czwartek, 17 marzec 2011 19:47

Kronika wizyty w Ameryce Łacińskiej - Argentyna

KRONIKA WIZYTY W AMERYCE ŁACIŃSKIEJ m. Franciszki Sagun i s. Marie-Thérèse Vallet (16 II – 24 III 2009)

 

 

2. ARGENTYNA 28 II – 18 III 2009

28 lutego – o godz. 5 wyjazd na lotnisko w Cuiaba. Jedziemy dwoma samochodami – furgonetką księdza i małym samochodem sióstr, który im służy w codziennej pracy. Na lotnisku mamy nieco trudności (w związku z naszymi imionami), ale ostatecznie o godz. 6.40 odlatujemy do Argentyny do Buenos Aires via Sao Paolo. Podróż trwa ok. trzech godzin. Lecimy nad południową Brazylią i nad majestatycznym, 200-kilometrowej szerokości ujściem rzeki Rio de Plata, która wpada do Oceanu Atlantyckiego. O godz. 15 lądujemy na lotnisku Ezeiza. Siostry Olga Caceres i Akwina Matyszkiewicz oczekują nas z taksówką. Jest bardzo gorąco, niebo bezchmurne. Jedziemy w przepełnionej taksówce, z wielką walizą na kolanach, ponieważ bagażnik nie mógł już zmieścić naszego dobytku. Dojeżdżamy do MERLO, gdzie witają nas s. Aniela Gołębiowska, s. Carmen Villalibre i s. Noelia Arias. Wieczorem Msza św. z padre Sante, rektorem pobliskiego seminarium ojców skalabrynianów.

1 marca – niedziela, Msza św. w seminarium o godz. 11. Po południu odpoczynek i telefony.

2 marca – dzisiaj rozpoczęcie roku szkolnego. Mimo zapowiedzianego na ten dzień strajku nauczycielki naszego przedszkola zdecydowały się przyjść na tę uroczystość, aby uczcić obecność naszej Przełożonej Generalnej. Ceremonia rozpoczęcia roku szkolnego dla 180 dzieci, uczęszczających do tutejszego przedszkola „Rayito de Sol” [Promyk Słoneczny], odbyła się w dwóch grupach. Rano, o godz. 10, dla jednej grupy i po południu, o godz. 14, dla drugiej. Każda grupa podzielona jest na 3 klasy, liczące po 30 dzieci pod opieką jednej nauczycielki. Na uroczystość przyszły dzieci z całymi rodzinami: matką, ojcem, siostrami, braćmi, ciotkami, kuzynami… można więc sobie wyobrazić, jaki był tłum. Na rozpoczęcie uroczystości, przy śpiewie hymnu narodowego, trójka dzieci wniosła na plac szkolny sztandar argentyński. Następnie przemówiła dyrektorka, po niej s. Olga Caceres (przełożona centrum argentyńskiego), a po niej m. Franciszka. Potem odbyło się przedstawienie, które przygotowały nauczy¬cielki, aby tym sposobem bardziej oswoić dzieci ze szkołą i wzbudzić do niej zaufanie. Po przedstawieniu zwiedzanie szkoły przez rodziców wraz dziećmi i po tym pierwszym kontakcie – powrót do domu.

3 marca – w tym tygodniu mamy Mszę św. w naszej kaplicy o godz. 7 rano. Celebrują kolejno ojcowie skalabrynianie, przebywający obecnie na rekolekcjach. Jest to równocześnie okazja, aby się spotkać z naszymi przyjaciółmi, którzy pracują w Argentynie, w Chile, Boliwii i w Urugwaju.

O godz. 9 spotkanie z biskupem Merlo-Moreno w siedzibie biskupiej, która z braku lokalu mieści się w pomieszczeniach przyległych do klasztoru sióstr klarysek w Moreno, odległym o 5 km od Merlo. Godzinne, bardzo interesujące spotkanie pomogło nam zrozumieć ogólną sytuację polityczną, ekonomiczną i duszpasterską tego kraju, a szczególnie tutejszej diecezji. Przy tej okazji mogłyśmy też stwierdzić, że praca naszych sióstr w Merlo jest ceniona.

