poniedziałek, 27 listopad 2017 11:00

Z kroniki Zgromadzenia

28 listopada 1932 - Koncert Ignacego Paderewskiego w Rzymie przy via Regina di Bulgaria

Ignacy Paderewski odwiedził urszulański dom przy via Regina di Bulgaria w Rzymie 28 listopada 1932 roku, gdy koncertował w Wiecznym Mieście w ramach swojej podróży koncertowej po Włoszech. W domu przy via Regina di Bulgaria urszulanki prowadziły internat dla młodzieży katolickiej. Internat ten był przedsięwzięciem zrealizowanym dzięki wsparciu papieża Piusa XI, który popierając pomysł matki Urszuli na otwarcie takiej instytucji w Rzymie udostępnił potrzebną kwotę na zakup pięciopiętrowego budynku w centrum miasta, byłego hotelu „Europa”...

Hotel został zakupiony 12 czerwca 1931, a otwarcie domu akademickiego nastąpiło 1 października tegoż roku. Część domu przeznaczono na dom generalny Zgromadzenia. W tym domu w dniu 29 maja 1939 roku zmarła matka Urszula Ledóchowska.

Siostry prowadziły internat dla około 50 studentek, organizowały dla nich w kaplicy domowej rekolekcje, jak również odczyty i dyskusje światopoglądowe, imprezy kulturalne, spotkania z artystami itp. W miesiącach letnich organizowały kursy dla nauczycielek (1932-1938) oraz przyjmowały grupy pielgrzymów i turystów z Polski i innych krajów.

W Dzwonku św. Olafa znajdujemy wspomnienie odwiedzin i małego koncertu Ignacego Paderewskiego, napisane przez jedną ze studentek:

Aż się radowało serce polskie, dowiedziawszy się, że wielki mistrz da koncert w Augusteo w dzień św. Cecylii, tj. 22 listopada. Chwała Polski w stolicy Cezarów! – Już parę dni przedtem Rzym poruszony – gonitwa za biletami, a nie było dużo tanich biletów. – Ceny od 300 lir – loża powyżej 400 lir, a najtańsze po 10 lir dopiero w sam dzień koncertu sprzedawane będą. Młodzież nasza polska, która nie dysponuje wielkimi sumami, głowę sobie łamie, jak dostać tanie bilety. – „pójdziemy o piątej z rana – staniemy w kolejce przed kasą.” „Niepodobna, tam tylko mężczyźni stać mogą, bo pewno będą bijatyki”. Więc co? Musimy być na koncercie; Włosi będą, a my Polki nie?” Więc po ratunek do Matuchny. Wyszukują siostry starego szewca, który zgodził się stać z żoną przed kasą od samego rana. – Nadzieja wstępuje do serc. Około południa szerzy się wieść – że przy sprzedawaniu biletów straszne rzeczy się dzieją, ludzie biją się (…). Nasz biedny szewc wrócił do domu z wykręconą ręką, szewcowa podrapana – bez biletów! Rozpacz! Panny (…) bez wiedzy Matuchny idą do hotelu Quirinale, gdzie mieszka Paderewski – błagają właściciela hotelu, by om sprowadził sekretarza Mistrza, i tak ładnie proszą i błagają, że ten udaje się do samego Paderewskiego, który parę słów kreśli na bilecie z poleceniem do dyrektora kasy – by pannom polskim dać dobre miejsca. – Jak wicher wracają panny do S. Maria Maggiore. – „Mamy bilety, od samego Paderewskiego!” Po koncercie panny wracają, - cudownie, cudownie, cudownie…, ale taka to już natura ludzka, jeszcze więcej pragnie. „A czy Paderewski nie przyjdzie do Matuchny?” Wszak Matuchna go zaprosiła i my, Polki i Włoszki, dołączyłyśmy swe prośby, aby zechciał odwiedzić Casa S.M.M. – Nadzieja w sercu. (…)

W poniedziałek, 28 listopada, około czwartej i pół po południu, ktoś dzwoni do furty. Siostra furtianka otwiera… starszy pan… „Desideri?” – pyta. „Siostrzyczka pewno mówi po polsku – Czy mogę się widzieć z Matką Ledóchowską?

Jakoś siostrzyczka z bijącym sercem prowadzi pana do rozmównicy. „Proszę godność Pana?” Pan wyciąga bilet wizytowy „Ignacy Paderewski”… Siostra pędzi do Matuchny.

W rozmównicy rozmawia Matuchna z Paderewskim – podobno był taki dobry, taki serdeczny dla Matuchny, że łzami rozczulenia na tę dobroć Mistrza reagowała. Zapytał Paderewski o pracę sióstr, o domy – i w końcu przyrzekł, że dla Matuchny tu zagra. – W kapliczce naszej u stóp Jezusa w tabernakulum i ślicznej naszej Matki Boskiej pomodlił się Mistrz chwileczkę – potem zaprowadziła go Matuchna do salonu. Tam panny zebrane, witały go klaskaniem, okrzykiem „Niech żyje!” Matuchna nakazuje ciszę i prowadzi Mistrza do pianina. Z prostotą (…) idzie Paderewski do pianina, siada i zaczyna grać walca Szopena, nokturny… Cisza na sali zupełna. I grał Mistrz, i stałyśmy wsłuchane w tę grę cudowną – Mistrzu, Bóg przez Twe palce przemawia do serc ludzkich, błogosławione Twoje ręce. – Wstał Mistrz – już czas pożegnać nas, bo mu się spieszy. Panny biją brawo, Matuchna wielkiego Mistrza żegna z wdzięcznością, (…) odprowadza do drzwi automobilu, żegna słowami: „Niech Bóg błogosławi”. Automobil rusza… znika z oczu, a ludzie stoją na szosie – „Co to znaczy? Któż to jest?” – pytają. Czy nie wiecie? Zrozumcie dobrze! Casa Santa Maria Maggiore odwiedził dziś „Il piú grande nel mondo!”


(w: Dzwonek św. Olafa, 1933, nr 1, s. 3-6)

Nieco więcej o Casa Santa Maria Maggiore, pierwszym domu generalnym Zgromadzenia




Czytany 130 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 27 listopad 2017 11:10
Więcej w tej kategorii: « Z kroniki Zgromadzenia