niedziela, 04 czerwiec 2017 09:49

Z kroniki Zgromadzenia

5 czerwca 1997 - Ojciec Święty Jan Paweł II odwiedza urszulański dom na Jaszczurówce w Zakopanem

Ojciec Święty Jan Paweł II był związany z naszym domem na zakopiańskiej Jaszczurówce od lat sześćdziesiątych. Przyjeżdżał tam jako biskup, arcybiskup i kardynał na kilka dni odpoczynku. W latach siedemdziesiątych spędzał u sióstr m. in. pierwsze dni każdego roku. Można więc powiedzieć, że tradycja pobytów na Jaszczurówce u szarych urszulanek kształtowała się przez dobre kilkanaście lat...
Mieszkał wtedy w skromnie urządzonym pokoju na pierwszym piętrze, w którym teraz znajduje się małe muzeum. To tu, przy biurku ze sklejki pisał rekolekcje wielkopostne na prośbę Pawła VI. Przed wyborem na papieża Karol Wojtyła ostatni raz przyjechał na Jaszczurówkę w kwietniu 1978 roku. Miesiąc po wyborze na Stolicę Piotrową Ojciec Święty Jan Paweł II zwrócił się do urszulanek SJK w przemówieniu wygłoszonym w Auli Pawła VI: „Drogie siostry urszulanki, dzięki wam za to, że byłyście mi zawsze pomocne; za to, czym będziecie jutro. Miałem w kraju dwa domy u was: jeden w Zakopanem na miłej Jaszczurówce, drugi w Warszawie. Jakżebym chciał znaleźć się jeszcze kiedyś pod dachem któregoś z nich. Błogosławię wam”. To pragnienie odwiedzenia Jaszczurówki Ojciec Święty mógł spełnić dopiero w 1997 roku podczas swojej szóstej pielgrzymki do Ojczyzny, kiedy w dniach 4 – 7 czerwca gościł w Zakopanem. W dniu 5 czerwca, w wigilię Uroczystości Najświętszego Serca Jezusa, Jan Paweł II nieoczekiwanie przyjechał z wizytą do domu urszulanek SJK na Jaszczurówce. Oto wspomnienia sióstr napisane bezpośrednio po spotkaniu z dostojnym Gościem:

Czwartek, 5 czerwca, był jednym z tych niewielu momentów, które w programie papieskiej pielgrzymki do Ojczyzny były przewidziane jako tak zwany czas „prywatny” Ojca Świętego. Dzień ten Papież miał spędzić w Zakopanem, ale gdzie i w jaki sposób – na ten temat żadnych informacji nie podawano. Kilka dni wcześniej, podczas spotkania w studiu TV Kraków, burmistrz Zakopanego Adam Bachleda-Curuś powiedział, abyśmy pozwolili Ojcu Świętemu „poczuć się u nas swobodnie i włączyć się tak, jak będzie chciał, w życie naszego miasta, w naszą codzienność”.
 
Na temat odwiedzin w naszym domu na Jaszczurówce nie otrzymałyśmy żadnej – ani oficjalnej, ani „półoficjalnej” informacji. Przychodzili wprawdzie ludzie z zewnątrz, nasi sąsiedzi, podpytując, czy nie będzie u nas Ojca Świętego. Niektórzy jakby nie dowierzali, że naprawdę nic na ten temat nie wiemy. Ale dom już od dawna przygotowywał się na spotkanie z Janem Pawłem. Kilka ostatnich dni przed przyjazdem Ojca Świętego trwało ozdabianie domu i całej posesji papieskimi i narodowymi emblematami. Dekoracje proste, ale zawierające w sobie całe nasze oddanie i miłość do Papieża. W kaplicy i pokoju, w którym zwykle mieszkał kardynał Wojtyła podczas swoich najczęściej krótkich wizyt w Zakopanem, piękne bukiety kwiatów, oryginalnie ułożone, potwierdzały, że Ojciec Świętym jest naprawdę Gościem oczekiwanym.
 