Kontynuujemy naszą podróż do Lujan (narodowe sanktuarium Matki Bożej, patronki tego kraju), odległego o 30 kilometrów od miejsca, w którym się znajdujemy. Powierzamy Maryi wszystkie siostry centrum argentyńskiego, również całe nasze Zgromadzenie oraz trudną sytuację tego kraju. Powrót do domu około godz. 15. Rozmowa przez Skype z siostrami na całym świecie – cud techniki! O godz. 18 wizyta grupy przyjaciół – naszych dawnych postulantek, nowicjuszek i juniorystek w Merlo. Rozmowa z nimi oraz ich świadectwo pozwoliły nam stwierdzić, że ich pobyt wśród nas przyniósł owoce solidarności i zaangażowania wśród najbiedniejszych. Pracują jako pielęgniarki, nauczycielki, psycholożki, a tam, gdzie mieszkają, są zawsze blisko najbardziej opuszczonych.

4 marca – od rana pada deszcz, cały dzień przeznaczony jest więc na rozmowy z siostrami. Wieczorem o godz. 20 idziemy do kaplicy San Pablo na dzielenie się Słowem Bożym ze wspólnotą tej dzielnicy i na braterskie świętowanie. To spotkanie z przyjaciółmi naszych sióstr było okazją do wspominania i wymieniania po imieniu każdej siostry, która tutaj pracowała, do przekazania wiadomości o nich, a także do wspominania ze wzruszeniem, czym była dla nich wspólnota urszulańska przez blisko 40 lat obecności w tej dzielnicy. Na zakończenie spotkania małe przyjęcie w sali przyległej do kaplicy. Dzielimy się tradycyjnymi empanadas [pierogami] i torta fritas [ciastami]. Powrót do domu o godzinie 22.30.

5 marca – dzisiaj zwiedzamy Buenos Aires, stolicę Argentyny, począwszy od „Caminito”, historycznego miejsca, gdzie osiedlali się pierwsi emigranci włoscy w XIX wieku, następnie la Plaza de Mayo, Casa Rosada, Cabildo i dworzec Retiro. W mieście odbywają się manifestacje, ale mimo to udało nam się zwiedzić centrum, katedrę i kilka kościołów (w stylu kolonialnym). Przeszłyśmy też deptakiem Florida (aby obejrzeć inne miejsca niż te w barrio [dzielnicy] w Merlo, gdzie mieszkamy). Jemy pizzę w towarzystwie jednej z sióstr św. Józefa, która jest historykiem i która przez długi czas pełniła funkcję sekretarki Krajowej Konferencji Zakonnic w Argentynie. Siostra przedstawia panoramę polityczną, ekonomiczną i społeczną Argentyny, począwszy od lat 60., co pozwala zrozumieć przyczyny obecnych warunków życia w tym kraju. Naszkicowała również obraz tutejszego życia zakonnego i wyzwania związane z problemami duszpasterskimi.

6 marca – m. Franciszka, korzystając z nieco spokojniejszego dnia, załatwia korespondencję, a s. Marie-Thé idzie odwiedzić kilka rodzin, z którymi była i nadal pozostaje w przyjaźni. Odwiedza również młode matki, które katechizowała, gdy były małymi dziewczynkami, i które należały do grupy młodzieży przy kaplicy Sao Pablo. Kaplica została zbudowana 25 lat temu przy udziale naszych sióstr oraz miejscowej ludności.

Wieczorem o godz. 23 wyjazd do następnych wspólnot do PARANA w prowincji Entre Rios. Ponad 500-kilometrową podróż odbywamy nocą w wygodnych autobusach.

7 marca – o godz. 7 jesteśmy w PARANA. S. Maria Czajkowska czeka na dworcu autobusowym, skąd jedziemy do pierwszej wspólnoty, w której przebywają obecnie siostry Maria Czajkowska i Nèlida Pilinco. Siostry zapraszają nas na śniadanie, a zaraz potem na spacer wzdłuż rzeki Parana, ponieważ w ciągu dnia będzie zbyt gorąco. Rzeka Parana jest po Amazonce najdłuższą rzeką Ameryki Południowej. Jej źródło znajduje się w centrum Brazylii. Do tej ogromnej rzeki wpada jeszcze kilka innych dużych rzek o nazwach wywodzą¬cych się z rodzimych języków indiańskich guaranis lub quechua: Paraguay, Uruguay, Iguacu, Bermejo, Pilcomayo. Na obrzeżach miasta Parana rzeka, która następnie utworzy olbrzymie ujście Rio de la Plata, już tutaj jest bardzo szeroka i bardzo niebezpieczna z powodu silnego prądu. Jednak nieustraszeni rybacy, pomimo niebezpieczeństwa, wypływają na połów na kruchych łódkach, żeby zarobić na codzienny chleb dla swoich rodzin.

