środa, 14 marzec 2012 23:01

BP MAREK JĘDRASZEWSKI - Hierarchia wartości według Listów do Sióstr 1914-1922 św. Urszuli Julii Ledóchowskiej

Referat wygłoszony 27 X 2004 na UKSW w Warszawie podczas sympozjum na temat: "Urszula Ledóchowska inspiratorką działań dla współczesnej katechezy"


1. Pedagogia (skierowana do) pedagogów

Niedawno w ramach serii "Ocalić od zapomnienia" ukazał się tom pism Matki Urszuli Ledóchowskiej, noszący tytuł Listy do Sióstr 1914-19221, będący niejako dopełnieniem dwóch tomów listów, które ukazały się już wcześniej - w roku 1975 i w roku 1981. Obecna publikacja jest tym cenniejsza, że, jak pisze we "Wstępie" obecna przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego m. Jolanta Olech, oryginały publikowanych w tym tomie listów "w większości nie przetrwały do naszych czasów. Zachowały się tylko odpisy, sporządzone przez Siostry jeszcze za życia św. Urszuli"2. Dzięki najnowszej publikacji rzeczywiście ocala się od zapomnienia - zgodnie z tytułem serii - bardzo ważną część spuścizny pisarskiej kanonizowanej przez Ojca Świętego Jana Pawła II 18 maja 2003 roku Świętej.

Lekturę Listów do Sióstr można prowadzić według różnych kluczy. Są one bowiem prawdziwą kopalnią wiedzy o dziejach Matki Urszuli i jej przeżyciach od momentu przymusowego opuszczenia przez nią Rosji na początku pierwszej wojny światowej, poprzez jej działalność na terenie Skandynawii, wysiłki związane z uznaniem przez Rzym nowej gałęzi urszulańskiej aż po tworzenie pierwszych ośrodków urszulanek szarych na terenie ówczesnej Polski. W tym wymiarze Listy do Sióstr mają przede wszystkim ogromne znaczenie historyczne i w jakiejś mierze dopełniają Historię Kongregacji, napisaną przez Matkę Urszulę w 1924 roku3. Listy do Sióstr można też czytać według klucza ascetycznego, dostrzegając w nich ogromnie ważny zapis duchowości przyszłej świętej Kościoła i tworzonego przez nią nowego Zgromadzenia. Duchowości, która znalazła swój szczególny zapis w powstałych niewiele później tak fundamentalnych dla Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Szarych dokumentach, jak Konstytucje Instytutu Urszulanek Najświętszego Serca Jezusa Konającego (1923) czy pisany w latach 1921-1924 Testament starej, bardzo kochającej Matki. Tę właśnie lekturę zdaje się sugerować m. Olech, pisząc we "Wstępie": "[Listy] są (...) dla nas niezwykle czytelnym świadectwem dojrzewania naszego charyzmatu w sercu Założycielki. Powtarzające się w niemal każdym liście zachęty do świętości, do wpatrywania się w Serce Jezusa konającego na krzyżu, do męstwa w miłości siostrzanej, do ufnego i radosnego "jak Bóg chce" i "niech mi się stanie" - brzmią i dziś tak bardzo zobowiązująco"4.

Klucz do lektury Listów do Sióstr, jaki pragnę tutaj zaproponować, jest w pewnym stopniu zbieżny z poprzednio wspomnianymi - z kluczem historycznym i z kluczem ascetycznym. W pewnej mierze jednak od nich odbiega. Jest bowiem próbą odczytania wizji człowieka, jaką posiadała Matka Urszula i jaką starała się przekazać swoim współsiostrom, najpierw z petersburskiego domu, a następnie zamieszkującym domy na terenie Skandynawii - w Djursholmie koło Sztokholmu i w duńskim Aalborgu. W związku z tą wizją można mówić o szczególnej pedagogice Matki Urszuli, poprzez którą starała się ona formować swoje siostry. W konsekwencji można więc mówić o zasadach zakonnej formacji, którą stosowała w swej korespondencji (i nie tylko w niej). W takim ujęciu mielibyśmy jednak do czynienia tylko (i być może także "aż") z pewną rzeczywistością odnoszącą się jedynie do życia zakonnego. Dodajmy, że takie odczytanie Listów do Sióstr byłoby jak najbardziej zgodne z podstawowym pragnieniem, jakie wówczas inspirowało ich Autorkę. Jej przecież zależało przede wszystkim na siostrach i ich duchowości oraz na przyszłości kanonicznej tej wspólnoty, która swe początki znajdowała w petersburskim domu. Jednakże nie można przy tym zapomnieć o jeszcze jednym bardzo ważnym czynniku: siostry pracujące w Petersburgu przybyły tam przede wszystkim po to, aby realizować ściśle zakreślony dla nich plan pedagogiczno-wychowawczy, ratując w ten sposób dalszy byt polskiego internatu, prowadzonego przy parafii św. Katarzyny. Wyraźnie stwierdzała to sama Matka Urszula, kiedy w Historii Kongregacji pisała: "Wkrótce po moim powrocie do Krakowa [wiosną 1907 roku] otrzymałam list od księdza Budkiewicza, proboszcza parafii Św. Katarzyny w Petersburgu. Korzystając z większej wolności religijnej, prosił, byśmy objęły prowadzenie internatu u Św. Katarzyny. Duch wówczas w tym internacie był bardzo marny, kierownictwo pozostawiało wiele do życzenia, wydatki ogromne. (...) Pomiędzy nauczycielkami pensji Św. Katarzyny była dawniejsza nasza uczennica, Zoe Rodziewicz. Widząc nieporządki, brak kierunku na pensji wzdychała głośno: "Żeby nasza matuchna tu była, to wszystko by szło inaczej""5. Wszystko miało iść inaczej - to znaczy miała się zmienić zarówno sama atmosfera wychowawcza panująca w internacie, jak i sposób jego zarządzania. Wymagało to zatem odpowiednio przygotowanego do tych zadań miejscowego personelu - przede wszystkim pod względem pedagogicznym. Matce Urszuli bardzo zależało na tym, aby siostry pracujące wraz z nią w Petersburgu i Merentähti, później na terenie Skandynawii, a w końcu również i Polski, były także prawdziwymi wychowawczyniami serc i umysłów powierzonej im młodzieży i dzieci. Jeśli z tak wielkim trudem i osobistym zaangażowaniem budowała i wewnętrznie kształtowała nowe urszulańskie Zgromadzenie, to czyniła to nie dla urzeczywistnienia jakichś własnych, niezbyt zdrowych ambicji, ale po to, by móc jak najskuteczniej pracować wśród biednych i potrzebujących, którzy jawili się jej - by użyć soborowego wyrażenia - jako prawdziwe "znaki czasu". O nich pisała, jakby mimochodem, na zakończenie listu z dnia 17 listopada 1914 roku: "Jeszcze wyszukałam sobie takich polskich biedaków, którzy w ciężkich warunkach tu się znajdują. Ile teraz nieszczęść, łez! A mój biedny p. Krzyżanowski taki nieszczęśliwy. Módlcie się za niego!"6. Dlatego też Matka Urszula wielką wagę przywiązywała do nieustannej formacji duchowej swoich sióstr. Była to zatem - jeśli tak można powiedzieć - jej formacja pedagogiczna, skierowana do pedagogów. Dotyczyła różnych płaszczyzn życia sióstr, ale zaczynała się od rzeczy niekiedy najbardziej oczywistych i wymiernych, jak na przykład punktualność. Tak drobna z pozoru rzecz była dla niej ważnym sprawdzianem tego, czy siostry należycie i z oddaniem wypełniały wszystkie swe obowiązki nauczycielsko-wychowawcze. Wyraźnym echem tego jej zatroskania jest następujący fragment listu pisanego w listopadzie 1914 roku, w pierwszych miesiącach jej skandynawskiego wygnania: "Jak się macie? Czy zdrowe, odważne, czy zajęte pracą i oddane obowiązkom? Odpowiedź na to pytanie - rozumie się - bardzo mnie interesuje. Jakże tam u Was z punktualnością? To drobna, a tak ważna rzecz nie tylko w osobistym życiu każdej, ale też w wychowywaniu dzieci. Nauczycielka, która np. raz po raz spóźnia się na lekcje, dyżury - stanowczo nie tylko sama niewiernie wypełnia wolę Bożą, ale szkodzi i dzieciom, bo uczy je lekceważyć obowiązki. Więc pisząc do mnie, dzieci moje, napiszcie, jak z tym wygląda. Ufam, że bardzo dobrze, bo z listów Waszych widzę, że bardzo staracie się przestrzegać moje rady z dobrych czasów, a pamiętacie, jak zawsze zależało mi na punktualności? Więc czekam bardzo dobrych co do tego wiadomości"7.

