środa, 01 czerwiec 2011 23:32

KATARZYNA OLBRYCHT - Zarys systemu wychowania Urszuli Ledóchowskiej

WYDANIE II UZUPEŁNIONE I POSZERZONE

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Od autorki  
Kilka uwag wstępnych do II wydania  
Wstęp
I Źródła systemu wychowawczego Urszuli Ledóchowskiej 
1. Wzór wychowania wyniesiony z domu rodzinnego  
2. Kontakty z pedagogiką XX wieku  
3. Powołanie  
II Próba rekonstrukcji systemu wychowawczego Urszuli Ledóchowskiej  
1. Założenia i cele wychowania według Urszuli Ledóchowskiej  
2. Dziedziny szczegółowych celów i zadań wychowania  
a. Wychowanie religijne  
b. Wychowanie umysłowe  
c. Wychowanie moralne  
d. Wychowanie społeczne  
e. Wychowanie patriotyczne i obywatelskie  
f. Wychowanie estetyczne  
g. Wychowanie fizyczne i zdrowotne  
3. Zasady wychowania  
4. Metody i techniki wychowania  
5. Główne czynniki warunkujące efekty systemu wychowania  
III. Aktualność systemu wychowawczego Urszuli Ledóchowskiej u progu trzeciego tysiąclecia  
Zamiast zakończenia  
Informacja biograficzna o matce Urszuli Ledóchowskiej  
Literatura

 


 

Od autorki

Beatyfikacja matki Urszuli Ledóchowskiej w 1983 roku i wyprzedzające to wydarzenie przygotowania wywołały u wielu osób, które zetknęły się z Matką lub urszulankami szarymi, potrzebę bliższego poznania jej postaci i drogi. Liczne opracowania przypomniały ważniejsze fakty z jej życia, przywołały jej niepowtarzalną sylwetkę duchową, opisały dzieła, udostępniły teksty pisane, wypowiedzi i fotografie. Bibliografia wydanych dzieł i prac o matce Urszuli jest bogata i różnorodna, choć jeszcze nie wszystkie źródła zostały wykorzystane. Uważny czytelnik tych opracowań zauważy, że poszczególni autorzy, zależnie od ogólnej intencji, jaka im przyświecała, wybierali różne wątki. Zafascynowani postacią Urszuli Ledóchowskiej, eksponowali różne aspekty jej dokonań. Każde z tych opracowań nieco inaczej inspiruje czytelnika, odpowiada na inne pytania, prowadzi inną drogą do zrozumienia wyjątkowości nie tylko tej konkretnej osoby, ale każdego świętego i jego roli w świecie.

To opracowanie jest próbą przyjrzenia się raz jeszcze znanym tekstom i dokumentom, próbą wydobycia z nich wiadomości, które złożyłyby się w obraz pedagogiki matki Urszuli.

Dwie przyczyny skłoniły mnie - teoretyka i praktyka wychowania - do podjęcia tej próby. Pierwsza - profesjonalna. Kształcąc przyszłych pedagogów, szuka się programów i doświadczeń możliwie wiarygodnych, sprawdzonych, które mogą stać się - jeśli nie przykładem - przynajmniej materiałem do rzetelnej analizy. Matka Urszula zaproponowała taki program i sprawdziła go własnym życiem. Dziś podkreśla się jego zadziwiającą aktualność i trafność. Wystarczy to, by z treści wszystkich dostępnych materiałów starać się "wydestylować" ten system wychowawczy, złożyć go z informacji rozproszonych w pisarskiej spuściźnie Matki i wspomnieniach ludzi, którzy ją znali. Druga przyczyna jest bardziej osobista. Sprowadza się do fascynacji tajemnicą skuteczności oddziaływania wielkich pedagogów i do przekonania, że w wychowaniu najważniejsi są mistrzowie, z którymi się zetkniemy, a także podejmowana pod ich wpływem bezkompromisowa praca nad sobą, która niepostrzeżenie zmienia nas - w mistrzów dla innych. Matka Urszula, choć "minęłyśmy się" w czasie, stała się dla mnie jednym z takich mistrzów. Chciałabym podzielić się tym odkryciem z innymi.

Kilka uwag wstępnych do II wydania

Minęło 10 lat od zakończenia pracy nad I wydaniem zarysu systemu wychowawczego Urszuli Ledóchowskiej. W Polsce pojawiło się wiele nowych instytucji i środowisk, w których matka Urszula została przyjęta za patronkę. Wiele osób chce czerpać inspiracje z jej życia i poglądów, szczególnie tych dotyczących wychowania. Kolejne pokolenia szarych urszulanek odkrywają dla siebie i innych oryginalność i aktualność jej myśli. Także w moim przypadku praca pedagogiczna i badania nad wychowaniem stale potwierdzają wcześniejsze intuicje i racje fascynacji matką Urszulą. Z czasem coraz ostrzej dostrzegam jej niezwykłą przenikliwość wychowawczą i uderzające zjawisko wzrastania aktualności jej programu. Potrzeba podzielenia się kolejnymi odkryciami na tej drodze sprawiła, że postanowiłam wprowadzić w pierwotnej wersji opracowania pewne uzupełnienia i podkreślić wątki, które w dzisiejszej rzeczywistości początku nowgromną wrażliwość matki Urszuli na znaki czasu.

Możliwość zgłębiania wychowawczego charyzmatu Założycielki i założonego przez nią Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego zawdzięczam wielkiej życzliwości sióstr tego Zgromadzenia, które m.in. udostępniły mi opracowane w roku 1996 kolejne źródła: listy matki Urszuli z lat 1885-1918. Wieloletnie kontakty z szarymi urszulankami - jak nazywane są te siostry - pozwalają mi doświadczać wartości i autentyzmu ich charyzmatu w dzisiejszym świecie, a tym samym niejako zobowiązują do jego przybliżania, zwracania uwagi na jego wyjątkową aktualność.

Autorka
Cieszyn, sierpień 2001

Wstęp


Przedstawione opracowanie jest wstępną próbą zarysowania systemu wychowawczego stworzonego przez Urszulę Ledóchowską.

Nie da się do końca poznać istoty charyzmatu danego człowieka. Charyzmat jest zawsze wielkim darem i tajemnicą. Można jednak cierpliwie iść za człowiekiem, którego charyzmat nas fascynuje, uważnie tego człowieka obserwować, w skupieniu słuchać i analizować jego wypowiedzi, wychwytywać to, co można naśladować, uczyć się tego, co jest możliwe do wyuczenia.

Wychowawczy charyzmat matki Urszuli stanowi dla sióstr założonego przez nią Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego, a także - jak można przypuszczać - dla wielu pedagogów świeckich i duchownych, wzór w ogólnym sensie modelujący ich działania pedagogiczne. Odtworzenie tego "modelu" nie jest zabiegiem prostym. Matka tworzyła go całą sobą, swoim życiem. Nie opracowała żadnych ogólniejszych, syntetycznych dokumentów, ujmujących w określony system wychowawczy jej poglądy i metody pracy wychowawczej. Jeśli jednak uświadomimy sobie, że na system wychowawczy jako spójną całość składają się logicznie, konsekwentnie powiązane ze sobą założenia i cele, metody, zasady i formy wychowania, z całą pewnością matka Urszula Ledóchowska w praktyce stworzyła taki system. Przekazywanie go i wyjaśnianie wymaga nazywania i porządkowania jego elementów, co wobec niemożliwej już dziś do uzyskania opinii samej twórczyni wiąże się z niebezpieczeństwem subiektywnej interpretacji. Wydaje się jednak, iż mimo tego ryzyka przywołanie i rekonstrukcja systemu wychowania matki Urszuli są dziś szczególnie ważne nie tylko dla młodszych, niepamiętających już Matki, szarych urszulanek, dla Kościoła w Polsce i na świecie - jako że jest dokładną realizacją Deklaracji o wychowaniu chrześcijańskim Soboru Watykańskiego II - ale również dla całej współczesnej pedagogiki, która szuka dróg przeciwdziałania coraz powszechniej stwierdzanemu kryzysowi wychowania.

Treść, konstrukcja i charakter tego systemu umożliwia stałą twórczą jego kontynuację, jeśli tylko zaakceptuje się do końca generalną i jedyną "politykę" Matki. Określiła ją krótko: "moja polityka - to miłość!"

I. Źródła systemu wychowawczego Urszuli Ledóchowskiej


Zrozumienie i właściwa interpretacja systemu wychowawczego matki Urszuli wymagają sięgnięcia do źródeł. Stanowią one przede wszystkim doświadczenia wyniesione z domu rodzinnego, a także zainteresowanie współczesną jej pedagogiką. Szczególnym źródłem i podstawą jest spajające wszystkie te wpływy jej ewangelizacyjno-wychowawcze powołanie.

1. Wzór wychowania wyniesiony z domu rodzinnego

Zarówno wyniki badań naukowych, jak i potoczna mądrość życiowa, podkreślają szczególną rolę, jaką w rozwoju człowieka odgrywa jego dzieciństwo i doświadczenia wyniesione z domu rodzinnego. Informacje o tym, w jaki sposób wychowywana była Julia Ledóchowska, są dobitnym potwierdzeniem tej prawdy.


Kierunek rozwoju Julii i jej rodzeństwa wyznaczyły w znacznym stopniu cechy rodziców: ojca - Antoniego, z zasłużonej dla Polski i związanej z Kościołem rodziny Ledóchowskich, oraz matki - Józefiny Salis-Zizers, hrabianki ze starego, szwajcarskiego rodu, który zasłynął odwagą i rycerskim bohaterstwem. Wpływy rodziców splotły się we wspólny im program wychowania dzieci, całe życie głęboko przywiązanych do wiary i polskiej ojczyzny.

Szczególną rolę w rozwoju Julii odegrała jednak matka, Józefina (Sefina) Ledóchowska. Uważne wczytanie się we wspomnienia o Sefinie, spisane przez jej młodszą krewną Marię Marzani w 1935 roku, pozwala w osobowości i działaniu wychowawczym Sefiny odnaleźć po latach wszystkie charakterystyczne cechy oddziaływania pedagogicznego matki Urszuli: "Wyrozumiałość i miłość, cierpliwość i opanowanie samego siebie muszą cechować wychowawcę, ale przede wszystkim musi on posiadać dar nawiązywania kontaktu z dziećmi, ów dar Ducha Świętego, który "odnawia oblicze ziemi". Sefina posiadała ten cenny dar (...). Największą sztuką metody wychowawczej Sefiny było właśnie to, że nie było tam nic sztucznego. W czynnościach związanych z rozwojem fizycznym dzieci trzymała się ściśle prawa natury (...) i podobnie też postępowała w sprawach duchowych. Wszystko w tej metodzie było zdrowe, proste i prawdziwe: żadnej przesady, nic nienaturalnego, żadnych sztywnych systemów"1. "Swe opowiadania zaprawiała zawsze dowcipami i humorem. W kontaktach z ludźmi lubiła sięgać do skarbca swoich doświadczeń życiowych, żywo interesowała się również aktualnymi wydarzeniami i chętnie wypowiadała opinie na ten temat. Sąd jej był zawsze trafny, niekiedy ostry, lecz pozbawiony zupełnie złośliwości. Ostrych, zawistnych słów nie znosiła nigdy; mawiała, że ten sposób argumentacji nikogo nie przekona, a tylko sprawę zaogni. We wszystkim, co robiła, wyczuwało się jej głębokie zjednoczenie z Bogiem, ale działo się to bez żadnej chęci zwracania na siebie uwagi. Była w niej doskonała harmonia osobowości pogrążonej w Bogu, a przy tym stojącej w samym centrum życia"2. Maria Marzani przytacza bardzo ważne dla naszych rozważań powiedzenie Sefiny Ledóchowskiej: "Dzieci, choćby wam się wiodło bardzo źle, nie traćcie nadziei!"3. Jakże często będzie to powtarzać matka Urszula!

Urszula Ledóchowska była głęboko świadoma wpływów, które ją ukształtowały. We wstępie do cytowanych wspomnień Marii Marzani napisała w imieniu wszystkich dzieci Sefiny: "Czym jesteśmy i co posiadamy (...) zawdzięczamy po Bogu Twej macierzyńskiej miłości i Twemu świetlanemu przykładowi. Niech ta książeczka w naszych smutnych czasach, gdy życiu rodzinnemu tak mało poświęca się uwagi, stanie się dla żon i matek drogowskazem, który im wskaże ścieżkę do nieba przez ciche, cierpliwe i pokorne pełnienie obowiązków"4. W świetle tego, co Julia Ledóchowska wyniosła z domu rodzinnego, tym bardziej zrozumiałe stają się późniejsze liczne wypowiedzi i gorące apele matki Urszuli do matek - żarliwość w przygotowaniu dziewcząt do tej trudnej roli.


Rodzice dbali o wszechstronny rozwój swoich dzieci. Każdemu, odpowiednio do jego zainteresowań i zdolności, starali się zapewnić możliwość kształcenia, a pamiętając o rozwoju fizycznym - różne formy wypoczynku na świeżym powietrzu i możliwość uprawiania sportów (głównie sportów zimowych i jazdy konnej). 10-letnia Julia została zapisana do cieszącej się dobrą opinią sześcioletniej szkoły klasztornej Panien Angielskich w St. Pölten w Austrii - kraju, w którym rodzina Ledóchowskich spędziła 21 lat przed przyjazdem do Polski. Sądząc z uwag matki Urszuli dotyczących tego okresu jej życia, szkoła ta, poza wysokim poziomem nauczania, zapewniała uczestnictwo uczennic w różnorodnych zajęciach pozalekcyjnych, a tą drogą - rozwój ich indywidualnych zdolności. (Pewne formy, w których Julia uczestniczy jako uczennica, wykorzysta później i rozwinie w swojej pracy pedagogicznej, np. sięganie do form scenicznych). Rodzice nie zaniedbywali również edukacji kulturalnej dzieci i rozbudzania w nich uczuć patriotycznych. Życie rodziny Ledóchowskich w Polsce rozpoczyna się w 1883 roku od dłuższego zatrzymania się w Krakowie i poznania najważniejszych pamiątek polskiej kultury narodowej.


Syntetyczną charakterystykę wychowania w rodzinie Ledóchowskich znajdujemy w relacji młodszej siostry Julii, Franciszki: "Rodzice nasi prowadzili życie godne nazwy katolików. Ich wzajemny stosunek był budujący i wzorowy (...). W domu wychowywaliśmy się w atmosferze naprawdę Bożej. Rodzice (...) przestrzegali sumiennie przykazań Bożych i kościelnych i nas do tego od najmłodszych lat wdrażali. (...) Przeważnie każda uroczystość domowa (...) była uczczona Mszą świętą oraz Komunią świętą. Rano i wieczorem nie było w domu wspólnej modlitwy. Modliliśmy się grupkami lub indywidualnie. Każdy posiłek poprzedzała modlitwa, (...) na głos dzwonu odmawialiśmy Anioł Pański. Wychowanie nasze było poważne, roztropne, raczej surowe, choć pełne miłości. Spaliśmy na twardym materacu, pod głową mieliśmy małą, cienką poduszkę z włosia. Nie pozwalano nam na kaprysy w jedzeniu. Od dzieciństwa ćwiczono nas w odwadze, wstydem było rozczulać się nad sobą. [Matka] wspomagała biednych, nawiedzała chorych, wprowadzając nas stopniowo w służbę samarytańską"5.

2. Kontakty z pedagogiką XX wieku

Od roku 1886 Julia Ledóchowska, już jako urszulanka, siostra Urszula od Jezusa, przyszła matka Urszula, zdobywa doświadczenie jako mistrzyni pensjonatu, której powierzane są kolejne uczennice wszystkich grup wiekowych objętych nauczaniem w krakowskim gimnazjum sióstr urszulanek. Wysłana przez przełożone do Francji, w ciągu roku zdobywa formalne kwalifikacje nauczycielki języka francuskiego. Można przypuszczać, że już w tym czasie styka się z rozpalającymi ówczesną Europę dyskusjami pedagogicznymi. Rozwijający się talent wychowawczy Matki obejmuje z czasem również dobrą orientację i wnikliwe podejście do nowych prądów pedagogiki XX wieku. Matka na swej późniejszej drodze spotka m.in. dwie sławne pionierki reform pedagogicznych, określanych w Europie - nowym wychowaniem, zaś w Ameryce - progresywizmem wychowawczym. Są to: szwedzka pisarka Ellen Key, inicjatorka ogłoszenia wieku XX "stuleciem dziecka" i propagatorka wychowania skrajnie indywidualistycznego, oraz włoska lekarka Maria Montessori, autorka nowych programów wychowania dzieci przedszkolnych, programów i rozwiązań praktycznych opartych na założeniu, że rozwój fizyczny dziecka powinien być traktowany równorzędnie z rozwojem psychicznym, dziecko powinno mieć warunki do wielostronnej aktywności, a także powinno być wychowywane przez odpowiednie do jego wieku i możliwości, drobne nawet, ale poważnie traktowane prace. Spośród wielkich pedagogów polskich Matka znała np. Janusza Korczaka, Marię Grzegorzewską (twórczynię polskiej pedagogiki specjalnej), Helenę Radlińską (pionierkę i propagatorkę polskiej pedagogiki społecznej).


Analizując wypowiedzi i sposoby organizowania przez Matkę działań wychowawczych, dochodzi się do wniosku, że wykorzystała ona wszystkie wartościowe postulaty "nowego wychowania". Jedynym kryterium ich przyjęcia i realizacji była zgodność z podstawowymi założeniami i celami Matki. We wszystkich swoich działaniach Matka uwzględniała więc fizyczne i psychiczne potrzeby dziecka, starała się zapewnić wielostronność wychowania, bliski związek z życiem, kontakty z przyrodą i sztuką, uczyć pracy i właściwego do niej stosunku, a także wprowadzać zabawę jako szczególnie ważną formę aktywności dziecka. Organizując kolejne placówki, elastycznie traktuje struktury organizacyjne i powszechnie stosowane zasady. Kieruje się zawsze ideą dostosowania formy pracy i charakteru placówki do potrzeb dziecka, widzianych na tle potrzeb społecznych w konkretnym miejscu i czasie. W działaniach prowadzonych przez Matkę widoczne jest przywiązywanie ogromnej wagi do samopoczucia wychowanków, do stwarzania im warunków, które zachęciłyby ich do uczenia się i pozytywnie nastawiały do placówki.


Równocześnie ze zdecydowaną krytyką spotka się programowy w nowych nurtach pedagogicznych indywidualizm i pajdocentryzm (przypisywanie dziecku centralnej roli w wychowaniu, całkowite dostosowanie się do niego, a nawet podporządkowanie się jego reakcjom kosztem rezygnacji z wymagań), wycofywanie się pedagoga na pozycje jedynie opiekuna i osoby towarzyszącej rozwojowi, przesadne akcentowanie swobody dziecka, wolności, spontaniczności, które - według założeń tych nurtów - zawsze prowadzą do dobrych rezultatów. (Założenia te, do dziś przyświecające wielu praktykom i teoretykom pedagogiki zachodniej, nie sprawdziły się na tyle, żeby w praktyce powstrzymać pogłębiający się kryzys wychowania). Charakterystyczny dla otwartego stosunku matki Urszuli do ludzi, ale rzeczowego, a jeśli trzeba, krytycznego stosunku wobec ich poglądów, jest komentarz Matki do spotkania z Ellen Key (w Szwecji w 1915 roku): "Przyjęła mnie z wielką miłością, płakała nad nieszczęściami Polski. (...) Jest to kobieta już w podeszłym wieku, miła, zdrowa, mocnej budowy, ma żywe spojrzenie i jest bardzo dobra. Tyle złego zrobiła swymi pismami i konferencjami, a tak jest pełna serca i dobroci! Talent, ognista natura, entuzjastka, ale bez drogowskazu religii błąka się po manowcach. Z zapałem głosi teorie, których w życiu nie uznaje. Dla mnie była przemiła"6.

Matka w praktyce również nie waha się przeciwstawić zjawiskom, które w zakresie modnych tendencji wychowawczych wydają się jej groźne. Po buntowniczej reakcji uczennic norweskich (w szkole języków w Djursholmie) na rygory dyscyplinarne i wobec faktu pozostawienia przez ich rodziców samym dziewczętom decyzji co do dalszego pobytu w szkole Matka spotkała się z rodzicami, ujawniła i wyjaśniła kłamstwa ich córek, skarciła tak rodziców, jak i uczennice, aby w końcu doprowadzić do skruchy i przeprosin, a ostatecznie - do pozytywnego zakończenia konfliktu. Jedna z matek uczennic stwierdziła wówczas, że zabiegi Matki w tej sprawie były "przełomem w historii pedagogiki Norwegii"7.


