sobota, 21 styczeń 2012 16:46

Jeszcze jedno świadectwo po ESM w Berlinie

W Europejskim Spotkaniu Młodych w Berlinie wzięła udział także s. Kinga Schmidt z Lublina, która towarzyszyła grupie z kulowskiego duszpasterstwa akademickiego i która opisała swoje przeżycia:

Europejskie Spotkanie Młodych w dniach 28 grudnia 2011 – 1 stycznia 2012 roku było pierwszym spotkaniem Taizé, w którym uczestniczyłam. Wywarło ono na mnie bardzo mocne wrażenie, skłoniło do różnych przemyśleń na temat chrześcijaństwa w ogóle, a szczególnie „mojego” chrześcijaństwa w miejscu, gdzie żyję, i wśród ludzi, z którymi przebywam. Pojechałam do Berlina z 55-osobową grupą duszpasterstwa akademickiego KUL. Na miejscu podzielono nas na mniejsze grupki, spośród których jedna, w której ja się znalazłam, zamieszkała na pięć dni spotkania w protestanckiej parafii pw. św. Mikołaja w uroczej dzielnicy Spandau w Berlinie zachodnim.

Jak wszystkie spotkania europejskie Taizé, również to spotkanie przebiegało według znanego schematu – rano modlitwa w parafiach, rozmowy w grupach, po obiedzie modlitwa w głównym miejscu spotkania, którym w tym przypadku był teren Targów Berlińskich. Zarówno przedpołudniowe spotkania, jak i popołudniowe spotkania tematyczne, które odbywały się w różnych miejscach Berlina, osnute były wokół hasła „Odnowić więzi solidarności”, ze szczególnym naciskiem na problematykę zaufania – zaufania do Boga, do innych ludzi. Proponowane w programie tematy brzmiały bardzo ciekawie, tak, że nieraz trudno było wybrać. Można było udać się na spotkanie poświęcone Dietrichowi Bonhoefferowi, niemieckiemu teologowi, który żył i wykładał w Berlinie, a w czasie drugiej wojny światowej był jednym ze współorganizatorów antyhitlerowskiego Kościoła Wyznającego. W 1943 roku został uwięziony, później zamordowany w obozie koncentracyjnym. Dużym zainteresowaniem cieszył się niemiecki parlament – Bundestag, gdzie miało miejsce spotkanie z posłami na temat „W stronę bardziej sprawiedliwego świata”. Zachęcająco brzmiało też zaproszenie berlińskiej wspólnoty żydowskiej, której obecnie przewodzi kobieta rabin, na przemyślenia o Psalmie 92 „Dobrze jest dziękować Panu”.
Ja natomiast wybrałam spotkanie pod tytułem „Czym możemy się dzielić w codziennym życiu z wyznawcami islamu? Wymiana myśli i wizyta w meczecie”. Skłoniła mnie do tego pewna moja wrażliwość na islam i jego wyznawców – z dwóch powodów. Pierwszy to znajomość z Kazaszką o imieniu Assel, która mieszka w naszym akademiku na Poczekajce, a drugi to historia mojej ojczyzny, Węgier, na której 150-letnia obecność Turków, wyznawców islamu, wycisnęła wyraźne piętno.
Podczas wizyty w meczecie Şehitlik usłyszałam świadectwo pewnej pani, pastor w sąsiedniej parafii protestanckiej, którym chciałabym się podzielić, ponieważ jest ono zachętą do refleksji nad gorliwością w modlitwie. Pani pastor opowiadała o współpracy parafii protestanckiej z muzułmanami gromadzącymi się w meczecie Şehitlik. Wspólnie organizują spotkania, nieraz też wspólnie obchodzi się święta. Najważniejsze jednak były refleksje o przeżywaniu modlitwy. Muzułmanie modlą się zasadniczo pięć razy dziennie o określonej godzinie. Nawet dla osób bardzo zajętych brak czasu nie powinien być wymówką do opuszczenia którejś z tych modlitw. Można swój czas zorganizować i dostosować swoje zajęcia do modlitwy. Pani pastor, obserwując takie właśnie podejście swoich sąsiadów muzułmanów do modlitwy, zaczęła zmieniać swoje życie modlitwy. Wspominała, że w Kościele protestanckim, owszem, dzwony biją i zachęcają do modlitwy trzy razy dziennie, ale zanika w społeczeństwie zwyczaj regularnej modlitwy, nawet jeśli wzywają do niej dzwony. Refleksja nad tym zachęciła panią pastor do zmiany – odtąd przerywa swoje zajęcie, aby się modlić. Czy jest sama czymś zajęta, czy ma spotkanie z kimś albo kogoś gości w domu, przypomina sobie lub innym o gorliwości braci muzułmanów i modli się... Przypomniałam sobie słowa kanclerz Niemiec Angeli Merkel w odpowiedzi na opinię, jakoby islam był zagrożeniem dla niemieckiego społeczeństwa: „W Niemczech nie ma za dużo islamu, jest tylko za mało chrześcijaństwa”.