2. Hierarchia wartości

W powyższym fragmencie zostały jednocześnie poruszone sprawy należące do kilku poziomów wartości, które dotyczyły takich cech życia i charakteru człowieka, jak zdrowie, odwaga, pracowitość, obowiązkowość, punktualność, odpowiedzialność za siebie, odpowiedzialność za innych, umiejętność słuchania rad przełożonych, pełnienie woli Bożej. Początkowo można by odnieść wrażenie, że mamy tu do czynienia z pewnym chaosem dość przypadkowo nagromadzonych rzeczy. Tymczasem bardziej uważna lektura Listów do Sióstr pozwala postawić tezę, że Matka Urszula posiadała bardzo wyraźną wizję człowieka, którą nie tylko próbowała urzeczywistniać we własnym życiu, ale zalecała ją usilnie swoim współsiostrom, szczególnie odpowiedzialnym za kształtowanie nowego pokolenia Polaków. Wizja ta, moim zdaniem, daje się uporządkować i wyrazić według tej hierarchii wartości, o której pisał Max Scheler i którą tak głęboko zinterpretował ks. Józef Tischner w swym eseju Etyka wartości i nadziei8. Nie znaczy to, oczywiście, żeby Matka Urszula znała pisma Schelera9. Jednakże te wartości, które wyniosła ze swego rodzinnego domu, a także to, do czego doszła bardziej na drodze osobistych intuicji niż ze spotkań z współczesnymi jej prądami pedagogicznymi, każe z pewnym zdumieniem odkryć w jej osobistej postawie i w jej pismach wyraźne pokrewieństwo z poglądami tego najwybitniejszego obok Edmunda Husserla twórcy dwudziestowiecznej fenomenologii10.

Analiza wartości, którymi żyje konkretny człowiek, jest niezwykle ważna. Dzięki niej możemy bowiem niejako sięgnąć do jego wnętrza i - na ile można - możemy go zrozumieć. Jak pisze ks. Tischner, "w samym środku świata wartości staje człowiek jako osoba - "persona". Wcielając w życie jakiś "obiektywny ideał", który tu i teraz domaga się realizacji, człowiek buduje zarazem siebie, wydobywa z własnego nieokreślonego wnętrza swą ludzkość. Budując siebie, budujemy świat, budując świat, budujemy siebie, nawet nie wiedząc, kiedy znajdujemy się w polu promieniowania wartości pozytywnej i negatywnej, wyższej i niższej"11. Analiza tych wartości, którymi żyła i które w swych Listach do Sióstr propagowała Matka Urszula, pozwala zrozumieć zarówno wnętrze przyszłej świętej - to, jak budowała siebie, jak i jej pedagogiczne oddziaływanie na innych - to, jak usiłowała budować otaczający ją świat. Dodać tu wszakże trzeba jedną uwagę: w odróżnieniu od tego, co pisał ks. Tischner, czytelnik jej pism odnosi nieodparte wrażenie, że Matka Urszula bardzo wyraźnie wi(e)działa, kiedy znajduje się w kręgu niższych, a kiedy w kręgu wyższych wartości. I zawsze, kiedy trzeba było wybierać między nimi, opowiadała się za wartościami wyższymi. Można by zatem powiedzieć, że była człowiekiem niezwykle jasnej hierarchii wartości.

3. Wartości hedonistyczne

Jak powszechnie wiadomo, w hierarchii wartości, o której pisał Scheler, najniżej stoją wartości hedonistyczne, związane z tym, co przyjemne i co wygodne. Nie znaczy to, oczywiście, aby to, co przyjemne i co wygodne, nie było wartością samą w sobie pozytywną. Błąd hedonizmu polega jednak na tym, że poza nimi nie dostrzega on już żadnych, zwłaszcza wyższych wartości.

Od takiego czysto hedonistycznego rozumienia przyjemności Matka Urszula odcinała się zdecydowanie. W Listach do Sióstr słowo "przyjemność" pojawia się niezbyt często, jednakże w bardzo określonym kontekście. Przyjemność ukazuje się bowiem jako wartość, ponad którą trzeba się nieustannie wznosić, dążąc do wartości wyższych - zwłaszcza do bezinteresownej miłości bliźniego. Zagadnienie to z całą wyrazistością ukazało się w świetle postawy okazywanej przez s. Małgorzatę Cytronę, o której Matka Urszula z wielkim podziwem pisała do swoich sióstr w liście z dnia 7 lutego 1915 roku: "W Małgosi straciłyśmy prawdziwy wzór cnoty, poddania się woli Bożej, pokory, zapomnienia o sobie, poświęcenia się dla bliźnich. I tu budowałam się nią - uśmiechnięta, zadowolona ze wszystkiego, choć dużo serca u Was zostawiła i będzie jej na pewno tęskno. Nic nie krzywiła się na Salzburg, choć pewnie wolałaby do Krakowa. Nie okazała nawet, co jej przyjemne albo nieprzyjemne, tak iż podziwiałam jej cnotę i wstydziłam się wobec niej. O ile lepiej umie ona znosić krzyżyki ode mnie"12.

