środa, 01 czerwiec 2011 21:46

św. Urszula Ledóchowska - [ Zorza ]

św. Urszula Ledóchowska

Zorza

Edycja św. Pawła, Częstochowa 2010

W Zorzy, tytułowej bohaterce powieści św. Urszuli Ledóchowskiej, od wczesnego dzieciństwa żyje głębokie przekonanie, że Jezus powołuje do kapłaństwa jej młodszego brata Jaśka. Ona sama czuje się wezwana do tego, aby szczególnie troszczyć się o brata i pomóc mu dojrzeć do realizacji tego powołania. Dlatego Zorza gotowa jest na wszelką ofiarę, byleby Jasiek należał całkowicie do Jezusa. Nie ma bowiem miłości bez ofiary.

Ta myśl, choć niełatwo przebijająca się do świadomości współczesnego człowieka, jest głęboko prawdziwa i wielokrotnie powraca na kartach tej książki. Również w naszym życiu miłość potwierdza się przez codzienne małe ofiary, które składamy ze swego czasu, planów, przyzwyczajeń, nastrojów... Czasem jednak są to także i wielkie ofiary, których sens i tajemnicę zna tylko Bóg.

 

Wstęp

Wydana w ubiegłym roku powieść św. Urszuli Ledóchowskiej pt. „Z urwisa bohater” przyjęta została z dużym zainteresowaniem. Okazuje się więc, że książki tej Świętej nie zestarzały się, lecz zwycięsko przeszły próbę czasu.

Równie ponadczasowe jest przesłanie „Zorzy”. Tytułowa bohaterka – to wzruszająca i poruszająca postać, jakich bywało więcej w literaturze, nawet jeszcze międzywojennej, a jakich współczesna literatura jakby się boi czy może wstydzi. To postać „świetlista”, przyrodnia siostra bohaterek Mickiewiczowskich liryków mistycznych. Choćby tej z wiersza „Śniła się zima”, co to „zdała się wznosić i nie tykać ziemi”, a twarz miała piękną „jako Przemienienie Pańskie”. Albo „M. Ł.”, której dedykowany jest wiersz „w dzień przyjęcia Komunii św.”, na którą w dniu, gdy ją „za stołem swym Chrystus ugościł”, anioł „kładzie wdzięki nowe”, która się „co dzień budzi z nową miłością u Boga i ludzi”, i o której podmiot liryczny mówi ze szczerą zazdrością: „Ja bym dni wszystkich rozkosz za nic ważył, gdybym noc jedną tak jak ty przemarzył”.

Jezus jest najlepszym Wychowawcą dzieci, ale i dorosłych. Zwłaszcza Jezus Eucharystyczny. Dlatego święta Urszula z przekonaniem zachęcała do częstego korzystania z sakramentu Eucharystii i propagowała wczesną Komunię Świętą dzieci. Przekonywała matki – wygłaszając odczyty do kobiet[1] – że ich rola jest nie do zastąpienia w dobrym przygotowaniu dziecka do Pierwszej Komunii Świętej.

Miała do wychowania religijnego wyważone, mądre podejście. Tłumaczyła na przykład: „Oto pierwszy warunek wychowania dzieci dla Boga – tworzyć wokół nich atmosferę szczęścia. Gdy to zrobione – reszta już będzie łatwiejsza. Trzeba uczyć dzieci pobożności, zamiłowania do modlitwy, praktyk pobożnych, ale tak, by dzieciom – przepraszam za wyrażenie – to nie obrzydło. Dajmy dzieciom prawdziwą pobożność, a położymy przez to w duszach fundament niezachwiany szczęścia i doczesnego, i wiecznego, damy im źródło pociechy we wszystkich trudnych, czarnych chwilach życia. A jakie życie nie zna tych chwil? Prawdziwej, zdrowej, nieegzaltowanej, rozumnej pobożności dzieciom potrzeba, pobożności, która życie rozjaśnia i upiększa – broń Boże, nie zatruwa”.

Święta Urszula z własnego domu rodzinnego wyniosła przekonanie, jak wiele zależy w naszym życiu wiary od więzi rodzinnych i od atmosfery domu, w którym dziecko wzrasta. Wrażliwość dziecka na sferę duchową, na przeżycia religijne – może być albo rozwinięta, albo stłumiona.

Najlepszy wzór miała w swojej mądrej matce Józefinie Salis Zizers-Ledóchowskiej, która w swym pamiętniku tak określiła priorytety wychowawcze w odniesieniu do dzieci: „Niech dobry Bóg pozwoli, żebyśmy razem z moim kochanym mężem mogli szczęśliwie doprowadzić do końca wychowanie naszych dzieci. Celem moich starań będzie, by wszystkie nasze dzieci otrzymały mocne religijne podstawy. Jeżeli to nam się uda, będę mogła spokojnie zamknąć oczy, bo pobożne i uczciwe wychowanie dobrze przeprowadzi je przez życie”.

Oddanie tej książki do rąk Czytelników po niemal osiemdziesięciu latach od pierwszego wydania dobrze wpisuje się w kontekst obchodzonego obecnie w Kościele Roku Kapłańskiego. W rodzinach żyjących po chrześcijańsku, w tych „małych Kościołach”, rodzą się powołania kapłańskie i zakonne: tam mogą być docenione, przyjęte i rozwijane.

W Zorzy od wczesnego dzieciństwa żyje głębokie przekonanie, że Jezus jej młodszego o pięć lat braciszka powołuje do kapłaństwa, a jej powierza troskę o brata i jego dojrzewanie do realizacji tego powołania. Dlatego Zorza gotowa jest na wszelką ofiarę, byleby brat należał całkowicie do Jezusa.

„Nie ma miłości bez ofiary” – ta myśl, choć niełatwo się przebijająca do świadomości współczesnego człowieka, jest głęboko prawdziwa i wielokrotnie powraca na kartach książki. Nie ma miłości bez codziennych małych ofiar – ze swego czasu, planów, przyzwyczajeń, nastrojów... – a czasem bez wielkich ofiar, których sens i tajemnicę zna tylko Bóg.

s. Małgorzata Krupecka USJK

PRZYPIS:
[1] Sześć takich odczytów zostało opublikowanych w książce św. Urszuli Ledóchowskiej pt. „Kobieta – apostołką Eucharystii”, Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2006.

 

 

 

Czytany 794 razy Ostatnio zmieniany środa, 02 marzec 2016 20:49