Proponowane tematy spotkań popołudniowych doskonale odzwierciedlały charakter Berlina jako miasta wielokulturowego i wielowyznaniowego. Również nasze spotkania w parafii pozwoliły nam uświadomić sobie, że jesteśmy w kraju, w którym dialog międzyreligijny należy do codzienności o wiele bardziej niż na przykład w Polsce. Żywe przykłady ekumenizmu spotyka się w wielu rodzinach. W parafii, która nas gościła, poznałam panią, która zwróciła moją uwagę wyjątkową serdecznością wobec mnie (dodaję tylko na marginesie, że nie byłam jedyną osobą zakonną, ale jedyną w habicie, i przez to szczególnie „widoczną”). Dopytywała się codziennie, czy wszystko w porządku, czy może czegoś potrzebuję. Wyczuwałam u niej niezwykłą otwartość, aż w końcu zdarzyła się okazja do dłuższej rozmowy. Okazało się, że w jej rodzinie ekumenizm, czy raczej dialog międzyreligijny, jest rzeczywiście na porządku dziennym – jeden członek rodziny jest protestantem, drugi katolikiem, synowa żydówką, gdzieś jeszcze jest Turek, który przeszedł na judaizm... W tej rodzinie święta różnych religii obchodzi się, jeśli się da, nie tylko wspólnie, ale też jednocześnie. W grudniu na przykład przypada żydowskie święto Chanuka, protestanci i katolicy przeżywają Adwent, obchodzą dzień św. Mikołaja. Zgodnie ze zwyczajem Taizé wzięłam do Berlina różne drobne upominki, w tym też książeczkę o św. Urszuli po niemiecku. Zastanawiałam się, komu ją dać, żeby był to prezent z pożytkiem dla duszy. Po tej rozmowie postanowiłam, że właśnie tej pani dam książeczkę. Wręczyłam ją po nabożeństwie noworocznym, wyjaśniając, że owszem, jest to książeczka o założycielce katolickiego zgromadzenia zakonnego, ale jestem przekonana, że ktoś o tak ekumenicznym nastawieniu na pewno wyciągnie z niej coś pożytecznego dla siebie, tym bardziej, że św. Urszula sama była przykładem ekumenizmu w praktyce.
Swoimi doświadczeniami ekumenizmu w codzienności dzielił się z nami też Christopher, młody mężczyzna, odpowiedzialny za spotkanie Taizé w tej parafii, który sam studiuje teologię, by zostać pastorem, a jego narzeczona jest katoliczką.
Poranne spotkania w grupach też stwarzały sporo okazji, aby doświadczyć, czym jest jedność chrześcijaństwa albo czego jej jeszcze brak. Odkryłam wielką mądrość idei, którą kierował się brat Roger, zakładając ekumeniczną wspólnotę braci w Taizé: widzieć w bliźnim Chrystusa, a nie protestanta, prawosławnego, katolika itd., skupiać się na tym, co łączy, zamiast roztrząsać różnice teologiczne czy rozważać wydarzenia z historii, które doprowadziły do podziału i dziś – powiedzmy szczerze – często już są niezrozumiałe dla przeciętnego człowieka, nieteologa.
Przepiękne i bardzo głębokie były rozmowy w naszej grupie, w której spotykały się trzy Polki, dwoje Niemców, Belgijka, jedna pół-Angielka, pół-Słowenka, i ja pół-Niemka, pół-Węgierka, a pod względem wyznania sześcioro katolików i dwie protestantki. Owszem, trzeba też wspomnieć o trudnych momentach, które zdarzały się zarówno na tych porannych spotkaniach, jak i podczas spotkań w samej parafii z panią pastor. Wiele pytań rodziło się zawsze, ilekroć mowa była o reformacji, a nasza gościnna parafia dawała wiele ku temu okazji, ponieważ właśnie tam, w Spandau, w kościele pw. św. Mikołaja w 1539 roku miejscowy biskup zezwolił na wprowadzenie reformacji na terenie Brandenburgii, o czym pani pastor z dumą opowiadała podczas krótkiego oprowadzania po kościele. Również nasze poranne dyskusje w grupie pokazywały nam, że zawsze, gdy wchodzimy zbyt głęboko w różnice między wyznaniami, gdy próbujemy ustalić, gdzie prawda, czy udowodnić racje, rozmowa szybko zamienia się w spór. Trzeba zatrzymać się na samym Jesusie, Jego nauczaniu, Jego misji, którą i nam zostawił do spełnienia.
Na rok 2012 bracia z Taizé zachęcają do odnowienia więzi solidarności w naszych wspólnotach, w społeczeństwie. Kończę swoją refleksję po spotkaniu w Berlinie myślą z Listu z Taizé, która to właśnie zadanie wyraża: Pokój na świecie zaczyna się w sercach. Aby zacząć odnawianie więzi solidarności, wyjdźmy innym naprzeciw, czasem z pustymi rękami, słuchajmy, starajmy się zrozumieć tych ludzi, którzy myślą inaczej niż my..., a wtedy sytuacja pozornie bez wyjścia może się odmienić. Starajmy się o wrażliwość wobec najsłabszych, wobec tych, którzy nie mogą znaleźć pracy... Może się ona wyrażać w podejmowaniu działań społecznych. Wrażliwość ta na głębszym poziomie jest jednak otwartością na wszystkich: nasi najbliżsi są również w jakimś sensie ubogimi, którzy nas potrzebują.

 

s. Kinga Schmidt

Czytany 2374 razy