środa, 13 wrzesień 2017 09:38

Wiadomości z Oruro/ Boliwia

Cieszymy się, że możemy kontynuować i wspierać pracę szkoły dla dzieci z trudnościami w nauce. Praca ta jest prowadzona w naszym domu, do którego chcemy przyjąć dzieci najbiedniejsze i potrzebujące pomocy. Na rzecz potrzebujących dzieci stworzyłyśmy możliwość przyjęcia również ich młodszego rodzeństwa, ponieważ w rzeczywistości Oruro starsze dzieci powinny dbać o swoich młodszych braci i siostry, żeby rodzice mogli pracować...


 
I często te dzieci są na ulicy lub w domu same, bez żadnej pomocy rodzinnej przy odrabianiu pracy domowej ze szkoły, co więcej, nie mogą przeżywać tego etapu bycia i życia jako dziecko, bo w młodym wieku muszą wykonywać zobowiązania, które należałyby do rodziców.
Obecnie zajmujemy się dziećmi w wieku od 2 do 12 lat, trzy razy w tygodniu w godzinach popołudniowych. Liczymy szczególnie na pomoc Bożej Opatrzności, ponieważ jesteśmy zależni od pomocy wolontariuszy. W rzeczywistości boliwijskiej to wyzwanie jest trochę skomplikowane – skorzystać z pomocy osób, które podejmowałyby tę pomoc w sposób odpowiedzialny. Jest z nami Paola Maribel, dziewczyna, która nam towarzyszy i chce poznać nasze życie zakonne, i jest Nancy, emerytka, która żyje duchowością Chiary Lubich i która była moją nauczycielką języka hiszpańskiego. W ten sposób stworzyłyśmy dwie grupy dzieci: mamy salę dla dzieci mniejszych i ich braci, którzy maja pomóc w odrabianiu lekcji, i drugą dla dzieci i nastolatków, którzy potrzebują pomocy w uzupełnieniu lekcji.

Jest to wielka radość dla nas widzieć uśmiech na twarzy każdego dziecka, kiedy ma możliwość bawić się i być dzieckiem; i radość, że możemy podzielić się tym trochę z tymi dziećmi, które w wielu wypadkach w domu nie mają co jeść; Cieszymy się też, kiedy słyszymy, że lubią przebywać w naszym domu, bawić się i nie chcą wracać do domu.



Staramy się dać im to, co najlepsze, i tu możemy liczyć na pomoc wielu osób, które były naszymi dobroczyńcami w zorganizowaniu przyjaznego i przyjemnego środowiska. Dziękuję siostrom z Brazylii, mojej rodzinie i ludziom dobrej woli z Primavera do Leste/MT, Criciúmy/SC i z Polski, którzy tak hojnie pomagali.

Oprócz tego nasza wspólnota z Oruro przyczynia się również do sprzedaży ciasteczek w sklepie publicznym naszej dzielnicy. Tak więc, z tego niewielkiego dochodu, który otrzymujemy, możemy zrobić „cud rozmnożenia”, „święto radości”.

Dziękuję ogromnie za hojność s. Olgi Caceres i młodej Paoli Maribel, które z taką dyspozycyjnością sprzedają te ciasteczka raz w tygodniu. I dziękuję niezmiernie Bogu, że dał mi okazję do nauki i do przygotowania się, abym następnie mogła się dzielić darami, które Bóg mi dał, kiedy jeszcze byłam w Polsce. To zamiłowanie do kuchni, kreatywność, smak, aby zrobić wszystko z miłością, poznałam u naszych sióstr w Polsce, i tu chciałabym im podziękować – siostrze Marii Lisieckiej, Monice Wrońskiej, Aleksandrze Sołtysiak, Barbarze Jagła, Jolancie i Mirosławie W. Siostry Kochane, niech Siostry wiedzą, że ten drogocenny czas spędzony z Wami w Polsce był dla mnie wyjątkową okazją, wielką łaską Pana Boga. Wiedzcie, że sposób, w jaki wykonywałyśmy rzeczy, zwłaszcza te kulinarne, zachęcił mnie i pomógł mi uświadomić sobie ten dar ukryty w moim wnętrzu. Dzięki Wam mogę służyć swoimi darami, tworząc i robiąc wszystko z wielką miłością. Jedno jest pewne w tym życiu: jest zawsze ktoś, kto na nas patrzy, i ten akt obserwacji może stać się dla kogoś nauką lub odwrotnie, zniechęcić go. Siostry Kochane, możecie być pewne, że nauczyłam się wiele od każdej z Was, i jestem bardzo wdzięczna za wszystko.

Zawsze powtarzam: Polska była dla mnie doktoratem, który mnie przygotował do egzaminu, który ma na imię Oruro/Boliwia.

s. Valeria Aparecida de Freitas Curado
Czytany 110 razy Ostatnio zmieniany środa, 13 wrzesień 2017 09:46