Około godz. 11 idziemy do parafii św. Michała, odległej o kilometr, aby spotkać się z księdzem, który od 30 lat jest jej proboszczem. Jest zakonnikiem; przybył tu z Południowej Afryki, jest pochodzenia irlandzkiego. Poznajemy dzielnicę Maccarone, w której nasze siostry pracują od 11 lat. Składa się ona z małych domków, nierzadko z baraków, w których gnieżdżą się kilkupokoleniowe rodziny, bez nadziei na wyjście z nędzy. Matki tych rodzin, jeżeli w ogóle znajdą pracę, zatrudniane są jako sprzątaczki u bogatych rodzin w centrum miasta. Mężczyźni natomiast zbierają ze śmietników odpady, które usiłują sprzedać w mieście, aby zarobić choć kilka pesos. Młodzież po ukończeniu szkoły wchodzi często na drogę przestępstwa (kradzieże, narkotyki) i kończy nierzadko w więzieniu. Jest to skutek braku nadziei na przyszłość. S. Maria wraz z ekipą wolontariuszy odwiedza dwa razy w tygodniu więzienie, aby zanieść tam nieco pokrzepienia, aby wysłuchać tych ludzi i pomóc przynajmniej niektórym w prostowaniu ich pokrzywionego życia. Obydwie siostry mieszkają na terenie szkoły, gdzie żyją w bardzo skromnych warunkach, podobnie jak mieszkańcy tej dzielnicy. Siostry odwiedzają rodziny, koordynują katechezę i pomagają osobom świeckim w pracy z dziećmi.

Trochę odpoczynku, następnie rozmowy z siostrami. Około godz. 18 przychodzi o. Alejandro, by odprawić niedzielną Mszę świętą w małej kaplicy, którą zapełniają przede wszystkim osoby szczególnie zaangażowane w działalność apostolską w tej dzielnicy. Po Mszy św. krótkie zebranie: dzielenie się życiem i sposobem, w jaki katecheci – młodzi i starsi – angażują się w ewangelizację w swoich środowiskach.

8 marca – w niedzielę rano Msza św., celebrowana przez ks. kard. Karlica, emerytowanego biskupa tej diecezji, zaprzyjaźnionego z naszymi siostrami. Ksiądz biskup zawsze starał się zbliżyć do biednych, aby pokrzepić, pocieszyć, ulżyć i pomagać w miarę swych możliwości. Potem witamy się z księdzem biskupem i otrzymujemy błogosławieństwo oraz prośbę o przekazanie specjalnego pozdrowienia s. Anieli Gołębiowskiej przed jej wyjazdem na stałe do Polski.

Idziemy do drugiej wspólnoty przy alei Ramirez. Tę wspólnotę stanowią siostry Maria del Valle i Sebastiana Portillo. Siostry pracują, studiują i zajmują się równocześnie duszpasterstwem w ich dzielnicy. Obecnie przyjęły do siebie matkę z pięciorgiem dzieci, w tym pięciomiesięczne niemowlę tuż po operacji serca. Trzeba było chronić dzieci przed ojcem alkoholikiem podczas nieobecności matki, czuwającej przy operowanym niemowlęciu. Serce się kraje na widok smutku czwórki starszych dzieci (8-16 lat). Będzie trzeba później znaleźć jakieś rozwiązanie dla tej rodziny. W tym wszystkim pocieszający jest fakt, że dzieci w obliczu niebezpieczeństwa szukały w nocy schronienia u sióstr. Jemy wspólnie z nimi posiłki. Po południu, po rozmowach indywidualnych z m. Franciszką, pijemy wspólnie mate; jest wesoło, dużo śmiechu i życia, jednym słowem, radość przebywania razem. Wyjazd do Buenos Aires około godz. 24.

9 marca – docieramy do MERLO o godz. 9 rano. Dzień przeznaczony na odpoczynek, pranie, pisanie i przygotowanie do dalszej podróży na północ kraju, do Chaco i Jujuy.

10 marca – jedziemy na lotnisko krajowe. Na drodze duży ruch, 35-kilometrowy przejazd trwa około godziny. Nasz samolot wylatuje o godzinie 11.30. Zmieniamy znowu godzinę na naszych zegarkach. Na lotnisku czeka na nas s. Jolanta Gałka ze znajomą. Od SAN PEDRO DE JUJUY dzieli nas 30 km. Witamy się z siostrami: s. Mirtą Tajariną i dwiema nowicjuszkami, a następnie zwiedzamy dom. Podczas wspólnych Nieszporów, razem z siostrami z Yuto, ceremonia obediencji i wspólna kolacja. Wieczorem o godz. 20 Msza św. i odwiedzenie grobu Padre Miguela Angela, dawnego proboszcza i fundatora naszej tutejszej placówki. Kiedy 23 lata temu podjęłyśmy decyzję o pracy w tej północnej prowincji Argentyny, był on dla nas prawdziwym pasterzem i pozostał nim aż do swojej śmierci, która nastąpiła 2 lata temu.

