czwartek, 31 sierpień 2017 09:12

Z kroniki Zgromadzenia

1 września 1922 - Rozpoczęcie pracy w Sieradzu

Urszulańskie dzieje podominikańskiego klasztoru w Sieradzu zaczynają się w kwietniu 1921 roku, kiedy matka Urszula przyjęła zaproszenie ziemianek powiatu sieradzkiego do wygłoszenia odczytu o działalności młodego Zgromadzenia szarych urszulanek. Po odczycie podeszły do Matki dwie panie z propozycją, by urszulanki przejęły klasztor w Sieradzu...


Trudność polegała na tym, że budynek wówczas był – jak pisze matka Urszula w Historii Kongregacji – częściowo już ruiną. Gdyby się po ludzku oceniało sytuację, przyjęcie takiej propozycji było zupełnym szaleństwem, zważywszy jeszcze, że Zgromadzenie dopiero zaczynało działać, że dom macierzysty w Pniewach właściwie dopiero się rozwijał – ze sporym wysiłkiem materialnym, z małą liczbą sióstr. Święta Urszula jednak, zdając się całkowicie na Bożą opatrzność i pomoc, z ufnością podjęła się wyzwania – i zgodziła się… Mimo początkowych trudności natury urzędowej a także finansowej (z powodu rosnącej inflacji) zaczęto odbudować i odrestaurować klasztor tak, by chociaż część nadawała się do zamieszkania. Z każdym dniem było piękniej w tym drogim, starym klasztorze. Od września 1922 w Sieradzu pracowały cztery siostry – w klasztorze zamieszkały w październiku. Rok później sprowadzono do Sieradza warsztaty tkackie, na których siostry wytwarzały piękne, barwne tkaniny regionalne.

Dzięki gorliwej działalności pierwszych sióstr, a także wytrwałości i odwadze sióstr zamieszkujących klasztor sieradzki w czasie drugiej wojny światowej, wielowiekowa historia klasztoru nie urwała się: W 2010 roku klasztor obchodził 750-lecie swojego istnienia.

Z Historii Kongregacji

Na 17 kwietnia 1921 zaprosiła mnie pani Prądzyńska, bratowa siostry Prądzyńskiej, do Sieradza, aby tam wygłosić odczyt o naszej działalności. Dzięki Bogu, udało mi się jakoś zebrać siły, opuściłam kochany Lwówek, gdzie mi bardzo dobrze było, i wyruszyłam z siostrą Prądzyńską do Kościerzyna, wioski w pobliżu Sieradza należącej do pani Prądzyńskiej. Bardzo miło zostałam tam przyjęta Był to dzień mych urodzin. O godzinie piątej po południu pojechałyśmy do Sieradza na odczyt. Mówiłam o naszej pracy dla ubogich, o potrzebie tej pracy.

Po odczycie zwrócili się do mnie ksiądz rektor kościoła klasztornego i panie ziemianki z propozycją, byśmy objęły klasztor podominikański w Sieradzu, który jest częściowo już ruiną i coraz bardziej niszczeje. Datuje się z 1260 roku, Kościół zapuszczony, ale jeszcze w stosunkowo niezłym stanie. Reszta to albo już zupełna ruina – jak na przykład dach, w którym są dziury ogromne, czy część główna ku dolinie Warty skierowana – albo pomieszczenia wymagające natychmiastowego remontu. W zabudowaniach mieści się szkoła powszechna, która wobec fatalnego stanu budowli może się tu utrzymać zaledwie przez kilka lat. W części budynku wychodzącej na miasto ksiądz rektor ma rodzaj biura, ale i to wszystko zagrożone ruiną. A jednak jakiż to ładny zabytek: krużganki śliczne mimo rujnacji, rozległy wirydarz, tak dziś zapuszczony – wszystko tu przemawia do duszy, do serca!

Panie zaprowadziły mnie do kościoła klasztornego. W głównym ołtarzu spogląda na nas z obrazu Matka Boska Różańcowa z Dzieciątkiem. Całą sukienkę ma ze srebrnych płyt. Zmówiłyśmy Zdrowaś Maryjo w intencji, by Bóg pozwolił mi objąć Sieradz. Taki poczułam sentyment do tego starego klasztoru! Ileż tu modlitw wznosiło się ku Bogu! Ileż cnót, ileż ofiar, a może nawet krwi męczeńskiej ściągało na ten dom błogosławieństwo Boże!