Przykład postawy s. Małgorzaty stał się okazją do refleksji o charakterze bardziej ogólnym, dotyczącej samej natury człowieka. "Pierwszym impulsem człowieka - pisała Matka Urszula w tym samym liście - jest pytanie: czy to dla mnie wygodne, czy dla mnie przyjemne, czy dla mnie wszystko - a o drugich myśli się dopiero później. To natura. Inaczej łaska, która uczy nas z pewną pogardą odrzucać podobne myśli, by kierować je do szlachetniejszych celów: co innym wygodniej, lepiej, przyjemniej, odpowiedniej, czego inni mogą potrzebować. Oto, co nas powinno obchodzić. Nie pozwolić sobie na refleksje: "Tego się boję, bo mi niewygodne, tego unikam, bo nie według mego gustu", choć byłoby połączone z korzyścią, z wygodą innych. Miłość bliźniego - nie w słowach, ale w uczynkach! Myśl trochę więcej o innych niż o sobie, dbaj trochę więcej o wygodę i przyjemność innych aniżeli o swoją, a będzie dobrze"13. Matka Urszula nie odrzucała więc przyjemności czy wygody jako takich. Wartości te widziała jednak przede wszystkim w funkcji ich podporządkowania wartościom wyższym - jako dobro, które można ofiarować innym. Dlatego też uznawała ważkość tego, co przyjemne, między innymi w pedagogicznym oddziaływaniu na dzieci i młodzież. "Bądźcie mi wesołe, swobodne - dla młodych to potrzebne, dobrze wiem, więc odwagi!" - pisała w grudniu 1914 roku14. Według jej zamysłu to, co przyjemne, miało być w dalszej perspektywie otwarciem młodych na to, co w przyszłości będzie wymagało od nich większego trudu, gdyż będzie związane z wartościami wyższymi. Dlatego też aż w trzech listach pisanych przez nią w kwietniu i w maju 1920 roku, w czasie dla niej niezwykle trudnym i pełnym zapracowania, gdy w Rzymie ważyły się losy jej Zgromadzenia, potrafiła żywo interesować się przygotowywaną przez siostry fetą, urządzaną w teatrze w Aalborgu. Zmęczenie sióstr zajętych jej organizacją uważała za w pełni oczywistą cenę, jaką powinny one zapłacić dla kilku przyjemnych chwil, które stały się udziałem ich uczennic i zaproszonych gości15. Sama przy tym umiała cieszyć się swoimi i innych osób drobnymi przyjemnościami i nie bała się dzielić tej radości z innymi. Zapewne widziała w tym ten rodzaj wartości, których przeżywanie należy do całości właściwie doświadczanego i przeżywanego człowieczeństwa. "Cieszę się ze względu na Was i na Alinę - pisała 20 stycznia 1915 roku, mając już wtedy pięćdziesiąt lat - że ma wygodne łóżko. Kiedy dziś podano gałeczki ze śledzia ze słodkim sosem, cieszyłam się, że Aliny nie było (widocznie Alina ich nie lubiła - przyp. MJ), ale gdy śledziowych gałeczek nie ma, nie cieszę się (ponieważ prawdopodobnie bardzo smakowały one m. Urszuli - przyp. MJ)"16.

4. Wartości witalne

Wartościami stojącymi na aksjologicznej drabinie wyżej niż wartości hedonistyczne są wartości witalne, związane ze zdrowiem i życiem człowieka. Ich przeciwieństwem jest cierpienie i choroba. Jak pisze ks. Tischner, wartości te "bądź służą życiu (wartości pozytywne), bądź podcinają życie (wartości negatywne). Pod pewnym względem są one podobne do wartości hedonistycznych. Wiążą się bowiem z ciałem i dostarczają jakiejś formy przyjemności, np. "zadowolenia z życia". Pod innym względem różnią się one od nich zasadniczo, są bowiem wartościami życia jako życia. Wiemy, że przyjemność nie zawsze służy zdrowiu, a z tego co nieprzyjemne nie zawsze wypływa choroba, bardzo często umiejętność znoszenia przykrości jest nieodzowna do podtrzymania zdrowia i życia"17. Prymat wartości związanych ze zdrowiem i życiem człowieka głosi tak zwany witalizm. Jego błąd nie leży jednak w tym, że te wartości uznaje, ale w tym, że poza nimi nie dostrzega już żadnych wartości wyższych. "Witalizm etyczny myli - jak stwierdza dalej ks. Tischner - to, co podstawowe, z tym, co najwyższe. Bez fundamentu dom się zawala i to jest prawda. Ale czym byłby fundament bez domu? Wartości witalne, jak fundament domu, są powołane do tego, by służyć wartościom wyższym. Jakieś wyższe wartości muszą nadać im sens i ustalić rozsądne granice troski o nie"18.

Dokładnie w tym duchu wypowiadała się Matka Urszula. W jej listach problem zdrowia pojawia się dość często. Zawsze jednak jako wartość, która ma służyć innym, wyższym wartościom - jako Boży dar, będący fundamentem dobra, które trzeba czynić innym ludziom. "W Pietrogrodzie odnosiłam wrażenie - pisała niemal na początku swego skandynawskiego wygnania, 14 października 1914 roku - że tam ze zdrowiem nie będzie najlepiej, nie czułam się dobrze, a tu - zupełnie inaczej. Ani gorączki, ani żołądek nie dokucza - mówią, że klimat tu bardzo zdrowy i że długo się żyje. Bóg wie, co potrzebne. Czasem myślę, że kto wie, może w Pietrogrodzie znowu na płuca bym zachorowała, a tu wzmocnię się do dalszej pracy, bo skoro Bóg o zdrowie dba, to widocznie jest ono jeszcze potrzebne. Twarda i gorzka jest ta kuracja, to prawda - i wolałabym być w Pietrogradzie - ale może i dobra. Musi być dobra, skoro Bóg daje"19. Ze swego zdrowia, zwłaszcza gdy chorowała lub czuła się źle, nie czyniła głównego problemu. O swoich zdrowotnych niedomaganiach pisała stosunkowo rzadko i oględnie, jakby mimochodem, nie chcąc siostrom przysparzać dodatkowych zmartwień. "U mnie bardzo cicho - pisała 20 stycznia 1915 roku. - W każdym razie jestem zdrowsza, a wtedy wszystko łatwiejsze. Kiedy mogę pracować, to dobrze, ale gdy głowa nie pozwala i chodzę jak lew w klatce po czerwonym pokoju, wtedy źle. Może teraz już tego nie będzie. Wola jest jak najlepsza, byleby głowa wytrzymała, to i dobrze będzie. Nie niepokójcie się o mnie, tylko módlcie się, i już!"20. Zdecydowanie bardziej wolała pisać o tym, że jest zdrowa, pragnąc budzić tą wiadomością radość i optymizm u swoich sióstr. "O mnie bądźcie zupełnie spokojne - donosiła o sobie 9 lutego 1915 roku. - Jestem teraz bardzo zdrowa i pierścionek nie spada mi z palca, ale mocno siedzi. Apetyt mam, śpię, wszystko dobrze. Jak i siły fizyczne dopisują, to i większa odporność na to, co boli, choć i tak sobie powtarzam, że w porównaniu z innymi moje krzyżyki są małe, nie ma nad czym się rozczulać!"21. Zdrowie było dla niej taką wartością, że ze swego dobrego samopoczucia czyniła nawet przykład dla innych. "Ja pod tym względem jestem prawdziwym przykładem dla Was - mogły siostry wyczytać z jej listu pisanego 20 listopada 1914 roku - zdrowa ciągle. To prawda, że Wy pracujecie, a ja odpoczywam i leniuchuję, ale, mimo tej różnicy, proszę mnie naśladować pod względem zdrowia"22.