Matka we wszystkich swoich działaniach podkreślała konsekwentnie - choć nie było to w ówczesnej, nowatorskiej myśli pedagogicznej zbyt popularne - jakie wartości stanowią podstawę wszelkich jej programów i rozwiązań wychowawczych oraz jak ważne jest stawianie dziecku wysokich wymagań. Radosna szkoła, stanowiąca marzenie Matki, nie oznacza szkoły ułatwień, kompromisów i rezygnacji z wysiłku solidnej pracy. Taką "radosną szkołę", całkowicie opartą na własnym wyobrażeniu, udało się Matce stworzyć na trzy lata (1911-1914) dla 42 dziewcząt w Merentähti w Finlandii. Wspomnienia wychowanek tej szkoły ukazują jej specyfikę: "Codziennie trzy godziny nauki i wyruszamy na "ciężkie roboty": składamy drzewo w szopie, wiosną kopiemy w ogrodzie, czasem idziemy do starego domu odwiedzić siostrę Anielę i jej gospodarstwo. Obiad, znów spacer nad morze lub do lasu. Zimą dalekie wyprawy na nartach, karkołomne zjeżdżanie na nich z gór, saneczkowanie (...). Znowu nauka z przerwą na podwieczorek. Po kolacji oblegamy Matuchnę i oto opowiada nam swoje wrażenia z pobytu w Rzymie, z audiencji u Ojca świętego... Niezapomniane będą wieczorne modlitwy... W niedzielę kaplica zapełnia się sąsiadami z pobliskich wiosek, którzy aczkolwiek protestanci, chętnie przychodzą na Mszę świętą. Dla nich śpiewamy po fińsku, matka Urszula zwykle sama przy organach. (...). Wieczorami w niedzielę tańczymy do upadłego (...). [Choinka] nie tylko dla nas: w ogromnej kuchni na dole dla okolicznych mieszkańców. Ścisk, tłok nie do opisania. Dzieci dostają sukienki przez nas poszyte... W karnawale wspaniałe bale maskowe, tańce, pączki"8. To wszystko nie wpływa jednak na fakt, że "trzeba było bardzo dużo się uczyć... być bardzo porządną... ciągle między sobą mówić po francusku. Były to ... rzeczy wprost straszne, a jednak kiedy (...) dowiedziałam się, że (...) szkoła przestanie istnieć, żal mój był przeogromny!"9.


Trudno w dzisiejszej perspektywie jednoznacznie stwierdzić, co w myśleniu matki Urszuli na temat m.in. idealnej szkoły pochodziło z kontaktów z teoriami i praktycznymi działaniami, uważanymi wtedy za najnowsze i najnowocześniejsze, a co z talentu, intuicji i ogólnego stosunku do człowieka. Trzeba jednak odnotować jej zainteresowanie najnowszymi tendencjami i korzystanie ze wszystkich wartościowych pomysłów (np. sięganie do metodycznych pomysłów Marii Montessori, zanim jeszcze autorka ta została powszechnie zaakceptowana jako autorytet w zakresie pracy nad dzieckiem przedszkolnym).

3. Powołanie

Trzecim niezwykle ważnym źródłem systemu wychowawczego Urszuli Ledóchowskiej, a jednocześnie kluczem do pełnego jego zrozumienia, jest jej powołanie, istota tego powołania, która zdecydowała o jej sposobie podchodzenia do świata, do ludzi, o sposobie myślenia. Wydaje się, że najpierw Matka odbierała swoje powołanie jako apostolsko-misyjne, przejawiające się w potrzebie ukazywania innym miłości Bożej, dzielenia się z innymi (głównie nieznającymi Boga) własną miłością do Chrystusa, w potrzebie naturalnego ewangelizowania własnym sposobem życia. Potem, prawdopodobnie pod wpływem wrastania w formację urszulańską, matka Urszula koncentruje się na ewangelizacji człowieka w najważniejszych okresach jego życia, decydujących w ogromnym stopniu o jego rozwoju i postawach, tzn. w okresie dzieciństwa i dorastania. Dostrzega nierozerwalny związek ewangelizacji z procesem wychowania. Istotą prawdziwej, głębokiej ewangelizacji, prowadzącej do życia Ewangelią na co dzień, jest odpowiednie wychowanie. Istotą prawdziwie głębokiego wychowania - dla każdego, kto zgadza się, że najważniejszym celem człowieka jest osiągnięcie zbawienia i spotkanie z Bogiem - musi być ewangelizacja. Każdy, kto zrozumie tę prostą zależność i naprawdę w nią uwierzy, musi stać się wychowawcą. Matka Urszula powie: "Kto kocha i zna Jezusa, ten pragnie wszystkich do Niego prowadzić"10.

Wszyscy, jeśli wierzymy, jesteśmy wychowawcami. Różni nas jedynie forma działania, jaką wybieramy, jakiej się uczymy i do jakiej jesteśmy szczególnie predysponowani. Zrozumienie prostoty i niezwykłej konsekwencji podejścia matki Urszuli do wychowania jest niezbędnym warunkiem prawidłowego rozumienia jej systemu wychowawczego. Formy nie są dla niej najważniejsze. Formy mają być odpowiedzią na pojawiające się potrzeby, i to odpowiedzią na tyle elastyczną, by wraz ze zmianą potrzeb można było możliwie szybko je zmieniać. W 1920 roku matka Urszula, pisząc do brata - Włodzimierza Ledóchowskiego - na temat działalności swoich sióstr i tym samym ich charyzmatu, wyraźnie określa swoje założenia: "(...) urszulanki są misjonarkami, mają szkoły dla biednych, ludowe, a więc i chłopców, gimnazja pełne profesorów. (...) przodują na drodze postępu, bo do coraz nowych dzieł wychowawczych i naukowych się garną. A jak założyłam pierwszy internat dla studentek, nie była to zupełna nowość? (...) Czego nie robią urszulanki? (...) Cała pedagogia jest naszym polem działania, a co ja chcę zrobić, to jest pedagogia par excellence"11.

Jednym z istotniejszych darów, jakie otrzymujemy wraz ze swoim powołaniem, jest taka, a nie inna, niepowtarzalna osobowość. O osobowości matki Urszuli, o sile jej oddziaływania pisali i mówili wszyscy, którzy mieli okazję zetknąć się z nią osobiście. Wymieńmy w tym miejscu tylko te jej cechy, które najwyraźniej wpłynęły na pedagogiczny rys jej postaci: dobroć, łatwość kontaktu, pogoda, zdolność budzenia zaufania, zapał, naturalność i prostota, nawet w tak trudnej sferze, jak mówienie o sprawach Bożych. Z równą prostotą Matka, pisząc list do jednej z sióstr, mówi o własnych cechach, które są jej w życiu ułatwieniem. Zwróćmy uwagę, że mówi o nich po to, żeby pomóc: "Nie, Dziecino, na wszystko nie pozwalam, ale staram się, by tego, co się już nie da nagiąć, nie złamać. (...) A Ty (...) masz łatwe, wesołe usposobienie, dlatego Tobie zawsze będzie łatwiej. Wierzę, że i Ty nieraz walczysz z wewnętrznym buntem, ale Twoje usposobienie łatwiej zwycięży trudności, jak te, co mają skrupulatne albo melancholijne usposobienie. (...) Ty nie bardzo wiesz, jak ciężko biedakom, co mają ciężkie, przykre usposobienie - trzeba im współczuć i nie potępiać. Widzisz, ja też należę do łatwych usposobień, ale odczuwam, wyrozumiem trudności i dlatego mi ich tak żal i staram się ulżyć"12.
 

II. Próba rekonstrukcji systemu wychowawczego Urszuli Ledóchowskiej


System wychowawczy stanowi całość, którą tworzą zintegrowane, logicznie z siebie wynikające takie elementy, jak: założenia i cele wychowania (ogólne i szczegółowe, wyznaczające konkretne zadania wychowawcze i składające się na programową część systemu), zasady, metody i techniki wychowania oraz jego formy organizacyjne. Za podstawowy czynnik warunkujący funkcjonowanie systemu uważani są pedagodzy, którzy system ten realizują: ich osobowość, nastawienie i kwalifikacje. Dlatego też pełny obraz systemu wychowania proponowanego przez danego autora, środowisko lub instytucję obejmuje często również przewidywane wymagania wobec pedagogów. Efektywność danego systemu wychowania wyznaczają także warunki wobec niego zewnętrzne - społeczne i kulturowe, ekonomiczne i polityczne. Twórcy systemów wychowawczych bądź to szczegółowo je określają i zakładają, traktując jako podstawowe warunki powodzenia, bądź też raczej starają się je uwzględniać, korygując w miarę możliwości przez wzmacnianie tych spośród nich, które można uznać za bardziej sprzyjające, i osłabianie niesprzyjających. Jeśli wszystkie elementy systemu zostaną do końca określone i z góry szczegółowo przewidziane, system ten ma charakter statyczny, a rygorystyczne wymuszanie określonych metod, form i warunków jego funkcjonowania może w skrajnych przypadkach prowadzić do rozwiązań totalitarnych. Systemy takie grożą rutyną i schematyzmem, choć są łatwiejsze do wyuczonego w nich funkcjonowania. System wychowawczy ma natomiast charakter dynamiczny, jeśli przy stałych ogólnych założeniach, celach i zasadach przewiduje, a nawet postuluje elastyczność i zmienność pozostałych elementów, wynikającą ze zmian uwarunkowań wewnętrznych i zewnętrznych, a przede wszystkim z niepowtarzalności ludzi, którzy go tworzą - wychowanków i wychowawców - oraz odmienności poszczególnych sytuacji życiowych, specyfiki wywoływanych przez te sytuacje potrzeb wychowawczych.


Spojrzenie na działalność pedagogiczną matki Urszuli Ledóchowskiej przez pryzmat poszukiwania w tej działalności cech spójnego systemu wychowawczego prowadzi do jednoznacznego wniosku: Matka stworzyła i pozytywnie sprawdziła niezwykle konsekwentny, dynamiczny system wychowania. Określiła teoretycznie wszystkie elementy tego systemu, a także brała aktywny udział we wprowadzaniu ich w życie. W dokumentach i wspomnieniach odnajdujemy ją, gdy mówiąc o celach wychowania w kontekście celów człowieka, formułuje swoją filozofię wychowania, wskazuje i podejmuje w różnych miejscach i sytuacjach konkretne zadania wychowawcze z tych sytuacji wynikające, dobiera do nich najbardziej odpowiednie formy organizacyjne (aż do tworzenia zupełnie nowych instytucji), posługuje się bardzo elastycznie wszelkimi możliwymi metodami i technikami oddziaływania wychowawczego, dopasowując je do potrzeb wychowanków i konkretnej sytuacji wychowawczej. Bierze nawet bezpośredni udział w projektowaniu budynków, przeznaczonych na otwierane przez nią i jej Zgromadzenie placówki pedagogiczne, a także w ich zaopatrywaniu i wyposażaniu.

Kształci również kadrę do podejmowania prac wychowawczych. Podkreślając rolę rodziny w wychowaniu, stara się dotrzeć ze swoim programem wychowawczym do rodziców i szerzej - współczesnego sobie społeczeństwa.


Treść założeń i ogólnych celów tego systemu ma charakter jednoznacznie religijny i tym samym, w potocznym myśleniu człowieka współczesnego, jest niezwykle odległa od codzienności, praktyki życiowej, realnych potrzeb i działań wychowawczych. Tak było od początku wychowawczych dzieł Matki. W Petersburgu, w gimnazjum i w pensjonacie dla córek rosyjskiej Polonii, stale towarzyszyły jej zarzuty zbyt "katolickiego wychowania", choć - w miarę poznawania tego programu z bliska - przekonanych, akceptujących, a w końcu głęboko nim poruszonych, szczególnie wśród wychowanek, było coraz więcej.

U matki Urszuli nie ma rozdźwięku między wychowaniem do głębokiej wiary i niesieniem konkretnej pomocy. Wszędzie, gdzie ludzie jej potrzebują, gdzie grozi degradacja człowieczeństwa, szczególnie wśród dzieci i młodzieży, gdzie trzeba pilnie podejmować działania wychowawcze - co oznacza pośrednie lub bezpośrednie działania ewangelizacyjne - Matka decyduje, że należy rozpocząć i całkowicie zaangażować się w potrzebne prace. Czasem decyzje te mogą się nawet wydawać mało racjonalne z punktu widzenia obiektywnych warunków i jasnych perspektyw. Jednak racje Matki są tu inne: decydują nie chłodno kalkulowane możliwości, a miłość do drugiego człowieka, w którym zawsze widzi Chrystusa, i ufność w pomoc Bożą. Może właśnie dlatego papież Jan Paweł II tak bardzo podkreśla nowoczesność charyzmatu Matki i założonego przez nią Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego. Również w papieskim nauczaniu powtarza się przecież apel do człowieka współczesnego, żeby uświadomił sobie naturalną konieczność życia z Chrystusem, szukania rozwiązań konkretnych, codziennych problemów najpierw w świetle Ewangelii i poprzez modlitwę.


Sięganie do każdego systemu wychowawczego, a więc i do systemu matki Urszuli, wymaga całościowego jego widzenia i traktowania. Szukanie w nim konkretnych sposobów rozwiązywania określonych problemów, czerpanie pojedynczych pomysłów i technik postępowania, wyrwanych z kontekstu form organizacyjnych, może być inspirujące, nawet doraźnie skuteczne, ale będzie dalekie od istoty systemu wychowania, który znalazł się u podstaw działalności wychowawczej zgromadzenia szarych urszulanek. Trudno więc oczekiwać, że przyniesie podobne efekty. Dla pedagoga pójście śladami Urszuli Ledóchowskiej powinno oznaczać nie tyle fascynację siłą i zakresem jej wpływu, naśladowanie szczegółowych form, powoływanie się na jej wypowiedzi i stosowanie się do wyrwanych z kontekstu wskazówek, co decyzję kontynuowania jej systemu w całej założonej w nim dynamice, wrażliwości na potrzeby i sytuacje. Powinno oznaczać nie tyle wybieranie wartościowych elementów tego systemu, co wpisanie się, nawet z najbardziej nowatorskimi rozwiązaniami, w jego podstawowe ramy (założenia, cele, zasady).


1. Założenia i cele wychowania według Urszuli Ledóchowskiej

Wychowywać - to w programie matki Urszuli: prowadzić do Boga, do kochającego Ojca, z radością dawać miłość, szczególnie najbardziej potrzebującym, stwarzać wewnętrzne (bliskość z Chrystusem) i zewnętrzne (atmosfera szczęścia) warunki wspomagające dojście do Boga.


W Konstytucjach Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego matka Urszula zapisała m.in.: "Szczególnym celem Zgromadzenia jest szerzenie panowania Najświętszego Serca Jezusowego przez wychowanie i nauczanie dzieci i młodzieży, zwłaszcza uboższej, robotniczej i rolniczej. Prócz tego wykonywać będzie, o ile posłuszeństwo na to pozwoli, dzieła pobożności, miłosierdzia duchowego i doczesnego względem bliźnich, dzieła przyczyniające się do rozkrzewienia i zachowania wiary"13. W innych jej tekstach czytamy: "Jezus sam najlepiej pokieruje duszami naszych dzieci. On będzie najlepszym ich wychowawcą"14. "W ręku Jezusa, pod okiem Jezusa, z Jezusem w sercu dziecko twe wyrośnie na dobrego, cnotliwego chrześcijanina i nie będzie dla ciebie powodem łez, trosk, zmartwienia"15.

Z takich założeń konsekwentnie wynika generalne zadanie: "Daj dziecku Boga, daj mu Jezusa w Komunii świętej, a możesz o jego przyszłość być spokojna"16. Matka używa więc wszelkich możliwych sił i środków, żeby w każdej placówce oświatowo-wychowawczej prowadzonej przez siostry była kaplica z Najświętszym Sakramentem. Kaplica, obecność Chrystusa, przykład modlących się w niej sióstr, szczególna atmosfera, sprawiająca, że odczuwa się, iż jest to przestrzeń odmienna od innych, specjalna, sakralna, jest szansą obudzenia się potrzeby Boga, źródłem siły tak dla wychowanków, jak i dla sióstr. To najważniejsze zadanie wymaga jednak realizacji innych, wśród których Matka szczególnie podkreśla: "Oto pierwszy warunek wychowania dzieci dla Boga - tworzyć wokół nich atmosferę szczęścia. Gdy to zrobione, reszta już pójdzie łatwiej"17.

Przedstawienie zasadniczych założeń systemu wychowawczego matki Urszuli wymaga wskazania jeszcze jednego ważnego wymiaru: głębokiej wiary w miłość, siłę i skuteczne pośrednictwo Matki Bożej na drodze człowieka do Boga. "Najbezpieczniejsza, najpewniejsza droga do szczęścia, do nieba, do Jezusa - to droga przez Maryję"18. Kształcenie nawyku wybierania tej drogi, umiejętność kroczenia nią - ten cel wychowania jest realizowany przez Matkę poprzez wprowadzanie we wszystkich organizowanych przez nią działaniach różnych form kultu maryjnego, a wśród nich przede wszystkim Sodalicji Mariańskiej, zapewniającej wzajemne oddziaływanie dzieci lub młodzieży na siebie.

Wśród celów szczegółowych, na które wskazuje matka Urszula, dominują trzy: przygotowanie wychowanków do pracy nad sobą, do bycia pożytecznym członkiem społeczeństwa, a równocześnie do bycia człowiekiem, którego najważniejszymi cechami są: miłość Boga i ludzi, dobroć, poczucie obowiązku, samodzielność, odwaga, odpowiedzialność, wytrwałość i pracowitość. Bardzo czytelnie wyraża te cele fragment przemówienia Matki do uczennic Instytutu Języków Obcych w Djursholmie. Uważne wczytanie się w treść i formę fragmentu tego przemówienia pozwala zrozumieć, jak wielką wagę Matka przywiązywała do realizacji celów wychowania drogą uświadamiania ich wychowankom, pogłębiania ich refleksji nad sobą i własnym działaniem, uczenia konstruktywnej, systematycznej analizy własnego postępowania. Jest to jedno z bardziej charakterystycznych zadań wychowawczych w programie Matki: "Tak niedawno, moje drogie dzieci, przybyłyście do naszej szkoły, żeby uczyć się języków, zdobyć wiedzę i w ten sposób stać się pożytecznymi członkami społeczeństwa. Czas ten przeszedł tak szybko. Nasuwa się teraz pytanie: co te minione dni, tygodnie, miesiące wam dały? Powinny były pogłębić świadomość celu życia, zrozumienie, że życie ma swój kres, że jesteście odpowiedzialne za każdy wasz czyn. Czy przyniosły to wszystko? Każda z was powinna sama sobie dać na to odpowiedź, ale często nie dość zwracamy uwagi na głos sumienia. Dlatego też chcemy wam dopomóc w odnalezieniu odpowiedzi na tak ważne pytanie. Ufam, że miniony rok pozostawił w waszych duszach zrozumienie obowiązku. Młodość lubi zabawy, młodość często myśli, że powinna być wolna od obowiązków. Tutaj spotkałyście się z czymś zupełnie innym. Nie mogę powiedzieć, że wasze życie było bardzo poważne, ale w każdym razie miałyście swoje obowiązki i powoli przyzwyczaiłyście się do ich wypełniania"19.

Syntetyczne sformułowanie tychże celów znajdujemy również w przemówieniu Matki do wychowawczyń: "Mamy więc w tym dziele wychowania dwojakie zadanie: pierwsze - wychowanie dzieci dla Boga, dla ojczyzny niebieskiej, drugie - to wychowanie dzieci dla społeczeństwa, dla ojczyzny ziemskiej"20. Dogłębna analiza wypowiedzi i działań Matki pozwala doprecyzować jej intencje i zinterpretować "wychowanie dla społeczeństwa" jako przygotowanie do konstruktywnego udziału w życiu społecznym oraz do aktywnego reagowania na potrzeby społeczne, zaś "wychowanie dla ojczyzny ziemskiej" (którą dla większości wychowanków Matki była Polska), jako wzbudzenie i uczenie ofiarnej, mądrej miłości do Polski.

Przedstawione założenia i cele Matki były wyraźne i czytelne dla każdego, kto się z nimi zetknął. Świadczą o tym m.in. wypowiedzi wychowanek: "Pracę wychowawczą opierała matka Ledóchowska na głębokim życiu religijnym. Uważało się, że wiara i polskość są dopełniającymi czynnikami wychowawczymi, oba żądają walki z połowicznością i rzetelnego spełniania swych obowiązków codziennych. W czasie pogadanek mówiła nam Matka, że siły do walki o wielkość ducha i umysłu może udzielić tylko Bóg, bo Chrystus jest najlepszym wychowawcą i doświadczonym pedagogiem"21.


2. Dziedziny szczegółowych celów i zadań wychowania

2. a. Wychowanie religijne

Gdyby za tradycyjnymi ujęciami teoretycznymi dzielić działania wychowawcze na poszczególne dziedziny realizujące różne grupy celów, należałoby odpowiedzieć na pytanie, czy w systemie wychowania matki Urszuli Ledóchowskiej uwzględnione zostały cele związane z wyodrębnianymi najczęściej w naukach o wychowaniu: wychowaniem umysłowym, moralnym, estetycznym i fizycznym. Przyjęcie tego sposobu myślenia nasuwa od razu zastrzeżenia - przedstawiony podział nie uwzględnia wychowania religijnego, które przy powierzchownej, upraszczającej analizie wydaje się - wyodrębnione - dominować u Matki nad pozostałymi dziedzinami. Rozpocznijmy więc od tej dziedziny, w tym systemie centralnej, a jednocześnie tak nierozłącznie splecionej z innymi dziedzinami wychowania, przenikającej je i tak nowocześnie (w świetle najnowszych postulatów Kościoła) realizowanej.

Wiele światła na tę sferę działań matki Urszuli mogą rzucić jej uwagi na temat pracy wychowawczej z protestantkami - uczennicami szkoły języków, którą Matka zorganizowała w 1915 roku w Szwecji, a w 1918 przeniosła do Danii: "Nasze panny były miłe, ale to nie polskie natury. Płytkie, prawie bez religii, jedno miały w głowie: bawić się, stroić, "czuć się dobrze" [tłum. cytowanego w oryginale wyrażenia - K.O.] - jak mówią. O naukę im nie chodziło. Interesowały się toaletami, zabawami i panami. Ale w kontaktach z nami były bardzo miłe. Nasze stosunki nie rozwijały się na podłożu religijnym. To były obojętne religijnie protestantki. Nie starałam się ich - jak to często za granicą bywało w klasztorach - na katolicyzm nawrócić. Wiem, jakie tego skutki. Panna pod wpływem egzaltacji nawraca się po paru miesiącach, potem wraca do domu, w otoczenie protestanckie, zaręcza się z protestantem, obojętnieje dla katolicyzmu. Jest ni to, ni owo (...). Nie kryłyśmy się z naszą wiarą przed uczennicami. Kaplica, nasze nabożeństwa stały dla nich otworem. Starałam się te płytkie umysły trochę pogłębić - i na tym koniec. Wierzę, że niektóre z naszych uczennic w późniejszym wieku zastanawiały się nad tym, co widziały. O paru z nich wiem, że przeszły na katolicyzm dostawszy się do krajów katolickich. Ufam, że ziarenko rzucone prawie niezauważalnie, swoje z czasem zrobiło"22.


