niedziela, 01 lipiec 2012 09:41

Refleksje urszulanki

S. Małgorzata Górska USJKUroczystość Serca Jezusowego sprowokowała s. Małgorzatę Górską z Kanady do podzielenia się świadectwem szczęśliwie przeżytych wielu lat w zgromadzeniu sióstr urszulanek Serca Jezusa Konającego. W tym roku s. Małgorzata Górska kończy 92 lata, jest rodzoną siostrą dwóch innych, nieżyjących już urszulanek: m. Andrzei Górskiej i s. Urszuli Górskiej. Jest urszulanką od prawie 57 lat.

Refleksje urszulanki

Urodziłam się i wychowałam w Łodzi przedwojennej, w mieście typowo robotniczym, gdzie kryzys gospodarczy lat trzydziestych dotknął nieomalże każdą rodzinę. Mimo to okres ten w mojej pamięci należy do bardzo pogodnych. Kojarzy mi się z serdeczną atmosferą domu rodzinnego, zaangażowaniem nas w życiu szkoły i Kościoła, naśladowaniem starszego rodzeństwa. Stąd też, jeszcze przed pójściem do szkoły, przystąpiłam do Pierwszej Komunii Świętej u sióstr urszulanek w domu przy ul. Czerwonej, przygotowywana przez moje starsze siostry, Hankę (późniejszą s. Urszulę) i Stefę (późniejszą m. Andrzeję), pod kierunkiem siostry Pii Leśniewskiej, która robiła ze mną rachunek sumienia, gdy jeszcze nie umiałam czytać.Dom urszulanek w Łodzi przy ul. Czerwonej

Tam też zaczęło się moje spotkanie z Krucjatą Eucharystyczną, kontynuowane później w szkole podstawowej.

Zebrania odbywały się raz w miesiącu pod kierunkiem s. Cierpickiej, s. Bohdanowicz, s. Romiszowskiej, przeważnie w szkole po lekcjach. Siostra katechetka omawiała z nami „pracę nad sobą” na cały miesiąc. Rozdawała też „skarbce” – niewielkie kartki, na których „plusem” lub „minusem” zapisywało się dobre uczynki, jak modlitwę codzienną, Mszę św., odrabianie lekcji, pomoc bliźniemu. Do tego nikt nie miał wglądu, tylko Siostra zbierała je raz w miesiącu, by potem wyniki umieścić w pisemku Krucjaty „Orędowniczku Eucharystycznym”, gdzie były też drukowane bardzo ciekawe opowiadania, pisane często przez św. Urszulę specjalnie dla Krucjaty (między innymi „Wspomnienia Dzikusa”).Wycieczka Krucjaty Eucharystycznej z Łodzi do Sieradza w 1927 r. pod kierunkiem s. Pii Leśniewskiej z udziałem trzech sióstr Górskich: „Primy”, „Secundy” i „Tercji”.

Były też inicjatywy podejmowane specjalnie z myślą o Ojcu Świętym, by pomóc mu w jego posłudze Kościołowi, zwłaszcza w Afryce, takie jak: zbiórka znaczków pocztowych czy srebrnej folii po czekoladzie na „wykup niewolników”. Angażowało nas to w pracę i modlitwę dla dobra innych, by jak najwięcej ludzi poznało i pokochało prawdziwego Pana Boga.

Modlitwa „Boskie Serce Jezusa, ofiaruję Ci...” stała się naszą drogą modlitwy, i to na całe życie, choć czasem przybierała inną formę słowną – w zależności od czasu i okoliczności. A do tego dochodziły jeszcze pewne uroczystości, specjalnie celebrowane na terenie Łodzi: czerwcowa procesja na ulicach miasta na cześć Serca Pana Jezusa, organizowana przez jezuitów, czy uroczystość Chrystusa Króla – święto Akcji Katolickiej, której zadaniem było „wszystko odnowić w Chrystusie.” To było tak dawno – 75 lub 80 lat temu – a w sercu moim tak żywe.