Najczęściej zaś pytała o zdrowie samych sióstr. Widać, że bardziej przejmowała się nimi niż sobą. Pytanie: "A Wy, czy zdrowe jesteście?" powtarza się w jej listach jak swoisty refren23. I jak refren towarzyszyło mu życzenie: "Bądźcie mi tylko zdrowe, drogie moje Skarby!"24. W ślad za tym życzeniem zwykle szły dobre, matczyne rady. Nie darmo nazywała się przecież ich Starą Matką. "Jak ze zdrowiem? Czy dzieci stare rozsądne, nie zarabiają na biedę na święta? (...) Pokażcie, że umiecie być rozsądne. (...) Żebyście mi tam mogły odpocząć, drogie moje Dzieci"25. "Przynajmniej bądźcie mi rozsądne, zdrowe"26.

Ten rozsądek, o który dopytywała się Matka Urszula i którego domagała się od swych sióstr, przekładał się na tak prozaiczne sprawy, jak odpowiednia liczba godzin przeznaczonych na sen czy dobre jedzenie. O to należało zadbać - właśnie jak o fundament dla wyższych wartości. Dając rady na zbliżające się wakacje, pisała 19 maja 1920 roku: "Nic nie mam przeciwko jednej lub dwóm godzinom pracy naukowej, o ile ta wchodzi w zakres waszych zajęć. Ale z początku trzeba się wyspać, by z nowymi siłami dalej pracować"27. Niekiedy rady te były pełne prawdziwie ciepłego humoru. "Cieszę się, że zdrowe jesteście i że wszystko w porządku. Proszę wyspać się, najeść się porządnie, choć Małgosia stara wzdycha. To nie szkodzi, ma zasługę, że cierpi prześladowanie od p. Zaborskiej (pewnie zacznie gniewać się, że wyszastała pieniądze), ale dla Was jest zdrowo jeść dużo"28. Wszystko to miało służyć jednemu celowi, o którym pisała w liście z 23 stycznia 1915 roku: "Znowu idzie maszyna swym zwykłym trybem. Ufam, żeście się wyspały i wypoczęły, a teraz na nowo ochoczo naprzód!"29.

5. Wartości duchowe

Na wyższym jeszcze szczeblu drabiny aksjologicznej znajdują się wartości duchowe - dobro, prawda, piękno. Jak pisze ks. Tischner, "Dobro to nazwa ogólna dla całego szeregu poszczególnych wartości etycznych: sprawiedliwości, szlachetności, męstwa, życzliwości, heroizmu, itd. Z prawdą wiążą się prawdomówność, rzetelność, obiektywność, wszechstronność, a także mądrość, przenikliwość, umiejętność dobrej rady itd. (...) Rysem znamiennym etycznych wartości duchowych jest ich związek z doświadczeniem prawdy. Prawda jest wśród tych wartości wartością przewodnią. Znaczy to: najpierw trzeba być nastawionym na prawdę, najpierw trzeba coś prawdziwie poznać, aby potem dopiero móc zrealizować odnośną wartość. (...) Wartości duchowe, aby je realizować, wymagają nieustannego ćwiczenia się w umiejętności naprawdę obiektywnego spojrzenia na świat, w postawie, która najpierw "pozwala być" ludziom i światu, a dopiero potem chce ich polepszenia. Postawa, która "pozwala być" ludziom i światu, która jest punktem wyjścia etyki i moralności, nazywa się postawą wspaniałomyślności. Wspaniałomyślność "nie szuka swego". Wspaniałomyślność sprawia dobro dlatego, że dobro jest dobrem, bez szukania przyjemności lub korzyści. Wspaniałomyślność pozwala na to, że człowiek cieszy się "radością czystą". W niej ma swe źródło poświęcenie, prawdziwy ludzki heroizm. Starożytni mówili, że wspaniałomyślność jest cnotą królów. Chrześcijaństwo uważa, że jest to podstawowa własność Boga - wspaniałomyślny otwiera się na świat tak, jak otwiera się na świat sam Bóg - Ojciec Jezusa"30.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Listy do Sióstr są jedną wielką pochwałą wartości duchowych. Ich obecność, a przede wszystkim konieczność wcielania ich w czyn, stanowi treść każdego niemal listu, jaki Matka Urszula kierowała do tych, które miały się stać córkami jej ducha. Ideały prawdy i dobra wracają w nich nieustannie. Przeżycie prawdy (o sobie) było dla niej niejako wstępem do otwarcia się na szerokie dziedziny dobra, które siostry miały urzeczywistniać na co dzień w swoim życiu. Prawda ta odnosiła się do dwóch podstawowych wymiarów ludzkiej egzystencji: do świata i do siebie samych. Inaczej mówiąc, maksymalnie, ze wszystkich sił czyniona dobroć (a Matka Urszula domagała się w tej dziedzinie zarówno od siebie, jak i od sióstr prawdziwego heroizmu) była uwarunkowana tym, by człowiek mógł najpierw w prawdzie spojrzeć na świat i na siebie - by mógł przeżyć prawdę świata i prawdę siebie samego.

