niedziela, 11 luty 2018 11:49

List na Wielki Post 2018

On wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby.
…w Jego ranach jest nasze zdrowie.
Mt 8,17; Iz 53, 4-5

Kochane Siostry,

wchodzimy w okres Wielkiego Postu. Od samego początku liturgia nas zachęca, aby pełniej wejść na drogę nawrócenia i z pełnym zaangażowaniem troszczyć się o zbawienie własne i innych. W życiu zakonnym nie możemy ograniczyć się do wykonywanej pracy lub też do zachowania zwyczajów regulujących nasze życie, które niejednokrotnie traktujemy jako ciężar, zapominając o nadaniu całemu naszemu życiu wartości zbawczej i wymiaru misji.

Życie konsekrowane w życiu i misji Kościoła ma szczególne miejsce i niepodważalną wartość. Jest ono głęboko zespolone ze świętością i misją Kościoła. Znajduje się w samym jego sercu, ponieważ wyraża najgłębszą istotę powołania chrześcijańskiego: jest radykalnym darem z siebie, który człowiek składa z miłości do Chrystusa – Mistrza i Oblubieńca – oraz do braci odkupionych na krzyżu krwią Zbawiciela[1]. Ale, aby tak rzeczywiście było, musimy zdecydowanie wejść na drogę świętości, czyli na drogę nawrócenia i upodobniania się do Jezusa.

Wiemy dobrze, że pierwszym celem życia konsekrowanego jest pójście za Jezusem drogą rad ewangelicznych – ma ono być odbiciem życia Jezusa, Jego misji i posłannictwa.

Idąc więc za Jezusem, w tym szczególnym okresie Wielkiego Postu, powinnyśmy jeszcze bardziej upodabniać się do naszego Pana i Mistrza. Miłość do Chrystusa powinna nas także przynaglać do tego, abyśmy były zdolne do takiej solidarności z naszymi braćmi i siostrami jak On, a to wszystko po to, aby inni „mieli życie i mieli je w obfitości”.

Wiemy doskonale, że całe życie Jezusa było wypełnieniem woli Ojca, który dając swojego Syna przypieczętował miłość do człowieka. Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne[2]. Całe życie Jezusa, a zwłaszcza Jego ofiara na krzyżu, ma wartość niezwykłą – wartość odkupieńczą. Zarówno Ewangelista Marek, jak i św. Paweł to potwierdzają: Dał życie swoje jako okup za wielu[3]On wydał samego siebie za nas, aby odkupić nas od wszelkiej nieprawości…[4]. Wcześniej jeszcze, prorok Izajasz napisał: On obarczył się naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści (…), w Jego ranach jest nasze zdrowie[5].

To nie samo cierpienie ma wartość – iluż ludzi cierpi i z tego nie czerpie żadnej korzyści. Jezusowe cierpienie nabiera wartości tylko dlatego, że jest przyjęte dobrowolnie i z miłości do Ojca, i do każdego z nas. Jezus przyjmując naturę ludzką i związane z nią wszelkie ograniczenia, tym samym potwierdza, że wola Ojca jest dla Niego najważniejsza, jest pokarmem, sensem nadającym ostateczną wartość Jego życiu i misji.

Tu nie chodzi o szukanie cierpienia czy nawet jego pragnienie, ale chodzi o to, aby przeżywać swoje życie z gotowością przyjęcia tego wszystkiego, co się składa na naszą codzienność, małych czy też większych trudności: w pracy, we wzajemnych relacjach, w słabościach i ograniczeniach wynikających z wieku, czy też choroby – tego wszystkiego, co Matka Założycielka nazywa „małymi krzyżykami”. To z nich jest utkane nasze życie, tak jak życie każdego człowieka. To w takiej właśnie rzeczywistości realizuje się nasza odpowiedź na zaproszenie Jezusa: Pójdź za Mną. Nasza codzienność bowiem jest właściwym miejscem i okazją, aby okazać Panu naszą wierność i wzrastającą miłość do Niego i innych.

