piątek, 09 marzec 2012 23:28

Homilia bpa Józefa Wróbla z Helsinek, wygłoszona 1 czerwca 2003 roku w Pniewach podczas Mszy św. dziękczynnej za kanonizację św. Urszuli

Eminencjo!
Ekscelencje, najdostojniejsi Księża Arcybiskupi i Biskupi!
Drodzy Bracia w kapłaństwie!
Wielebna Matko Generalna Sióstr Urszulanek, Jolanto Olech, z całą Wspólnotą Zakonną!

Drodzy Bracia i Siostry!

Tekst Ewangelii, którą przed chwilą usłyszeliśmy, to centralne przesłanie Kazania na Górze, a zarazem najbardziej doniosły moment w przepowiadaniu Pana Jezusa na temat Królestwa Bożego. Już samo wprowadzenie narratorskie do opisu tego wydarzenia zapowiada znaczący moment w nauczaniu Pana Jezusa. Św. Mateusz podkreśla najpierw, że Pan Jezus wyszedł ze swoimi uczniami na górę. Następnie, kiedy nadszedł już czas, aby przedstawić same Błogosławieństwa, Ewangelista zatrzymuje się jeszcze w swojej relacji na moment i wtrąca - mogłoby się wydawać - niepotrzebne zdanie: "Wtedy [Pan Jezus] otworzył usta i przemówił tymi słowami". Jednakże przez to wtrącenie daje czytelnikowi jeszcze dodatkowy czas na skupienie się, na otworzenie serca; chce skoncentrować jego uwagę już tylko na samym Mistrzu, na Jego ustach.

Bardzo wymowne jest już samo podkreślenie, że Pan Jezus prowadzi swoich uczniów na górę. Ta okoliczność ma obudzić zarówno w nich samych, jak i w słuchaczach Ewangelii, świadomość, iż zrozumienie wygłoszonego przez Pana Jezusa przesłania i jego praktyczna realizacja w życiu domaga się znacznego wysiłku, podobnie jak zdobywanie wysokiej góry. Ta okoliczność ma dalej uświadomić słuchaczom, iż ideał przedstawiony przez Pana Jezusa ma wielką wartość, tak wielką, iż warto zmobilizować swoją wolę i zadać sobie trud podobny do wspinania się na górę, aby ten ideał uczynić swoim własnym. Ta okoliczność ma jednocześnie uświadomić, iż proklamowany ideał tak przerasta utarte w świecie sposoby myślenia i wartościowania, jak góra wyrasta ponad monotonię niziny. Ta okoliczność ma im też wreszcie uświadomić, że tak jak wysoka, skalista góra jest przeważnie tylko twardą skałą, ale stwarza możliwość ogarnięcia spojrzeniem szerokiego horyzontu, tak przesłanie Pana Jezusa nie zapowiada materialnego zysku, zawrotnej kariery czy błogiej przyjemności, ale pozwala dojrzeć i zrozumieć ostateczny sens i wartość życia w jego konkretnych doświadczeniach.

Właśnie tych wszystkich, którzy zdecydują się wspiąć na ową górę z dzisiejszej Ewangelii i przyjmą płynące z niej przesłanie, Pan Jezus nazywa "błogosławionymi": "błogosławieni ubodzy w duchu", "błogosławieni smutni, cisi, spragnieni sprawiedliwości i pokoju", "błogosławieni miłosierni, czystego serca, prześladowani, upokarzani, spotwarzani".

Bez wątpienia w Jezusowym określeniu "błogosławiony" zawarta jest wielka pochwała człowieka. Temuż człowiekowi zostaje też dana wielka obietnica. Jednakże, jakże wielka moc ducha jest potrzebna, aby stać się godnym tej pochwały i przyjąć tę obietnicę. Jakże wiele wiary i nadziei musi mieć człowiek, aby był w stanie zaufać Błogosławieństwom i nie zwątpić w nie nawet w najtrudniejszych momentach życia.

