środa, 17 kwiecień 2013 18:31

ABP JÓZEF KOWALCZYK, Nuncjusz Apostolski w Polsce-Homilia z Mszy św. jubileuszowej na 75-lecie Zgromadzenia, Pniewy, 25 czerwca 1995

W waszej cichej, pokornej posłudze objawia się macierzyńskie oblicze Kościoła.

Urszula Ledóchowska w spisanych przez siebie dziejach Zgromadzenia zanotowała:

"Pragnę, siostry drogie, abyście czytając tę historię naszej Kongregacji przekonały się, że Bóg sam wszystko obmyślił, wszystko prowadził, wszystkim kierował. Ja w tej całej przemianie, przez którą pierwsze siostry przeszły, [...] byłam tylko pionkiem na szachownicy, którym wyższa ręka kierowała, rządziła, przerzucając z miejsca na miejsce, z kraju do kraju, aż do spełnienia nie moich zamysłów - ja o tym nie myślałam nigdy - ale zamiarów Bożych" (Historia Kongregacji, przedmowa).

Był to jednak "pionek" czujny, inteligentny, a przede wszystkim kochający i przekonany, że miłość do Boga i człowieka obejmuje całe nasze życie i wyraża się zarówno poprzez wielkie, jak i drobne wydarzenia, które nas każdego dnia spotykają. Przez nie właśnie Pan Bóg objawia swą wolę wobec nas, o czym matka Urszula była głęboko przeświadczona i czemu dawała wielokrotnie wyraz.

(...) Znamiennym przykładem "wychodzenia" matki Urszuli poza utarte schematy myślowe na nowe drogi, wiodące do urzeczywistniania królestwa Bożego, był epizod związany z działalnością szarych urszulanek wśród ubogiej ludności Polesia. (...) Zmarły ks. Jan Zieja - naoczny świadek tych wydarzeń - tak o tym mówił po latach:

"Maleńkie domki, gdzie mieszkały po dwie, trzy siostry. Papież wydał nawet specjalne zezwolenie, gdyż normalnie obowiązuje przepis kościelny, że w jednym domu muszą przebywać przynajmniej trzy zakonnice, a tutaj zdarzyło się, że po dwie. [...] W Mołodowie rodzina Skirmunttów miała wspaniały pałac. W podwórzu natomiast był kurnik - tam zamieszkały siostry, urządziły sobie cele i kaplicę. [...] Potem trzeba było jednak urządzić jakiś pokoik przyjęć, gdzie ludzie przychodzili z różnymi sprawami czy dzieci na naukę. A że nie było innego miejsca, więc w kaplicy zawieszona została zasłona, przegradzająca pomieszczenie. Niektóre siostry dziwiły się: "Jakże to, tam Najświętszy Sakrament, a tutaj interesanci?" Matka Ledóchowska na to: "Nie bójcie się, Panu Jezusowi nie wadzą hałasujące dzieci". Nie zważała na żadne przeszkody. W jednej wsi koło Antopola osiedliła siostry w domu, gdzie była tylko jedna duża izba, w której mieszkała cała rodzina. Siostry zrobiły zasłonę z jakiegoś materiału i ten kąt był pomieszczeniem klasztornym. [...] Matka Ledóchowska miała jedną myśl - do ludzi, tylko do ludzi" (Życie Ewangelią, s. 102-103).

Dziś, po latach spoglądając na jej dzieło, widać, jak bardzo miłość Boga i człowieka wyznaczyła bieg życia założycielki, miłość ukierunkowana zwłaszcza na biednych, opuszczonych, samotnych, zaniedbanych moralnie i fizycznie. Początkowo zamierzała nawet nazwać swoje Zgromadzenie "urszulankami biednych", by podkreślić szczególny rys apostolstwa sióstr w szarych habitach. "Urszulanka Serca Jezusa Konającego chce i powinna poświęcać się dla ubogich i maluczkich, nie zaś dla bogatych i możnych" - pisała Matka w Konstytucjach Zgromadzenia. (...)

Chcę w imieniu Ojca Świętego wyrazić szczerą wdzięczność wam, duchowym córkom matki Urszuli, za wielkoduszny dar życia konsekrowanego, za świadectwo życia według rad ewangelicznych, za miłość do Jezusa Eucharystycznego, za przywiązanie do Kościoła, a zwłaszcza za miłość okazywaną Namiestnikowi Chrystusowemu na ziemi. Sercu Jezusowemu niech będą dzięki, drogie Siostry, za wasze apostolstwo uśmiechu, za waszą pomocną dłoń w katechizacji, w pracy oświatowej, za siostrzaną opiekę nad chorymi i upośledzonymi, ubogimi i opuszczonymi. Wiedzcie, że w tej waszej cichej, pokornej posłudze objawia się macierzyńskie oblicze Kościoła.

Czytany 1889 razy Ostatnio zmieniany piątek, 26 luty 2016 16:47