W wielu wypowiedziach i tekstach Matka wprost formułuje wskazówki dotyczące wychowania religijnego. Przytoczmy kilka spośród bardziej znaczących: "Boga dać trzeba dziecku już od pierwszej chwili jego istnienia"23. "Rzeczy Boże łatwiej nieraz trafiają do serca dziecka aniżeli do serca dorosłej osoby"24. "W sercu niewinnego dziecka Jezus panuje jak Pan wszechmocny. Jeżeli poczekamy, aż w tym sercu rozmaite chwasty wyrosną, aż złe skłonności nim zawładną, aż grzech spustoszenia poczyni, Jezus niewielki tam znajdzie posłuch, mało miłości, mało entuzjazmu"25. W tych wypowiedziach Matka jawi się jako zwolenniczka możliwie wczesnego uczenia dziecka wiary, rozbudzenia potrzeby Boga. Najważniejszą i najbardziej odpowiednią dla tego wieku metodą jest przykład: "Niech w zwierciadle waszej świętości dziecko wasze uczy się religii, uczy się tej fundamentalnej prawdy katechizmowej, że ono jest na ziemi, by Boga poznać, kochać i Jemu służyć"26. W normalnych warunkach rodzinnych największe możliwości, ale i największe obowiązki związane z religijnym wychowaniem dziecka spoczywają na matce, która oddziałuje w tej sferze miłością i przykładem: "Jak kwiat do rozwoju potrzebuje słońca, tak słabe jeszcze serce, by podniosło się do Boga, potrzebuje atmosfery ciepłej, którą matka stworzyć jest obowiązana"27. Na kolanach świętej matki wychowują się święci"28. Pracujący z dzieckiem wychowawca powinien wspierać, a jeśli sytuacja tego wymaga - zastępować matkę w realizowaniu tego zadania. Bardzo charakterystyczna dla modelu wychowania religijnego matki Urszuli jest następująca wskazówka: "Prawdziwej, zdrowej, nieegzaltowanej pobożności dzieciom potrzeba, pobożności, która życie rozjaśnia i upiększa, ale broń Boże nie zatruwa!"29. Sama Matka uzyskiwała wspaniałe rezultaty poprzez rozmowy o Bogu. Tym cenniejsze jest sformułowanie właśnie przez nią ostrzeżenia: "Jaka to święta i dobra rzecz - rozmowa o rzeczach Bożych, podnosząca duszę do Boga! Nie trzeba innych zanudzać nieustannym mówieniem o rzeczach świętych, ale dusza naprawdę kochająca potrafi bez nudzenia, bez ostentacji powiedzieć od czasu do czasu coś budującego"30. Wychowanie religijne stopniowo coraz bardziej staje się samodzielną pracą nad sobą, pracą trwającą całe życie. Pracy tej trzeba się nauczyć. Od początku swej drogi wychowawczej, jeszcze w Krakowie, jako mistrzyni pensjonatu najpierw zachęca, a potem uczy swoje wychowanki rzetelnego analizowania własnego postępowania i regularnego przeprowadzania rachunku sumienia. Do jednej ze swoich krakowskich wychowanek, którą zatrzymała w domu po świętach choroba ojca, matka Urszula pisze: "Cieszy mnie to, że nie przestajesz pracować nad sobą. Po powrocie zrobimy w celi szczegółowy rachunek sumienia, tak że już nie będzie Ci się chciało jeszcze raz do niej zaglądać. Czekaj no, moja Dziuniu! Cały wieczór już sobie obstaluję, to nie żarty"31. Ta poważna w swej istocie uwaga, sformułowana została ciepło, pogodnie, z wyczuwalnym niemal uśmiechem troski, ale i przyjaźni. Chroni to wrażliwą materię kształtowania sumienia przed rygoryzmem lub patetycznością.

Matka Urszula wspiera także swoje byłe wychowanki, zarówno te młodsze, które dopiero co "wyszły spod jej ręki", jak i po wielu latach swoje "stare dzieciaki" - jak je nazywała serdecznie - w trudzie wytrwałego doskonalenia siebie. Odpisując już z Petersburga na list jednej ze swych niedawnych wychowanek, pisze: "Nie dziw się, Dziecko, że trudno Ci znów zabrać się do pracy wewnętrznej. Widzisz, my z natury swej nie jesteśmy pochopne do rzeczy Bożych - nas to nuży, męczy. I dlatego trzeba wysiłku, by wznieść się ku Bogu, by zabrać się do pracy nad swą duszą. Toteż Pan Jezus zapowiedział nam, że "królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je" [por. Mt 11,12]. Bądźmy tymi gwałtownymi, którzy zdobywają królestwo niebieskie mimo wstrętu naszej zepsutej natury. Masz rację, gdybyś tak dłuższy czas opuszczała się w swych modlitwach, tobyś na pewno wiarę straciła - bo zwykle utrata wiary ma swój początek w zaniedbaniu się w praktykach religijnych. A wierz mi, Dziecko, to straszne nieszczęście stracić wiarę. To może chwilowo być wygodne, bo pozwala iść za swymi skłonnościami i upodobaniami, ale to też pozbawia zupełnie spokoju, ochoty do życia i wszelkiej wewnętrznej radości. Niech Cię Pan Bóg od tego nieszczęścia zachowa! A że teraz jesteś już na poczciwej drodze, toteż ufam, że pójdziemy znów w górę. Sursum corda, Dziecko drogie! Tam dla nas szczęście, radość i pokój, tam wszystko jasne i miłością opromienione! Pisuj do mnie, zdawaj sprawę ze swoich postępów - wiem, że to zachęca i pomaga. (...) Mam huk pracy, dlatego tak bazgrzę"32. Poważne pouczenie religijne nie traci charakteru zwyczajnej rozmowy, przenikniętej troską, odczuwalnym przejęciem się Autorki listu sprawami i życiem młodej adresatki, wypowiedzi pełnej delikatności i dbałości, by nie wpaść w moralizowanie. Zakończenie listu podkreśla jeszcze zwyczajność i staranie Matki, by nie stwarzać wrażenia dystansu.

Ważnym uzupełnieniem tego obrazu są informacje o tym, jak odbierane było przez jej wychowanki wychowanie religijne w kształcie proponowanym przez Matkę. Zacytujemy fragmenty trzech relacji: "Ze wskazań Matki pamiętam, jak zachęcała nas, by wiara nasza była żarliwa, gorąca, nie letnia. Ale nigdy nie wywierała presji co do wykonywania praktyk religijnych. Na modlitwy i Mszę świętą chodziłyśmy z własnej chęci, a że nie było nacisku, rzadko się zdarzało, by któraś z nas z tych praktyk nie skorzystała... Także przynależność do Sodalicji była dobrowolna. Każda z nas deklarowała się sama wówczas, gdy czuła tego potrzebę i wyrobiła sobie przekonanie, że stać ją na dodatkowe obowiązki religijne"33. Matka - co podkreślają wychowanki - nie wymuszała nigdy fałszywych emocji i deklaracji religijnych, nieszczerych zachowań. W jednym z artykułów zamieszczonych w "Dzwonku Św. Olafa" pisała: "Drogie olafitki, na naszych zebraniach nieraz słyszałyście o tym, że dobre Dziecko Maryi choć jeden dziesiątek różańca powinno co dzień odmówić, a w październiku - pamiętacie, jak spieszyłyście do kaplicy na nabożeństwo różańcowe? "Ale - szepce niejedna z was - to nudna modlitwa i dlatego nie lubię różańca". Na to odpowiem ci słowami wielkiego francuskiego kaznodziei: "niemała to zasługa nudzić się przez kwadrans dla Boga". Jeżeli więc nudą ci się wydaje ta modlitwa, ofiaruj to umartwienie twej ruchliwej natury Matce Bożej na chwałę"34.

"Wychowanie religijne było oparte na bezpośrednim oddziaływaniu atmosfery religijnej, wdrażało młodzież do zorganizowanej i systematycznej pracy wewnętrznej i kształciło nie tylko umysł, ale i serce. Nigdy nie narzucano nam praktyk religijnych i nie zmuszano do udziału w nabożeństwach. Coroczne rekolekcje pogłębiały nasze życie religijne. Powstała Kongregacja Dzieci Maryi. Wzorowe, pobożne uczennice mogły najpierw należeć do aspirantek - dla nich odbywały się zebrania, na których zapalały się miłością do Najświętszej Panny Maryi"35. "Matce Ledóchowskiej jako założycielce internatu nie chodziło jednak tylko o dostarczenie studentkom godziwej atmosfery mieszkaniowej. Przyświecała jej również myśl wyćwiczenia ich ducha w kierunku chrześcijańskim. Dzięki też jej staraniom powstała w Petersburgu studencka Sodalicja Mariańska. (...) Sodalicja garnęła do siebie wiele studentek. Śpieszyły one z wykładów, zebrań, spacerów, aby nie opuścić ani jednej konferencji, gdyż przemawiała do nich zawsze Matka, umiejąc trafić każdej do serca, przekonania, sumienia"36. O sytuacjach i atmosferze, w jakiej Matka wprowadzała wychowanki w "sprawy Boże", wiele nam mówi jedna jeszcze relacja: "Co tydzień miałyśmy zebrania z "Matuchną". Siedząc na podłodze w nieistniejącej już dziś kancelarii, otaczałyśmy ją zwartym kołem, całe zasłuchane, zamyślone, podczas gdy Matka wprowadzała nas stopniowo w całkiem nowy świat pracy wewnętrznej, ukazywała konieczność tej pracy i środki do niej wiodące"37.

W programie wychowania matki Urszuli można więc znaleźć postulaty dotyczące wychowania religijnego rozumianego jako prowadzenie do Boga zarówno poprzez działania bezpośrednie, jak i pośrednie. Sama matka Urszula miała liczne własne doświadczenia we wszystkich rodzajach działań w tej sferze. Bezpośrednie obejmowały katechizowanie, ułatwianie i uczenie praktyk religijnych, przygotowywanie do sakramentów świętych, zakładanie organizacji religijnych, rozmowy nakierowane głównie na uświadamianie miłości Bożej i budzenie miłości do Boga, wreszcie różnorodne formy przekazu wiedzy o Bogu i dążeniu do świętości: rozważania rekolekcyjne, wykłady dla katechetek, wychowawców, nauczycieli i rodziców, prelekcje, artykuły.

W tym samym bezpośrednim wymiarze wychowania religijnego, postulowanego i prowadzonego przez matkę Urszulę, znajdujemy jeszcze dwa - konsekwentne wobec najważniejszego celu - zadania. Pierwsze obejmuje budzenie miłości do Kościoła i do prowadzącego Kościół Ojca świętego.

Drugie wiąże się z uświadamianiem wychowankom roli świętych w Kościele i w codziennym życiu każdego, kto z wiarą zwraca się do nich o pośrednictwo, kto potrafi odnaleźć w ich życiu wskazania do projektowania i pokonywania własnej drogi życiowej. W wypowiedziach Matki, jej relacjach z podróży, zachętach kierowanych do wychowanek i sióstr, a także w listach powracają często święci i błogosławieni, szczególnie święty Stanisław Kostka, święty Andrzej Bobola, święta Brygida Szwedzka, święta królowa Jadwiga.

Przy całej miłości i delikatności, Matka miała odwagę występować mocno i zdecydowanie wtedy, gdy uważała, że wychowanie do "spraw Bożych" jest poważnie zagrożone. Jedną z pierwszych okoliczności tego typu było wystąpienie na zebraniu Towarzystwa Pedagogicznego w Petersburgu. Matka została zaproszona do zarządu tego Towarzystwa, ale zrezygnowała z takiej roli, deklarując aktywny udział w pracach i pomoc organizacyjną. O swoim wystąpieniu na tym forum pisze do siostry - Marii Teresy Ledóchowskiej: "Było wiele ludzi, dużo księży. Miałam stracha, przyznaję się, ale uczyniłam to, aby bronić praw Bożych. Udało się nadspodziewanie, lepiej niż przypuszczałam. Mówiłam językiem, do którego tutaj nie są bynajmniej przyzwyczajeni. Wykazałam, że nasze pseudoreligijne wychowanie jest po prostu pogańskie, że odrzuca się modlitwę, codzienne przystępowanie do Komunii świętej jako fanatyzm itd., itd. W rezultacie wszyscy byli zadowoleni. Panie mi gorąco dziękowały, jakaś matka rodziny powiedziała: "Przynajmniej wiem, co teraz należy czynić". Nie spodziewałam się tak pozytywnego przyjęcia. Przypuszczam, że nie ostatni raz przemawiałam"38.

Działania nie tak dosłowne, do których jednak matka Urszula przywiązywała ogromną wagę i z którymi związała charyzmat swojego Zgromadzenia, to uśmiech i stała pogoda ducha, które uważała za szczególnie wiarygodne świadectwo odczuwania bliskości z Chrystusem, autentycznej wiary w to, że jest się w każdej sytuacji, w każdym momencie pod stałą opieką kochającego bezwarunkowo i bezgranicznie Boga. Temu świadectwu przypisywała ogromny wpływ wychowawczy.

2. b. Wychowanie umysłowe

Wychowanie umysłowe realizowane było (w tradycyjnym znaczeniu przekazywania wiedzy) przede wszystkim wszędzie tam, gdzie Matka prowadziła nauczanie. Współczesne rozumienie tej dziedziny, nawiązujące raczej do rozwijania procesów i struktur poznawczych człowieka (spostrzegania, myślenia, pamięci, wyobraźni, mowy), wymagałoby dysponowania bardzo szczegółowymi materiałami, które by pozwoliły pokazać, w jaki sposób i w jakim stopniu Matka realizowała właśnie tę dziedzinę działań, z natury rzeczy trudną do wydzielenia, bo obecną w każdym działaniu wychowawczym. O tym, że ten aspekt aktywności pedagogicznej nie był jej obojętny, świadczy kolejna relacja: "Matki wykład nie mógł być mniej lub bardziej interesujący, porywał zawsze. Wszystko jedno, czy była to lekcja historii sztuki, literatury czy gramatyki francuskiej, z chwilą, kiedy swoim szybkim, elastycznym krokiem wchodziła na katedrę i obejmowała klasę bystrym spojrzeniem, przykuwała z miejsca naszą uwagę do swojej woli nauczenia nas tego, czego nauczyć chciała. Metody miała swoje własne, przemyślane, przedziwnie konsekwentne i niezawodne w skutkach. Uważała, że wykładowca nie tylko musi znać swój przedmiot, ale musi go umieć wykładać i nie nudzić nigdy! Matka nie tylko umiała, ale lubiła uczyć. Wyczuwałyśmy to dobrze. Na wykładach nigdy nie była zmęczona, zawsze mówiła z niegasnącym zapałem. Nawet wieczorami, w czasie ostatniej rekreacji, kiedy widoczne było w niej utrudzenie pracowitym dniem, jeśli poruszony został temat z jej ulubionych przedmiotów, prostowała się i z ożywieniem komentowała naszą dyskusję"39. Dla pedagoga "podpatrującego" sposób nauczania Matki nie jest najważniejsze, czy ona sama rzeczywiście czuła się tak, jak opisuje jej uczennica. Ważne jest natomiast, że zachowywała się w sposób, który mógł być tak, a nie inaczej odbierany, interpretowany i wpływał na pozytywne efekty. Ten sposób (zapał, ożywienie, podejście do nauczanego przedmiotu i dogłębna jego znajomość, nawet szczegółowe elementy sposobu bycia w klasie) jest ważną wskazówką, wyjaśniającą, co w pracy nauczycielskiej Matka uważała za ważne. Widoczne jest jej przekonanie, że każdy moment zachowania nauczyciela przekłada się na skutki wychowawcze. W tym kontekście silny akcent matka Urszula kładła np. na punktualność nauczycielek. Gdy pisała z wygnania w Szwecji do sióstr pracujących w gimnazjum w Petersburgu, pytała: "Jakże tam u Was z punktualnością? To drobna, a tak ważna rzecz nie tylko w osobistym życiu każdej, ale też w wychowaniu dzieci. Nauczycielka, która np. raz po raz spóźnia się na lekcje, dyżury - stanowczo nie tylko sama niewiernie wypełnia wolę Bożą, ale szkodzi i dzieciom, bo uczy je lekceważyć obowiązki"40.

2. c. Wychowanie moralne

W każdym działaniu wychowawczym, podobnie jak elementy wychowania umysłowego, zawiera się jakiś aspekt wychowania moralnego, niezależnie od stopnia, w jakim uświadamiają to sobie uczestnicy tego działania. Każda ocena w kategoriach dobra i zła, uczenie odróżniania dobra od zła, kierowania się ku dobru i unikania zła - jest wychowaniem moralnym. Podstawą wszelkich działań matki Urszuli była moralność chrześcijańska, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym. Wychowanie moralne w tym systemie sprowadzało się do analizowania działań i decyzji w świetle Ewangelii, przywoływanej bezpośrednio i dosłownie, bądź przynajmniej przenikającej namysł nad postępowaniem i wprowadzającej jako główne kryterium jego oceny - miłość i dobroć. Drogą było zachęcanie wychowanek do refleksji nad sobą, stopniowo dojrzewającej w systematyczną praktykę rachunku sumienia. Dydaktyczne moralizowanie było Matce zawsze głęboko obce.

Jednym z podstawowych zadań w ramach wychowania moralnego jest kształcenie woli oraz uczuć wyższych, które umożliwiają emocjonalną samokontrolę, tak ważną w kształtowaniu charakteru człowieka. Zacytujmy Matkę: "Dlaczego obecnie młodzież tak często choruje na brak woli? Bo nikt nie przyzwyczaja jej do ćwiczenia się w małych umartwieniach, małych ofiarach"41. Trzeba w tym miejscu mocno podkreślić, że matka Urszula wyszła w tym zakresie znacznie poza ramy pedagogicznych modeli XX wieku. Dziś pedagogika postuluje szersze uwzględnienie w badaniach i w praktyce wychowawczej właśnie działań kształcących wolę i uczucia wyższe (inteligencji "emocjonalnej"). Tymczasem w działaniach wychowawczych matki Urszuli praca nad sobą traktowana była zawsze jako podstawowy wymiar rozwoju człowieka, a uczenie tej pracy - jako najistotniejsze zadanie wychowawcze. Można więc jednoznacznie stwierdzić, że ten system wychowania opierał się na kształceniu i motywowaniu do samowychowania, co stanowi aktualnie, u początków XXI wieku, wyróżnik najbardziej nowoczesnego, najwyżej ocenianego myślenia pedagogicznego.

Szerokie pojmowanie moralności obejmuje również stosunek człowieka do pracy, która jest jedną z najistotniejszych wartości specyficznie ludzkich, a której realizacja jest powołaniem człowieka i jednym z warunków podtrzymywania jego osobowej godności. Rola pracy w wychowaniu człowieka - jako problem pedagogiczny - pojawiła się w wielu teoriach i propozycjach reformatorskich pedagogiki XX wieku. Traktowana jednak najczęściej jedynie jako przygotowanie człowieka do życia, środek zbliżenia przekazywanej w szkole teorii do praktyki, włączanie uczniów w pracę produkcyjną, kształcenie podstawowych umiejętności związanych z najczęstszymi rolami zawodowymi, praca przyjmowała głównie funkcję instrumentalną (służyła do lepszego poznania czegoś, przygotowania do pracy zawodowej, udziału w wytwarzaniu dochodów danej grupy lub społeczeństwa). Rzadko pedagodzy włączali ją do swoich programów jako odrębną wartość, do realizacji której człowiek musi być przygotowany nie tylko technicznie i sprawnościowo, ale psychicznie i motywacyjnie. Przyjmowanie pracy jako zadania życiowego każdego człowieka jest dziś szczególnie mocno podkreślane przez posoborowe dokumenty Kościoła, a także przypominane w nauczaniu papieskim.

Widzenie pracy w systemie matki Urszuli jest całkowicie zbieżne z duchem tych dokumentów i wypowiedzi. Praca nie może być nigdy uważana za karę i stosowana jako kara! Musi stać się naturalną, akceptowaną częścią życia, co wymaga długiej pracy wychowawczej. Matka z pełnym zrozumieniem pisze o występujących w środowiskach zaniedbanych wychowawczo potrzebach i problemach w tym zakresie: "Prawie zmuszona byłam wziąć III Dom Wychowawczy magistracki. Ksiądz biskup Tymieniecki koniecznie tego chce. Więc pojechałam. Istne tam piekło: 138 dzieci niesfornych, (...) 14 bursistek od osiemnastu do dwudziestu lat, które nic robić nie chcą [podkreśl. - K.O.], brud, pluskwy. Trzeba jak najprędzej naszymi siłami obsadzić"42. Apeluje przy każdej okazji: "Uczmy nasze dzieci pracować, kochać pracę, znaleźć szczęście w pracy. Ale żeby tak być mogło, trzeba od najmłodszych lat przyzwyczajać dziecko do pracy"43. W placówkach zakładanych przez matkę Urszulę praca wpleciona jest w stały rytm dnia, wiąże się z podziałem obowiązków związanych z funkcjonowaniem każdej wspólnoty rodzinnej i normalnego domu. W pracy biorą udział wychowawczynie. Zarówno siostry, jak wychowanki podkreślają w swoich wspomnieniach pogodną atmosferę towarzyszącą pracy (podtrzymywaną przede wszystkim przez kierujące pracą i uczestniczące w niej siostry). Droga, jaką trzeba przejść, by dojść do takiej atmosfery, do pełnego zaangażowania i wysiłku, zawsze jest trudna. Obejmując dom sierot w Czarnym Borze na Wileńszczyźnie i próbując wdrożyć wychowanków tego domu do pracy, siostry spotykają się z buntem. Starsi wychowankowie obrzucają kamieniami siostrę Tyszkiewicz i burzą kuchnię. To jednak nie znaczy, że można się wycofać i zrezygnować. W liście do brata, ojca Włodzimierza Ledóchowskiego, Matka pisze: "Módl się za moje biedaki w Czarnym Borze"44. Po trzech latach właśnie w Czarnym Borze powstanie Szkoła dla Kierowniczek Internatów, która ma korzystać z doświadczeń i przykładów wzorowej już wtedy ochronki, szeroko znanej z pozytywnych efektów wychowawczych.