11 marca – rozmowy m. Franciszki z dwiema nowicjuszkami: Mariną i Ingrid. Mistrzynią nowicjatu jest s. Jolanta, a ponieważ nie było można przenieść s. Jolanty do Merlo z powodu jej misji na tym terenie, trzeba więc było sytuacyjnie przenieść nowicjat tutaj.

Po południu o godz. 15 dalsza podróż autobusem do wspólnoty w LAS HACHERAS, miejscowości położonej na wschód, odległej o 800 km. Po kilku przesiadkach dojechałyśmy o godz. 2 rano na miejsce. Siostry Stefania Chlebicz i Carmen Vera, czekając na nas przed dworcem autobusowym, zasnęły w furgonetce, musiałyśmy je więc obudzić. Dalszy ciąg podróży – to 200 km, w tym 30 km traktem. W czasie drogi powracało nieustannie pytanie: będzie padać czy nie będzie padać? Gdyby padało, nie byłoby można dojechać do domu ani z niego wyjechać. Pozostało zdać się na Opatrzność Bożą, i jak się w końcu okazało, dojechałyśmy bez deszczu, w znośnym upale (nocą nawet było rześko), co jest rzadkością w tym regionie Argentyny, nazywanym „impenetrabile” [niedostępnym].

12 marca – Chaco impenetrabile to olbrzymi obszar Argentyny, obfitujący w roślinność, lecz niedostępny z powodu ogromnej ilości kolczastych roślin i kaktusów. Miejsca pracy sióstr znajdują się w promieniu 5, 10, 30 lub 40 km, w środku tego wielkiego, kolczastego obszaru, po którym zwierzęta domowe (konie, krowy kozy, świnie) poruszają się zupełnie swobodnie. S. Carmen pracuje codziennie w małej szkole, w której jest równocześnie dyrektorką i nauczycielką 28 dzieci na wszystkich poziomach nauczania podstawowego. Równocześnie jest dyrektorką drugiej małej szkoły, znajdującej się 5 km dalej. Niektóre dzieci, żeby dojść do szkoły, muszą przebyć 12 km (pieszo, konno lub rowerem). Ostatnio argentyńska Caritas stara się zaopatrzyć wszystkie dzieci w rowery, aby skrócić czas ich przebywania w pełnym słońcu i upale, dochodzącym do 40°C. S. Stefania zajmuje się katechizacją i pracą w ramach Caritasu, ponieważ tutejsze rodziny żyją w biedzie, którą jeszcze potęguje odległość od wszelkiej pomocy lekarskiej.

Po dobrze zasłużonym odpoczynku Eucharystia i posiłek razem z wikarym parafii (fidei donum Argentyny). Po południu wizyta w kilku miejscowościach, gdzie raz w miesiącu ksiądz odprawia Mszę św. pod drzewem (nie ma tam kaplicy).

13 marca – zwiedzamy inne szkoły, równocześnie obserwujemy niebo, patrząc, czy się nie chmurzy, gotowe w każdej chwili uciec przed ulewą. Na szczęście niebo jest bezchmurne; jest bardzo gorąco. Po posiłku rozmowy z m. Franciszką, a potem udajemy się w kierunku Saenz Pena. Po drodze przejeżdżamy przez miasta, w których pracują polscy księża fideidoniści. Nocna podróż powrotna do San Pedro de Jujuy.

