poniedziałek, 02 maj 2016 11:17

Wiadomości z Boliwii

Wiadomości z Boliwii

Z listu s. Grażyny Małeckiej, Oruro, 29.04.2016 r.

Piszę po długim czasie milczenia. Przyczyną był dość intensywny okres prac apostolskich: najpierw Wielki Tydzień, potem rozpoczęcie roku katechetycznego i krótko po tym święto Patrona kaplicy, tj. Jezusa Dobrego Pasterza.

Katecheza w naszej dzielnicy rozpoczęła się przed prawie dwoma miesiącami i miesiąc temu w Socamani, na wsi. W tym roku przyszła do nas spora grupa młodzieży, aby przygotować się do bierzmowania, dwadzieścia osób i z każdym spotkaniem widać, że bardziej integrują się między sobą, jak też aktywnie włączają się w przygotowanie niedzielnej liturgii. W tym roku katechezę dla nich prowadzi Mariana, córka śp. pana Henryka, oczywiście, wspierana od strony metodycznej i duchowej przez s. Sebastianę. Przy tej okazji bardzo zyskuje p. Adela, żona p. Henryka, która uczestniczy w każdej katechezie jako pasywna obserwatorka, co czyniła przez dziesiątki lat, towarzysząc swemu mężowi. Wychodzi z każdej katechezy po prostu rozpromieniona.  (…)

W każdą niedzielę młodzież ma katechezę w naszym domu i w tym samym czasie dzieci, które przygotowują się do I Komunii Świętej w salonie, obok domu. Naszą radością są ich katecheci, bo to trójka rodzeństwa: dwie dziewczyny i ich młodszy 16-letni brat, którego siostry wprowadzają w katechezę, aby w przyszłości mógł ją prowadzić samodzielnie. Grupa dzieci liczy 20 osób, podzielona wiekowo na dwie grupki: 9-11 i 12-14 lat, co z pewnością jest korzystne dla nich. Co dwa tygodnie, w piątki, s. Olga wraz z jednym małżeństwem prowadzi katechezę dla ich rodziców, to tzw. katecheza rodzinna, popularna w Ameryce Południowej. Poza tym prowadzi też formację dla wszystkich katechetów I Komunii i katechezy rodzinnej w parafii. Ludzie są bardzo zadowoleni z jej towarzyszenia. S. Sebastiana natomiast towarzyszy w parafii katechetom z bierzmowania. Ja, z racji ich zajęć, powróciłam po trzech latach do katechezy dzieci pierwszokomunijnych w Socamani, na wsi, co jest dla mnie ogromną radością.

Co do innych zajęć, jak co roku, poniedziałki rezerwujemy dla wspólnoty, realizując program pracy rocznej, i po południu każda z nas przygotowuje swoje zajęcia. We wtorki, środy i czwartki s. Sebastiana kontynuuje popołudniami świetlicę dla dzieci, większość z nich przynależy do Kościoła ewangelickiego, niektórzy nigdy nie słyszeli o Kościele katolickim, ale też garstka z nich to dzieci z rodzin katolickich, które też przygotowują się do I Komunii.

S. Olga kontynuuje w każdą środę warsztaty biblijne, w tym roku przeszła do poznawania i zgłębiania Nowego Testamentu. W ubiegłym roku włączyła się w pracę zarządu Konferencji Zakonników w Oruro i w tym roku zaproponowano jej funkcję przewodniczącej, którą pełni od dwóch tygodni. S. Olga ma też lekcje dla seminarzystów, dwie godziny we wtorki z Biblii i dwie godziny w czwartki z formacji wartości ludzkich, ale z czterech seminarzystów z roku propedeutycznego zostało już dwóch, oby byli wytrwali, jeśli mają powołanie. Wraz z s. Olgą kontynuujemy pracę w duszpasterstwie więziennym. Przybyło w tym roku więcej woluntariuszek, co nas cieszy. S. Sebastiana prowadzi formację dla kilku pań z grupy Misjonarek św. Urszuli Ledóchowskiej, a ja te misje wprowadzam w czyn, odwiedzając z paniami w każdy wtorek rodziny naszej dzielnicy i sąsiednich dzielnic. Ta misja permanentna jest jedną z form ewangelizacji, bardzo znanej i akceptowanej w Boliwii. W Polsce to czynią tylko świadkowie Jehowy, więc jasne, że na początku musiałam mocno przestawiać moją mentalność, kiedy pukaliśmy do drzwi domów nieznanych nam ludzi, mówiąc, iż reprezentujemy Kościół katolicki, ale teraz to czuję i czynię z ochotą.

W tym roku z zaskoczenia przyszedł do nas były seminarzysta, którego znam od siedmiu lat, aby tworzyć zespół muzyczny w naszej kaplicy, i jak na razie to wychodzi całkiem dobrze, bo niektórzy młodzi, którzy w zeszłym roku mieli bierzmowanie, grają na instrumentach i prowadzeni przez Cristiana dobrze się realizują. S. Sebastiana im towarzyszy w soboty podczas prób. Ja w soboty kontynuuję formację ministrantów i nawet ich grupa się powiększa z każdym rokiem, teraz mamy więcej ministrantek. Dziwię się, jak oni wytrzymują moje wymagania. Być może, że od jutra będę miała wsparcie jednej studentki w tej formacji, co byłoby bardzo dobre.