2. d. Wychowanie społeczne

Wychowanie moralne musi również - zdaniem Matki - uwzględniać społeczny wymiar moralności. Wychowanie moralne podejmujące cele i zadania z tej sfery staje się wychowaniem społecznym. Obejmuje ono uczenie dostrzegania potrzeb wychowawczych, wynikających z określonych warunków społecznych, oraz aktywnego odpowiadania na te potrzeby. Odpowiedzią pedagoga na potrzeby społeczne jest tworzenie w danych warunkach korzystnego środowiska wychowawczego, zapewnienie ogólnej pomocy i organizowanie najbardziej odpowiadających danej sytuacji instytucji oświatowych i oświatowo-wychowawczych. Uczennice wszystkich szkół, kursów Matki, wychowanki zakładanych przez Matkę internatów nie tylko prowadzą różnorodną działalność charytatywną dla ubogich z najbliższego środowiska, ale stykają się z intensywnym, konsekwentnym programem działania społecznego, w sensie działania wśród ludzi i z ludźmi, którzy tego najbardziej potrzebują. Matka wychowuje społecznie uświadamiając potrzeby, ale i wymagając działania. Przytoczmy charakterystyczny apel (z roku 1927) do wychowanek szkoły pniewskiej: "Parę lat temu zastęp młodych panien gorliwie uczęszczał na kursy społeczne: jak prowadzić ochronki zamknięte, jak tam dzieci wychowywać (...). Czy choć jedna z nich zabrała się do pracy w ochronie zamkniętej? Pewnie już zapomniały, co było teoretycznie wykładane... Ale bardzo dumne, że społecznie pracowały. Naturalnie, kursy dużo kosztowały, i co z tego? Żeby choć parę zgłosiło się, obsadziłybyśmy placówki. Dojrzejesz przy tej pracy, urośniesz. We własnych oczach przekonasz się, że jesteś stworzona do czegoś wyższego, pożyteczniejszego niż do służenia za ozdobę"45.

Ten i inne apele były na tyle skuteczne, że z pomocą wielu młodych dziewcząt, które zdecydowały się kilka lat poświęcić pracy dla społeczeństwa, Matka mogła uruchomić nowe placówki na ubogich, zacofanych terenach Polesia. Jakie zadania stawiała swoim wychowankom Matka, apelując o pracę społeczną? "(...) mogłaby otwierać ochronki, obejmować etaty nauczycielskie lub sama prowadzić szkoły prywatne, przejąć opiekę nad chorymi, a przy tym czuwać nad zachowaniem naszej świętej wiary wśród okolicznego ludu. Każda z tych niewiast musiałaby stać się przyjaciółką ludu, dobrym aniołem, doradczynią w wątpliwościach, pocieszycielką w strapieniach"46.

Wychowanie społeczne miało być odpowiedzią na potrzeby wynikające z nędzy materialnej, ale i moralnej środowisk miejskich (głównie robotniczych) i wiejskich. Zaniedbania wychowawcze - brak właściwej opieki fizycznej i duchowej - dotyczyły jednak nie tylko środowisk społecznego ubóstwa i patologii. Matka była niezwykle wrażliwa na zagrożenia, wynikające z braku odpowiedniego działania pedagogicznego, szkodliwej presji środowiska czy obojętności religijnej. Podejmowała więc wiele działań wychowawczo-profilaktycznych, w tym czasie jeszcze wybitnie prekursorskich, takich jak opieka wychowawcza nad uczennicami szkoły dla położnych, nad dziećmi ze środowisk polonijnych, studentkami, nauczycielami, także katechetkami. Formy tej opieki były za każdym razem dostosowane do konkretnych potrzeb.

2. e. Wychowanie patriotyczne i obywatelskie

Wychowanie społeczne splata się w systemie matki Urszuli z wychowaniem patriotycznym. Program działań w tym zakresie zakłada także ścisły związek tej dziedziny wychowania z wychowaniem religijnym. Wychowanki Szkoły Gospodarczej w Pniewach piszą: "Szkoła jest terenem, na którym zaprawiamy się do czekającej nas w przyszłości służby państwowej, obywatelskiej i społecznej... Hasłem naszego życia jest: Bóg i Ojczyzna. Po krwawych mękach i trudach wywalczyli ją nasi ojcowie. Teraz starać się musimy o utrzymanie jej przez pracę i dążenie do osiągnięcia ideału obywatela - Polaka. Szkoła nam w tym dopomaga, stwarzając atmosferę ku temu sprzyjającą i ugruntowując nasz patriotyzm i przywiązanie do państwa przez różne organizacje, obchody, akademie... Były one dla nas nie tylko pouczające, ale przede wszystkim podnosiły w nas ducha obywatelskiego"47. We wspomnieniach innej wychowanki pniewskiej, a potem rzymskiej, czytamy: "Obok obowiązków religijnych tłumaczyła nam Matka jasno nasze zobowiązania obywatelskie i społeczne. Zwłaszcza w Rzymie wykorzystywała okazje, by dla kolonii polskiej (...) organizować akademie w związku z uroczystościami narodowymi. Jeśli można coś zrobić dla Polski - mówiła - to działać trzeba, by utrzymać i pogłębić patriotyzm poza granicami Ojczyzny"48.

Tu musimy znów wrócić do kluczowego w systemie matki Urszuli zadania wychowawczego, jakim jest wychowanie dziewcząt przygotowanych do roli matek, decydujących poprzez wychowanie swoich dzieci o przyszłości społeczeństwa, w tym także m.in. o kształtowaniu się u dziecka uczuć patriotycznych. W jednym z artykułów Matki (do "Dzwonka Św. Olafa") czytamy: "Wychowywać dziewczęta to znaczy wychować matki rodzin. Wszak wiemy, że przyszłość narodu nie tyle w ręku polityków, ile w ręku matek spoczywa. Na kolanach świętej matki wychowują się świątobliwi kapłani, dzielni urzędnicy państwowi, bohaterscy obrońcy Ojczyzny. Do tej pracy wychowawczej potrzeba ludzi, ludzi dobrej woli, o wielkich ideałach... O ile kochamy Ojczyznę naszą, o tyle ta sprawa obchodzić nas powinna"49.

Jako formy wychowania patriotycznego Matka stosuje pogadanki, akademie i różne uroczystości patriotyczne, płomienne przemówienia i apele, ale i wycieczki przybliżające ojczysty krajobraz i kulturę, spotkania ze sławnymi Polakami, wreszcie np. naukę tańców narodowych, żywe obrazy czy inscenizacje teatralne. Przez czynny patriotyzm rozumie też pracę na rzecz pozytywnego wizerunku Polski w świecie, wizerunku, który może i powinien być budowany przede wszystkim poprzez rzetelne i na wysokim poziomie zapoznawanie z historią i kulturą polską. Równocześnie matka Urszula nie gloryfikuje na siłę społeczeństwa polskiego. Wychowanie patriotyczne to w jej ujęciu wychowanie ze świadomością wad tegoż społeczeństwa i staraniem o ich eliminowanie. W 1910 roku pisze do jednej ze swych krakowskich wychowanek, nauczycielki: "Zabierzmy się my, dzieci tej nieszczęśliwej Ojczyzny, do modlitwy, do pokuty, do opamiętania się. My, wychowawczynie, chyba dobrze zdajemy sobie sprawę, że polska młodzież, może bardziej niż jakakolwiek inna, podatna jest na materializm, skłonna do zabawy, rozrywek, wygody, lubi szukać siebie, a często uważa za miłość Ojczyzny piękne frazesy, teatralne owacje i nienawiść do ciemiężycieli"50. Brzmi to zadziwiająco aktualnie i daje wiele do myślenia w świetle dzisiejszych dyskusji o patriotyzmie i wychowaniu patriotycznym.

Trzeba podkreślić, że wychowanie patriotyczne ściśle łączyło się w programie matki Urszuli z wychowaniem obywatelskim, z przyjmowaniem odpowiedzialności za sytuację państwa i jego obywateli, z podejmowaniem świadomego trudu odbudowywania zachowań obywatelskich, struktur i instytucji niezbędnych do funkcjonowania państwa. Warunkiem powodzenia tych zadań jest porozumienie różnych sił i zgoda narodowa wokół najważniejszych w danym czasie potrzeb Ojczyzny. I tu uderza aktualność myślenia Matki.


2. f. Wychowanie estetyczne

Wychowanie estetyczne można sprowadzić do rozwijania wrażliwości na piękno w świecie. Ta sfera oddziaływań pojawia się u Matki bardzo często. Sama wrażliwa na piękno przyrody i sztuki, będące w jej przekonaniu odbiciem Boga w świecie, a głęboko przeżywane - drogą do bogatszego przeżywania kontaktu z Bogiem, rozumie znaczenie piękna w wychowaniu. Z wielu relacji wynika, że w miarę możliwości zawsze stara się zapewnić zakładanym przez siebie placówkom wychowawczym piękne otoczenie, przestrzeń sprzyjającą zachwytowi i kontemplacji, bliskość przyrody, a równocześnie, choć skromne, ale estetyczne wyposażenie. Szczególnie uderza to w opisach szkoły w Merentähti w Finlandii: "Wkrótce dom się zapełnił: siostry, dzieci, trochę letników, i tak cudownie w naszym Merentähti! Przed nami morze bezbrzeżne, coraz to inne - to lazurowe, to różowe, czarne, białe, to spokojne jak tafla szklana, to wzburzone, niespokojne. Za domem duży plac otwarty, okolony lasem, (...) przestrzeń, morze, światło i spokój. Dokupiłam jeszcze do ziemi początkowo zakupionej z prawej i lewej strony kawał lasu z plażą, tak że miałyśmy rozległy teren otaczający dom. Byłyśmy zupełnie u siebie"51. "I znowu budowałyśmy (...) na górze duże jasne klasy, rozdzielone szklaną ścianą, by słońce wszędzie mogło się dostać, i nad kaplicą wieżyczka z pokoikiem mającym duże okna z czterech stron. Cudowny widok! Coraz ładniej Merentähti wyglądało"52. Wiele fragmentów "Historii Kongregacji" czy listów Matki świadczy o tym, że sama zachwycała się światem i starała się dzielić tym zachwytem z innymi. W szkołach, w których Matka sama może decydować o programie nauczania, spotykamy zajęcia z historii sztuki, które Matka - z osobistym przygotowaniem i doświadczeniem artystycznym - prowadzi. Wprowadza różnorodne zajęcia artystyczne, chór i formy teatralne, biblioteki i czytelnie, umożliwiające kontakt z wartościową literaturą, a także wycieczki, które pozwalają poznać piękno zabytków kultury.

2. g. Wychowanie fizyczne i zdrowotne

Wychowanie fizyczne było traktowane bardzo poważnie we wszystkich prowadzonych przez Matkę - lub według wskazówek Matki - placówkach. W programie dnia Matka starała się codziennie przewidzieć czas na ruch na powietrzu. Także tam, gdzie miała wpływ na warunki podejmowanych działań, starała się zapewnić możliwości spędzania czasu na zabawach i grach sportowych. Z myślą o bardzo niezdrowym klimacie Petersburga uruchomiła dla swych uczennic szkołę i letni pensjonat na wakacyjny wypoczynek w Finlandii, w pięknie położonym Merentähti.

Jedna z wychowanek pisze w swych wspomnieniach: "Matka Ledóchowska bardzo dbała o wychowanie fizyczne młodzieży: spacery obowiązkowe, lekcje tańca, gimnastyka, gry i inne ćwiczenia fizyczne. Troszczyła się o to, abyśmy latem miały dobry odpoczynek. W tym celu na letnisko wybrała piękny kraj, Finlandię, o zdrowym klimacie"53. Cytowane już wcześniej relacje zawierają liczne wzmianki o uprawianiu sportów zimowych, szczególnie w placówkach skandynawskich, w których były najlepsze do tego warunki. Myślenie o potrzebie wychowania fizycznego wiązało tę sferę aktywności wychowanków z ich zdrowiem i rozwojem. Tu również można powiedzieć, że matka Urszula, w przekonaniu o takich potrzebach i w nawiązaniu do najbardziej postępowych ówcześnie postulatów europejskiej pedagogiki, wyprzedziła swój czas. Wprowadzany przez nią program można w pełni uznać za program dziś tak bardzo akcentowanego wychowania zdrowotnego.

Podsumowując informacje i uwagi dotyczące najbardziej podstawowego, programowego wymiaru systemu wychowania matki Urszuli Ledóchowskiej, można zasadnie stwierdzić, że system ten zakłada wychowanie wielostronne, uwzględniające wszystkie zasadnicze dziedziny rozwoju i funkcjonowania człowieka traktowanego integralnie, z pełnym docenieniem nierozłączności jego sfery fizycznej, psychicznej i duchowej, wychowanie oparte na jednoznacznie określonych założeniach i celach, natomiast wolne od przywiązania do jakichkolwiek sztywnych form organizacyjnych. Forma ma w duchu tego systemu stanowić możliwie najlepszą odpowiedź na potrzeby w danym miejscu i czasie.

3. Zasady wychowania

Mówiąc o zasadach wychowania, mamy na myśli stałe reguły, warunkujące zgodność metod i form z założeniami i celami wychowania oraz zwiększające szansę powodzenia wszelkich rozwiązań metodycznych.

W dziełach wychowawczych matki Urszuli uderza bezwzględne przestrzeganie kilku wyraźnych, choć nie sformułowanych nigdzie w takiej postaci, zasad.


Opieranie działania wychowawczego na pobudzaniu w wychowankach refleksji nad celami i sensem własnego życia, rozwoju, wysiłku, radości i cierpienia, a następnie na inspirowaniu ich do własnej, aktywnej pracy nad sobą, do świadomego kierowania swoim życiem. Zasada ta zapewnia uwzględnienie w pracy z wychowankiem wszystkich, najbardziej podkreślanych przez psychologię czynników, warunkujących zdrowy rozwój osobowości. Wymienia się wśród nich właśnie umiejętność określenia celów i zadań doraźnych, wyznaczonych świadomie wybranymi celami dalekimi (wynikającymi ze sposobu rozumienia sensu życia, treści przyjętych planów życiowych, dojrzałości uczuć wyższych, osiąganej m.in. poprzez emocjonalną samokontrolę), szacunek dla własnej osoby i podmiotowości, poczucie osobowej godności, wreszcie silną motywację do uzyskania wewnętrznej samodzielności i poczucia odpowiedzialności za własne życie. We wspomnieniach jednej z petersburskich wychowanek Matki czytamy: "Matka z całą ofiarnością zajęła się moją osobą. Dużo spraw się wyjaśniło, dużo pozostało do przemyślenia. Po raz pierwszy się przekonałam, że sprawy duszy są sprawami ważnymi, którymi warto i trzeba się zainteresować. Matka zdobyła od razu moje zaufanie swą wyrozumiałością i powściągliwością w pytaniach. Zaufanie to zdobyła na zawsze"54.

Stwarzanie możliwie najkorzystniejszej wychowawczo atmosfery. Matka pisze: "Oto pierwszy warunek wychowania dzieci dla Boga - tworzyć wokół nich atmosferę szczęścia. Gdy to zrobione, reszta już pójdzie łatwiej"55. "Jak kwiat do rozkwitu potrzebuje słońca, tak słabe jeszcze serce, by się podniosło do Boga, potrzebuje atmosfery ciepłej"56.

Najbardziej korzystna jest atmosfera nawiązująca do atmosfery domowej. We wszystkich placówkach Matki widać starania o taki właśnie ich charakter. Atmosfera "korzystna wychowawczo" to również atmosfera będąca wynikiem warunków zgodnych z podstawowymi psychicznymi i fizycznymi potrzebami wychowanków. Tam, gdzie tylko było to możliwe, Matka starała się zapewnić (jeśli nie od razu, to przynajmniej stopniowo) warunki korzystne dla wielostronnego rozwoju. Trzeba tu wymienić troskę o pomieszczenia - funkcjonalne, przestrzenne, jasne, umożliwiające dbałość o higienę, jednocześnie zachęcające do wysiłku przez wywołanie dobrego samopoczucia wychowanków. Swoje siostry Matka uczy rezygnacji z wygód. W placówkach wychowawczych docenia jednak i podkreśla rolę możliwie najlepszych warunków.

Charakterystyczne są wysiłki Matki związane ze stworzeniem możliwie najlepszych warunków w otwieranych przez nią internatach dla studentek. W artykule z "Posłańca Św. Urszuli" (z 1933 roku) czytamy: "Z daleka widnieją czerwone mury olbrzymiego gmachu na Dobrej (róg Gęstej). Budowany on jest według najnowszych wymagań współczesnych i z wielkim komfortem. Na każdym piętrze łazienka, umywalnie z gorącą i zimną wodą, winda, która dowozi mieszkańców na wszystkie piętra. W suterynach kuchnia nowocześnie urządzona (...) niklowe kotły - nie używa się zupełnie węgla ni drzewa, nie ma dymu i nie jest zbyt gorąco. Dalej piekarnia wielkich rozmiarów, nowoczesna pralnia. Jest duża biblioteka, radio, jest jadalnia dla gości z miasta i druga, duża salka jadalna dla studentek (...). Z górnego tarasu na szóstym piętrze rozciąga się prześliczny widok na Wisłę, szczególnie wieczorem, gdy światła latarni odbijają się w wodzie. (...) W dzień świętej Urszuli przyjmowałyśmy ks. kardynała Kakowskiego, który asystował przy przenoszeniu Najświętszego Sakramentu z małej, tymczasowej kapliczki do dużej kaplicy"57. Matka ma już doświadczenie w projektowaniu tego typu placówki na europejskim poziomie. W roku 1931, dzięki pomocy finansowej papieża Piusa XI, chcąc zapewnić studentkom katolickim studiującym w Rzymie właściwą atmosferę i opiekę, otwiera dla nich internat. Pisze o nim: "Nie, dzieci moje, Matka nie jest bogata - za dużo ma biedaków na głowie, ale Pan Jezus jest bogaty i zesłał włoskiego dobroczyńcę, który zrozumiał myśl Matki (...). Istnieją mniejsze pensjonaty dla studentek przy klasztorach, ale nie ma takiego, który mógłby równać się z internatem protestanckim, gdzie studentki mają wielkie wygody. Teraz spróbujemy im dorównać, a myślę, że to nie będzie trudne, gdyż rzeczywiście dom jest doskonale położony (...), urządzenie prawie nowe, ładne, bo właściciel b. hotelu (...) zaprowadził elektryczność, centralne ogrzewanie, windę, wodę bieżącą - gorącą i zimną - w każdym pokoju... Będzie tam dobrze naszym studentkom, i to za tanie pieniądze... Pensjonat dla naszych polskich panien - niestudentek [uczestniczek kursów nauczycielskich zorganizowanych z inicjatywy Matki - uwaga K.O.] - też przeniesie się do nowego domu. Urządzimy tam dla nich osobne piętro. Będziemy miały w domu Francuzkę i Angielkę, bo zorganizujemy kursy języków obcych, urządzimy bibliotekę i po troszku zapełnimy książkami wszelkiego rodzaju (...). Będą i tygodniowe wycieczki naukowe - zwiedzanie zabytków sztuki. A co najważniejsze, postaramy się szerzyć w tej instytucji nabożeństwo do Matki Boskiej i tego ducha wesołości i szczęścia, który jest najlepszym podłożem prawdziwej, dobrze zrozumianej pobożności"58.

Celowo przytaczam tu, jak i w innych fragmentach tego opracowania, dłuższe wypowiedzi Matki, bowiem one najlepiej ilustrują jej bardzo konkretne, nowoczesne myślenie pedagogiczne, odwagę, szerokie horyzonty myślowe i rozmach w tworzeniu instytucji, które by mogły służyć realizacji zasadniczych celów. Służebność tych instytucji wyrażać się miała m.in. w tworzeniu sprzyjającej człowiekowi atmosfery. Siostra Józefa Ledóchowska w swojej pracy o Matce, we fragmencie poświęconym powstaniu internatu w Rzymie, napisała: "Nie tylko Matka, ale i cały zespół sióstr czynił starania, by wytworzyć w domu atmosferę rodzinną, by wszystkim w nim było dobrze. Organizowano też wspólnie różne rozrywki: przedstawienia amatorskie, zabawy taneczne, wycieczki, zapraszano od czasu do czasu artystów na koncerty czy inne występy artystyczne"59.

