiotu. Nie oznacza to jednak, że nie ma możliwości poznania tej dziedziny życia chrześcijańskiego. Jeśli jest stałym spowiednikiem we wspólnocie zakonnej, dobrze, aby znał w jakimś stopniu duchowość, apostolstwo, styl życia i prawo zakonne w niej obowiązujące. Pozwoli to nie tylko łatwiej rozeznać się w sytuacji przedstawianej przez penitentkę, ale także uchronić przed niewłaściwymi interpretacjami zobowiązań, wynikających z życia Konstytucjami zgromadzenia, co z reguły rodzi napięcia i konflikty lub problemy sumienia (piszę o tym z doświadczenia). W odpowiedziach, o których wspomniałam, siostry piszą często, że najlepiej byłoby, aby bracia zakonnicy częściej i pełniej podejmowali się tej posługi. Znają specyfikę życia konsekrowanego i mają w nim osobiste doświadczenie. Kontynuując tę myśl, dobrze jest, jeśli kapłan zna choć trochę środowisko, w jakim żyją penitentki, ale, jak była o tym mowa wyżej, musi unikać ingerencji w życie wspólnoty, nie dawać dyspens od prawa zakonnego i nie wchodzić w relacje między siostrami i kompetencje przełożonych. Nie jest to bowiem jego zadanie.

xxxxxxx

Na koniec pragnę wyrazić wdzięczność kapłanom za ich posługę spowiedzi. Zdajemy sobie sprawę, że sakrament spowiedzi: to niewątpliwie najtrudniejsza i najbardziej delikatna, męcząca i wyczerpująca, ale też najpiękniejsza i przynosząca radość posługa kapłańska [15].

m. Jolanta Olech USJK

 

 


[1] Problem spowiedzi był już kilkakrotnie podejmowany w naszych środowiskach: w 1983 roku była robiona ankieta wśród zakonnic, której wyniki opublikowano w Homo Dei (53/1984/2, s. 116). Pisał o tym kilkakrotnie o. Andrzej Derdziuk, odwołując się do tych samych badań. W 2002 r. Konferencja Przełożonych Wyższych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych zorganizowała sympozjum na temat: Sakrament Pokuty i Pojednania w życiu siostry zakonnej. W czasie tego spotkania m. Danuta Wróbel zdała sprawę z sondażu, którym zostało objętych ok. 700 sióstr z różnych zgromadzeń zakonnych, na temat oczekiwań wobec spowiedników.

[2] Jan Paweł II, Vita consecrata, 1.

[3] Perfectae caritatis, 1.

[4] Katechizm Kościoła Katolickiego, 1458.

[5] Sztuka spowiadania. Poradnik dla księży, praca zbiorowa pod red. J. Augustyna SJ i ks. S. Cyrana, Wydawnictwo WAM, Kraków 2006.

[6] O. Tadeusz Hajduk SJ, Spojrzenie spowiednika na spowiedź sióstr. Por.: Sympozjum.

[7] Por. Andrzej Derdziuk, op. cit.

[8] Jarosław Makowski, teolog i publicysta, autor artykułu: Kościół słucha kobiet? Tak, w konfesjonale, „Gazeta Wyborcza”, 17-18 X 2009.

[9] Ks. Dariusz Jastrząb, Spowiedź a kierownictwo duchowe, w: Sztuka spowiadania, op. cit. s. 203.

[10] Tamże.

[11] O. Mieczysław Kożuch SJ, Kierownictwo duchowe w aspekcie Sakramentu Pojednania. Por.: Sympozjum.

[12] Tamże, s. 311.

[13] Reconciliatio et paenitentia, 29.

[14] Tamże.

[15] Tamże.

Czytany 9235 razy Ostatnio zmieniany środa, 10 luty 2016 19:21