Dla potwierdzenia powyższej refleksji powrócę do słów Jezusa, skierowanych do każdej z nas na początku drogi naszego życia zakonnego: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje[6]. Jezus w Ewangelii Mateusza powie jeszcze dobitniej: Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien[7]. Pytajmy więc same siebie, w jakiej mierze i z jakim nastawieniem przeżywamy naszą codzienność? Czy rzeczywiście miłość do Jezusa i do innych jest motorem naszego oddania się Panu i Jego sprawom?

Powróćmy też przez chwilę do treści homilii Jana Pawła II, podczas kanonizacji naszej Założycielki, aby idąc za wzorem Matki Założycielki, odkryć sekret dobrze przeżytego życia szarej urszulanki: Święta Urszula Ledóchowska przez całe swe życie wiernie i z miłością wpatrywała się w oblicze Chrystusa, swego Oblubieńca. W sposób szczególny jednoczyła się z Chrystusem konającym na Krzyżu. To zjednoczenie napełniało ją niezwykłą gorliwością w dziele głoszenia słowem i czynem Dobrej Nowiny o miłości Boga. Niosła ją przede wszystkim dzieciom i młodzieży, ale także osobom znajdującym się w potrzebie, ubogim, opuszczonym, samotnym. Do nich wszystkich mówiła językiem miłości popartej czynem. (…) Była w swoich czasach apostołką nowej ewangelizacji, dając swym życiem i działaniem dowód, że miłość ewangeliczna jest zawsze aktualna, twórcza i skuteczna.

I na koniec niech przemówi do nas sama Matka Założycielka:

„Wykonało się[8]”. Ile treści zawiera w sobie to króciutkie słowo. Wszak w nim mieści się całe życie Jezusa. Wszystko, co według woli Ojca niebieskiego miał do spełnienia, spełnił co do joty, choć w najstraszliwszych cierpieniach. Wykonał wszystko, niczego nie opuszczając, w niczym sobie nie folgując. (…) Jezu, wziąłeś na siebie grzechy wszechświata, by za nie odpokutować, i ten ogrom pokuty nosiłeś przez całe życie na swoich barkach, a cierpienie od pierwszej chwili Twego życia stało się nieodstępnym Twoim towarzyszem. (…) Kosztem Twego życia, Twej krwi wykonało się wszystko, co było potrzebne dla mego szczęścia. Oddałeś dla mnie wszystko, by stać się moim wszystkim: w życiu, w śmierci i przez całą wieczność. (…) Jakże nie kochać Ciebie, o Jezu mój na krzyżu, jakże nie starać się o to, bym i ja wiernie wykonała zadanie, jakieś mi w moim życiu nakreślił! Jakże nie łączyć tak ściśle mego życia z Twoim życiem na drzewie krzyża świętego, bo tam życie moje nabiera wartości w promieniach wychodzących z Twoich świętych ran! O Jezu Ukrzyżowany, daj mi razem z Tobą wykonać wszystko, czego ode mnie się spodziewasz[9].

Zapatrzone w przykład naszej świętej Założycielki, zechciejmy naśladować w codzienności Jej postawy. Sięgnijmy do Jej pism, zwłaszcza do medytacji na Wielki Post, a także do Dyrektorium, część F, rozdz. I-VIII, które krok po kroku będą nas mobilizowały i wprowadzały w tajemnicę Boga Miłości, który w Jezusie Chrystusie nie przestaje cierpieć z powodu braku odpowiedzi człowieka miłością na Jego Miłość.

Niech Bóg nam błogosławi i czyni owocnym każdy nasz trud na drodze nawrócenia i niesienia pomocy innym.

(-) m. Franciszka Sagun

Wielki Post, 2018

 

[1] Por. Dekret o działalności misyjnej Kościoła Ad gentes, 18.

[2] J 3,16.

[3] Por. Mk 10,45.

[4] Por. Tt 2,14.

[5] Por. Iz 53,4-5.

[6] Mk 8,34.

[7] Mt 10,38.

[8] J 19,30.

[9] Z Medytacji św. Urszuli na wtorek Wielkiego Tygodnia, III/IV-49.

Czytany 400 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 12 luty 2018 10:30