Nie tylko kształcąca się młodzież wymagała, zdaniem Matki, odpowiednich warunków fizycznych i psychicznych. Już w pierwszej założonej przez Matkę szkole, w Merentähti, widzimy efekty podobnego myślenia. Jedna z wychowanek wspomina: "Co roku jesienią widzimy zmiany... Oto na miejscu werandy, łączącej dwa domy, stanęły: ogromna sala jadalna, sypialnie, na dole zaś infirmeria... W roku następnym przybyły nowe, jasne klasy, na dole osobne pokoje gościnne dla rodziców często odwiedzających uczennice..." Przerwijmy na chwilę tę relację, żeby podkreślić trafność, z jaką Matka oceniała rolę stanu psychicznego wychowanek, m.in. naturalną ich potrzebę kontaktu z rodzicami, oraz umiejętność rozwiązania tego problemu. Dalej ta sama wychowanka wspomina: "Było się wtedy zwolnioną z lekcji i mieszkało z rodzicami w zupełnie osobnym domku, który jednak wnet okazał się za mały, bo każdy, kto raz zawitał do Merentähti, przyjeżdżał wkrótce znowu"60. Matka, rozumiejąc, jak ważna jest rodzinna atmosfera i domowe bezpieczeństwo również dla tych, którzy dopiero przygotowują się do wejścia w samodzielne życie, stara się młodym dziewczętom, m.in. wychowankom domu dziecka w Otorowie, kształcącym się zawodowo lub już pracującym, zapewnić odpowiednie warunki życia. Z tą myślą przejmuje, a właściwie organizuje na nowo, w 1922 roku Zakład Św. Jadwigi w Poznaniu.

Podstawą właściwej atmosfery wychowawczej jest jednak przede wszystkim bliski, serdeczny kontakt wychowawczyń z wychowankami, wymagający znajomości ich indywidualnych cech i potrzeb, cierpliwości i wyrozumiałości, otwartości na każdą wychodzącą od wychowanków inicjatywę kontaktu. Przywołajmy tu znów wspomnienia świadków działań Matki: "Z pracy w pensjonacie mam przed oczyma taki miły obrazek: w czasie rekreacji siedzą na ziemi młodsze dzieci i rozkosznie się bawią, a matka Urszula - nie gdzieś z boku, ale wśród nich na niskim stołeczku. Bawi się jak one. Jest rozpromieniona, śmieje się wesoło (...). Była naprawdę dla dzieci kochającą matką, umiała zniżyć się do ich poziomu umysłowego - tak dobrze rozumiała dusze dziecięce. W pensjonacie dla starszych dziewcząt... uczennice kochały ją i ceniły prawdziwie głęboko, bo też (...) była im słońcem przez uśmiech i radość, jakie wokół rozsiewała"61. "Każda z nas miała możność zwrócenia się ze wszystkim o radę i pomoc. Sprawy nie były zbywane ani lekceważone, co więcej - wiedziałyśmy, że Matka, choć starsza wiekiem od naszych wychowawczyń, często znacznie lepiej od nich nas rozumie"62. Jeśli uświadomimy sobie, że relacja ta opisuje stosunki między Matką a małymi przecież dziewczynkami, uczennicami szkoły w Merentähti, tym wyraźniejszy staje się obraz jej postępowania, zasad wychowawczych, jakimi się kierowała. Matka, tak wiele starań wkładająca w tworzenie możliwie najlepszych warunków bytowych wychowankom wszystkich placówek, do wychowawczyń zgromadzonych na kursie w Poznaniu w 1926 roku powie zdecydowanie: "Atmosfera jasnego szczęścia - oto czego duszy dziecięcej potrzeba. W niej żyje i rozwija się dla Boga... Zwiedzając zakłady zamknięte, można znaleźć domy wspaniałe, urządzone ze zbytkiem - a dzieci tam jakieś ponure, przygnębione. Można spotkać inne, biedne, jedzenie skromne, urządzenie nędzne, choć czyste - a dzieci rozpromienione, kochają swój biedny domek, swe siostry i są szczęśliwe"63.

Niezależna od doraźnych efektów ufność i wiara w sens pracy wychowawczej, o której ostatecznych efektach decyduje Bóg. Matka, odpisując na list jednej z sióstr, pisze: "Nie zniechęcaj się, że teraz dziewczynki bardzo trudne do prowadzenia, bo takie płytkie, bez ideałów. O tym wiem. Trzeba zrobić, co można - dobrocią, łagodnością [podkreśl. Matki]. A co się teraz pozornie nie zrobiło, to może kiedyś z małego, przez długie lata niewidzialnego ziarenka wyrośnie, choćby na łożu śmierci. Więc odważnie, mężnie, Dziecino moja. Nie trap się, zawsze wesoło naprzód i zawsze ufnie. Ty nic nie zrobisz, ale Bóg wszystko zrobi"64. W książeczce będącej wyborem fragmentów różnych wypowiedzi matki Urszuli, zatytułowanej "Myśli", znajdujemy takie zdanie: "Może nie będzie nam dane przekonać się, ile nasz dobry przykład zdziałał - jest on jak ten kamień wrzucony w wodę, co coraz większe kręgi na powierzchni wody zatacza, choć sam już leży na dnie"65. "Przed Panem Bogiem odpowiadamy tylko za pracę i jej intencje, a nie za owoce, których obfitość jedynie od Pana zależy"66.

Ta ostatnia zasada, w połączeniu z zasadą stawiania wychowankom, a przede wszystkim sobie, bardzo wysokich wymagań, leży u podstaw zadziwiającej niejednokrotnie odwagi Matki w podejmowaniu prac wychowawczych w sytuacjach bardzo trudnych, wydawałoby się - beznadziejnych. W tym miejscu nasuwa się charakterystyczne stwierdzenie Matki: "To nie sztuka trudnych dzieci się pozbyć, ale trudne do poprawy doprowadzić - oto zadanie wychowawców"67. Listy Matki pokazują, że nie była w swym podejściu do wychowanków ani naiwna, ani też ideowo czy programowo "ślepa" na ich wady. Wielokrotnie w listach do rodzeństwa - Marii Teresy i Włodzimierza, z którymi dzieliła się codziennymi problemami i wątpliwościami - spotykamy się ze stwierdzeniami, szczególnie odnoszącymi się do początkowego okresu pracy w nowym środowisku: "dzieci są okropne", "nasze dzieci - okropne", itp. Ze stwierdzeń tych nie wynika jednak niechęć, rezygnacja czy zniecierpliwienie. Są rzeczową oceną sytuacji, którą trzeba wytrwale zmieniać, otaczając dzieci miłością i stawiając im konsekwentne wymagania.

Troska o poziom pedagogów, ich nastawienie, kwalifikacje i wartości, jakie sobą reprezentują. We wspomnieniach jednej z petersburskich wychowanek Matki czytamy: "Matka Urszula stawiała wychowawczyniom wielkie wymagania: miały prowadzić życie świątobliwe, mogące służyć za przykład wychowankom, między innymi odznaczać się cierpliwością, wyrozumiałością, miały traktować dzieci z szacunkiem, jako osoby stworzone na podobieństwo Boga"68. Jeden z księży biskupów, mający możliwość obserwowania pracy Matki w Petersburgu, pisze: "Ogromny był jej wpływ na nauczycielki. Matka tchnęła im ducha życiodajnego, wskazując i dając poczuć wartość ideału wychowawczyni. Czyniła to w sposób ujmujący i nie poddający się ani zarzutom, ani podejrzeniom. Nie zmuszała nikogo do pójścia w górę ku doskonałości, nie potępiała tych, które zadowalały się spełnieniem obowiązku"69.

Szczególnie wiara wychowawczyń jest przedmiotem usilnych zabiegów Matki, wynikających z ogólnych jej założeń i celów. W niezwykle trudnej środowiskowo Łodzi Matka otwiera internat dla katechetek, a następnie organizuje Kongregację Mariańską Katechetek i Nauczycielek. W liście do swej siostry Marii Teresy (z 1921 roku) pisze: "Muszę znowu pojechać do Łodzi, aby tam otworzyć internat dla katechetek (...), młode dziewczęta, często obojętne dla Boga. To straszne! Jak lud może wierzyć, skoro katechetki są niewierzące"70.

Współpracownicami i uczennicami Matki w dziełach wychowawczych są najczęściej siostry z założonego przez nią Zgromadzenia. Jako warunek powodzenia wszystkich działań Matka jednoznacznie stawia im ciągłe osobiste dążenie do świętości. Pisze: "Prowadź swoją pracę wewnętrzną tak, jak wymagasz od innych, szczególnie pod względem dobroci, uprzejmości, gorliwości"71. "Im więcej mamy pracy apostolskiej, tym więcej musimy walczyć o miłość. Nie pozwalajmy sobie na obojętność. O miłość walczyć trzeba, ona sama nigdy nie przyjdzie. Walcz o miłość, nie spoczywaj, pokaż Jezusowi, że ci chodzi o miłość"72. "Na pierwszym planie szukać Królestwa Bożego - bo naszą aureolą jest świętość, a nie aureola działaczki społecznej. To nie znaczy, że mamy zaniedbywać prace zewnętrzne, ale podejmować je w miarę możliwości, bo przede wszystkim musi nam leżeć na sercu nasza własna świętość i świętość osób nam powierzonych"73. "Jakbym chciała rozbudzić w was ten święty zapał, który codziennie porywa do świętości! Gdzie zapał, tam jest chęć do pracy - wszystko jedno, jaka ona będzie, jest szczęście, a ono potrzebne, bo inaczej nic nie zrobicie dla dusz"74.

Apele i słowa zachęty kierowane do sióstr podbudowane są głębokimi przemyśleniami Matki. Ich podsumowanie znajdujemy w jednym z listów do jej brata Włodzimierza: "Im więcej pracy, tym bardziej czujemy, że wszystko zależy od naszej pracy wewnętrznej - im więcej będzie pracy wewnętrznej, tym bardziej i Pan Bóg pobłogosławi"75.

Spośród osób duchownych nie tylko siostry współpracowały z Matką i nie tylko o ich świadomość pedagogiczną Matka zabiegała. Często współpracownikami Matki w różnych sytuacjach wychowawczych byli księża. Również im Matka nie waha się stawiać określonych wymagań, starając się wyjaśnić swoje założenia i oczekiwania. Znacząca jest tu relacja spowiednika uczennic w Petersburgu: "Kiedy przyjechałem do Świętej Katarzyny dla słuchania spowiedzi uczennic, panna Maculewicz powiedziała mi, że nowa kierowniczka pensji [mowa o matce Urszuli - K.O.] chce widzieć się ze mną. Chętnie zgodziłem się na to (...). Przy pierwszym spojrzeniu można było dostrzec, że jest to osoba energiczna, rzutka, bardzo inteligentna i na wskroś przesiąknięta żywą wiarą. Ona kierowała pierwszą naszą rozmową, wysuwając psychologiczno-wychowawcze zagadnienia, w których zapatrywania spowiednika mogą mieć pożyteczny albo szkodliwy wpływ na penitentki. W końcu rozmowy miałem wrażenie, że nasze poglądy nie różniły się"76. Kiedy w Merentähti okazuje się, że przysłany z Petersburga młody ksiądz odcina się od ogólnego kierunku wychowawczego szkoły, nie jest nim zainteresowany, bez specjalnego uzasadnienia chce ograniczyć wychowawczy wpływ Matki, ta jedzie do arcybiskupa, aby prosić o zrozumienie i zmianę księdza. Trudna ta misja kończy się powodzeniem.

Matka przywiązywała wielkie znaczenie do odpowiedniego, w miarę możliwości starannego przygotowania pedagogów do pracy. Planując podjęcie bardzo trudnych działań wychowawczych w Polsce, zapewnia sobie już wcześniej kadrę wykształconą na najwyższym ówcześnie, europejskim poziomie zawodowym w tym zakresie. W lipcu 1918 roku pisze z radością do swego brata: "Jedna z moich skończyła właśnie z patentem szkołę gospodarczą w Uppsali - jedną z pierwszych takich szkół w Europie. Jedna pracuje na patent w slöjdszkole w Nääs [szkoła rękodzielnictwa dla nauczycielek pod Göteborgiem - K.O.], tak że wrócimy do kraju z różnymi patentami - gotowe do pracy"77.

Matka wykorzystuje również swoje znajomości z Marią Montessori (wspomnianą już wcześniej) i wysyła do niej na praktykę swoje kandydatki i postulantki. Po powrocie do Polski Matka krytycznie oceniła funkcjonujące w tym czasie ochronki dla dzieci. Siostry w bardzo trudnych warunkach zakładają więc swoje ochronki, m.in. ochronkę w Czarnym Borze, a po kilku latach, gdy była to już placówka wzorcowa, w oparciu o nią - trzyletnią Szkołę dla Kierowniczek Internatów i Zakładów Zamkniętych. Jak nowa dla polskiej świadomości społecznej i praktyki oświatowej była ta inicjatywa, świadczy wypowiedź dziennikarki uczestniczącej w otwarciu tej placówki: "Błędem jest jeszcze u nas przekonanie, że każdy może być kierowniczką podobnych zakładów. Zapominamy zupełnie o tym, że w nich kształcą się nie tylko ręce i głowa, ale głównie dusza i serce setek tysięcy dziewcząt. Poniosą one w życie te zasady i hasła, którym służyły będąc w internatach i ochronkach. Ideały kierowniczek znajdą wyznawczynie w setkach dusz młodych, a wrażliwych. To droga pracy u podstaw, pracy nad szerokimi warstwami, pracy dla naszego narodu, by go dźwignąć, uszczęśliwić. I nie można dosyć zachęcać naszych panien do wstępowania do powyższego zakładu. Wiadomości tam zdobyte przydadzą się nie tylko przyszłej kierowniczce internatu, ale i każdej przyszłej pani domu... rozszerzą jej duszę i wraz z zasobem wiedzy praktycznej przygotują ją i nauczą pracy społecznej"78.

Wspomniano tu już o kursie zorganizowanym dla polskich nauczycielek w Rzymie. Również Szkoła Gospodarcza w Pniewach, wzorowana na najlepszym w tej dziedzinie szkolnictwie skandynawskim, przekształca się po sześciu latach, w 1926 roku, w 3-letnie Seminarium Nauczycielek Gospodarstwa, przygotowujące instruktorki dla różnych kursów gospodarczych w Polsce, równocześnie matki i panie wielu polskich domów. Matka Urszula osobiście odwiedziła kilka europejskich szkół gospodarczych, by mieć pewność, że założona przez nią szkoła odpowiada w pełni najnowszym standardom tego typu szkolnictwa. Bardzo charakterystyczna dla myślenia Matki jest decyzja kształcenia przyszłej dyrektorki szkoły pniewskiej (siostry Urszuli Puczyłowskiej) w cieszącej się bardzo dobrą opinią Wolnej Wszechnicy, a następnie polecenie jej i oddanie pod opiekę pedagogiczną prekursorce polskiej pedagogiki społecznej - prof. Helenie Radlińskiej.

Przez całe życie Matka z zapałem bierze udział w różnych dostępnych jej formach kształcenia pedagogów jako inicjatorka, organizatorka lub przynajmniej osoba wspierająca swymi wykładami i autorytetem pozytywne działania w tym zakresie. Bierze np. aktywny udział w pracach Katolickiego Towarzystwa Pedagogicznego w Petersburgu, o czym wspomniano wcześniej. Wiele lat później w Polsce zostaje aktywną członkinią zarządu Stowarzyszenia Wychowawców Zakładów Zamkniętych. Bardzo już ograniczona czasowo wieloma różnymi obowiązkami, prowadzi w pniewskiej szkole zajęcia z pedagogiki, etyki i apologetyki, a także z historii sztuki.

Troska o poziom pedagogów łączy się u Matki z docenianiem tegoż poziomu, bardzo świadomym czerpaniem z ich talentów i umiejętności, przejawiającym się m.in. w angażowaniu do najtrudniejszych zadań wychowawczych najlepszych wychowawczyń, najbardziej sprawdzonych współpracownic. Charakterystyczną cechą Zgromadzenia jest zapoczątkowana przez Matkę dbałość o kształcenie sióstr, o wykorzystywanie ich kwalifikacji i zdolności, szczególnie wychowawczych.

Bieżące aktualizowanie szczegółowych zadań wychowawczych i dostosowanie ich do konkretnych potrzeb i sytuacji, w określonym miejscu i czasie, co oznacza równocześnie aktualizowanie form organizacyjnych, tworzenie instytucji i placówek najlepiej odpowiadających danym potrzebom społeczno-wychowawczym. Niektóre z tych potrzeb są, niestety, wciąż jeszcze aktualne, a nawet alarmujące. Jakże "na czasie" są spostrzeżenia Matki z roku 1918 z Aalborga (Dania): "podniosłam plan urządzenia im tu rodzaju przytułku popołudniowego, gdy już dzieci szkolne są wolne. Nigdy nie widziałam tak dużo dzieci wałęsających się po ulicy, jak w Aalborgu - a naturalnie, że tam wychowują się na łajdaków i łajdaczki w całym tego słowa znaczeniu"79. Matka otwiera więc (czasem nawet buduje) ochronki, przytułki, domy dziecka i zakłady wychowawcze, szkoły różnego typu i profilu, przedszkola, internaty dla dzieci, młodzieży i studentek, świetlice, organizuje różne kursy, kolonie letnie dla dzieci, inicjuje powstanie różnych placówek oświatowych i kulturalnych (np. biblioteki, czytelnie).

Do szerokiego, masowego prowadzenia pracy wychowawczej i propagowania różnych związanych z nią inicjatyw Matka korzysta ze wszelkich dostępnych w tym czasie środków masowego przekazu - zakłada kilka pism adresowanych do określonych środowisk (do wychowanek i absolwentek szkół, do dzieci należących do Krucjaty Eucharystycznej, do sióstr), pisze artykuły do prasy katolickiej i opowiadania dla dzieci, przemawia przez radio. Świadectwem odwagi w podejmowaniu nowych, niesprawdzonych, ale zdaniem Matki potrzebnych rozwiązań jest podjęcie w 1930 r. inicjatywy francuskich znajomych, którzy zaproponowali zatrudnienie polskich dziewcząt we francuskich fabrykach włókienniczych. Byłaby to wielka pomoc dla tych polskich dziewcząt, które zakończyły swoją edukację na szkole podstawowej i ze względu na wiek nie mogły być formalnie zatrudnione. Nie miały także specjalnych perspektyw pracy w Polsce z powodu trudnej sytuacji ekonomicznej kraju i rosnącego bezrobocia. Dotyczyło to przede wszystkim dziewcząt ze środowisk robotniczych, a także wychowanek prowadzonych przez siostry placówek. Matka nie ograniczyła się jednak do zorganizowania tego wyjazdu. Podjęła decyzję wysłania z młodymi dziewczętami wyjeżdżającymi do Francji sióstr, żeby towarzysząc im w pracy i w internacie, mogły zapewnić im właściwą opiekę, czuwać nad warunkami pracy powierzonych im młodych emigrantek. Świadoma, jakie problemy wychowawcze mogą pojawić się w związku z wyjazdem niepełnoletnich, nieprzygotowanych do zmiany środowiska życiowego dziewcząt, które muszą nie tylko dostosować się do warunków pracy, ale i mądrze gospodarować zarobionymi pieniędzmi i czasem daleko od rodziny, wyjeżdża do Francji, aby przygotować i ustalić wszystko na miejscu przed przyjazdem młodych robotnic i towarzyszących im sióstr. Bardzo wymowna jest notatka, jaką w tej sprawie Matka sporządza dla Urzędu Emigracyjnego w Warszawie: "Byłam trzy dni, wszystko zbadałam, plany domu porobiłam, zaznaczyłam, co trzeba jeszcze odnowić, przerobić, tak że dzieci w Polsce nie miałyby tak dobrze, jak tam"80. Ogromny, zaraźliwy zapał i zaangażowanie, wiara w pomoc Bożą, intuicyjne rozumienie potrzeb, ale i sprawność organizacyjna, połączona z umiejętnością szukania sprzymierzeńców - to wszystko składa się na powodzenie wszelkich inicjatyw Matki. Potem jeździ jeszcze do Francji skontrolować sytuację, pomóc siostrom rozwiązywać bieżące problemy wychowawcze i życiowe, okazać dziewczętom serdeczną troskę i zainteresowanie.

Ta szerokość widzenia problemów społeczno-wychowawczych zbliża Matkę do nowocześnie rozumianej pedagogiki społecznej, choć ta swym zakresem nie dorównuje rozmachowi programu proponowanego przez Matkę. Pedagogika społeczna, podejmując problematykę oddziaływania wychowawczego poprzez środowisko, z uwzględnieniem i wykorzystaniem, a nawet prowokowaniem jego wpływów, skoncentrowała się głównie na pracy z dorosłymi. Matka dąży do świadomego budowania środowiska wychowawczego dziecka od najmłodszych lat, we wszystkich instytucjach, jakim ono podlega i w jakich może się znaleźć w związku ze swoim rozwojem. Dowodem pełnego zrozumienia i uznania wkładu Matki w tę dziedzinę życia społecznego był przyznany jej w roku 1927 Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski za zasługi na polu pracy społeczno-wychowawczej.