Mijał dzień – w pracy i oczekiwaniu na jakikolwiek sygnał ze strony urzędników Biura Ochrony Rządu (zwykle, także podczas nieoficjalnych odwiedzin Papieża w jakimś miejscu, nawet na krótko przed tym, ale zjawiają się funkcjonariusze, by dokonać rozeznania w terenie, a przynajmniej telefonicznie uprzedzają o planowanej wizycie). Czekałyśmy więc na znak, który się nie pojawiał. Kończył się dzień. Wieczorna Msza św., podczas której modliliśmy się wszyscy za Ojca Świętego, nabożeństwo czerwcowe, uwielbienie Eucharystii – bo przecież czwartek przed Uroczystością Serca Jezusowego, potem kolacja, przedłużone wspólne spotkanie – i nasze emocje związane z oczekiwaniem na Papieża zaczęły powoli opadać, wraz z nadzieją na spotkanie z Nim pod urszulańskim dachem. Cieszyłyśmy się jednocześnie, że Papież odpoczął w górach, bo można było przypuszczać, że z pewnością na jakąś wycieczkę się wybrał… I nagle, gdy już siostry powoli zaczęły się rozchodzić, nie wiadomo skąd przyszła informacja: „Papież jedzie do was!” Tę nowinę przynieśli najprawdopodobniej ludzie świeccy, którzy nie tracili nadziei do końca. Gdy więc policjanci z eskorty z eskorty Ojca Świętego zaczęli dopytywać ludzi, gdzie jest wejście „do tych zakonnic z przedszkolem”, wszyscy zebrani na ulicy byli już pewni, że za chwilę zobaczą Ojca Świętego.
 
Trudno opisywać, co się wtedy działo. Nagle, nie wiadomo skąd, przy wjeździe na teren posesji zebrała się wielka grupa ludzi, my – matka Jolanta Olech, Rada, siostry przełożone i wspólnota domu zakopiańskiego – zeszłyśmy do bramy. Nadjechały policyjne motocykle i wozy jako „straż przednia” papieskiego orszaku z biskupem Janem Chrapkiem, a w chwilę potem kryty samochód, w którym… siedział Ojciec Święty razem z ks. prałatem Stanisławem Dziwiszem. Wzruszający moment, gdy samochód zatrzymał się przed wjazdem i powoli zaczął skręcać ku bramie… Z auta szybko wysiadł bp Chrapek i polecił iść do domu. Samochód papieski jechał powoli do góry, otoczony rozentuzjazmowaną grupą sióstr i ludzi świeckich. Nagle pojawiły się (skąd w tak krótkim czasie?) dzieci w strojach komunijnych i góralskich.


 
Ojciec Święty wysiadł z samochodu, przywitany i zaproszony przez matkę Jolantę, witany także śpiewem zebranych, wszedł do wnętrza. Za Nim weszła Matka, matka Urszula Frankiewicz i siostra asystentka Franciszka. Zebrało się około 300 osób, więc tłok przed drzwiami wejściowymi był ogromny. To kardynałowi Macharskiemu zawdzięczamy, że zdołałyśmy my – urszulanki, wejść do środka (uspokoił ludzi, tłumacząc całą sytuację i cel papieskiej wizyty w tym domu). Zebrałyśmy się w kaplicy, a za oknami, których nie można było otworzyć (zasady bezpieczeństwa) stali ludzie „przyklejeni” do szyb.
 
Pierwsze kroki Papież skierował na górę, do „swojego” pokoju. Po kilku minutach Papież wrócił, a wchodząc do kaplicy witał się z siostrami. Poprosił, by odśpiewać Litanię do Najświętszego Serca Jezusowego, klękając na przygotowanym przed ołtarzem klęczniku. Tak odprawiliśmy z Ojcem Świętym nabożeństwo czerwcowe… Po nabożeństwie udzielił wszystkim zebranym błogosławieństwa. Wszystkim nam, urszulankom, szczególnie głęboko zapadły, proste na pozór, słowa Papieża. Wychodząc z kaplicy zatrzymał się jeszcze i powiedział: „Wy jesteście urszulanki SERCA JEZUSA KONAJĄCEGO”, dobitnie podkreślając głosem, oddzielając poszczególne słowa, nasz zgromadzeniowy predykat. Potem, we właściwy sobie lekko żartobliwy a zarazem poważny sposób, dodał: „Tylko mi się dobrze sprawujcie”. Błogosławił dzieci, które podczas modlitwy zgromadziły się wśród sióstr, najbliżej papieskiego klęcznika.
Pożegnany przez matkę Jolantę Ojciec Święty opuszczał nasz dom, rozmawiając i pozdrawiając znajomych. Samochód papieski powoli odjechał. A my pozostałyśmy pełne radości i zadumy nad tym szczególnym spotkaniem: we wspólnej modlitwie do Serca Jezusowego, w wigilię naszego patronalnego święta.



Więcej o pobytach Karola Wojtyły i innych świętych Gości w domu na Jaszczurówce na stronie domu…
Czytany 549 razy Ostatnio zmieniany niedziela, 04 czerwiec 2017 10:00