Proklamowane przez Pana Jezusa Błogosławieństwa zapowiadają nagrodę, ale bynajmniej nie zachwalają obojętności, rezygnacji wobec trudności i przeciwności, łatwego godzenia się z niesprawiedliwością, z krzywdą, z fałszem i kłamstwem, z ubóstwem, z tym wszystkim, co urąga godności człowieka. Pan Jezus nie mówi przecież: "błogosławieni, którzy pozostają obojętni wobec niesprawiedliwości", ale podkreśla: "błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości" oraz "błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości". Pan Jezus nie mówi: "błogosławieni, którzy są zdani na miłosierdzie i go faktycznie doświadczają", ale podkreśla: "błogosławieni miłosierni", a więc tacy, którzy miłosierdzie czynią. Pan Jezus nie mówi: "błogosławieni, którzy stają się ofiarami wojny i niepokojów", ale mówi: "błogosławieni, którzy wprowadzają pokój".

Człowiek musi być zdecydowany, mężny i wytrwały, aby mógł się czynnie włączyć w proces przemieniania świata właśnie w duchu Błogosławieństw. Człowiek musi mieć wielkie serce, zdolne przyjąć Boga i podarowany przez Niego charyzmat. Człowiek musi mieć wiele odwagi, aby był zdolny tworzyć świat prawdziwej nadziei, świat na miarę ludzkiej tęsknoty, na miarę Ewangelii; świat oparty na sprawiedliwości, miłości, wolności, poszanowaniu ludzkiego życia i na przebaczeniu; świat wolny od prześladowań, rewolucji, wojen, wyzysku, bezrobocia, korupcji, bogacenia się kosztem innych i całego społeczeństwa; świat wolny od nihilizmu, cynizmu i zagubienia duchowo-moralnego; świat wolny od podziałów; świat jednej rodziny ludzkiej.

Jakże w tym kontekście doniośle brzmi apel św. Urszuli, który w swej wewnętrznej treści nawiązuje do Błogosławieństw ewangelicznych: "Jesteśmy wszyscy, my, mieszkańcy ziemi, dziećmi jednego Boga, więc musimy solidarnie, wzajemnie sobie pomagać! Ci, którzy mają światło Boże... Ci, którzy mają naukę... Ci, którzy mają majątek... Ci, którzy mają serce czułe dla bied ludzkich... Każdy według swej możności niech pracuje nad tym, by święciło się imię Boże, by przyszło królestwo Boże, by spełniała się zawsze i wszędzie wola Boża!"

Drodzy Bracia i Siostry! Często oskarża się nie tylko Kościół, ale wprost samą Ewangelię, że głosi piękne ideały, proklamuje wzniosłe hasła, ale świat od wieków pozostaje taki sam, z tymi samymi problemami, z tymi samymi grzechami osobistymi i społecznymi, a szlachetnych intencji najwięcej jest w piekle.

Nie da się wymazać z dziejów ludzkich momentów znaczonych załamaniami i straszliwymi klęskami, również tam, gdzie przepowiadano Ewangelię. Tragedie te nie mają jednak nic wspólnego z Ewangelią. U początków największych zbrodni, kłamstw, oszustw i bezsensów stanęło właśnie wzgardzenie Bogiem i Ewangelią.

Problem tkwi więc głębiej, niż przeważnie się sądzi. On tkwi w samym człowieku, w jego sercu. Świat przeobraża się wyłącznie na tyle, na ile zmienia się serce człowieka. Można w miarę prosty sposób zmieniać lub poprawiać zawodzące mechanizmy, niewydolne struktury społeczno-polityczne, błędne zasady ekonomiczne i kulejące prawo. Człowieka nie da się jednak przeprogramować jednym przekręceniem klucza, pociągnięciem pióra, przybiciem pieczęci czy naciśnięciem Entera. Każdy z nas nosi geny swoich przodków. Dziedziczymy często po nich oczy, nos, wzrost, a w dużym stopniu nawet zdolności i skłonności. w nasze geny nie można jednak wpisać wyrobienia kulturowego, duchowego i moralnego.

