środa, 17 kwiecień 2013 18:25

BP BOHDAN BEJZE (Łódź)-Homilia z Mszy św. radiowej w kościele św. Krzyża w Warszawie, 16 kwietnia 1989

W naszym rozważaniu zajmiemy się błogosławioną Urszulą w świetle wspomnień i opinii różnych osób, które ją dobrze znały.

W naszym rozważaniu zajmiemy się błogosławioną Urszulą w świetle wspomnień i opinii różnych osób, które ją dobrze znały.

Najpierw posłuchajmy, jak rodzony brat naszej Błogosławionej, ojciec Włodzimierz Ledóchowski, wieloletni generał Towarzystwa Jezusowego, wspomina ją z lat wczesnej młodości, przeżytej wspólnie w domu rodzinnym:

"Usposobienia była zawsze żywego i wesołego - nic dziwnego, że była przez rodziców szczególnie kochana. Matka pisząc raz o niej nazwała ją "promykiem domu naszego". Ojciec, czując swój bliski zgon - na kilka godzin przed śmiercią - ją właśnie zawezwał do siebie, aby mu dopomogła przygotować się na śmierć. Na wszelką biedę i niedolę ludzką miała serce niezmiernie wrażliwe i czułe. Po przeniesieniu się rodziców do Lipnicy Murowanej otoczyła swą opieką i troską szczególnie chorych i ubogich wśród ludu. Odwiedzała ich po domach, podawała lekarstwa, świadczyła różne usługi, pocieszała. Wkrótce zyskała sobie takie zaufanie i mir nie tylko wśród ludzi miejscowych, ale i w dalszej okolicy, że przychodzili oni z daleka - dwadzieścia, a może i więcej kilometrów - bądź to by dostać od niej lekarstwo dla chorych, bądź to by zasięgnąć rady w wielu trudnościach i kłopotach, wreszcie by rozstrzygała między nimi różne sąsiedzkie spory i łagodziła nieporozumienia".

Głębokie poczucie troski o człowieka znamionowało matkę Urszulę Ledóchowską we wszystkich okresach jej życia. Charakterystyczna pod tym względem jest opinia Anny Szopowskiej, wspominającej czasy, kiedy to jeszcze w carskim Piotrogradzie przebywała w katolickim internacie, którym kierowała matka Urszula. Oto fragment:

"Matka była odważna, bezkompromisowa, ale jednocześnie dziwnie wyrozumiała. Uważam, że jej pedagogika była na wzór Ewangelii: prosta i pełna miłości. Żądała od nas wiele, ale stokroć więcej dawała sama. Miała poczucie odpowiedzialności za wychowanie osób, które jej zostały powierzone, a wychowanie to - w jej przekonaniu - polegało na urabianiu duszy na wzór Chrystusa. Matka stawiała i wychowawczyniom wielkie wymagania: miały prowadzić życie świątobliwe, mogące służyć za przykład wychowankom, między innymi odznaczać się cierpliwością, wyrozumiałością, miały traktować dzieci z szacunkiem jako osoby stworzone na podobieństwo Boże. W tym realizowaniu zasad podyktowanych przez Ewangelię tkwiła tajemnica jej ogromnego wpływu na młodzież. Wpływ ten nie kończył się z opuszczeniem murów szkolnych czy internatu, lecz pozostawiał niezatarty ślad na całym życiu".

Ewangeliczną postawę matki Urszuli Ledóchowskiej wobec najrozmaitszych ludzi trafnie rozpoznał Michał Sokolnicki, działacz polityczny, historyk i dyplomata. Sięgając pamięcią do dramatycznych starań - w okresie pierwszej wojny światowej - o powrót Polski do bytu niepodległego, autor ten napisał, że cechą dominującą charakteru matki Ledóchowskiej była miłość bez granic i bez wyjątków. Oto wypowiedź tego autora:

"Mogła powiedzieć wraz z Mickiewiczem: "Ma miłość nie na jednym spoczęła człowieku". Przyjęła otwartym sercem trybuna krakowskich socjalistów Ignacego Daszyńskiego, okrzyczanego w kraju ateusza, i nie wahała się mówić o nim z przyjaźnią w swych listach. W Danii zetknęła się blisko z Brandesem, oddanym przyjacielem Polski, ale osławionym żydowskim radykałem i międzynarodowym wolnomyślicielem; umiała ocenić jego zapał w dobrej sprawie i przywary jego porywczego temperamentu w polemice. Utrzymywała żywe stosunki łączności z protestantami równie jak z katolikami. Serce jej było pełne wyrozumienia dla ludzi, ale jednocześnie żywiła cześć dla walki i dla poświęcenia w boju".

Stałe pragnienie, by ratować ludzi potrzebujących pomocy, zaszczepiła matka Urszula Ledóchowska założonemu przez siebie Zgromadzeniu Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego. W poglądach obserwatorów działalności tej zakonnej wspólnoty pojawiło się przeświadczenie, że jej założycielka spełniła wobec naszego społeczeństwa "rolę opatrznościową" (Stanisława Tesche). Po upływie bowiem niespełna dwudziestu lat od założenia zgromadzenia, czyli pod koniec okresu międzywojennego, urszulanki szare już prowadziły przedszkola, ochronki, kursy gospodarstwa domowego, stacje opieki pielęgniarskiej, kuchnie dla bezrobotnych, internaty dla studentek, kolonie wypoczynkowe; uczyły w szkołach podstawowych i średnich; kierowały Krucjatą Eucharystyczną dzieci; mieszkańcom zapadłych wsi Polesia niosły oświatę i kulturę.

Jak oceniano matkę Urszulę, gdy 29 maja 1939 roku w Rzymie zakończyła swe doczesne życie? Niech odpowiedzią na to pytanie będą końcowe słowa z niesłychanie interesującego zwierzenia Wandy z Krasowskich Chmielewskiej, jednej z wychowanek matki Urszuli:

"W latach 1932-1939 pracowałam w instytucji kierowanej przez marszałkową Piłsudską. Mimo że nastawienie tych kół nie było przychylne dla Kościoła i zakonów, to jednak robiono dla Matki wyjątek. Nazajutrz po śmierci Matki było posiedzenie, na którym był też obecny minister Kościałkowski. Podczas zebrania powtarzał do siebie kilkakrotnie: "Matka Ledóchowska umarła". Usłyszał to mój śp. brat, Władysław, obok niego siedzący, i zapytał go: "Panie ministrze, pan nigdy nie grzeszył klerykalizmem, a tak się przejmuje śmiercią matki Ledóchowskiej?" Na to minister: "Bo to trzeba było ją znać!""

(...) Błogosławioną Urszulę Ledóchowską trzeba nam znać. (...) Matka Urszula Ledóchowska należy do najżarliwszych wyznawców i naśladowców Jezusa w dwudziestym wieku.

Czytany 1687 razy Ostatnio zmieniany piątek, 26 luty 2016 16:52