Dla Matki Urszuli świat był jedynie etapem w drodze do wieczności. Takie pełne realizmu spojrzenie może nieco zaskakiwać, jeśli ma się na uwadze jej zaangażowanie w sprawy świata właśnie w tym czasie, w jakim pisała swe listy do sióstr (pierwsza wojna światowa, sprawa polska, tworzenie nowego urszulańskiego Zgromadzenia). Jednakże z horyzontu swego patrzenia na świat nigdy nie gubiła ostatecznego celu, ku któremu zmierzała. Dla niej prawdziwa ojczyzna znajdowała się w niebie. Ta myśl niezbyt często, lecz jednoznacznie pojawiała się w jej korespondencji. "Nasze bardzo jasne światełko - to myśl o pięknym celu naszym, dla którego wszystkie pracujemy, to łączność nasza w Sercu Jezusowym, to zrozumienie, że tu wygnanie, a ojczyzna jest tam, u Boga" - pisała 11 września 1920 roku31. W tej sprawie natchnieniem był dla niej św. Stanisław Kostka. Dnia 13 listopada 1914 roku, w jego święto, zwracała się do sióstr z następującą zachętą: "Uczmy się od tego świętego młodzieniaszka żyć dla nieba, tylko nieba szukać! Gdy chwilami ciężko, zastanawiajcie się nad jego słowami: "Nie dla ziemi jestem stworzony, ale dla nieba", wtedy - w świetle nieba - ziemskie troski jakoś się przeistoczą i zrobi się jasno, słonecznie w duszy. "Nie dla ziemi" - zastosujmy to i do naszego obecnego położenia, i będzie spokój mimo zewnętrznej burzy"32.

Ta eschatologiczna perspektywa, którą żyła i której uczyła Matka Urszula, bynajmniej nie odciągała jej od zaangażowania w sprawy świata. Przeciwnie, tęskniąc do wieczności, była gotowa cierpieć podczas swej ziemskiej pielgrzymki, by - poprzez uczestnictwo w zbawczej tajemnicy krzyża Pańskiego - uczynić ją jak najbardziej owocną. Pod tym względem niezwykle wymowny jest jej list z dnia 10 listopada 1914 roku, w którym wyjaśniała siostrom swoją postawę: "Pismo św. mówi: "Pamiętaj o swym kresie, a nigdy nie zgrzeszysz". Czemu nie chcecie zrozumieć, że myśl o śmierci jest dla mnie, i dla każdej duszy kochającej Boga, słodkim ukojeniem bólów życia doczesnego? Ale to nie znaczy, że ja chcę śmierci, albo, broń Boże, chcę ją jakimś sposobem przyciągnąć. Nie, nie, Dzieci moje! Gotowam w każdym momencie stawić się na zawołanie Pana, gdyby wołał, ale dziś, właśnie dlatego, że cierpię, że mi źle, nie wyrywam się do śmierci. Zanadto cenię krzyż, bym pragnęła go dobrowolnie zamienić choćby na szczęście wieczne. Rozumiem słowa św. Magdaleny Pazzi: "Cierpieć, a nie umrzeć""33. Wraz z tą gotowością, by swe cierpienia łączyć z cierpieniami Chrystusa dla dobra Kościoła, szła w parze głęboka ufność w Boże miłosierdzie. Tą ufnością starała się natchnąć także swe siostry: "Bądźcie mi, Dzieci moje drogie, ufne i dobrej myśli. Bóg nie opuści, ale wierzę, że tak czy siak - do nieba zaprowadzi!"34.

Gdy chodzi o przeżycie prawdy o sobie, Matka Urszula przywiązywała ogromną wagę do rachunku sumienia. W liście pisanym 4 stycznia 1915 roku wskazywała na to, jak dobrze przeprowadzony rachunek sumienia i konsekwentnie wyciągnięte z niego wnioski prowadzą do postawy wspaniałomyślności: "A teraz, Dzieci moje, proszę Was, niech każda na zakończenie starego i na początek nowego roku porachuje się ze swoim sumieniem, zajrzy do rozmaitych jego zakątków, by zdać sobie sprawę z tego, co Bogu w nas niemiłe, jak się poprawić, jak się odnowić, z czego energicznie uczynić ofiarę! (...) Miłość ku Bogu, objawiająca się w miłości ku ludziom - oto, czego nam przede wszystkim potrzeba, Dzieci moje drogie. I dlatego główny rachunek sumienia to jest mój stosunek do innych. Czy jestem uprzejma, serdeczna i wyrozumiała dla wszystkich? (bo pamiętaj, choć jeden wyjątek to dowód, że nie masz Bożej miłości bliźniego). Czy nie krytykuję? Nie obgaduję? Czy nie przekazuję swego oburzenia innym? Czym gotowa do poświęcenia się dla innych? Czy jestem usłużna? Czy staram się o miły, serdeczny stosunek do wszystkich? Życie wspólne w miłości jest siłą i radością. Życie wspólne bez miłości, gdy jedna unika drugiej, stroni od innych, gdy stara się jak najmniej być z innymi - takie życie wspólne jest męką i wiecznym wyrzutem sumienia, bo bądź co bądź czuje się, że to nie jest po Bożemu. Więc kochajcie się!"35. Zachęta do sumiennie zrobionego rachunku sumienia pojawiała się także w innych listach. Z uwag, jakie w związku z tym poczyniła Matka Urszula, wynika jednoznacznie, iż zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że jak z jednej strony rachunek sumienia jest czymś niezbędnym dla duchowego życia, tak z drugiej jest on pewnym trudem. Bo stanięcie w prawdzie o sobie i w ten sposób przeżycie prawdy o sobie nie jest czymś łatwym. "Dobrze wiecie, i ja wiem, że wierne odprawianie rachunku sumienia to nie jest drobna rzecz, i właśnie dlatego trzeba od czasu do czasu w tym się odnowić" - pisała na początek Wielkiego Postu 1915 roku36.

Miłość, do której Matka Urszula wzywała swoje siostry, miała być miłością czynu i nie powinna sprowadzać się jedynie do uczucia. Ta druga postać miłości była dla niej "bańką mydlaną bez wartości i bez treści"37. Jej chodziło jedynie (i aż!) o wierne urzeczywistnianie następującego postanowienia: "chcemy być dobre, bardzo dobre dla wszystkich. Tym więcej damy szczęścia niż jakimś heroicznym poświęceniem. To pewne"38. Zdawała sobie przy tym doskonale sprawę z tego, że taka miłość jest miłością ofiarną. "Dobroć, usłużność, wyrozumiałość, ciche znoszenie wad drugich - oto znamiona prawdziwej miłości" - pisała w dniu 28 października 1914 roku39. I do takiej miłości wzywała niemal w każdym swym liście. Zapewniała o swej modlitwie za siostry, o "prawdziwą, głęboką miłość wzajemną, wolną od ambicji, obraźliwości, szukania swego - cichą, łagodną, wyrozumiałą", która winna panować między nimi. I zaraz dodawała: "Na ten temat odprawiajcie często medytację, zachęcajcie się do miłości bliźniego"40. W swych apelach odwoływała się do Hymnu o miłości św. Pawła z Pierwszego Listu do Koryntian: "A moje Dzieci, czy poczciwie się trzymają? Czy zgodne, pełne miłości, uprzejmości, poświęcenia dla drugich? To najważniejsza rzecz. Powtarzajcie sobie zawsze: modlitwa, pokuta - bez miłości jest cymbałem brzmiącym i miedzią brzęczącą"41. Z taką ofiarną i bezinteresowną miłością drugiego Matka Urszula łączyła jeszcze wartość pokory. "Pamiętajcie - upominała swe siostry w liście z dnia 11 stycznia 1915 roku - nie tyle chodzi o to, by dużo się modlić, by rozpływać się w modlitwie, ale o miłość, o tę prawdziwą miłość Bożą, która objawia się na zewnątrz w miłości bliźniego. Tam, gdzie nie ma miłości bliźniego, to i ekstazy nic nie znaczą. Miłość bliźniego, oparta na pokorze, to kamień probierczy naszej świętości. Miłość bliźniego nie może istnieć bez pokory, jak kwiat nie może istnieć bez wody"42.