Obeszłyśmy cały dom – jedna wielka ruina! A przecież ma on w sobie coś pociągającego. Oświadczyłam paniom, że gotowa jestem ten klasztor przejąć i odrestaurować. Wkrótce oznajmił mi ksiądz biskup, że bardzo chętnie odda mi klasztor sieradzki, bylebym najpierw postarała się o pozwolenie od dominikanów. Napisałam do ojca generała dominikanów. Otrzymałam bardzo miły list z wiadomością, że mi oddaje klasztor sieradzki, co później i Święta Kongregacja potwierdziła.

Zabrałyśmy się więc do pierwszych prac restauracyjnych za pieniądze przywiezione z Danii, które przeznaczone zostały na zakup najpotrzebniejszych materiałów budowlanych za sumę dwóch milionów marek bardzo nisko stała wówczas marka polska). Miało to wystarczyć na odrestaurowanie całego głównego skrzydła. (…)

Od września 1922 obsadziłam już Sieradz. Dałam tam siostrę Tyszkiewicz jako kierowniczkę, siostrę Grześkowską jako katechetkę i jeszcze dwie inne siostry. Z początku zamieszkały u pani Tymienieckiej, a od października przeniosły się do klasztoru. Ale jakie tam miały warunki! Gnieździły się w dwóch małych pokoikach, bo reszta jeszcze nie nadawała się do zamieszkania. W głównej części kręciło się pełno robotników, a może nawet jakieś wagabundy w nocy tam mieszkały, bo wszystko było otwarte.

Odwiedziłam siostry. Ciężko jeszcze miały biedaczki, miejsca mało, ciasnota. Siostra Grześkowska uczyła w szkole, siostra Tyszkiewicz dawała lekcje prywatne – z tego żyły. Najgorzej wieczorem, gdy lał deszcz, wiatr huczał i dookoła ciemności. Trzeszczała, huczało, piszczało w nie zamieszkałym klasztorze, raz po raz trzaskały stare odrzwia. Idziemy któregoś dnia z małą latarką na chór muzyczny, by odmówić pacierz wieczorny. Kościół ciemny, tylko z daleka błyszczy mała lampka i mówi, że Jezus jest tu. Dziwną akustykę ma ten stary kościół. Mówimy pacierz, a wydaje się, że cały kościół mówi go razem z nami. Czasem z jakiegoś kąta nagle wyleci nietoperz... W całym tego słowa znaczeniu jeszcze nieprzytulnie w starym klasztorze! Ludzie opowiadają o duchach, co tu spacerują, a siostry się boją. Ale mimo to raźno idzie praca, roboty restauracyjne postępują, więc i rodzi się nadzieja, że wkrótce będzie można sprowadzić tu więcej sióstr i warsztaty z Ozorkowa.

Już w listopadzie 1922 stało się to faktem – tkalnię urządzono w długiej sali usytuowanej wzdłuż kościoła. Powoli przybywało coraz więcej wyremontowanych cel w głównej części budynku, ułożono posadzkę w kościele i w krużgankach – z każdym dniem było piękniej w tym drogim, starym klasztorze.

Obecnie:

Przy klasztorze działa DPS dla dzieci z głębokim upośledzeniem mózgowym. Poza prowadzeniem Zakładu siostry pracują jako katechetki w szkołach podstawowych i średnich oraz w przedszkolach. Siostra Agnieszka Tarabuła jest nauczycielką jęz. angielskiego w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Sieradzu. W ramach duszpasterstwa przy kościele klasztornym siostry prowadzą grupy oazowe, ERM i asysty kościelnej oraz świetlicę „Światełko Dzikuska” (od lutego 1993). Siostra Alina Kulik zajmuje się chórem „Cantilena” przy kościele klasztornym. Kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Różańcowej pełni funkcję filii parafii w Sieradzu. Obejmuje pracą duszpasterską licznych mieszkańców miasta. Do zadań sióstr należy też oprowadzanie po kościele klasztornym licznych wycieczek.



www.klasztor-sieradz.pl
Klasztor w Sieradzu na FB
Czytany 175 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 31 sierpień 2017 11:42