środa, 11 styczeń 2017 17:07

Boże Narodzenie na Filipinach - przejmująca relacja

Adwent, rozpoczynający nowy rok liturgiczny w Kościele, jest czasem szczególnym, radosnym przygotowaniem na spotkanie Zbawiciela, Słowa, które stało się Ciałem… które zamieszkało między nami, które stało się Eucharystią, abyśmy i my doświadczając wielkiej łaski obecności Jezusa potrafili dzielić się nią z innymi. Aby przygotować się na spotkanie Jezusa w drugim człowieku, rozpoczęliśmy Adwent rekolekcjami we wspólnocie, a następnie napełnione Bożą inspiracją zabrałyśmy się do dzieła, do planowania spotkań bożonarodzeniowych...

W międzyczasie otrzymałyśmy zaproszenie, aby poprowadzić rekolekcje adwentowe dla wszystkich parafian w jednej z parafii naszej diecezji. Z radością przyjęłyśmy to zaproszenie, rozumiejąc je jako nowe wezwanie, a przy okazji, aby przedstawić nasze Zgromadzenie i dać młodym dziewczętom okazję rozpoznania powołania. Za przygotowanie tych rekolekcji była odpowiedzialna siostra Lischiel, juniorystka. Bardzo pięknie je poprowadziła, parafianie wyrazili wielką wdzięczność za obecność sióstr.

Ja z kolei (s. Wioletta) otrzymałam zaproszenie od księdza Rektora, aby poprowadzić rekolekcje adwentowe dla wszystkich kleryków naszego seminarium diecezjalnego. Także to spotkanie było bardzo udane, mogliśmy doświadczyć, jak łaska Boża działa w sercach ludzi.

Razem z kapłanami przygotowywałyśmy również więźniów do przeżycia Bożego Narodzenia poprzez rekolekcje adwentowe i spowiedź. Wiele łez się polało.. i w duszach zamieszkał pokój. W dwóch więzieniach strażnik pozwolił na codzienne odprawianie Mszy św. roratniej, co spotkało się z wielką radością i wdzięcznością więźniów. Od 16 do 23 grudnia uczestniczyłyśmy we Mszy św. nowennowej, tzw. Simban gabi, co znaczy: Msza o pianiu koguta. Jest to odpowiednik polskich rorat, tylko celebruje się ją wcześniej, o 4.30 rano. Mimo wczesnej godziny i deszczu nasz kościół był codziennie wypełniony po brzegi, to piękna tradycja na Filipinach. W ciągu dnia natomiast przygotowywałyśmy paczki świąteczne dla różnych grup, dla których organizowałyśmy spotkania bożonarodzeniowe.

Przy tej okazji pragnę podzielić się bardzo głębokim doświadczeniem Opatrzności Bożej, jakie przeżyłam w czasie Adwentu. Otrzymałam wiadomość, że w tym czasie nie ma żadnych ofiar dla więźniów na choćby mały podarunek, a mamy pod naszą bezpośrednią opieką już ponad 2000 osób. Wiedząc, że wielu z nich nie ma rodziny i bliskich, którzy by ich odwiedzili, wielu cierpi na różne choroby i smutek w czasie Bożego Narodzenia, zmartwiłam się, bo jak tu zaradzić wszystkim wydatkom. Czułam się zmęczona i nie mając sił chodzić i szukać hojnych dobroczyńców, modliłam się mówiąc, że trudno, jeśli Pan Jezus chce abyśmy cokolwiek zrobiły dla więźniów, to musi się postarać o ofiary na ten cel ... i modlitwa toczyła się dalej. Ku mojej wielkiej radości i wdzięczności przez kolejne trzy dni różne osoby przynosiły mi ofiary dla więźniów na Boże Narodzenie. Dzięki nim z wielkim entuzjazmem zakupiłyśmy potrzebne rzeczy, aby przygotować małe podarunki dla więźniów. Raz jeszcze Pan Bóg okazał nam, że jest większy od naszej słabości i poprzez słabość nas doskonali, aby Mu zupełnie, bez reszty zawierzyć. Duszpasterstwo więzienne to Jego dzieło, a my jesteśmy tylko małymi narzędziami w Jego ręku. Oprócz ofiar pieniężnych podarowano wiele ubrań, przyborów toaletowych i ryżu, co odpowiednio zapakowane i przygotowane rozdzielaliśmy na różnych spotkaniach.

16 grudnia wyruszyłyśmy z kolędowaniem do jednego z więzień, które znajduje się w podziemiach budynku straży pożarnej, bez okna i dostępu słońca, liczy ono 353 więźniów. Przygotowałyśmy podarunki dla każdego więźnia, a parafia przygotowała posiłek. Byłyśmy szczerze wzruszone przygotowaniem więźniów na kolędowanie, każda cela, a jest ich sześć, przygotowała piękną dekorację i przedstawiła jasełka. W tym „podziemiu” wybuchła ogromna nadzieja na nowe życie, jakie przynosi nowo narodzony Jezus… Jak niewiele potrzeba, aby smutek zamienić w radość! W połowie stycznia dla tego więzienia organizujemy misję medyczną z grupą lekarzy z Włoch.

17 grudnia odbyło się spotkanie bożonarodzeniowe w naszym domu dla adoptowanych dzieci i ich rodzin. Przybyło około 150 osób. Dzięki pomocy i ofiarom od sponsorów zakupiłyśmy dla rodzin ryż i paczki żywnościowe. Dzieci otrzymały również przybory toaletowe i ubrania. Spotkanie rozpoczęło się uroczystą modlitwą, po której grupa dzieci szkoły podstawowej przedstawiła jasełka, w których brały udział także nasze dwu- i trzyletnie maluchy jako aniołki. Następnie odbyło się kolędowanie i zabawy dla dzieci. Oczywiście z wielką radością został przywitany św. Mikołaj, który hojnie obdarzył podarunkami wszystkie rodziny, po czym wszyscy zasiedli do wspólnego posiłku.