6. Wartości święte

Na aksjologicznej drabinie najwyżej znajdują wartości najwyższe - Święte. Jak pisze ks. Tischner, "gdy człowiek spojrzy w twarz prawdziwej świętości, budzi się w nim najwyższy zachwyt i poczucie szczęścia. Świętość nadaje sens wszelkim innym wartościom, a zwłaszcza wszystkim wysiłkom zmierzającym do ich realizacji. Świętość wyciska na nich piętno stałości. Ona utrwala to, co dobre, sprawiedliwe, heroiczne. Ona jest ponad czasem i ponad przestrzenią, a zarazem przenika to, co jest w czasie i w przestrzeni. Święte budzi w człowieku poczucie nabożeństwa. Świętość jest źródłem religii"43. Ona ukazuje człowiekowi Boga, który objawia się jako Ten, który jest w najwyższym stopniu wspaniałomyślny - który jest samą Miłością.

Kiedy się czyta Listy do Sióstr, uderza częstotliwość, z jaką Matka Urszula pisze o konieczności świętości dla siebie i swoich duchowych córek. "O jedno chodzi, byśmy były święte. To najważniejsze. Do tego dążmy z wszystkich sił i coraz goręcej kochamy Jezusa, Króla i Pana naszego" - wzywała w liście z 22 kwietnia 1920 roku44. Do tego wzywała i o to się nieustannie modliła: "O jedno proszę Boga, by Was uświęcił, by dusze Wasze prowadził do świętości"45. Jeśli o czymś w swej sztokholmskiej samotności marzyła, to o jednym tylko: że się kiedyś spotkamy, a w międzyczasie - w trudnym czasie oddzielenia i tęsknoty - "będziemy usilnie dążyły do świętości, do świętości, do świętości!"46. Mimo że wokół szalała pierwsza wojna światowa - a może właśnie na przekór niej - w świętości widziała jedyną odpowiedź na ogrom cierpień i zła, który zdawał się nie mieć końca. Dlatego na Gwiazdkę 1914 roku pisała: "Modlę się za Was, Dzieci moje, i wiedzcie, że w dniu dzisiejszym więcej niż kiedykolwiek, i coraz bardziej bez przymieszek ziemskich pragnień, proszę o jedno potrzebne: o świętość! To jedno, czego Bóg od nas się domaga, to jedno, czego dziś światu biednemu potrzeba. Bądźmy święte, a więcej zrobimy dla świata niż choćby najsławniejsi wodzowie. O to jedno dla nas się modlę, tego sobie dziś życzę. (...) A na Gwiazdkę czynię Wam to przyrzeczenie, iż życie moje w całości oddaję Bogu - w jakich On chce warunkach, w cierpieniu, w osamotnieniu, jak On chce - za Wasze dusze, dla wyproszenia Wam nie tyle zbawienia, co świętości, świętości, świętości"47.

Świętość tę miały osiągnąć przez całkowite zjednoczenie z tajemnicą Chrystusowego Krzyża. Słowo krzyż jawi się w listach m. Urszuli niezwykle często. Jego misterium jest jej największym umiłowaniem - do tego stopnia, że według jej szczególnej duchowości w jakiejś mierze przewyższa ono misterium chwalebnego Zmartwychwstania. Cierpienie Chrystusa, a w konsekwencji także jej osobiste cierpienia oraz cierpienia jej sióstr były jej bliższe i bardziej realne niż perspektywa tego, co w wieczności przygotowuje im Pan Bóg. "Cierpienie przeminie - pisała 30 listopada 1914 roku, odwołując się do myśli zaczerpniętej z Glosy św. Teresy Zygmunta Krasińskiego - ale o to chodzi, by przez cierpienie skarby wieczne sobie wysłużyć. Niech Was ten krzyżyk zbliża do Krzyża Chrystusowego, wszak ten Krzyż - nasze wszystko: nasza radość, nasze szczęście! Trzeba zrozumieć całą miłość Chrystusa. "Ja Ciebie kocham za to, żeś był przymuszony wołać do Ojca: O, czemuś Mnie opuścił? Kocham Ciebie za Twoje konanie i za śmierć więcej niż za zmartwychwstanie". Tak, to dla mnie stało się jasne, dzięki Bogu - byleby i przez to miłość ku Bogu wzrastała!"48.

Trwanie w tajemnicy Chrystusowego krzyża było dla niej podstawowym źródłem sił do pokonywania codziennych cierpień. "Byłoby strasznie cierpieć bez krzyża w ręku - wyznawała 21 października 1914 roku - ale z krzyżem można wszystko, choć serce krwawi i łza płynie. Ty i ja, Panie, razem z Tobą wszystko można znieść, choć serce pęka z bólu!"49. W ten sposób dojrzewał w niej charyzmat Zgromadzenia, które miała za kilka lat założyć i które miało nosić jakże zobowiązujący tytuł "Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego". Zjednoczenie z krzyżem stawało się dla niej coraz wyraźniejszym fundamentem całego życia przenikniętego blaskami świętości. "W niczym Wam pomóc nie mogę - niejako skarżyła się na swą bezsilność w październiku 1914 roku - tylko zachęcać do cierpliwego, cichego niesienia krzyża Chrystusowego. Dzieci moje, wszak krzyż to łaska, bo do Boga prowadzi. "Witaj, Krzyżu święty, jedyna moja nadziejo!". Spróbujmy to z głębi serca powtarzać, Dzieci moje. Z początku będzie to trudno, potem coraz lżej, a w końcu i pokochamy swój ciężki krzyż. Pamiętajcie, że Chrystus dźwiga go razem z nami! Odważnie, w górę serca, Dzieci moje drogie! W zasadzie przyznajemy, że celem naszego życia jest być przybite z Chrystusem do krzyża, więc nie jęczmy za dużo, skoro to ukrzyżowanie teraz na skórze naszej, w kościach naszych się odbywa! Fiat na wszystko i za wszystko Deo gratias! Przybił nas Chrystus do krzyża, trwajmy tam cichutko, spokojnie, jak On chce, jak długo On chce - Jemu wszystko powierzając, gotowe wszystko przyjąć z Jego rąk"50. Te zachęty, by łączyć się z krzyżem Chrystusa, po kilku latach - w 1921 roku - zostały opatrzone następującym krótkim komentarzem: "Nie chodzi o to, by myśl była ciągle przy Krzyżu - to przy naszych zajęciach niemożliwe - ale wola niech będzie zawsze ukryta w Sercu Ukrzyżowanego, byśmy tylko jednego chciały - woli Jezusa. Nie, nic więcej nam nie potrzeba, tylko woli Jezusa, nie naszej. To sekret naszej świętości"51.

