niedziela, 08 lipiec 2012 23:00

85 lat życia zakonnego s. Bernadetty Palarowskiej

S. Bernadetta Palarowska, GrenobleCiebie Boga wysławiamy, Tobie Panu wieczna chwała... – śpiewała wspólnota urszulanek w Grenoble (Francja) 7 lipca 2012 roku, dziękując Panu Bogu za 85 lat życia zakonnego s. Bernadetty Palarowskiej, która jest najstarszą siostrą w historii szarych urszulanek.

Urodziła się 22 października 1902 roku w Mrocznie (pow. Nowe Miasto). Jej ojciec był rolnikiem, matka zajmowała się dziećmi, których było jedenaścioro: pięciu synów i sześć córek. Ojciec był religijny i dbał o wychowanie dzieci zgodne z zasadami wiary. Siostra Bernadetta bardzo kochała ojca, o którym mówi zawsze, że był „dostojny i bardzo dobry”. Anna – takie imię otrzymała na chrzcie św. 26 października 1902 r. – wcześnie musiała podjąć pracę (matkę straciła jako dziecko) i mając kilkanaście lat, już opiekowała się dzieckiem w ziemiańskiej rodzinie. W wieku 19 lat pragnęła wstąpić do klasztoru, jednak z powodu różnych trudności – zwłaszcza bardzo słabego zdrowia – mogła to uczynić mając dopiero 25 lat.

Do Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego wstąpiła w Pniewach 7 lipca 1927 roku. Pierwsze śluby złożyła 12 lipca 1930 roku i otrzymała predykat: od Najsłodszych Serc Jezusa i Maryi. 26 lipca 1930 roku przyjechała z pierwszą grupą sióstr do Francji.

Pracowała prawie całe życie w kuchni. Była w urszulańskich wspólnotach w Virieu, w Ucel, przeszło rok w Scauri (we Włoszech). Tam poważnie zachorowała i trafiła do szpitala w Rzymie. Stamtąd wróciła do Francji, do Grenoble, gdzie mieszka do dziś.

Była i jest zawsze zatroskana o innych, gotowa do pomocy, do pracy. Mając dziewięćdziesiąt lat, jeszcze pomagała w kuchni przez dwa dni w tygodniu i codziennie przygotowywała dla sióstr kolację. Na swoje setne urodziny obrała ziemniaki dla sióstr, które przyjechały ze wszystkich wspólnot francuskich na jej jubileusz. Zawsze starała się, żeby posiłki przez nią przygotowywane sprawiały współsiostrom radość. Za wszystko, co dobrego zrobiła, głośno dziękowała po francusku: „Merci Seigneur” albo po polsku: „Dziękuję Ci, Panie Jezu słodki”.

Otaczała troską biednych, szczególnie głodnych Polaków. Pracowała zawsze z serdecznym, szczerym uśmiechem, nie narzekając na nadmiar pracy. Nie marnowała czasu – po pracy i krótkim odpoczynku zawsze można ją było zastać modlącą się w kaplicy. Nadal jest wrażliwa na potrzeby innych, ofiarowuje swoją niemoc, gotowość przyjęcia cierpienia, niedogodności, wspierając w ten sposób bliskich i włączając się w misję szarych urszulanek.

Jej prostota, szczerość i mądrość życiowa są dla nas umocnieniem – piszą urszulanki z Grenoble. Patrzymy na s. Bernadettę i często widzimy potwierdzenie słów Pana Jezusa: „Jeśli się nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”. Jest gotowa na przyjęcie woli Bożej i jednego tylko pragnie – żeby wola Boża wypełniła się w jej życiu do końca. To nie my obdarowujemy s. Bernadettę, otaczając ją opieką i troską, to ona daje nam miłość, radość, potrafi za wszystko dziękować, okazać serdeczność, a nawet zażartować. Modli się za nas, za całe zgromadzenie, za swoich bliskich. Często nie może spać w nocy, a wtedy modli się, śpiewa Godzinki, odmawia litanię do Serca Jezusowego albo Matki Bożej. Bardzo tęskni za niebem. Nieraz mówi, że Pan Jezus zabierze ją do siebie, i dodaje, że będzie się za nas modliła. Często w rozmowie dzieli się swoim wewnętrznym bogactwem. Przekazuje nam swój duchowy testament.

Serdecznie prosimy o modlitwę w intencji Siostry Jubilatki i o dziękczynienie za jej piękne życie, bogate w miłość – cierpliwą, łaskawą, bez zazdrości, nieszukającą poklasku, bez pychy i gniewu, zapominającą o sobie, cieszącą się ze sprawiedliwości i prawdy, gotową wszystko znieść i przetrzymać, nieustającą nigdy, pełną nadziei na oglądanie twarzą w twarz Umiłowanego nade wszystko Pana.

s. Barbara Hartman

Czytany 2437 razy