18 grudnia miało miejsce spotkanie w kolejnym więzieniu. Razem z szefem więzienia i więźniami zdecydowaliśmy, że w tym roku zorganizujemy Christmas Party dla dzieci więźniów. Ten pomysł wszystkim się spodobał. Dzieci razem z ich mamami zostały zaproszone na Eucharystię, po której zostały przedstawione jasełka. Warto wspomnieć, że rolę św. Józefa zagrał wspaniale nasz kapelan, ksiądz Herman, salwatorianin z Niemiec. Mimo padającego deszczu, a co za tym idzie braku większej przestrzeni na spotkanie, nasze siostry poprowadziły program dla dzieci. Były one szczęśliwe, że otrzymały od swoich ojców podarunek na święta. Małe dzieci otrzymały zabawki, większe – przybory szkolne, a wszystkie dzieci zostały obdarowane paczką słodyczy.

22 grudnia miałyśmy spotkanie kolędowe w trzecim z kolei więzieniu, a 24 grudnia – w więzieniu prowincjalnym (liczy ok. 1000 więźniów). Była tam sprawowana uroczysta Msza św. na zakończenie nowenny, której przewodniczył ksiądz biskup Reynaldo Evangelista. Po Mszy św. chorzy więźniowie i ci, których nikt nie odwiedza, otrzymali podarunki.

Wieczorem 24 grudnia braliśmy udział we Mszy św. w parafii. Liturgia trwała prawie cztery godziny, a następnego dnia wcześnie rano nasza wspólnota podzieliła się na dwie grupy, aby uczestniczyć we Mszy św. w dwóch więzieniach jednocześnie. Po zakończeniu naszej więziennej misji kontynuowałyśmy świętowanie w naszym domu w Amadeo. Siostra Margherita, jak zwykle, przygotowała niespodziankę dla wszystkich – szopkę bożonarodzeniową połączoną z katechezą.

W czasie Bożego Narodzenia Filipiny nawiedził silny tajfun, który pokrzyżował nam plany na dalsze spotkania, jakie zamierzałyśmy zorganizować dla dzieci i ich rodzin żyjących na wysypisku śmieci. Niebo jednak się uśmiechnęło i wkrótce po przejściu tajfunu pokazało się upalne słońce, które wysuszyło drogę wiodącą do naszego celu. I tak 29 grudnia odbyło się Christmas Party pod drzewem mangowym, niedaleko wysypiska śmieci. Ku naszej radości przybyło ponad 100 dzieci z rodzicami. Zabrałyśmy z domu maty, aby mogły usiąść, i rozpoczęło się świętowanie. Dzieci te po raz pierwszy brały udział w Christmas Party. Nasze siostry z entuzjazmem zabrały się do dzieła, przygotowały długi program, od godziny dziewiątej rano do pierwszej po południu. Radość dzieci nie miała granic, kiedy pomimo prawie 40-stopniowego upału, zobaczyły św. Mikołaja! Tę rolę w sposób heroiczny odgrywała siostra Lischiel, bo to nie takie proste wytrzymać w stroju św. Mikołaja w takim upale! Ale czego się nie robi, aby sprawić radość innym, szczególnie dzieciom. Każde z nich otrzymało paczkę z ubraniami, słodycze, żywność, zabawki i inne drobiazgi, z których bardzo się ucieszyły. Bracia Matki Teresy przygotowali posiłek – obiad, który wszyscy zjedli z wielkim apetytem. Po wspólnej modlitwie szczęśliwe dzieci powróciły do swoich małych słomianych domków.

30 grudnia odbyło się już nasze ostatnie spotkanie z dziećmi, tym razem w Tanza, w parafii, której patronuje św. Jan Paweł II. Dzieci i ich rodzice już na nas czekali w jednej z kaplic należących do parafii. Na początku była Eucharystia pod przewodnictwem księdza proboszcza fr. Ronel, po czym rozdałyśmy dzieciom podwieczorek i siostry poprowadziły program dla dzieci. Odbyły się przedstawienia i śpiewy, każde dziecko otrzymało paczkę z ubraniami, przybory toaletowe, słodycze, książki i zabawki. Oczywiście spotkanie zakończyło się obfitym posiłkiem. Na świętowanie przyszły dzieci, które objęte są programem dożywiania i otrzymują dodatkowo ryż ze „Szlaku ryżowego”.

Po raz pierwszy pojawiła się na spotkaniu mama z 10-letnim synem, który urodził się bez nóg i rąk. Chłopiec ma na imię Nico. Na początku był nieśmiały, ale później już się uśmiechał. Ma siedmioro rodzeństwa, matka nie pracuje zawodowo, zajmuje się dziećmi, ojciec jest kierowcą. To, co zarabia, ledwie starcza na wyżywienie rodziny. Nico jest zawsze z mamą, która go nosi na plecach, chłopiec ma 10 lat, więc to nie takie proste dla mamy. Patrząc na nich pomyślałam, że przydałby im się wózek inwalidzki... tyle ludzkiego cierpienia można zobaczyć wśród ubogich.

Dziękując Bogu za wszystkich dobroczyńców i za siły, które nam dał podczas wszystkich spotkań, tak zakończyłyśmy rok 2016, patrząc jednocześnie z nadzieją na rozpoczynający się Nowy Rok 2017.

Wdzięczne Bogu i ludziom

siostry z Filipin

Wszystkie zdjęcia - w Galerii lub na G+

Czytany 604 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 12 styczeń 2017 09:41