Proces przemiany i uszlachetniania serca musi się dokonywać w każdym bez wyjątku człowieku, za każdym razem od początku i nieprzerwanie. Dlatego wpierw niż wykształcenia, człowiek potrzebuje właściwego wychowania, obudzenia wrażliwości sumienia, nabycia umiejętności cenienia wartości, zrozumienia piękna, dobra i prawdy, korzystania z daru wolności. w procesie tym człowiek potrzebuje pomocy rodzica, doświadczonego pedagoga, obdarzonego zaufaniem przyjaciela. Dobrze, jeżeli na tej drodze towarzyszy mu osobowy wzór i ideał. Nade wszystko zaś nieodzowna jest współpraca z łaską Bożą.

W tym pryzmacie tematycznym pojawia się Osoba, za którą Bogu dziś dziękujemy - święta Urszula Ledóchowska. Nie staje przed nami wyłącznie jako postać historyczna, wzorcowy model minionej epoki. Wprost przeciwnie, ukazuje nam sobą ideał ponadczasowy; taki, jaki zachowuje swoją świeżość mimo przemijania czasu.

Julia Urszula Ledóchowska urodziła się 17 kwietnia 1865 roku w Loosdorf w Dolnej Austrii. (…) w rodzinie Antoniego i Józefiny Ledóchowskich, rodziców naszej Świętej, musiało panować szczególne poszanowanie ideałów chrześcijańskich oraz wola wychowania do nich, skoro zostały w niej ukształtowane trzy wspaniałe osobowości. Starsza siostra św. Urszuli - Maria Teresa - była założycielką Sodalicji św. Piotra Klawera, została uznana za Matkę Afryki i ogłoszona błogosławioną w 1975 roku; brat św. Urszuli - Włodzimierz - został przełożonym generalnym ojców jezuitów; drugi jej brat - Ignacy - został z kolei generałem wojsk polskich i męczennikiem obozów nazistowskich.

W 1883 roku rodzina Ledóchowskich wraca z Austrii do Polski i mieszka w Lipnicy Murowanej, niedaleko Krakowa. Trzy lata później Julia wstępuje w Krakowie do zakonu Sióstr Urszulanek św. Anieli Merici. Tutaj poznaje arkana pracy nauczycielskiej i wychowawczej. Zdobyte doświadczenia wykorzystuje szeroko w zleconej jej przez przełożonych pracy w Petersburgu, dokąd udaje się w 1907 roku. w stolicy ówczesnego imperium carskiego prowadzi internat przy polskim gimnazjum i przewodzi rozwijającej się - mimo zakazu carskiego - wspólnocie zakonnej. Prześladowana przez władze Rosji opuszcza w 1911 roku Petersburg i chroni się na jakiś czas w stworzonym rok wcześniej domu zakonnym w Finlandii, w Merentähti (Gwiazda Morza), gdzie funkcjonowało już gimnazjum z internatem oraz zakonny nowicjat.

Na początku pierwszej wojny światowej nasza Święta musiała jednak zamknąć ten ośrodek i opuścić ziemię fińską. 31 sierpnia 1914 roku wyjeżdża najpierw do Sztokholmu, a następnie przebywa również w Danii i Norwegii. Wspólnie z siostrami ze wspólnoty petersburskiej organizuje szkołę dla dziewcząt skandynawskich, a także ochronkę dla dzieci - sierot po polskich emigrantach.

Matka Urszula nie zapomina też o swojej Ojczyźnie, o Polsce. Czynnie współpracuje z Henrykiem Sienkiewiczem oraz z założonym przez niego Komitetem Pomocy Ofiarom Wojny. Wygłasza liczne prelekcje, uwrażliwiając społeczeństwa skandynawskie na sprawę niepodległości Polski i promując polską kulturę.