14 marca – o godz. 5.20 jesteśmy w GUEMES. Dalej jedziemy taksówką, zwaną „zniżką” (60-kilometrowa trasa do SAN PEDRO kosztuje niewiele). Jesteśmy na miejscu o godz. 6 i budzimy siostry, które oddają nam swoje łóżka, abyśmy mogły z kolei się na nich przespać). W ciągu dnia rozmowy m. Franciszki z siostrami. Po południu idziemy do kafejki internetowej, żeby połączyć się z pocztą internetową. Idziemy na cmentarz, by się pomodlić przy grobie o. Tarcisio Rubina, misjonarza skalabrinianina, któremu w pewnym sensie zawdzięczamy naszą obecność w tej części Argentyny. W 1981 roku ten ksiądz wraz naszymi siostrami zorganizował wędrowne misje wśród robotników boliwijskich, ścinających trzcinę cukrową. Obecnie są w toku starania o zaliczenie go w poczet sług Bożych. Wieczorem dzielenie się wiadomościami i uczestniczymy we Mszy św. w kaplicy pod wezwaniem Świętej Rodziny, która jest kaplicą tutejszej dzielnicy. Istnieje tutaj wspaniała wspólnota ludzi, z którymi siostry pracują i animują od 23 lat. Odwiedzili nas: mama s. Nelidy i s. Noeli oraz siostra s. Suzany z mężem.

15 marca – po wspólnie spędzonych godzinach porannych wyjazd do YUTO, miejscowości znajdującej się 80 km na północ (2-godzinna podróż autobusem). Wyruszamy razem z s. Olgą i z s. Jolantą. W YUTO czekają na nas s. Adriana Alonso i s. Suzana Aguilera wraz z ich proboszczem, który przygotował dla nas prawdziwe, pyszne asado (mięso pieczone na rozżarzonych węglach). YUTO jest małym miastem, otoczonym plantacjami cytrusów (grejpfrut, pomarańcze, cytryny) i plantacjami bananów. W tym tropikalnym regionie wszystko rośnie. Drzewa awokado i mango są olbrzymie. Jest bardzo gorąco (około 40°C), powietrze bardzo wilgotne i mnóstwo komarów. W tym momencie panuje nawet epidemia dengue (rodzaj malarii).

W tym mieście nasza placówka jest zaledwie od roku, ale s. Suzana dojeżdżała już wcześniej do pracy z San Pedro. Nasze siostry pracują w szkole, specjalizującej się w alfabetyzacji dorosłych, a także zajmują się formacją katechetów. O godz. 20 uczestniczymy we Mszy św. niedzielnej w kościele parafialnym (trzeba poczekać, aż zapadnie noc, by móc skorzystać z odrobiny chłodu).

16 marca – rano rozmowy m. Franciszki z siostrami, modlitwa wspólnotowa, posiłek i wyjazd do SAN SALVADOR DE JUJUY, gdzie ksiądz biskup wyznaczył nam spotkanie na godz. 19.

To miasto jest stolicą regionu, położone jest na wysokości 1700 m npm., co pozwala nam odczuć dobroczynną świeżość. Bardzo interesujące spotkanie z biskupem pozwoliło nam na zapoznanie się z problemami tej diecezji, gdzie s. Jolanta jest w pewnym sensie prawą ręką biskupa. Jest ona zaangażowana w formację seminarzystów i młodych księży, jak również w opracowywanie programu duszpasterskiego diecezji i towarzyszenie w jego wykonywaniu.

O godz. 20 uczestniczymy we Mszy św. w kościele św. Franciszka. Zwiedzamy też katedrę w stylu kolonialnym i rozpoczynamy powrót do San Pedro około godz. 21.30.

Ten powrót był prawdziwą ekspedycją z przygodami. Od początku, jeszcze na górze, pachniało w autobusie spalenizną. Jednak kierowca, nie zważając na nic, zjeżdżał dalej małymi, górskimi drogami „na łeb, na szyję” i zatrzymał się dopiero na nizinie. Było już widać gęsty dym, wydobywa¬jący się z lewej strony autobusu, lecz z wnętrza nikt nie wysiadał. Zaczęłyśmy więc przynaglać ludzi, żeby wysiadali, bowiem paliło się już jedno koło. Nie było paniki, ale nie znaleziono też konkretnego rozwiązania, w jaki sposób dotrzeć do domu. Jest godzina 22.30, od celu dzieli nas 16 km. Nasza 16-osobowa grupa stoi bezradnie na skraju drogi; ruszamy pieszo z naszymi plecakami... i oto Opatrzność Boża obdarza nas swoją opieką – o godz. 23 dojeżdżamy samochodem do domu.

17 marca – w SAN PEDRO rozmowa m. Franciszki z siostrami i krótki odpoczynek przed wyjazdem do Boliwii. Na obiedzie gościmy księdza proboszcza i diakona. Wieczorem uczestniczymy w parafii w ostatniej Mszy św. na terenie Argentyny.

oprac. Marie-Thérèse Vallet
 
Czytany 2230 razy Ostatnio zmieniany środa, 16 marzec 2016 17:06