Wyraźnie widać, że wspólnota ludzi w naszej kaplicy się powiększa. Przypominają mi się zawsze słowa s. Anny Klimczak, która od początku mawiała, że potrzeba siedmiu lat, aby ludzie zaczęli czuć wspólnotę Kościoła. Śp. p. Henryk czynił bardzo dużo, ale sam i zwoływał ludzi na uroczystości, teraz powoli oni zaczynają czuć, że są odpowiedzialni za Kościół i mogą dać z siebie bardzo wiele. Z pewnością siostry z Argentyny w tym bardzo pomagają, bo troszeczkę podobny jest styl pracy duszpasterskiej w całej Ameryce Południowej. Podczas święta Patrona kaplicy publicznie dziękowali nam przede wszystkim za to, że pomagamy im wzrastać w wierze, a to przecież jest najważniejsze, aby prowadzić innych do Pana Boga. Dobrze, że tak odczytują naszą obecność w tej wspólnocie katolickiej, którą nam powierzono.

Ciągle zajmują moje myśli tutejsze powołania do życia zakonnego. Czasami myślę sobie, że jak trzeba będzie czekać kolejne siedem lat na decyzję dziewcząt, to się zestarzejemy… Bardzo pokornie proszę Siostry z Polski, a szczególnie z Pniew, aby u stóp Matuchny modliły się za te dziewczęta, i bardzo dziękuję za modlitwę wszystkim siostrom, które czynią to od wielu lat.

Dwa razy w tygodniu prowadzimy sprzedaż ciast na naszym dzielnicowym rynku. Jakiś symboliczny grosz wpływa, przez co wszystkie czujemy się lepiej, że chociaż trochę możemy zarabiać na życie własnymi rękoma, ale najważniejsze jest to, że to naprawdę dobra forma ewangelizacji ludzi i kontakt przede wszystkim z wszystkimi kobietami z dzielnicy, które zajmują się zakupami. Jeden raz w tygodniu sprzedaje s. Olga i jeden raz s. Sebastiana, a ja przygotowuję materiał na sprzedaż. Ta praca też nas łączy jako wspólnotę. Od czasu sprzedaży naszych wyrobów coraz częściej spotykamy się z życzliwym gestem od różnych ludzi, tj. ofiarowania nam mąki, cukru, ryżu i innych produktów, bo ludzie zorientowali się, że nie jesteśmy na utrzymaniu Kościoła lokalnego. Jeden raz s. Sebastiana poszła kupić warzywa i dowiedziała się od pani sprzedawczyni, że nasz sąsiad zostawił jej pieniądze na zakup warzyw i owoców dla nas na cały miesiąc. To są takie wymowne gesty przychylności ludzkiej skierowanej do naszej wspólnoty, co nas cieszy i daje jakiś „ludzki napęd”.

Jeszcze na koniec wspomnę, że pisze ten list, używając nowego komputera (właściwie używanego laptopa), ale w bardzo dobrym stanie, podarowany nam przed miesiącem. Któregoś dnia szukałam małych głośników do projektora i wskazali mi na sklep komputerów używanych. Poszłam tam z samego rana, dobrze mi się rozmawiało z właścicielem sklepu i jego siostrą, których spotkałam pierwszy raz w życiu. Powiedział mi właściciel sklepu, że za miesiąc będzie miał głośniczki, których szukam, i je podaruje naszej wspólnocie… Oczy mi się zaszkliły, podziękowałam serdecznie za ten gest. Później przygotowali mi śniadanie, dobry placek z kinu i kawę. Ja w międzyczasie przyglądałam się używanym laptopom, które kosztowały 1.600,00 Boliwarów, tj. 230 dolarów, zainteresowałam się nimi, nie myśląc o ich kupnie. Pewnie po dobrej godzinie czasu zakończyliśmy konwersacje, wstałam, aby się pożegnać, a tu niespodzianka, mniej więcej taka: „Niech siostra chwilę poczeka, bo mam mały prezent dla waszej wspólnoty”. Podaje mi laptop, z wszystkimi kablami, myszą…, „ale niech on służy w pracy dla ludzi”. Odpowiedziałam, oczywiście ze łzami w oczach, że to czynimy na co dzień, bo nasza praca to służba ludziom. Trójka jego już dorosłych dzieci mieszka w Stanach Zjednoczonych i dlatego on sprowadza komputery i inny używany sprzęt elektroniczny do Boliwii. Na dodatek ten pan należy do Kościoła Adwentystów, obiecał, że z zaskoczenia nas kiedyś odwiedzi, wiec czekamy na to zaskoczenie.

Na tym kończę moje pisanie, serdecznie pozdrawiam, dziękuję za modlitwę i ciągle pokornie o nią proszę. Z darem codziennej modlitwy – s. Grażyna

Czytany 930 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 12 styczeń 2017 09:38