W 1920 roku wraca z grupą sióstr do niepodległej już Polski i osiedla się tutaj, w Pniewach. Za pozwoleniem Stolicy Apostolskiej wspólnota zakonna św. Urszuli przekształca się w nowy zakon, Zgromadzenie Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego, zwane popularnie urszulankami szarymi. Założone zgromadzenie żyje nadal pierwotną duchowością urszulańską, koncentrując się na pracy nauczycielsko-wychowawczej i charytatywnej.

Dzieło Matki Urszuli rozwija się dynamicznie, również po jej śmierci, która następuje w Rzymie 29 maja 1939 roku. Stopniowo zostają otwarte coraz to nowe centra i wspólnoty, zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami. Siostry urszulanki organizują przedszkola, świetlice oraz czytelnie dla dzieci i młodzieży, prowadzą kursy zawodowe dla dziewcząt, katechizują, troszczą się o ludzi ubogich. Od 1976 roku są ponownie obecne w Finlandii.

Drodzy Bracia i Siostry! Święci nie są tylko do podziwiania. Ich życie to nie tylko piękna i wzruszająca historia. Ich beatyfikacja i kanonizacja to nie tylko uznanie heroiczności ich cnót i pozwolenie na publiczne oddawanie im czci. To postacie w Kościele żywe, które jawią się przed nami jako wzór do naśladowania, jako moralne wezwanie, skierowane do wszystkich chrześcijan.

Takim ideałem osobowym jest również św. Matka Urszula. w dobie rozpadu rodziny, zatracania ducha religijnego, propagowania zlaicyzowanego stylu życia, bezmyślnej demoralizacji dzieci i młodzieży, nieroztropnego eksperymentowania w zakresie modeli wychowawczych, Matka Urszula wskazuje na rolę centralną Osoby Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelii w strukturze wartości i wyborów ludzkich. Autorytetu Boga w ludzkim sumieniu nie da się bowiem zastąpić żadnymi innymi kryteriami dobra. Przykazań Bożych nie można zastąpić w sposób skuteczny żadnymi innymi normami prawnymi i kompromisami społecznymi, a zobowiązującego charakteru dobra żadnymi sankcjami karnymi. Jeżeli w ludzkich wyborach nie liczy się Bóg lub przynajmniej nienaruszalna godność i równe prawa każdego bez wyjątku człowieka, tak do końca nie liczy się nic innego. Liczy się tylko korzyść chwili, oparta na zimnej kalkulacji zysków, strat i ewentualnie bezkarności.

Stąd jedna z najbardziej podstawowych form pełnienia posługi przez Kościół i struktury społeczne wyraża się w pracy wychowawczej. Święta Urszula podkreśla dobitnie: "mamy w dziele wychowania dwojakie zadanie: pierwsze - wychowanie dzieci dla Boga, dla ojczyzny niebieskiej, drugie - to wychowanie dzieci dla społeczeństwa, dla ojczyzny ziemskiej". Podstawę pracy wychowawczej stanowi zaś - według Matki Urszuli - Ewangelia miłości i krzyża. Wychowanie, które nie uczy prawdziwie miłować, a więc również dźwigać codziennych krzyży w formie różnych wyrzeczeń i ofiar - dla Boga, dla drugiego człowieka, dla dobra wspólnego, dla ludzkich ideałów - krzywdzi młodego człowieka. Pozbawia go bowiem zdolności przyjmowania odpowiedzialności za siebie i za bliźnich. Człowiek pozbawiony właściwego wychowania domaga się gestów dobroci tylko od innych, ale sam w zamian nic nie chce dać.

