czwartek, 16 luty 2012 00:18

Styczeń 2012 w Łodzi na Czerwonej

2012, Łódź, dom studentek przy ul. CzerwonejCo u nas słychać? Po świątecznej przerwie i eschatologicznie rozpoczętym roku 2012 (odejście do Domu Ojca s. Andrzei Zaborowskiej) dom na nowo zaczął napełniać się i rozbrzmiewać obecnością studenckich mieszkanek.

Atmosfera z każdym dniem stawała się coraz bardziej naukowa, bowiem styczeń i częściowo luty zagospodarowuje studentkom czas licznymi kolokwiami, zaliczeniami, a następnie egzaminami, także praktycznymi. W jeden z wieczorów styczniowych nasze grono studencko-siostrzane wystąpiło w roli ekspertów muzycznych. Słuchałyśmy utworów skrzypcowych w wykonaniu naszej koleżanki Ani i jej przyjaciół: Weroniki i Krzysztofa. Było to przesłuchanie przedegzaminacyjne, które miało miejsce w naszej kaplicy, a pierwszym i najważniejszym Słuchającym był oczywiście Pan Jezus.

Dla nas, sióstr, był to również czas uruchomienia „modlitewnego koła ratunkowego” – tak właśnie naukowo-modlitewnie wygląda nasza współpraca w sesji zimowej.

Czas poświąteczny to także okres wizyt kolędowych. Pierwsza miała miejsce 11 stycznia. Po Mszy św., sprawowanej w intencji mieszkanek domu, kapłan odwiedził wszystkie pokoje dziewcząt z błogosławieństwem mieszkanek, pokoju i całego „naukowego” wyposażenia. Od pokoju do pokoju wędrowała też figurka Dzieciątka Jezus, by choć przez chwilę pobyć w miejscach naszego życia i pracy. Wszystko to działo się przy śpiewie kolęd, a pamiątkę wydarzenia stanowią otrzymane obrazki z modlitwą za wstawiennictwem bł. Jana Pawła.2012, Łódź, dom studentek przy ul. Czerwonej2012, Łódź, dom studentek przy ul. Czerwonej

Kolejne odwiedziny duszpasterskie miały miejsce w niedzielny wieczór styczniowy. Przybyli do naszego domu duszpasterze akademiccy z „Piątki”, do której uczęszcza kilkanaście naszych studentek.

Oto relacja jednej ze studentek:

Dnia 15 stycznia 2012 r. odwiedzili nas, jak co roku, ks. Jan Czekalski i ks. Paweł Dziedziczak – znani i lubiani duszpasterze z „Piątki”. Zgromadzone w świetlicy na pierwszym piętrze studentki z niecierpliwością oczekiwały wizyty, mając nadzieję, że tak jak w ubiegłych latach, wraz z księżmi w drzwiach się pojawi przystojny ministrant… Księża zjawili się z kilkuminutowym opóźnieniem. Niestety, bez ministranta, lecz z towarzyszką życia ks. Jana – gitarą o wdzięcznym i nawiązującym do swojego właściciela imieniu: Jane. Ksiądz Jan z zaciekawieniem przyglądał się naszej świetlicy i zauważył dużo zmian. My zgodnie stwierdziłyśmy, że nowy, żółty kolor ścian korzystnie podkreśla klimat naszej świetlicy.

Potem zaczęliśmy kolędować przy akompaniamencie gitary Jane. Gdy gardła już się trochę rozgrzały śpiewem, zasiedliśmy wokół stołu, uginającego się od herbat, cukierków i ciastek. Każda z nas miała ochotę wyciągnąć rękę po miętowe trufle lub wafelki, ale żadna nie chciała pierwsza wyjść na łasucha. Ważniejsza od fizycznej potrzeby słodkości była przecież duchowa potrzeba rozmowy z zaprzyjaźnionymi duszpasterzami. Szybko pojawiły się nurtujące niejedną z nas pytania o charakterze religijnym i etycznym, takich jak: karanie ludzi przez Boga, data powstania i interpretacja Pisma Świętego, in vitro czy antykoncepcja, a także przepowiadany na ten rok koniec świata. W trakcie rozmowy powoli zaczęły znikać ze stołu słodkości. Otrzymałyśmy obrazki upamiętniające kolędę i zaproszenia do „Piątki”.

Goście opowiedzieli nam również o swoich wizytach w innych domach studenckich, gdzie kolędują nieraz nawet do późnych godzin nocnych. Nie wszyscy studenci chętnie ich witają, a część z nich stawia warunek: że przyjmą księży, jeśli ci się z nimi napiją. No cóż, żadna nowość – z nami też się przecież napili. Herbatki.

Duszpasterze przedstawili nam również propozycję udziału w „wieczorach dla zakochanych”, które mają za zadanie przygotować pary do małżeństwa. W ofercie DA „5” znajdują się też kursy, np. gry na gitarze i tańca. Księża podkreślili, że są otwarci również na propozycje studentów. Patrząc na nas, wspomnieli, że mile widziane byłyby np. kursy gotowania lub szydełkowania. No tak, zobaczyli krąg młodych kobiet i wzięli nas za koło gospodyń wiejskich…

Czas na rozmowie upływał nam tak szybko, że nagle spostrzegłyśmy, że zbliża się magiczna godzina 23.00, o której drzwi naszej zakonnej twierdzy zostają zamknięte, a osobnicy płci męskiej już dawno znajdują się po tej drugiej stronie drzwi. Po odśpiewaniu jeszcze jednej kolędy – żeby zakończyć spotkanie świątecznym akcentem – odprowadziłyśmy więc księży do wyjścia, zapraszając ich ponownie do naszego domu za rok.

Joanna Steliga
studentka IV roku

Czytany 2334 razy