Ona sama, w toku pracy, coraz precyzyjniej formułuje istotę omawianej zasady. Na początku drogi do stworzenia nowego Zgromadzenia, pisząc do swej siostry Marii Teresy, mówi: "Wcale mi nie łatwo przedstawić mój nowy projekt. Pragnęłabym zrzeszyć wszystkich, którzy szukają pracy dla Boga, pracy wychowawczej - a jest ich wielu - by stworzyć coś w rodzaju "lekkiej kawalerii", którą można by przerzucać, gdzie potrzeba dobrych wychowawczyń. Zakony nauczające pracują jedynie w obrębie własnych zakładów i mimo całej dobrej woli brak im nieraz znajomości problemów świata współczesnego, niezbędnej do przygotowania młodzieży do życia. Chodzi tu o ludzi znających świat, gotowych do pójścia wszędzie, gdzie zajdzie potrzeba. (...) Uważam, że powyższy projekt byłby bardzo stosowny na nasze czasy"81. Prawie 20 lat później, na Międzynarodowym Kongresie nowo powstałych Zgromadzeń Zakonnych, z ust Matki padną ważne słowa: "my, zgromadzenia nowo powstałe lub nowo przekształcone i przeznaczone do pracy we współczesnym świecie, nie jesteśmy bynajmniej nowoczesne, najwyżej strój nasz nie jest całkowicie staromodny, choć też nie całkiem nowoczesny! A nasza praca, nasza misja trwa od tysiąca lat. Drogę wskazuje nam Dobry Pasterz, idący za swymi owieczkami. I my musimy czynić podobnie. (...) Różnica między wczoraj a dziś polega na tym, że wczoraj owce przebywały tylko na łąkach i nie potrzeba było daleko ich szukać, natomiast dziś - staczają się w przepaść, wdrapują się na najwyższe skały. Musimy więc opuścić spokojne łąki, iść za nimi tu i tam, bo tego chce Dobry Pasterz. Tak było wczoraj, tak jest i dzisiaj i tak będzie zawsze, aż do skończenia świata!"82.

Ten bardzo piękny tekst - manifest matki Urszuli Ledóchowskiej i założonego przez nią Zgromadzenia - uzupełnijmy fragmentem listu Matki do brata, Włodzimierza, fragmentem, który ukazuje, w jaki sposób na co dzień Matka traktowała swoje działanie, jak zwyczajnie potrafiła o tym mówić: "... wpakuję się w wielkie dzieło - ale zdaje się, że Bóg tak chce"83.

4. Metody i techniki wychowania

Rekonstruowanie tego fragmentu systemu wychowawczego matki Urszuli Ledóchowskiej jest zabiegiem szczególnie utrudnionym. Matka pozostawiła wiele - rozsianych w różnych tekstach, formułowanych jednoznacznie lub wtrącanych mimochodem - szczegółowych wskazań dotyczących sposobów działania wychowawczego. Wiele informacji na ten temat zawartych jest również w relacjach i wspomnieniach świadków, a pośrednio - np. w formie i "klimacie" wystąpień Matki. Opracowanie tego fragmentu jest więc próbą uporządkowania różnych dostępnych danych, spostrzeżeń, wrażeń, ale z konieczności również wyobrażeń i intuicji.

Zanim przejdziemy do bardziej systematycznej ich analizy, przywołajmy przed oczy powtarzający się we wszystkich relacjach obraz Matki - zawsze uśmiechniętej, otoczonej ludźmi, słuchającej z uwagą podkreślaną serdecznym, skupionym spojrzeniem lub przemawiającej z ogniem rozpalającym słuchaczy, akompaniującej w kaplicy śpiewom...

W teoretycznych tekstach pedagogicznych wyróżnia się dziś najczęściej cztery grupy metod wychowania, nawiązujących do głównych wymienianych przez psychologię mechanizmów uczenia się. Są to: metoda przykładu (modelowania), nawiązująca do mechanizmów imitacji i identyfikacji, metoda nagród i kar, wzmacniająca jedne, a hamująca inne zachowania, tym samym ćwicząca zachowania pozytywne, metoda oddziaływań słownych, opartych na traktowaniu słowa jako bodźca, i wreszcie - metoda oddziaływania sytuacyjnego, obejmującego rozwiązywanie zadań, wymagających różnego typu pożądanej aktywności działaniowej. Ze względu na dominujący w danej metodzie rodzaj wpływu mówi się o metodach wpływu osobistego (pedagoga), wpływu sytuacyjnego i społecznego. Skuteczność każdej z metod uwarunkowana jest wieloma czynnikami. Najczęściej podkreśla się: autorytet stosującego je pedagoga, nastawienie wychowanków, atrakcyjność nagród, dotkliwość kar, konsekwencję ich stosowania, zdolności sugestywne i wiarygodność wychowawcy sięgającego po metody słowne, atrakcyjność, ale i adekwatność tworzonych sytuacji wychowawczych do możliwości i potrzeb wychowanków, wreszcie czas i konsekwencja stosowania danej metody.

Matka Urszula na pierwszym miejscu stawiała metodę przykładu. Mówi o jej znaczeniu wiele razy. Szczególnie wyraźne jest to w wypowiedziach dotyczących uczenia wiary. Ewangelizować trzeba sobą, swoją świętością - według słów Matki: "Przykład nieraz więcej zdziała niż najwznioślejsze kazania"84. "Za świętością matki podążą dzieci"85. "Apostołuje nie tylko ta siostra, która pięknie naucza, ale każda - modlitwą, cierpieniem, a przede wszystkim dobrym przykładem"86.

Matka sama była takim właśnie przykładem. We wspomnieniach jednej z zakonnic czytamy: "Widziałyśmy w niej wzór pracy obowiązkowej i przykład pociągającej pobożności. W czasie modlitwy jej skupiona postawa mówiła o bliskim zjednoczeniu z Bogiem i o tym, że modlitwa to akt bardzo ważny, to rzeczywista rozmowa ze swym Stwórcą. Ta miłość Boga nie była uczuciowa. W praktyce objawiała się wielką cierpliwością, zadowoleniem ze wszystkiego, umartwieniem, a przede wszystkim ciągłą gotowością do służenia innym z przekreśleniem osobistych planów"87.

Tu należy wspomnieć jeszcze raz o tak zasadniczym rysie charyzmatu Matki, jak pogoda ducha, radość, uśmiech, "Boże wesele", stanowiące istotny element oddziaływania przykładem. Pytanie, jakie Matka stawia kandydatkom do Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego (które będzie budować i kontynuować jej dzieło wychowawcze): "czy jesteś wesoła?" - można i należy w duchu tego systemu wychowawczego stawiać każdemu kandydatowi na pedagoga. Matka jest przekonana, że: "twarz pogodna, uśmiechnięta jest prawdziwym apostołem, czasem bardziej skutecznym niż ogniste kazania, bo mówi o duszy szczęśliwej w Bogu"88. "Im więcej daję innym wesela, radości - ale tej świętej, Bożej radości - tym łatwiej mi będzie trafić do ich przekonania, łatwiej wywierać na nich wpływ. (...) Czasem więcej dobrego może zrobić jeden serdeczny uśmiech, dobre, życzliwe słowo, aniżeli bogaty dar pochmurnego dawcy. (...) Pogoda duszy pociąga do Boga, do cnoty, tak jak smutek, zły humor, ponure usposobienie od pobożności odstręcza"89. "Trzeba umieć pokazać ludziom, że pobożność nie czyni nas mrukami. (...) Gorliwość bez miłości i dobroci nie pociąga do Boga, ale od Niego, od religii, od pobożności odstręcza"90.


Radość pedagoga ma się objawiać nie tylko jego własną pogodą ducha, ale stwarzaniem wychowankom atmosfery radości. Ten dosyć ogólny postulat nabiera treści i kolorytu, kiedy przywołamy konkretne sytuacje z działalności matki Urszuli, takie jak zorganizowanie w szkole w Merentähti "prima aprilisu". Oddajmy głos Matce: "Muszę tu opowiedzieć o zabawnym wydarzeniu w cichym życiu naszym. Nadszedł 1 kwietnia. Obmyśliłam figiel. Od dawna już groziła nam wizyta inspektora szkolnego. Nie bardzo to dla nas było przyjemne. Powiedziałam siostrze Anieli, by ubrała się w futro, czapkę i wsiadłszy w bryczkę zajechała przed zakład. (...) Siostra Prądzyńska była we wszystko wtajemniczona. O godzinie drugiej zajeżdża bryczka. Dzieci przez okno widzą pana, konie obce - to na pewno inspektor. Ja przyjmuję tego pana. Siostra Prądzyńska pędzi na górę: "Inspektor!" Wołam s. A., jedyną, która dobrze mówi po rosyjsku. Ta wystraszona poprawia swój strój, żegna się, wchodzi do rozmównicy. Przedstawiam ją. Patrzy zdziwiona i wybucha śmiechem: "Siostra Aniela!" "Cicho, zachowajmy powagę, pójdziemy do dzieci..." - mówię. Tam na górze straszny rejwach. Dzieci chowają polskie książki i zeszyty. Józia Pruszanowska głośno nawołuje: "Niszcz, pal, rwij!" Nauczycielki z wypiekami na twarzy, drżące, zapędzają dzieci do klas. Wchodzę z inspektorem, wszyscy wstają - dzieci patrzą, nie wiedzą, co myśleć. Wreszcie wybucha ogólny śmiech. Prima aprilis doskonale się udał! O lekcjach mowy nie było. Wesoło dzień ten przeszedł"91.

Ten dłuższy nieco cytat każdemu pedagogowi daje wiele do myślenia na temat metod Matki. Niezależnie od barwnego, dowcipnego opisu zwracają uwagę drobne, ale istotne szczegóły. Matka tworzy sytuację zabawy dla wszystkich; zabawa wynika z zaskoczenia i dzieci, i nauczycieli. Zdaniem Matki, przebranie jednej z sióstr najwidoczniej w niczym nie zagraża jej autorytetowi, podobnie fakt, że nauczycielki dadzą się "nabrać" na równi z dziećmi, nie będzie "antywychowawczy". Jedyną przewidzianą reakcją jest, po zaskoczeniu, wspólny śmiech. Wreszcie, nie szkoda dnia szkolnego wraz z całą jego dyscypliną i ustalonym porządkiem, jeśli w sposób naturalny powstała inna sytuacja, która zburzyła cały plan, szczególnie że przyniosła ogólną radość. Matka ukazuje się tu jako mistrzyni wychowawczego oddziaływania sytuacyjnego, co potwierdza również wiele innych zapisów. We wszystkich tych sytuacjach Matka nie kreuje ani nie reżyseruje ich jedynie z zewnątrz, z bezpiecznego dystansu, ale znajduje się zawsze "w środku" wydarzeń, swoją postawą i zapałem porywając innych do aktywnego udziału w stworzonej sytuacji.

Odwiedzając powstające placówki, Matka często podkreśla w swych relacjach, że warunki ciężkie, ale idzie dobrze, "bo wesoło", "ze śmiechem". Wiele placówek przejmowanych przez Matkę na prośbę różnych środowisk zaczyna się od stwierdzenia wielkich zaniedbań materialnych i wychowawczych, i uwag: "dzieci smutne".


Matka, przywiązując wielką wagę do działania przykładem, często zachęca i sama odwołuje się do przykładów świętych, szczególnie polskich, którzy mogą być osobowymi wzorami dla polskiej młodzieży: święty Stanisław Kostka i święta królowa Jadwiga. Również postacie innych świętych bardzo często pojawiają się w wypowiedziach i tekstach Matki.

Można powiedzieć, że Matka posługuje się głównie technikami wpływu osobistego, łącząc metodę przykładu z metodą działania słownego i sytuacyjnego. Przytoczmy fragmenty wspomnień wychowanek pniewskich: "Ilekroć Matka przybywała do "Olafa" [Zakładu Św. Olafa, założonego w Pniewach przez matkę Urszulę Ledóchowską - K.O.], zawsze udzielała się nam, uczennicom. Otaczałyśmy ją kołem, a ona opowiadała nam, gdzie była, co widziała. Cechowała te gawędy wszechstronność poruszanych tematów. Myśmy natomiast dzieliły się z nią naszymi radościami i troskami"92. "Był to okres ciągłych podróży Matki. W czasie pobytu w Pniewach przychodziła do szkoły. Uderzająca była serdeczność, z jaką odnosiła się do każdej z wychowanek - a przecież nie znała nas bliżej. Pytała o rodziców, o rodzeństwo, patrzyła nam prosto w oczy, jakby z nich wszystko chciała wyczytać."93 Trudno interpretować nieskrywaną serdeczność jako technikę działania czy wpływu. Dla mistrzów wychowania cechy osobowości, umiejętnie wzmacniane, zawsze w jakimś sensie stają się instrumentem działania, choć jest to szczególnie trudne, jeśli ma być odbierane w całej swej autentyczności przez wychowanków długo nieufnych wobec wyrazistej pozytywności. Zanim Matka "roztopiła lody" "nieufności i niechęci, z jaką przyjęło ją środowisko gimnazjum w Petersburgu, posądzono ją - jak pisze jedna z wychowanek - o fałsz, bo przecież nie można do każdego podchodzić z jednakową serdecznością"94.

Dziś psychologia podsunęłaby wiele nazw (poczynając od empatii i życzliwości interpersonalnej, kończąc na miłości w sensie psychologicznym) dla określenia zdolności rozumienia każdego człowieka i nawiązywania z nim bliskich więzi. Zdolność tę Matka posiadała w stopniu doskonałym, ale - jak często podkreślała - można ją rozwinąć, świadomie w sobie wykształcić na gruncie prawdziwej wiary, prowadzącej do prawdziwej miłości drugiego człowieka. Tego wszystkiego Matka stara się uczyć siostry i współpracowniczki w licznych dziełach wychowania. Zwraca ich uwagę przede wszystkim na niezbędną w każdym działaniu z ludźmi - dobroć! Pisze o niej w wielu miejscach. Wczytajmy się uważnie w jej słowa na ten temat, jest to bowiem jeden z najbardziej charakterystycznych rysów wychowawczych postawy Matki: "Dobroć to ogromna siła apostolska i wychowawcza. Dobroć przerabia dusze, czyni dobrymi tych, z którymi obcujemy. Złymi są często ci, którzy jeszcze dobroci w życiu nie zaznali. (...) Dobroć ma wypływać z miłości, która jest w nas oddźwiękiem Bożej miłości, danej nam w "nowym" przykazaniu. Kto kocha Boga, to i bliźniego. (...) Im kto świętszy, tym więcej ma dobroci, a im kto więcej ma dobroci, tym świętszy! (...) Z dobrocią jest jak z wiarą: jeżeli jedną prawdę odrzucamy, to cała nasza wiara jest do niczego; jeżeli nasza dobroć nie uwzględnia wszystkich istot, to jest ona nic niewarta"95. Dobroć należy jednak rozumieć nie abstrakcyjnie, lecz szeroko, konkretnie: "Trzeba być dobrą, ale rozumnie dobrą. Dobroć rozumna potrafi znaleźć słowo poważne - nie twarde, lodowate, lecz karcące słusznie zło"96. "Właśnie przez taką dobroć, która pamięta nie tylko o duszy, ale i o potrzebach ciała, pociągamy serca do Boga. (...) Dobre serce umie wyczuwać potrzeby drugiego serca, które pragnie dobrego słowa w chwilach ciemności, ale nie wie, jak się do tego zabrać. (...) Dobroć umie serdecznie dziękować nawet za najmniejszą rzecz i dobroć umie przyjmować usługi - choć niepotrzebne - serdecznie i z podziękowaniem"97. "Bądźmy dobre, do dobroci trzeba się przyzwyczajać, wprawiać się w nią. Na wzór Boskiego Mistrza bądźmy dobre i dla dobrych, i dla złych, wielkich i małych, dla dzieci i dorosłych, dla sióstr naszych i obcych. Bądźmy dobre dla zwierząt, kwiatów, dla wszystkich stworzeń, bo każde z nich Bóg stworzył w swej dobroci"98. Jakże często Matka zwraca się do swych sióstr z serdecznym apelem: "bądźcie mi dobre!"

Ze względu na ogromny autorytet i powszechną miłość, jaką była obdarzana, Matka mogła sobie pozwolić na działania słowne typu perswazyjnego, tak w bezpośrednich kontaktach, jak i w tekstach pisanych. Dowodem skuteczności tych działań było namówienie wielu dziewcząt do podjęcia roli świeckich pomocnic sióstr w roli tzw. Sióstr Błękitnego Krzyża i do prowadzenia, przynajmniej przez pewien okres czasu, placówek opiekuńczo-wychowawczych. Fragmenty artykułów apelujących o pomoc przytoczono już w części omawiającej miejsce wychowania społecznego w systemie wychowania Matki. W tym miejscu zacytujmy jeszcze jeden charakterystyczny tekst - apel: "Ratujmy! To okrzyk wyrywający się z serca, gdy się widzi, jak źle w naszym kraju się dzieje. (...) Z wszystkich stron otrzymujemy listy błagalne, prośby, byśmy objęły placówki na kresach (...). Dzieci moje, (...) pytam się, czy nie mogłybyście dwóch, trzech lat waszej młodości poświęcić Bogu i Ojczyźnie? (...) Nie wystarczy tylko modlić się: "Przyjdź Królestwo Twoje!", trzeba pracować, by to Królestwo Boże przyszło. A więc do pracy, olafitki moje kochane! Ratujmy!"99.

Gdyby szukać techniki działania, po którą Matka sięga szczególnie często, trzeba by powiedzieć o rozmowie w małym gronie lub osobistej, w "cztery oczy". Rozmowy te nigdy nie były wymuszane. Zawsze ze strony Matki cechuje je delikatność, zrozumienie i dyskrecja, akceptacja, życzliwość i chęć pomocy. Rozmówcy Matki nigdy nie odnosili wrażenia, że "zabierają" jej czas, że jest zniecierpliwiona przedłużaniem się rozmowy. Bardzo trafna wydaje się uwaga siostry Józefy Ledóchowskiej, wyjaśniająca jeszcze jeden aspekt bliskich kontaktów Matki z ludźmi: Matka miała szczególną zdolność odkrywania w każdym człowieku tkwiącego w nim dobra. Szerokim polem oddziaływania wpływem osobistym były również listy. Matka poświęcała im przez całe swoje tak bardzo pracowite życie wiele czasu i uwagi. Żaden list nie mógł pozostać bez odpowiedzi i w żadnym, nawet najkrótszym, nie mogło zabraknąć serdecznych słów i duchowego wsparcia. Ze względu na prostotę Matki te fragmenty nie "kłóciły się" z bardzo konkretną, codzienną treścią i często pogodnym, nawet żartobliwym tonem. Przykładem może być fragment listu do jednej z krakowskich pensjonarek z początków pracy wychowawczej Matki: "Mam nadzieję, że Netka znów jest swobodna, wesoła - inaczej wielką przykrość zrobiłaby mi swoim smutnym usposobieniem. A co robi rozkład dnia, czy daje się zastosować? Co robią dobre postanowienia? Proszę nie nosić granatowych kapeluszy, inaczej w przyszłym roku będą zniszczone. (...) Bóg z Wami, drogie dzieci. (...) Niech Was Matka Najświętsza ma w swej opiece, bądźcie uprzejme, pobożne, porządne"100.

Metodę nagród i kar w najbardziej rozpowszechnionych jej formach Matka stosowała najrzadziej. Dobroć i zachęta eliminowały działania represyjne. Jeśli można tu mówić o nagrodach i karach, to raczej w sensie psychologicznym, przy ogólnej, zdecydowanej przewadze działań psychologicznie nagradzających (pochwał, różnych form aprobaty, dążenia do satysfakcji wychowanków z ich własnych osiągnięć w pracy nad sobą). Nigdy nagrody nie były środkiem manipulacji zachowaniami wychowanków czy umówioną "zapłatą" za pożądane zachowanie. Dobroć, przemyślana organizacja życia i konsekwentne, cierpliwe, zdecydowane egzekwowanie wynikających z niej obowiązków - to podstawa działań nawet z bardzo trudnymi wychowankami. Matka pisze: "Ganić, ganić i gderać - to strasznie oddziaływa na człowieka"101. "Łajania nie są zachętą do pracy wewnętrznej"102. W "Kronice Zgromadzenia" znajdujemy notatkę Matki dotyczącą sposobu rozwiązywania trudności wychowawczych, które pojawiły się w pracy z dziewczętami polskimi we Francji: "Poszłam do dzieci - zaczynam porządek robić. Burza szalona; dzieci wyburczałam, wypieściłam, przeprosiły, przyrzekły poprawę. Dwie najtrudniejsze zabieram z powrotem do Polski"103.

Lektura listów Matki do sióstr pozwala zauważyć, że nawet upominając czy wyrażając swoje niezadowolenie, Matka nigdy nie potępia, nie zamyka drogi do dalszych serdecznych kontaktów, zawsze zapewnia o gotowości pomocy, wierzy, że adresatka zrozumie błędy i zaakceptuje potrzebę zmiany postępowania. Forma tych listów podkreśla uczucia sympatii i troski, jaką Matka kieruje do swych korespondentek.

We wszystkich tekstach Matki widoczna jest rola, jaką Matka przywiązuje do działania słowem. "Trzeba trzy razy namyślić się, nim się coś powie, bo łatwo jednym nieostrożnym słowem zaszkodzić, a potem bardzo trudno to naprawić. (...) O ile milczenie jest ważną rzeczą, o tyle jeszcze ważniejszą jest umieć liczyć się ze słowami - mówić, kiedy potrzeba, i to, co potrzeba"104.

Matka odwoływała się w swojej pracy również do metod sytuacyjno-działaniowych, posługujących się głównie wpływem sytuacyjnym i społecznym. W najszerszym zakresie wykorzystywała je zachęcając wychowanków do udziału w różnych organizacjach katolickich, dziecięcych i młodzieżowych, zakładających pozytywny, znaczący, wzajemny wpływ młodzieży na siebie. Trzeba tu wymienić związki Matki z działalnością Apostolstwa Modlitwy, Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, a przede wszystkim Sodalicji Mariańskiej i Krucjaty Eucharystycznej. W liście Matki do jej brata Włodzimierza, liście opisującym sytuację w Aalborgu, w Danii, gdzie Matka w okresie pierwszej wojny światowej zgodziła się objąć opieką dzieci polskiej emigracji zarobkowej i sieroty z tego środowiska, czytamy: "Pole do pracy tu ogromne [podkreśl. Matki]. Te biedne polskie dzieci - wyciągnięte przeważnie z błota - cywilizują się. Niektóre strasznie miłe maleństwa. Potem trzeba będzie walczyć ze straszną niemoralnością wśród Polaków. Planuję dom rekolekcyjny, gdzie by 3-dniowe rekolekcje osobno dziewczęta polskie mogły odprawić, założenie Kongregacji Mariańskiej wśród nich, żeby przez nie na innych oddziaływać"105.

