środa, 17 kwiecień 2013 18:24

BP REMIGIO RAGONESI (Rzym)-Homilia z Mszy św. ku czci bł. Urszuli w kościele del Gesu w Rzymie, 29 maja 1984

I my, mieszkańcy Rzymu, klękamy z czcią przed jej grobem: błogosławimy pamięć tego gorliwego świadka Ewangelii, którego Opatrzność posłała w ślady Apostołów Piotra i Pawła.

Któż wie, ile razy mury tego sanktuarium Towarzystwa Jezusowego widziały pogrążoną w modlitwie Julię Urszulę Ledóchowską, rodzoną siostrę 26 następcy św. Ignacego...

Cieszymy się, że możemy czcić ją razem z rzeszami błogosławionych w niebie, tych, którzy otrzymali nagrodę, obiecaną przez Boskiego Zbawiciela ubogim w duchu, cichym, miłosiernym i czystego serca, czyniącym pokój, pragnącym sprawiedliwości, smucącym się i prześladowanym ze względu na Królestwo Boże (por. Mt 5, 1-12). (...)

"Rzym jest najpiękniejszym miastem dla duszy; chciałabym umrzeć w Rzymie" - czytamy na bilecie, bez daty, napisanym przez nią do mons. Pio Mingoli, sekretarza Wikariatu do spraw Zakonnych (z Arch. Hist. Wikariatu), ale, dzięki Bogu, miała przyjechać do Rzymu nie tylko po to, żeby umrzeć, ale by ubogacić swoją koronę chwały w wiele, wiele innych pereł wiary i miłości. I my, mieszkańcy Rzymu, (...) klękamy z czcią przed jej grobem: błogosławimy pamięć tego gorliwego świadka Ewangelii, którego Opatrzność posłała w ślady Apostołów Piotra i Pawła.

19 marca 1926 Matka skierowała prośbę do Wikariatu o pozwolenie na założenie domu w Rzymie. Podaniu towarzyszył płomienny list polecający Nuncjusza Apostolskiego w Warszawie mons. Lorenzo Lauri (z 27 marca 1926) oraz zwięzły opis dziesięciu domów Zgromadzenia w Polsce, zakończony uwagą: "Nie potrzebujemy pomocy dla naszych dzieł - to znaczy pomocy materialnej, bo: 1) nasze siostry wszystko wykonują same; 2) staramy się o to, aby mieć dzieło przynoszące pieniądze, a pieniądze te przeznaczamy na korzyść biednych lub mniej zamożnych".

8 maja mons. Mingoli zawiadamia o pozwoleniu na erekcję domu zakonnego w Rzymie pod warunkiem jednak, że wybór miejsca zostanie uzgodniony i "że nie będzie się ubiegać o pomoc ani u Ojca Świętego, ani w Wikariacie, zarówno dla wspólnoty, jak i dla projektowanych dzieł".

8 czerwca, już z Polski, Matka dziękuje za to pozwolenie, ale powtarza: "Proszę mi wierzyć, że nigdy nie prosiłyśmy biskupów o pomoc ani dla Zgromadzenia, ani też dla naszych dzieł; przeciwnie, to my czynimy wszystko, co możliwe, aby pomóc proboszczom, a nawet biskupom...Ufam, że będziemy mogły przyjechać w przyszłym roku; rozpoczniemy od małego dzieła, a potem wszystko samo się ułoży".

I przyjeżdżają wreszcie, pokorne i wspaniałe, polskie siostry urszulanki: w roku 1927 do domu przy via Cavour, w roku 1929 do domu przy via Boccea - Madonna del Riposo, a w roku 1931 do domu S. Maria Maggiore, ofiarowanego przez Papieża, przy via Regina Giovanna di Bulgaria.

17 kwietnia 1932 Matka pisze w liście okólnym do sióstr: "Muszę się z Wami podzielić tym, co dla nas wszystkich powinno być wielką radością. Kardynał Wikariusz chce nam powierzyć misję nie w Afryce, ale tam, gdzie na równi potrzebna jest misja: w okolicach Rzymu... Tam same czerwone baraki i nam taki sam dadzą. Prosiłam, by nic lepszego nie budowano. Tam będziemy razem z biednymi żyły, uczyły ich katechizmu, leczyły, otaczały sercem i miłością". A była to fundacja domu S. Maria Assunta na Primavalle.

W październiku 1935 wypada kolej na wizytacje Zgromadzenia polskich sióstr urszulanek. Wizytator, o. Giovanni da S. Giovanni di Persiceto, kapucyn, jest zachwycony i zbudowany.

O domu św. Leona Wielkiego przy via Boccea zdaje sprawę, że "siostry mają bardzo dobrego ducha i są ogromnie zżyte z przełożoną. Dużo pracują dla środowiska i są prawdziwymi misjonarkami wśród tamtejszej ubogiej ludności" (z Arch. Wik.).

O domu S. Maria Maggiore donosi, że "wszystkie siostry wykazują dobrego ducha, żyją ze sobą w harmonii, zadowolone ze swej przełożonej... Dom administrowany jest umiejętnie i starannie przez lokalną przełożoną. Nadwyżkę dochodów przeznacza się dla dwóch innych domów Zgromadzenia w Rzymie, które nie mogą się same jeszcze utrzymać... Jest to pod każdym względem wzorowa wspólnota".

A o wspólnocie na Primavalle zeznaje: "Tu rzeczywiście jest się na terenie misji. W dzielnicy tej zgromadzono rodziny ostatniego pospólstwa włoskiego: wielu z nich nawet nie zostało ochrzczonych, wiele małżeństw nieuregulowanych... O ile na początku z nieufnością podchodzono do sióstr, teraz mają one w ręku całą młodzież, a w przedszkolu wszystkie dzieci. Mimo że różnorodnych zajęć mają siostry dużo, dochody ich są bardzo małe, wręcz niewystarczające, dlatego wspomaga je dom główny. Także dom główny dopłaca do zup dzieci... Siostry stanowią wspólnotę misyjną, wzorową i gorliwą".

Te zachwycające siostry były naprawdę chlubą ich rodziny zakonnej, a jeszcze bardziej ich Matki, która je formowała, która towarzyszyła nieustannie każdej, była często wśród nich. Była z nimi aż do ostatnich swoich dni w Rzymie, jak tego pragnęła, i życiem bardziej niż piórem pisała swój Testament, który rzeczywiście odbija jej ducha: osobiste bogactwo, wielkość dzieła i dziedzictwa.

Wystarczy tylko przewertować te piękne strony - ich wzruszająca wymowa naprawdę nie potrzebuje komentarza. Fragmenty Testamentu nie są tylko zwykłymi cytatami z literatury, ale prawdziwymi świadectwami, w których ożywa obraz, serce Błogosławionej. Miłość Boga i bliźniego, która ją przepełniała, nie jest tylko wdzięcznym wspomnieniem, bo miłość ta dotąd się pali, a teraz - przy źródle - płonie jeszcze bardziej!

 

tłum. z języka włoskiego
Czytany 1785 razy Ostatnio zmieniany piątek, 26 luty 2016 16:55