Ze wzruszeniem też wspominam małą, a tak głęboką książeczkę do nabożeństwa „Ty przynajmniej kochaj Mnie”. To było jakieś osobiste wezwanie.

Kocham Cię Jezu – i kocham serdecznie...
Tyś dla mnie Życiem, Światłem i Drogą.Z Tobą bogata, bez Ciebie ubogą...

Te myśli naprowadzały na wybór drogi życia – a były to lata matury... Pozwalały patrzeć na życie pod trochę innym kątem: co w życiu tak naprawdę się liczy.

Pamiętam też, że w czasie jednych z ostatnich wakacji, spędzonych wspólnie na wsi w Proboszczewicach, czytaliśmy razem książkę o. Mateo pt. „Jezus, Król Miłości”. Zachęcała nas do tego moja siostra Urszula, która już wówczas była w nowicjacie w Pniewach i tak bardzo pragnęła, by cała nasza rodzina oddała się pod opiekę Sercu Bożemu. Pamiętam również ożywione dyskusje, że przecież my już czcimy Serce Boże, że pamiętamy o pierwszych piątkach miesiąca. W końcu jednak w 1937 roku cała nasza rodzina oddała się w opiekę Sercu Bożemu, odmawiając akt ofiarowania, my w Łodzi, Urszula w Pniewach: „Boskie Serce Pana Jezusa, oddajemy się Tobie na własność..., miej w opiece nieobecnych..., zmiłuj się nad zmarłymi. Spraw, abyśmy odchodząc z tego świata, połączyli się ze swoimi w niebie. Serce Jezusa, spraw, niech przyjdzie Królestwo Twoje!”.

To były słowa wypowiedziane przez nas w Łodzi. Powtarzała je Urszula w Pniewach, a potem wszyscy codziennie podczas strasznej wojny w latach 1939–1945. Okrutny wrzesień 1939 roku – bitwa o Kutno, o Warszawę, ucieczka z Polesia, okres niewoli niemieckiej, rosyjskiej…, a nam codziennie towarzyszyła modlitwa: „Boskie Serce Pana Jezusa...”

Rok 1945 – kończy się wojna, a zaczyna się okres komunizmu. Do tej pory walczyliśmy o chleb, teraz zaczynamy walkę o wolność ducha. I znowu wybory – okres decyzji. Czy pomóc rodzinie, która szczęśliwie się odnalazła, ale materialnie straciła wszystko? Czy też w tym momencie pomyśleć o wyborze własnej drogi życia? „Jezu, ufam Tobie i wszystko zawierzam. Prowadź, kieruj!”Trzy siostry Górskie, od lewej: s. Małgorzata, s. Urszula, m. Andrzeja

2 sierpnia 1945 roku, odprowadzona przez rodziców i rodzeństwo, wstępuję do Zgromadzenia Sióstr Urszulanek SJK w Łodzi. I zaczyna się długa wędrówka, ciągle z tym samym Panem Jezusem, Uosobioną Miłością Jego Serca, niezależnie od tego, czy jest to Łódź, Kazimierz, Pniewy, Poznań, Lublin, Kanada.Pniewy 1976 r., trzy siostry Górskie, od lewej: s. Małgorzata, m. Andrzeja, s. Urszula

I Serce Boże nie zawiodło. Wskazuje Światło w długim „tunelu życia”, aby w końcu każdy z nas, schodząc z tego świata, połączył się ze swoimi w niebie.

Serce Jezusa, spraw, niech przyjdzie Królestwo Twoje! To najdroższa modlitwa i najgłębsze życzenie. Powtarzam ją w różnej wersji i okolicznościach mego życia, ale zawsze z tą samą myślą i nastawieniem.

s. Małgorzata Górska
Windsor (Kanada)

Czytany 3084 razy