Starając się przedłużyć możliwość duchowego oddziaływania na wychowanki, gdy opuszczą już szkołę w Pniewach, Matka zakłada przeznaczone dla nich pismo "Dzwonek Św. Olafa", wokół którego i poprzez które tworzy szerokie środowisko olafitek, zintegrowane świadomością łączących je wspólnych doświadczeń i ideałów, umacniające je w pracy nad sobą i w pokonywaniu trudności dnia codziennego. Wielkim walorem tych form wpływu, podobnie jak we wszystkich organizacjach społecznych, była dobrowolność udziału, świadoma akceptacja wynikających z niego wymagań, poczucie łączenia się z innymi w imię najważniejszych wartości, służenie naprawdę wielkiej sprawie.

Matka często sięga do oddziaływania pojedynczymi, silnymi w wyrazie sytuacjami, budzącymi wrażliwość wychowanków na potrzeby innych. Przykładem niech będzie zorganizowanie w 1933 roku wycieczki uczennic szkoły pniewskiej - w większości młodych poznańskich ziemianek - do Łodzi, objętej kryzysem gospodarczym; wycieczki połączonej ze zwiedzaniem fabryk i rozmowami z dyrekcją oraz robotnikami. Ten wyjazd był, jak można sądzić z relacji uczennic, bardzo skuteczną metodą wychowania społeczno-narodowego. Wcześniej, w roku 1919, podobną sytuacyjną "lekcją wychowawczą" było np. zorganizowanie - pod kierunkiem Matki - przez uczennice Szkoły Gospodarstwa Domowego i Języków oraz dzieci z ochronki w Aalborgu występu dla miejscowego domu starców, a w jego efekcie - doświadczenie radości i wdzięczności odbiorców.

W pewnym sensie działaniem sytuacyjno-społecznym można nazwać również dążenie Matki do tego, aby placówki wychowawcze miały oparcie we wspólnotach sióstr, tworzących mniejsze i większe społeczności o rodzinnej atmosferze, skupione wokół spraw Bożych. Można w nich z góry założyć oddziaływanie przykładem przez poszczególne siostry, ale także oddziaływanie wzorem i atmosferą wzajemnej miłości, dobroci, zrozumienia i zgody. Takie środowisko wychowawcze ma potencjalnie duże szanse wyzwalania pozytywnych reakcji i uczuć, budzenia potrzeby kontaktów i pomocy nawet u wychowanków szczególnie trudnych.

Kończąc analizę metodycznej części omawianego systemu, trzeba podkreślić, że podstawową cechą wszelkich pedagogicznych działań Matki jest ich elastyczność - szybkie, zdecydowane dopasowywanie metod, technik i form wychowawczych do konkretnej sytuacji, unikanie schematyzmu przesłaniającego potrzeby.

5. Główne czynniki warunkujące efekty systemu wychowania

Wśród czynników decydujących o efektach podejmowanych działań wychowawczych Matka szczególną rolę zwraca na wychowawców: formalnych - podejmujących trud wychowania w różnych placówkach, i nieformalnych - rodziców, opiekunów, wszystkich, którzy w społeczeństwie mają ważny wpływ na kształt wychowania. W świetle jej systemu wychowania każdemu wychowawcy, zarówno pełniącemu tę rolę formalnie, jak i w naturalnym środowisku, niezbędna jest możliwie głęboka formacja religijna, wychowawcza i społeczna. Konsekwentnie stara się więc ją organizować i wspierać.

Matka przygotowuje przede wszystkim swoje siostry, od których wymaga najwięcej, bowiem przyjmując charyzmat swego Zgromadzenia, przyjmują cały system wychowawczy w nim zawarty. Oprócz najważniejszej w ich przypadku formacji religijnej, z której wynikają wszystkie życiowe działania, a więc i działania wychowawcze, matka Urszula kształci w nich umiejętności przydatne w nauczaniu i wychowaniu, a także wrażliwość na potrzeby społeczne oraz gotowość odważnego odpowiadania na nie. Poucza je sama, stara się zapewniać formalne kwalifikacje, wysyła do pracy w istniejących już placówkach, pod okiem sióstr doświadczonych i sprawdzonych w różnych typach działań.

Obserwując po powrocie ze Skandynawii sytuację w Polsce po odzyskaniu niepodległości, Matka uruchamia różne formy kształcenia i dokształcania katechetek, kierowniczek internatów i ochronek, nauczycielek gospodarstwa.

Równocześnie stara się tworzyć warunki społeczne poprzez przygotowywanie kobiet do ról decydujących o rozwoju społeczeństwa. Obejmuje swym zainteresowaniem i różnego typu formami kształcenia: dziewczęta (jako przyszłe panie domu i matki), młode, ale już samodzielne absolwentki szkół (zachęcając je do poświęcenia jakiegoś okresu czasu pracy na rzecz potrzebujących na terenach szczególnie zaniedbanych), studentki (jako przyszłą inteligencję i elitę umysłową), kobiety (żony i matki), wreszcie rodziców i opiekunów (poddawanych oddziaływaniom pośrednim, poprzez własne dzieci pozostające w kręgu oddziaływań sióstr). I te środowiska powinny być, zdaniem Matki, pogłębiane religijnie, wychowawczo i społecznie, by mogły konstruktywnie wpływać na rozwój dzieci i młodzieży, a tą drogą - na przyszłość społeczeństwa. Matka była w pełni świadoma wagi wzorców wychowawczych, funkcjonujących w rodzinach, i problemów, jakie mogą stwarzać. Bardzo ją to poruszało. Gdy uważała to za niezbędne, nie cofała się przed krytyką. Do siostry, Marii Teresy, pisze o sytuacji w Rosji i swoim wystąpieniu w Towarzystwie Pedagogicznym: "Myślę, że dobrze czasem otworzyć usta. Powiem twardą prawdę, ale zasługują na to: pod psem dzieci tutaj wychowują; aż serce się kraje, powiem Ci!"106. Podobnie mocno ocenia później sytuację w Skandynawii: "(...) rodzice haniebnie tu dzieci wychowują"107.

Koncentrując się głównie na warunkach społecznych, a konkretnie na tworzeniu właściwego środowiska wychowawczego, Matka nie zaniedbywała warunków materialno-cywilizacyjnych, dostosowanych do charakteru i funkcji danej placówki. Jeśli można tu mówić o jakichś zasadach, dotyczyły one możliwie jak najwyższego standardu kształcenia (warunków i wyposażenia szkół, co wpływa na poziom nauczania i motywację uczniów), zapewniania możliwie wysokiego standardu życia i pracy studentkom, jako przyszłej umysłowej elicie społeczeństwa, a także stwarzania w placówkach, które dziś można by nazwać opiekuńczo-wychowawczymi, warunków możliwie najbliższych przeciętnemu standardowi życia, przygotowujących do życia w warunkach przeciętnych domów. Jeśli trzeba było pogodzić się z brakiem możliwości zapewniania pożądanych warunków, musiało się to odbywać przede wszystkim kosztem warunków kadry wychowawczej. Wychowawczynie mogły mieć warunki gorsze lub podobne do wychowanek, ale nigdy nie lepsze! Wiele opisów sytuacji w powstających placówkach prowadzonych przez Zgromadzenie potwierdza funkcjonowanie tych zasad w praktyce i ogromną ofiarność wychowawczyń, znoszących cierpliwie nieraz bardzo trudne warunki. Sama Matka chwali swe liczne świeckie pomocnice, które choć nie zobowiązywały się przyjętą formą życia w Zgromadzeniu zakonnym do akceptacji najtrudniejszych nawet warunków, zaakceptowały również wprowadzony przez Matkę styl.
 

 

III. Aktualność systemu wychowawczego Urszuli Ledóchowskiej u progu trzeciego tysiąclecia


Aktualność konkretnego systemu wychowania w czasie innym niż ten, w którym powstał i był wprowadzany, można rozumieć na dwa sposoby.

Pierwsze rozumienie to zgodność z postulatami i sposobami myślenia o wychowaniu, z potrzebami i praktyką działań wychowawczych w tym momencie, w którym tę aktualność się sprawdza. Jest to raczej odpowiedź na pytanie, czy system ten ciągle jeszcze obowiązuje i jest wprowadzany w życie. Gdyby chcieć sprawdzać aktualność systemu wychowania Urszuli Ledóchowskiej w tym rozumieniu, można by powiedzieć, że wciąż jest wprowadzany w życie przez kolejne pokolenia sióstr urszulanek Serca Jezusa Konającego. Korzystają z niego, jest bowiem podstawową częścią ich charyzmatu, jest programem zaproponowanym i sprawdzonym przez ich Założycielkę, powstał w czasach stosunkowo nie bardzo odległych (matka Urszula tworzyła go do końca swojego życia, a zmarła w roku 1939), wreszcie - ma charakter dynamiczny i łatwo poddaje się szczegółowym zmianom, nie zmieniając swych podstawowych założeń. Wiele kontynuowanych i powstających już po śmierci matki Urszuli dzieł jest całkowitym potwierdzeniem trafności i użyteczności stworzonego przez nią systemu, a pedagogiczne działania wielu sióstr urszulanek szarych, a także ich świeckich współpracowników, znalazły ważne miejsce w dziejach szeroko rozumianego wychowania w Polsce i w wielu krajach świata.

Drugie rozumienie "aktualności" dotyczy stopnia, w jakim dany system może odpowiedzieć na ważne potrzeby wychowawcze i uwzględnić zmieniające się ich uwarunkowania, mimo iż czas, w którym i dla którego powstawał, dawno minął. Jest to więc odpowiedź na pytanie, czy system ten wnosi w dzisiejszą myśl o wychowaniu i praktykę wychowawczą wskazania istotne dla człowieka współczesnego, szczególnie mu pomocne. Czy matka Urszula przewidziała problemy nadchodzącej kultury i sformułowała postulaty wychowawcze, które byłyby w stanie zapobiec pogłębianiu się kryzysu wychowania? I w tym rozumieniu "aktualności" odpowiedź jest twierdząca. Stworzony przez matkę Urszulę system okazuje się zaskakująco coraz bardziej aktualny. Spróbujmy spojrzeć jeszcze raz na ten system, tym razem po to, by wskazać najważniejsze argumenty przemawiające za taką oceną.

Papież Jan Paweł II, ale także wielu filozofów wychowania, podkreśla, że kultura współczesna przyjmuje błędną koncepcję człowieka, a więc i błędne interpretacje jego rozwoju, celu, sensu istnienia. Konsekwencją jest i musi być kryzys wychowania.

A. System wychowawczy Urszuli Ledóchowskiej oparty jest na jednoznacznie określonej koncepcji człowieka - koncepcji chrześcijańskiej, a więc na uznawaniu w nim dziecka Bożego, stworzonego z miłości Bożej i otoczonego tą miłością przez całe życie. Jest to podstawą przysługującej każdemu człowiekowi bezwarunkowej godności, należnego mu szacunku i miłości. Matka Urszula wyraźnie to podkreśla i stale do tego się odwołuje, na tym buduje swoje wychowawcze założenia. Człowiek jest, w jej założeniach, istotą integralnie łączącą w sobie wszystkie sfery - fizyczną, psychiczną i duchową. Wszystkie one są darem Boga, za który człowiek powinien dziękować i który powierzono mu jako życiowe zadanie. Powinien je podjąć z pełnym zaufaniem, iż służy dobru jego samego i innych ludzi. Obdarzony również został rozumnością, wolną wolą, zdolnością do miłości i wrażliwością na piękno. Jest więc zobowiązany do ich rozwijania i wykorzystywania w zmierzaniu do świętości. Konsekwentnie Matka zwraca w wychowaniu uwagę na wielkie znaczenie zarówno rozwoju fizycznego, jak i psychicznego (umysłu, woli, uczuć) oraz - zwieńczającego je - rozwoju duchowego, dążenia do świętości. Podkreśla konieczność kształcenia w wychowankach rozumnego podejmowania decyzji i analizowania własnego postępowania, postawy odpowiedzialności za siebie i innych. Uczy mądrej miłości, spełniania siebie i odnajdywania sensu życia w służeniu innym, w dawaniu siebie tym najbardziej potrzebującym - przede wszystkim biednym. Wszystkie te założenia składają się na myślenie o człowieku jako osobie, dziś szczególnie podkreślane nie tylko w nauczaniu Kościoła, ale i w dokumentach organizacji międzynarodowych, powstających z myślą o zabezpieczaniu praw ludzi do pokojowego rozwoju, gwarantującego pomyślność narodów i jednostek.

B. Kolejnym problemem współczesnego świata jest przygotowanie ludzi do życia i zgodnej współpracy z ludźmi wyraźnie odmiennymi, określanymi dziś krótko - innymi. Próbuje się proponować programy wychowawcze oparte na tolerancji i uczeniu całkowitej akceptacji wszelkich różnic, aż do aktywnego popierania każdej odmienności i rezygnowania z własnej tożsamości. Matka Urszula wszystkimi swoimi działaniami uczy, aby nie nastawiać się niechętnie do ludzi innego wyznania, poglądów politycznych czy kultury, co niejednokrotnie potwierdza własnym przykładem. Uczy, by nie bać się ludzi i obdarzać ich zawsze bezwarunkową miłością - gotowością pomocy, otwartością, szacunkiem, życzliwością, równocześnie nie ukrywając własnych postaw i poglądów, nie zmieniając ich ze względu na inność drugiego, deklarując je bez agresji. To trudna droga, ale czytelna dla uważnego badacza drogi życiowej matki Urszuli, która to droga jest wiarygodnym potwierdzeniem takiej postawy. We wczesnej młodości będzie to przyjaźń z protestantką Ilze, później, w okresie pobytu w Szwecji, opieka nad znajomym żydem, potem, również w trudnym okresie skandynawskim, nad egipskim emigrantem - muzułmaninem. W tym samym okresie: stwarzanie warunków do spotkań na "neutralnym gruncie" dla przedstawicieli różnych partii politycznych i orientacji w celu zastanawiania się nad przyszłością Polski (m.in. przyjazne kontakty z socjalistą Ignacym Daszyńskim). Nawiązywanie kontaktów z różnymi ludźmi, niezależnie od docierających do niej opinii o ich poglądach i od presji środowiska. Po powrocie do Polski, gdy zakładała różne placówki na kresach, pouczanie sióstr, by nie nawracały prawosławnych podopiecznych i nie robiły żadnych różnic w postępowaniu wobec nich. Kluczem do zrozumienia postawy Matki jest poznanie jej stosunku do drugiego człowieka: poszukiwanie w każdym dobra, uczciwość w prezentowaniu własnej postawy, z równoczesnym szacunkiem dla wolności innych, gotowość do serdecznej pomocy w potrzebie bądź w sprawie uznanej za dobrą. Ten kierunek wydaje się niezmiennie najlepszą drogą do konstruktywnego kontaktu z innymi i punktem wyjścia do działań wychowawczych uczących takich kontaktów.

Coraz częściej pojawiające się dziś na świecie dyskusje, dotyczące istniejących i pożądanych relacji między religią a wychowaniem, zwracają uwagę na ten właśnie aspekt systemu matki Urszuli, który może być uznany za wyraźny jego walor w świetle współczesnych wyzwań. System ten, oparty na jednoznacznym stanowisku światopoglądowym, na głębokiej wierze, prostej miłości Boga i ludzi, kształtuje otwartą, pełną zrozumienia postawę wobec drugiego człowieka, również inaczej wierzącego. Tym samym, mimo wyraźnej tożsamości wyznaniowej, nie prowadzi do postaw konfrontacyjnych, uczy prawdziwej tolerancji religijnej, a jeśli zakłada działania misyjne i apostolskie - dopuszcza jedynie metody miłości, łagodności i dobroci. Wobec narastających w świecie i we wszystkich społeczeństwach tendencji izolacjonistycznych i konfrontacyjnych taki kierunek wychowania wydaje się jedyną szansą i perspektywą pokojowego rozwoju ludzkości.

Zadanie współczesnego wychowania sprowadzające się do uczenia akceptacji "innego" łączy się z kolejnym - przygotowaniem do życia w społeczeństwach wielokulturowych, do kontaktów międzykulturowych. Również w tej dziedzinie działania Matki mogą być ważną wskazówką. Przede wszystkim uderza w jej działaniach szacunek i miłość do przedstawicieli innych narodów, wyrażające się szacunkiem dla ich języka i zrozumieniem, że prawdziwy kontakt wymaga wysiłku porozumienia się w języku drugiego, w okazaniu przynajmniej widocznego starania w tym kierunku. Obserwujemy to już w czasie pobytu Matki w Rosji w staraniach o stworzenie rosyjskim katolikom możliwości słuchania kazań w ojczystym języku. To samo powtarza się w Finlandii, wśród miejscowej protestanckiej społeczności w Merentähti. Matka sama tłumaczy dla Finów modlitwy i pieśni religijne, by od wielu lat pozbawieni możliwości kontaktu z aktywnością religijną, mogli brać udział w praktykach religijnych w polskiej kaplicy sióstr. Matka, przemieszczając się ze względu na okoliczności życiowe z kraju do kraju, wszędzie stara się możliwie szybko opanować lokalny język, prowadzić w nim kontakty bezpośrednie i listowne.

C. Wśród najbardziej aktualnych polskich problemów wychowawczych pojawia się dziś przygotowanie do życia w Unii Europejskiej. Status Polski w Unii Europejskiej zależeć będzie w znacznym stopniu od tego, w jaki sposób Polska zaistnieje w świadomości społeczności europejskiej. Chodzi o takie zaistnienie, które nie zagrażałoby polskiej tożsamości kulturowej, a przeciwnie - umożliwiało pełnowartościowy, podmiotowy udział w tej wspólnocie. Sprzyjać temu może głównie lepsza znajomość w społeczeństwach Europy polskiej kultury i jej dorobku, jej historii w świetle historii całego kontynentu. Inicjatywa Matki, podjęta na rzecz zapoznania ówczesnej społeczności europejskiej z Polską, wydaje się tu rozwiązaniem wzorcowym, choć powstawała w innych okolicznościach i miała zainteresować Skandynawów losami Polski i Polaków w czasie zaborów i pierwszej wojny światowej. Wykłady Matki, organizowane pod patronatem Komitetu z Vevey, świadczą o skuteczności tego typu działań. Przede wszystkim wzorem inspirującej dziś metody była inna jeszcze inicjatywa. Dzięki staraniom matki Urszuli wyszła w 1917 roku w Sztokholmie książka "Polonica", która była zbiorem artykułów z historii sztuki i literatury polskiej, napisanych w trzech językach skandynawskich przez znanych autorów. Sama Matka również zamieściła w niej swój tekst, brała udział w redagowaniu całości i w wyborze ilustrujących ją reprodukcji. Była to nie tylko imponująca w swym zamyśle i przeprowadzeniu promocja kultury polskiej, ale lekcja, iż obecność Polski w Europie powinna umacniać się przez zapoznawanie z jej kulturą i historią. Tym samym i wychowanie przygotowujące do większej integracji z Europą wymaga rzetelnej edukacji Polaków, by znali swą historię i kulturę na tyle, by móc z nią zapoznawać innych i by mieć przekonanie, iż jest tego warta.

D. Kolejne eksponowane dziś zadanie wychowania to przygotowywanie człowieka do podejmowania dialogu z drugim człowiekiem, do tworzenia sytuacji dialogowych. Warunkami dialogu są: otwartość na drugiego, jego bezwarunkowa akceptacja jako człowieka, szacunek, uczciwość, rezygnacja z jakichkolwiek form manipulacji czy fałszu. Ta ogólna postawa powinna przejawiać się również w elementarnych zachowaniach i reakcjach wyrażających taką właśnie postawę. Mówi się więc o potrzebie tzw. aktywnego słuchania (widocznego skupienia, zainteresowania mówiącym, życzliwości), kontaktu wzrokowego, tworzenia sytuacji sprzyjających takim kontaktom. I tu także matka Urszula wydaje się niedościgłym wzorem. Zawsze gotowa do słuchania i rozmowy, bez względu na zmęczenie i własne kłopoty, zawsze wspierająca serdecznym gestem, uśmiechem, promiennym spojrzeniem. Wspomina je wiele osób, które miały okazję zetknąć się z Matką i na których wywarło to silne, niezatarte wrażenie. Nie tylko autentyzm kontaktu, akceptowanie rozmówcy, ale gotowość pomocy, jaką wyrażała swą postawą matka Urszula, tworzą idealny obraz tak często dziś postulowanego dialogu w wychowaniu, a także w innych sferach życia.

E. We współczesnym języku pedagogicznym coraz częściej pojawia się pojęcie placówek "przyjaznych" dziecku i postulat ich tworzenia. Placówki przyjazne dziecku oznaczają takie placówki, w których odchodzi się od formalizmu, schematyzmu, bezosobowego charakteru metod, form i kontaktów międzyludzkich. Te cechy zniechęcają bowiem dzieci do aktywności, odbierają im motywację do pracy, wywołują nierzadko bunt i wrogość. Matka Urszula wiele lat temu zwróciła już uwagę na to zadanie, nazywając je "tworzeniem atmosfery szczęścia" i przypisując mu zasadnicze znaczenie w wychowaniu. W zakładanych przez nią placówkach zawsze szczególnie ważne było stworzenie atmosfery możliwie rodzinnej, serdecznej, ciepłej. Nie oznaczało to jednak rezygnacji z określonych rygorów i wymagań. Przykład prowadzonych przez jej siostry placówek może służyć dziś rozwiązaniami, które zapewniają równowagę między zabawą, pracą, nauką, praktykami religijnymi, rozwijaniem zainteresowań, kontaktami z kulturą, wycieczkami, ruchem na powietrzu. Trzeba podkreślić, że wszystkie te dziedziny aktywności przebiegają w bliskim, serdecznym kontakcie z wychowawczyniami. Był to i jest równocześnie dowód na to, że atmosfera szczęścia nie musi kłócić się z wymaganiami.