Z przylgnięcia do krzyża wynikały inne wartości, o których Matka Urszula pisała niezwykle często: autentyczna miłość bliźniego, całkowita zgoda na wolę Bożą, pokora, ubóstwo, codzienna i cicha dobroć wobec innych, pracowitość, wzajemna wyrozumiałość, zgoda na cierpienie i - zupełnie nieoczekiwanie i paradoksalnie! - apostolstwo radości i dobrego humoru52.

To z takiego właśnie przeniknięcia wszystkich wartości przez świętość wyrastał obraz dojrzałej, w pełni wewnętrznie scalonej osobowości, o której w grudniu 1920 roku, na pierwsze Boże Narodzenie do swego dopiero co oficjalnie powołanego do życia nowego urszulańskiego Zgromadzenia pisała Matka Urszula: "Potrzeba nam takich dusz silnych, dla siebie kamiennych, które idą zawsze prostą drogą obowiązku; kierujących się wolą i rozumem, nie rządzonych ślepą uczuciowością, która porywa, ale nie buduje. Kochajmy się, Dzieci moje, tą czystą, Bożą miłością, którą Jezus kocha w drugich, Jezusowi służy w drugich i zawsze w jedno łączy miłość Jezusa z miłością stworzeń; przez to staniemy się dobre, bardzo dobre, bezgranicznie dobre, a tym bardziej Panu Bogu się przypodobamy"53.

7. Wobec słabości ludzkiej natury

Ten obraz silnej, dojrzałej osobowości rysuje się jako pewna konsekwencja hierarchii wartości Maxa Schelera, którą zinterpretował ks. Józef Tischner i którą - być może całkiem nieoczekiwanie - odkrywamy w Listach do Sióstr Matki Urszuli. Na koniec postawmy sobie jeszcze jedno pytanie: czy urzeczywistnianie w życiu konkretnego człowieka tak zarysowanej hierarchii wartości jest rzeczą łatwą? Niewątpliwie, jest to pytanie retoryczne. Wartości mają to do siebie, że są zagrożone - człowiek może je w swym życiu urzeczywistnić lub od nich odejść, tworząc jednocześnie siebie lub też siebie zdradzając. Zagrożenie ich wynika z samej kondycji ludzkiej - ze słabości natury, która jest udziałem człowieka. Matka Urszula była tego niezwykle świadoma. W duchu prawdy - a zatem w duchu autentycznej pokory - przyznawała się niekiedy wobec swych sióstr do osobistych słabości. Pisząc o konieczności wewnętrznego rozwoju, jednocześnie wyznawała: "Wiem, niestety, z własnego doświadczenia, że to nie zawsze się udaje. Ludźmi jesteśmy, słabymi i ułomnymi, ale walczmy z tym, co w każdym razie jest do zwalczenia"54. Słabość ta jest, według niej, następstwem takiej, a nie innej ludzkiej natury. "Ta nasza biedna, nędzna natura ludzka zawsze staje sztorcem, przeszkadzając na drodze cnoty, bo nie może, a często i nie chce zrozumieć istoty prawdziwej świętości" - pisała w liście z 12 marca 1915 roku55.

Jednakże stwierdzenie faktu słabości natury ludzkiej nie oznaczało dla niej zgody na taki stan. Od siebie i od innych wymagała ogromnego wysiłku pracy wewnętrznej, który miał iść równolegle w dwóch kierunkach: jako walka z własnym egoizmem oraz jako wybieganie ku temu, co w górze. W swych listach dość często zachęcała swe siostry do "usilnej pracy nad pozbyciem się własnego "ja". I zaraz tak tłumaczyła stojące przed nimi zadanie, które rozciąga się na wiele lat, a właściwie na całe życie: "To najważniejsze, pamiętajcie dobrze, a zarazem najtrudniejsze - to praca, o której zawsze musimy mieć przekonanie, że jeszcze daleka od ukończenia, i do której zawsze z nową energią zabierać się musimy. Zabić to "ja", wszystkie wybryki tego "ja", które to lubi, tego nie lubi, któremu to się podoba, a tamto się nie podoba - tylko ze względu na "ja" i bez względu na Boga i na bliźnich! Do śmierci się tej skłonności szukania siebie nie pozbędziemy, ale ciągle, ciągle walczyć musimy"56. Zdawała sobie przy tym sprawę, że walka ta domaga się ogromnego wysiłku i konsekwencji i że nie może się ona zadowalać czysto zewnętrznymi, choć skądinąd bardzo pobożnymi kryteriami. "Ufam - pisała 7 marca 1915 roku - że praca wewnętrzna mej gromadki posuwa się naprzód z tym zrozumieniem, że świętości nie stanowi ani ilość modlitw, ani chodzenie do kościoła, ale zaparcie się siebie, zapomnienie o sobie"57. Praca ta była dla niej "pokutą najbardziej zasługującą, bo i najtrudniejszą"58, wręcz wewnętrznym męczeństwem. Tak oto bowiem pisała do swych sióstr 3 czerwca 1920 roku, będąc jeszcze pod wrażeniem dopiero co zakończonych uroczystości kanonizacyjnych sióstr urszulanek, w których wzięła osobisty udział: "Nasze męczeństwo musi być wewnętrzną, niewidzialną walką ze złymi skłonnościami, ciągłym działaniem przeciw woli własnej, swej próżności, chęci wygód i zwracania uwagi na siebie, swej gadatliwości, piskliwości i miękkości - to męczeństwo tego "ja", które powoli ciągle zabijamy, męczeństwo niewidzialne, znane Boga samemu. O to prośmy, do tego się zachęcajmy, Dzieci moje, w tym dniu triumfu błogosławionych Sióstr naszych"59.

Zakończenie tej zachęty wskazuje na to, jak ściśle Matka Urszula łączyła konieczność walki z własnym egoizmem, z jednej strony, z radosnym i pełnym optymizmu wybieganiem ku rzeczom wyższym, z drugiej. Jak twardy realizm wewnętrznego zmagania wiązała z nadzieją przyszłej chwały. "Wyżej, wyżej, wyżej - i sobie, i Wam to powtarzam - pisała pełna natchnienia na Gwiazdkę 1914 roku. - Aby dojść do jasności nadziemskich, trzeba jak Chrystus Pan wisieć jakiś czas między ziemią i niebem - na krzyżu! Nie brońmy się przed tym, nie wymawiajmy się od krzyża - ponad krzyżem niebo, jasne, Boże niebo!"60. I dlatego też co jakiś czas w jej listach będzie powracało sformułowanie sursum corda - tak jak to było w dniu 20 stycznia 1915 roku: "W górę i zawsze w górę, dzieci Moje! Nieraz ciężar przygniata nas do ziemi, ale zachęcajmy się wciąż na nowo: sursum corda, na skrzydłach miłości, miłości Boga i bliźniego!"61.