Przykład takiej odpowiedzialności spotykamy w życiu Matki Urszuli. Odpowiedzialność ta ma różnorakie wymiary. w dniu dzisiejszym nie można nie podkreślić jej zaangażowania na rzecz Ojczyzny. Pomocy dla niej szukała wszędzie tam, gdzie przebywała. Jej konkretne poczynania pokazują, że z szacunkiem odnosiła się do innych narodów i w nich szukała oparcia dla Polski. Towarzyszyło jej przekonanie, że wszędzie żyją ludzie, mający takie samo serce, jak nasze, a więc które niekiedy myśli egoistycznie, ale mimo wszystko szuka wyrazów miłości; które niekiedy błądzi i popada w fałsz, ale mimo wszystko szuka prawdy; które niekiedy popełnia różne grzechy, ale mimo wszystko tęskni za dobrem; które nierzadko jest zatroskane o swoją przyszłość, ale mimo wszystko pragnie się dzielić z innymi swoimi doświadczeniami, swoją mądrością i tym, co posiada; które doświadcza różnych trudnych problemów, ale mimo wszystko stara się je skutecznie rozwiązywać.

Wśród narodów europejskich znajdowała wielkie wsparcie dla swoich idei patriotycznych i wiele inspiracji dla swojej kultury osobistej. Sama też starała się innych ubogacać tymi wartościami, które w sobie odpowiedzialnie kultywowała. Wierzyła w innych, bo wierzyła w siebie, w bogactwo i moc swojego ducha, a także w bogactwo i moc ducha jej Rodaków. Wierzyła wbrew nadziei sceptyków, mimo że Polska była jeszcze pod rozbiorami i w dodatku niszczona pierwszą wojną światową.

Jakże bliskie są jej idee słowom, które Jan Paweł II wygłosił w czasie spotkania z Rodakami po kanonizacji św. Urszuli z myślą o bliskim już przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Słowa te są dziś czytane we wszystkich Kościołach jako element listu Episkopatu Polski. Stąd chciałbym je przytoczyć i w tym kazaniu. Ojciec Święty powiedział wówczas: "Polska zawsze stanowiła ważną część Europy i dziś nie może wyłączać się z tej wspólnoty, która wprawdzie na różnych płaszczyznach przeżywa kryzysy, ale która stanowi jedną rodzinę narodów, opartą na wspólnej chrześcijańskiej tradycji. Wejście w struktury Unii Europejskiej, na równych prawach z innymi państwami, jest dla naszego narodu i bratnich narodów słowiańskich wyrazem jakiejś dziejowej sprawiedliwości, a z drugiej strony może stanowić ubogacenie Europy. Europa potrzebuje Polski. Kościół w Europie potrzebuje świadectwa wiary Polaków. Polska potrzebuje Europy. Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej. To jest wielki skrót, ale bardzo wiele się w tym skrócie mieści wielorakiej treści. Polska potrzebuje Europy".

Drodzy Bracia i Siostry! Nasze dzisiejsze rozważanie rozpoczęliśmy od Błogosławieństw, wielkiego ideału, którym kierowało się w życiu wielu chrześcijan. Jeżeli wydaje się on komuś zbyt odległy, niewspółczesny, zbyt idealistyczny, to św. Urszula jest świadectwem jego realności i aktualności. Zadanie czynienia pokoju, zbliżania i jednoczenia narodów, sprawiedliwości, miłosierdzia, troski o czyste serce, życia w pokornej służbie wobec innych i w duchu ubóstwa, czyli w duchu odpowiedzialności za zarządzane dobro wspólne i z wolą dzielenia się z będącymi w potrzebie tym, co zbywa, jest wezwaniem skierowanym do wszystkich. Dziś bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Właśnie ci, którzy te ideały wciąż niezmordowanie realizują, są współczesnymi błogosławionymi. Do ich grona należy św. Urszula, za której kanonizację dziękujemy dziś Bogu. Do nich może należeć też każdy z nas; każdy, kto słucha słów Jezusa Chrystusa i je wypełnia. Amen.

 

Pniewy, 1.06.2003
Czytany 903 razy Ostatnio zmieniany piątek, 26 luty 2016 17:08