F. Głównym czynnikiem warunkującym powodzenie tych działań była postawa wychowawczyń, ich dojrzałość osobowościowa, religijna i wychowawcza. Sposób ich przygotowywania oraz traktowania przez Matkę jest kolejnym argumentem za aktualnością systemu, jaki stworzyła. Pozostawiała im wiele swobody w doborze metod i dopracowywaniu form. Akceptowała wśród nich wielką różnorodność osobowości i temperamentów. Nie egzekwowała żadnego sztywnego modelu wychowawczyni, nie niszcząc tym samym silnych indywidualności, a przeciwnie - wykorzystując ich talenty, zachęcając do poszukiwania własnych dróg w pracy z wychowankami. Miała do nich ogromne zaufanie, które owocowało u tych bardzo młodych nieraz kobiet poczuciem odpowiedzialności i wielkim zaangażowaniem. Wkraczała wtedy, gdy uznawała to za niezbędne, ponieważ w jej ocenie problemy przerastały możliwości danej wychowawczyni czy wychowawczyń. Interweniowała również, gdy uważała, że siostry traktowane są w danym środowisku nie tak, jak powinno to mieć miejsce, dopominała się o odpowiednie dla nich warunki pracy. Równocześnie interesowała się ich bieżącymi problemami wychowawczymi, a także osobistymi, udzielała rad i wskazówek, stwarzała poczucie opieki i gwarancję pomocy. Wymagała jednak stałej pracy nad sobą we wszystkich zasadniczych wymiarach rozwoju osobowego - doskonalenia charakteru, umiejętności mądrego kochania innych, pogłębiania wiary i miłości do Chrystusa. Nieustannie zachęcała do wysiłku w tej pracy, podkreślając, że jest to warunek powodzenia w pracy z innymi i dla nich. Potwierdzają to liczne listy Matki do sióstr, a także ich relacje. Dzisiejszym językiem można by powiedzieć, że stwarzała warunki i zachęcała do rozwiązań autorskich, twórczych, do odważnego przyjmowania odpowiedzialności za nie, równocześnie zapewniając wsparcie psychiczne i konkretną pomoc.

G. Z kadrą dla coraz to nowych dzieł i inicjatyw wiąże się jeszcze jedno rozwiązanie wyprzedzające tamten czas. Matka Urszula może być z pewnością uznana za prekursorkę polskiego wolontariatu, związanego z działaniami społecznymi. Jej pomysł zaapelowania do młodych dziewcząt o poświęcenie pewnego okresu czasu na służbę społeczną, często w trudnych warunkach, przyniósł oczekiwane efekty. Wolontariuszki najpierw przygotowywały się w czasie wakacji pod okiem Matki w Pniewach, aby potem podjąć już samodzielnie pracę w różnych zakładach opiekuńczo-wychowawczych, gdzie było zbyt mało zakonnic, a potrzeby były szczególnie pilne. Ruch Sióstr Błękitnego Krzyża - jak nazwała je Matka - może być dziś traktowany jako wzorzec tego rodzaju działań i sposobu uruchamiania tego typu aktywności. I znów głównym motorem była sama matka Urszula. Jej autorytet, entuzjazm, wiara w to, że znajdą się ochotniczki do tej pionierskiej pracy, okazały się przekonujące i skuteczne.

H. Stale wiele emocji i kontrowersji budzi dziś problem proponowania młodemu pokoleniu takich kierunków kształcenia, które mogą być w danym momencie przydatne krajowi. Matka podejmowała decyzje w tym zakresie szybko, kierując się wnikliwym rozeznaniem i oceną sytuacji. Uderza jej determinacja i szerokie myślenie przede wszystkim w projektowaniu programów kształcenia kobiet. Dziś wiele ruchów obrony kobiet, działających na rzecz poprawy ich życiowej sytuacji, mogłoby wiele skorzystać z inicjatyw i doświadczeń matki Urszuli. Kształciła ona dziewczęta do roli nowoczesnych pań domu (kształcąc umiejętności racjonalnego prowadzenia gospodarstwa domowego), matek (zajęcia z pedagogiki, psychologii dziecka), do samodzielności zawodowej, do kontaktów z kulturą (stwarzanie warunków i zachęcanie do czytelnictwa, do różnych rodzajów aktywności artystycznej i kulturalnej), do świadomego uczestnictwa w życiu kraju i podejmowania obowiązków obywatelskich (przedmioty nauczania związane z wychowaniem obywatelskim, czytelnictwo prasy, słuchanie radia), wspierała dziewczęta podejmujące studia i dbała o ich wysoki poziom intelektualny, w tym - rzetelną wiedzę religijną. Bardzo interesujący i wciąż aktualny jest w tym zakresie pomysł organizowania studentkom spotkań ze znawcami zagadnień religijnych oraz rzeczowych dyskusji na temat bardziej popularnych książek antyreligijnych. Pogłębianie tą drogą wiedzy religijnej i uczenie samodzielności poznawczej w tym zakresie jest bardzo bliskie dzisiejszemu nauczaniu papieża Jana Pawła II o potrzebie rozumienia związków wiary i wiedzy.

Szczególne zainteresowanie w kontekście dzisiejszych dyskusji o programach edukacyjnych może budzić program założonej przez Matkę szkoły gospodarczej w Pniewach. Wzory dla niej Matka czerpała, jak wcześniej wspomniano, z najwyżej ocenianych ówcześnie wzorów szkół europejskich tego typu. Od początku jej istnienia, jeszcze w formie rocznego kursu, zakładano w niej wielostronny rozwój uczennic. Obok wielu przedmiotów praktycznych, związanych z racjonalnym prowadzeniem domu, program obejmował przedmioty teoretyczne, a wśród nich nie tylko towaroznawstwo, rachunkowość czy chemię, ale wiedzę o literaturze polskiej, historię, wiedzę obywatelską, pedagogikę, psychologię i wiedzę o dziecku. Stopniowo program poszerzano, wydłużając okres nauki. Pojawiła się m.in. historia sztuki i estetyka. Dla uczennic przewidziano także warunki do uprawiania sportów i wypoczynku na świeżym powietrzu. W czasie wycieczek miały okazję poznawać polską przyrodę i kulturę. Koncepcja kształcenia była więc, mimo pozornie jedynie praktycznego profilu, bardzo daleka od wąskiego praktycyzmu. Celem było wykształcenie kobiety światłej, przygotowanej do czekających ją ról, rozumiejącej podstawowe mechanizmy społeczne i obowiązki obywatelskie, zainteresowanej kulturą. Pod tym względem aktualne programy kształcenia pozostawiają wiele do życzenia.

I. Kolejnym z tych elementów systemu wychowania Urszuli Ledóchowskiej, które świadczą o jego aktualności, równocześnie jednym z najbardziej w tym systemie zasadniczych, jest założenie elastycznego dostosowywania form do potrzeb. Dzisiejsze tempo przemian społecznych i dynamika wywoływanych przez nie zjawisk wymagają reagowania z dużą szybkością, kompetencją, wrażliwością i zdecydowaniem. Dotyczy to przede wszystkim pojawiających się nowych potrzeb wychowawczych, a przy szerokim rozumieniu wychowana - także oświatowych i opiekuńczych. Trudno było przewidzieć, że powrót relikwii matki Urszuli Ledóchowskiej do kraju w 1989 roku tak zadziwiająco zbiegnie się w czasie ze zmianami w Polsce, z nowymi potrzebami społeczno-wychowawczymi, jakie stały się skutkiem tych zmian. Wypowiedzi matki Urszuli okazują się znów, także w tym kontekście, niespodziewanie aktualne. Coraz ostrzej ujawniające się i rozszerzające zubożenie społeczeństwa oraz idące za tym jego rozwarstwienie wywołują poważne konsekwencje w poziomie wrażliwości społecznej. Wzrastające bezrobocie wywołuje postawy lęku, bezradności i załamania, a coraz częściej wzrost patologii społecznej, co przede wszystkim odbija się na sytuacji dzieci i młodzieży. Pogoń za atrakcyjnymi źródłami zarobku za cenę czasu poświęconego rodzinie - to tylko niektóre z tych zjawisk. Wzrastająca fascynacja konsumpcyjnym modelem życia i rolą pieniądza - zarówno w Polsce, jak i na całym świecie - sprawiają, że wiele wypowiedzi matki Urszuli można dziś cytować bez podawania daty ich powstania, np.: "O szanowne panie, zapewniając dziecku bogactwa, zaszczyty, przyjemności, wszelkie rozkosze świata - czy wieleście dały? Nic, nic! Trochę dymu, który uniesie się w powietrze i tam zginie. Boga trzeba dać dziecku! Boga mu dać, a w Bogu znajdzie źródło szczęścia, które nigdy nie wysycha - nigdy, nawet wśród łez, nawet w najbardziej rozszalałych burzach życia"108. "Zabierzmy naszej młodzieży żeńskiej poczucie skromności, umiłowanie skromności i niewinności, a wtedy nie dziwmy się, iż w życiu małżeńskim nie znajdziemy ani dobrych żon, ani dobrych matek; nie dziwmy się, że małżeństwo dziś traktuje się jak zabawkę, że rozwody szerzą się, są już dziś na porządku dziennym, że moralność społeczeństwa w zastraszający sposób upada"109.

Im trudniejsza staje się sytuacja społeczno-kulturowa, a tym samym wychowawcza, tym bardziej potrzebna jest odwaga w poszukiwaniu niekonwencjonalnych rozwiązań, w rozpoczynaniu niesprawdzonych jeszcze form, podejmowaniu nowych metod. Wielu współczesnych krytyków instytucjonalnego wychowania koncentruje się na negowaniu jego sensu. Nieliczni eksperymentatorzy zyskują aprobatę i popularność już samą decyzją odejścia od schematów i rutyny, zanim jeszcze zdołają udowodnić skuteczność własnych pomysłów. System matki Urszuli z góry zakładał wolność od przywiązania do form, ich tworzenie i dostosowywanie do konkretnych potrzeb w danym miejscu i czasie. Nie dopuszczał jednak szukania właściwych rozwiązań "na ślepo", zmieniania dla samej zmiany, działania metodą prób i błędów, budowania na programie negatywnym, "żeby nie było takie, jak ...". Założenia i ogólne ramy tego systemu zakreślały pole poszukiwań i kryteria oceny trafności działań. Często w działaniach Matki obserwujemy zdecydowane korekty rozwiązań, które, jak wykazywało życie, nie sprawdzały się. Nie spotykamy tu sytuacji trwania przy błędach ze względów ambicjonalnych czy technicznych, typu: "trudno, stało się, zmiana byłaby jeszcze trudniejsza". Jeśli Matka w gronie współpracowników dochodziła do wniosku, że zmiana jest potrzebna, nie wahała się ją przeprowadzić. Oczywiście, wymagało to odpowiedniej formacji tychże współpracowników, co jest przykładem rozpoczynania myślenia o systemach wychowawczych i warunkach ich wprowadzania od przygotowywania odpowiednich wychowawców. Jest to niezwykle ważne wskazanie dla współczesnej kultury i prowadzonych w jej ramach dyskusji nad kryzysem wychowania oraz dostępnymi środkami zaradczymi.

J. W przypadku działań matki Urszuli formowanie wychowawczyń wynikało z charyzmatu, dla którego realizacji powołała do życia nowe Zgromadzenie. Kształcenie wychowawców oznaczało więc wychowywanie przede wszystkim jej sióstr, które miały nie tylko z entuzjazmem podejmować najróżnorodniejsze zadania wychowawcze, ale miały równocześnie rezygnować z satysfakcji normalnie wiążących się z tą rolą. Nie mogły liczyć na doczekanie w danym miejscu widocznych efektów własnej pracy, spokoju i psychicznego komfortu działania w dobrze rozpoznanym i zorganizowanym, z trudem, nieraz po wielu wysiłkach "oswojonym", środowisku. Szczególnie te najlepsze z sióstr, najbardziej sprawdzone w swych zdolnościach i dojrzałości, musiały być gotowe do podjęcia w każdym momencie nowych prac, jeśli pojawiła się taka potrzeba. Zapał nie mógł osłabnąć mimo ciągłego rozpoczynania od nowa, przeciwnie - każda sytuacja wymagająca nowych działań miała być wyzwaniem mobilizującym do kolejnego wysiłku. Miały być całkowicie oddaną swemu powołaniu "lekką kawalerią" wychowawczą - jak marzyła i do czego dążyła Matka.

Charyzmat Zgromadzenia wiązał się od początku z pełną świadomością i akceptacją takiej gotowości, połączoną z radością służenia na tej drodze Bogu, świadczenia o Bożej miłości; służenia i świadczenia zakorzenionego w bliskości z Jezusem, ofiarowującym się na krzyżu za ludzi i dla ludzi. Apostolstwo uśmiechu i entuzjazmu, wspierające się na świadomym podejmowaniu "współpracy" z Chrystusem, miało być podstawą "pedagogii" tych, którzy włączali się w jej dzieło, którzy decydowali się i decydują iść w jej ślady.

K. Ostatnim, szczególnym wymiarem aktualności systemu wychowania Urszuli Ledóchowskiej jest uderzająca zbieżność jej myślenia z nauczaniem Jana Pawła II. Sam Papież przy różnych okazjach podkreślał, jak bardzo bliska jest mu matka Urszula.

W styczniu 1986 roku, w trzy lata po ogłoszeniu Urszuli Ledóchowskiej błogosławioną, papież Jan Paweł II, gdy nawiedził grób matki Urszuli w Rzymie, zwrócił się do sióstr założonego przez nią Zgromadzenia, mówiąc: "Pragnę życzyć wam, abyście niosły światu ten szczególny charyzmat waszego powołania, charyzmat waszej Założycielki, waszej Wspólnoty zakonnej, waszej Rodziny. Ten charyzmat od Serca Jezusa Konającego, tak bardzo głęboki, a jednocześnie tak bardzo ludzki, tak bardzo otwarty, tak bardzo nowoczesny, tak bardzo ewangeliczny, prosty, tak bardzo otwarty na najróżnorodniejsze sytuacje".

W liście do sióstr z czerwca 1995 roku, z okazji jubileuszu 75-lecia istnienia Zgromadzenia, jeszcze raz Jan Paweł II podkreśla aktualność dzieła matki Urszuli, pisząc: "Wrażliwa na problemy swoich czasów, odważnie je podejmowała, znajdując nowe i praktyczne sposoby ich rozwiązywania. Chodzi tu przede wszystkim o sprawę wychowania dzieci i młodzieży, rolę i tożsamość powołania kobiety, problem pracy i związane z nią kwestie społeczne. Dzięki temu można powiedzieć, że błogosławiona Urszula Ledóchowska była w swoich czasach apostołką nowej ewangelizacji, dając swoim życiem i działaniem dowód, że miłość ewangeliczna jest zawsze aktualna, twórcza i skuteczna"110. Aktualność tego dzieła jest jednocześnie zobowiązaniem. W tym samym liście Jana Pawła II czytamy: "Polecam Bogu przyszłość Waszego Zgromadzenia. Idźcie wytrwale, ofiarnie i mężnie drogą miłości. Takiego świadectwa oczekuje dzisiaj od Was Kościół, współczesny świat i człowiek. Zapominając o sobie, stawajcie się - na wzór Waszej Założycielki - wszystkim dla wszystkich, prowadząc wszystkich do Chrystusa, do miłości Jego Boskiego Serca"111.

Aktualność propozycji wychowawczej matki Urszuli w nowym świetle ukazuje pierwszy papieski list apostolski nowego, trzeciego tysiąclecia, ze stycznia 2001 roku - Novo millennio ineunte. Formułując w tym dokumencie program dla chrześcijan na nowe stulecie i tysiąclecie, papież Jan Paweł II mówi o potrzebie "pedagogiki świętości". Pisze: "Dzisiaj trzeba na nowo z przekonaniem zalecać wszystkim dążenie do tej "wysokiej miary" zwyczajnego życia chrześcijańskiego. Całe życie kościelnej wspólnoty i chrześcijańskich rodzin winno zmierzać w tym kierunku. Ale jest też oczywiste, że istnieją różne indywidualne drogi do świętości, wymagające prawdziwej pedagogiki świętości, która zdolna jest dostosować się do rytmu poszczególnych osób"112. Głównymi zadaniami, które mamy podejmować z entuzjazmem i ufnością, jest wychowywanie do modlitwy, do głębokiego przeżywania sakramentów świętych - w pierwszym rzędzie Eucharystii i sakramentu pokuty, do słuchania i głoszenia Słowa Bożego. Drogą do zrozumienia tej pedagogiki jest kontemplowanie Chrystusa. Warunkiem podstawowym tejże pedagogiki jest świadczenie o miłości - miłością, co powinno się przejawiać wzbudzaniem i pogłębianiem ducha komunii, jedności. Przytoczmy jeszcze jeden fragment tego ważnego tekstu, by w pełni zrozumieć, jak dosłownie matka Urszula wprowadzała w życie i uczyła postaw, o których mówi dziś Jan Paweł II: "Zanim przystąpimy do programowania konkretnych przedsięwzięć, należy krzewić duchowość komunii, podkreślając jej znaczenie jako zasady wychowawczej wszędzie tam, gdzie kształtuje się człowiek i chrześcijanin, gdzie formują się szafarze ołtarza, duszpasterze i osoby konsekrowane, gdzie powstają rodziny i wspólnoty. (...) Duchowość komunii to także zdolność dostrzegania w drugim człowieku przede wszystkim tego, co jest w nim pozytywne, a co należy przyjąć i cenić jako dar Boży; dar nie tylko dla brata, który bezpośrednio go otrzymał, ale także "dar dla mnie""113. Dążenie do komunii, pokojowego dialogu, podejmowanie aktywności ekumenicznej, zrozumienie potrzeby ś
wiadczenia miłosierdzia, reagowanie na potrzeby własnego czasu - od potrzeb społeczno-ekonomicznych na ekologicznych kończąc - to wszystko elementy programu działania, które wymagają wielkiego wysiłku wychowawczego, zapału, porwania do tych działań młodzieży, która ostatecznie zadecyduje o tym, czy będzie to program nowych czasów. W systemie matki Urszuli odnajdujemy podobną wrażliwość i wysiłek, który jakby przygotowywał do podjęcia programu papieskiego.

Matka pisała: "Dziś świat nie rozumie miłości ofiarnej, bo nie wpatruje się w krzyż Chrystusa, w kochające Serce Jezusa otwarte dla nas w tabernakulum. Dziś toczy się walka zacięta między dobrem i złem, między wiarą i niewiarą. Świat walczy bronią miękkości, używania, mody. Nie chwytaj za tę broń! Pamiętaj, że broń Chrystusowych sług to ofiara"114. "Dziś, kiedy świat coraz bardziej poganieje, kiedy materializm coraz bardziej odciąga dusze od Boga, kiedy rozmaite fałszywe filozofie starają się prawdę Bożą przed nami zasłonić, ośmieszając to, co mamy najświętszego - wiarę naszą, potrzeba nam wpatrywać się w życie świętych, i to szczególnie życie tych świętych, którzy prowadzili życie podobne do naszego, nie różniące się od naszego żadną nadzwyczajnością, spełniając - a jest to cecha ich świętości - najzwyczajniejsze małe obowiązki z miłością nadzwyczajną..."115.

Konkluzja wydaje się oczywista - system wychowawczy Urszuli Ledóchowskiej nie tylko się nie zdezaktualizował, ale stanowi niezwykle wartościową propozycję dla pedagogiki współczesnej i dla każdego współczesnego pedagoga akceptującego założenia Matki.

Przedstawiony tu szkic może być przyczynkiem do dzieła poświęconego wychowawczemu dorobkowi szarych urszulanek - dzieła, które powinno powstać i na pewno powstanie, bo jest potrzebne! W działaniu matki Urszuli wszystkie wyodrębnione tu elementy systemu wychowawczego wzajemnie się przenikały, uzasadniały, wzmacniały. Świętość Matki nadawała im niepowtarzalne piętno, zapewniała niezwykłą skuteczność. Rzetelne poznanie, głębokie przemyślenie, zrozumienie i akceptacja tego systemu pozwalają każdemu pedagogowi bardziej świadomie, twórczo, swoimi propozycjami, wreszcie własną osobowością wypełniać jego ramy, a tym samym wciąż na nowo odpowiadać na potrzeby świata.
 

Zamiast zakończenia

O matce Urszuli Ledóchowskiej:
"... była odważna, bezkompromisowa, ale jednocześnie dziwnie wyrozumiała. (...) Jej pedagogika była na wzór Ewangelii: prosta i pełna miłości".
"Żądała od nas wiele, ale stokroć więcej dawała sama".

Pouczenie od Matki dla wychowawców:
"Trzeba stawiać sobie wysokie ideały, do nich dążyć, ich się trzymać, do nich się rozpalać - to nasza broń".
"Twarda dla siebie, macierzyńska dla innych".
"Pracujemy licząc na naszą umiejętność, nasze doświadczenie, nasz rozum - za mało liczymy na Boga!"
Czytany 9070 razy Ostatnio zmieniany piątek, 11 marzec 2016 10:51