8. Zakończenie

Nie ulega wątpliwości, że ta schelerowska hierarchia wartości, którą odnajdujemy w Listach do Sióstr Matki Urszuli Ledóchowskiej, a zwłaszcza jej nieustanne zachęty do walki z własnym egoizmem, by móc pełnym sercem kochać Boga i innych ludzi, znajdują się w wyraźnej opozycji do najbardziej głośnych dzisiaj trendów kulturowych epoki zwanej przez niektórych epoką "późnej nowoczesności"62. Co więcej, można nawet mówić o swoistym zmaganiu się tej wizji człowieka, którą głosiła św. Urszula, o przetrwanie i o uzasadnienie swej prawdy. Jej pełen nadziei realizm próbuje się bowiem ostać i obronić wobec nastroju dekadencji, która zdaje się być coraz bardziej wszechogarniająca, przynajmniej w Europie. Należałoby zapewne powiedzieć nawet: tu nie chodzi tyle o przetrwanie pewnej wizji człowieka, ile dużo bardziej o to, by mógł przetrwać sam człowiek i tworzona przez niego kultura, która w samych swych korzeniach zdaje się być dzisiaj dotknięta ogromnymi zagrożeniami. Chodzi przecież o to, by w kulturze europejskiej powrócić do inspiracji chrześcijańskich i do wizji Boga, który jest Miłością. To zapewne dlatego podczas Mszy św. kanonizacyjnej w dniu 18 maja 2003 roku Ojciec Święty Jan Paweł II mówił o Matce Urszuli jako apostołce "nowej ewangelizacji", która swym życiem i działalnością dała "dowód, że miłość ewangeliczna jest zawsze aktualna, twórcza i skuteczna. (...) To, co zwyczajne, czyniła nadzwyczajnym; codzienne zamieniała w ponadczasowe; to, co przyziemne, czyniła świętym. (...) Wszyscy możemy uczyć się od niej, jak z Chrystusem budować świat bardziej ludzki - w którym coraz pełniej będą realizowane takie wartości, jak: sprawiedliwość, wolność, solidarność, pokój. Od niej możemy uczyć się, jak na co dzień realizować "nowe" przykazanie miłości"63.


1 U. Ledóchowska, Listy do Sióstr 1914-1922, Warszawa 2004.
2 J. Olech, Wstęp, w: tamże, s. 3.
3 U. Ledóchowska, Historia Kongregacji, Poznań 1987.
4 J. Olech, Wstęp, w: U. Ledóchowska, Listy do Sióstr 1914-1922, Warszawa 2004, s. 3.
5 U. Ledóchowska, Historia Kongregacji, s. 15.
6 Taż, Listy do Sióstr, s. 60.
7 Tamże, s. 66.
8 J. Tischner, Etyka wartości i nadziei, w: Wobec wartości, Poznań 1982, s. 51-148.
9 Jest to właściwie niemożliwe, ponieważ listy Matki Urszuli były pisane dokładnie w tym samym czasie - a więc niejako równolegle - kiedy Max Scheler tworzył swe główne dzieła z dziedziny etyki i aksjologii: O resentymencie i etycznym sądzie (1912), Fenomenologia i teoria sympatii oraz miłości i nienawiści (1913), Formalizm w etyce i materialna etyka wartości (1913-1916), Istota i formy sympatii (1923).
10 Więcej na temat źródeł systemu wychowawczego m. Urszuli por. K. Olbrycht, Zarys systemu wychowania bł. Urszuli Ledóchowskiej, Założycielki Zgromadzenia Sióstr Urszulanek SJK, Pniewy 1991, s. 7-13.
11 J. Tischner, Etyka wartości i nadziei, s. 66.
12 U. Ledóchowska, Listy do Sióstr, s. 115.
13 Tamże, s. 116.
14 Tamże, s. 86.
15 Por. Listy Matki Urszuli z dnia 28 i 29 kwietnia oraz 9 maja 1920 roku, w: tamże, s. 167, 168, 175.
16 Tamże, s. 105.
17 J. Tischner, Etyka wartości i nadziei, s. 69.
18 Tamże, s. 71.
19 U. Ledóchowska, Listy do Sióstr, s. 20.
20 Tamże, s. 105.
21 Tamże, s. 117.
22 Tamże, s. 76.
23 Tamże, s. 65.
24 Tamże, s. 79.
25 Tamże, s. 85.
26 Tamże, s. 93.
27 Tamże, s. 184.
28 Tamże, s. 102.
29 Tamże, s. 107.
30 J. Tischner, Etyka wartości i nadziei, s. 71-72.
31 U. Ledóchowska, Listy do Sióstr, s. 209.
32 Tamże, s. 56.
33 Tamże, s. 51-52.
34 Tamże, s. 25.
35 Tamże, s. 96-97.
36 Tamże, s. 125.
37 Por. tamże, s. 165.
38 Tamże, s. 153.
39 Tamże, s. 17.
40 Tamże, s. 27.
41 Tamże, s. 71.
42 Tamże, s. 102.
43 J. Tischner, Etyka wartości i nadziei, s. 72.
44 U. Ledóchowska, Listy do Sióstr, s. 161.
45 Tamże, s. 16.
46 Tamże, s. 61.
47 Tamże, s. 91, 92-93.
48 Tamże, s. 18.
49 Tamże, s. 34.
50 Tamże, s. 36.
51 Tamże, s. 219.
52 Por. tamże, s. 65, 169.
53 Tamże, s. 216.
54 Tamże, s. 37. W liście z 9 listopada 1914 roku wyznała: "Jestem człowiekiem i upadam" (tamże, s. 50).
55 Tamże, s. 132.
56 Tamże, s. 114-115.
57 Tamże, s. 130. Por. także: tamże, s. 144.
58 Por. tamże, s. 122-123.
59 Tamże, s. 196.
60 Tamże, s. 92.
61 Tamże, s. 105.
62 Por. Ch. Delsol, Esej o człowieku późnej nowoczesności, tłum. M. Kowalska, Kraków 2003.
63 Jan Paweł II, Kto trwa w Chrystusie, przynosi owoc obfity. Msza św. kanonizacyjna na placu św. Piotra, w: "L'Osservatore Romano", wyd. pol., 24 (2003), n. 7-8, s. 41.

Czytany 2339 razy Ostatnio zmieniany piątek, 26 luty 2016 17:05