poniedziałek, 02 lipiec 2012 07:46

Z pielgrzymami-seniorami w Bieszczadach

Pielgrzymka mająca na celu poznanie sanktuariów, kościołów i cerkwi na ziemi bieszczadzkiej została zorganizowana w dniach 1-10 czerwca 2012 roku na prośbę parafian z parafii św. Jadwigi Śląskiej w Milanówku. Było nas 18 osób – pisze s. Teresa Zintel. Wiek 50 „+”. Najstarsza, 78-letnia uczestniczka tegorocznej pielgrzymki tylko od czasu do czasu pomagała sobie laską.

Rozpoczęliśmy Mszą św. w intencji naszej pielgrzymki w sanktuarium Matki Bożej Zawierzenia w Tarnowcu koło Krosna. Przy okazji pierwszego noclegu, zaplanowanego u sióstr klawerianek, zwiedziliśmy też ich muzeum z pamiątkami i eksponatami misyjnymi. Widzieliśmy piękne cerkwie w stylu łemkowskim i bojkowskim, poznawaliśmy historię tej krwią nasiąkłej ziemi od czasów piastowskich aż do nam współczesnych.

 

Opowiadano nam o tragicznym losie mieszkańców tych okolic w latach 40. i 50. ubiegłego wieku, o wsiach, które przestały istnieć i po których jedyny ślad, jaki pozostał, to kwitnące na wiosnę pośród lasu drzewa owocowe. Kilka cmentarzy łemkowskich i kilka wsi, z zabytkowym kościołem w Wołkowyi, zostało zalanych podczas budowy Zalewu Solińskiego. Poznaliśmy nowych mieszkańców Ziemi Sokalskiej, zmuszonych zamieszkać tutaj po regulacji granicy Polski w 1953 roku. Spotkaliśmy też ludzi „zniewolonych wolnością” – zakapiorów (tak dawniej nazywano tu dobre duchy) – ukrywających siebie w zapuszczonych włosach i brodach, w przybranych pseudonimach, niejednokrotnie uzdolnionych artystycznie, mających też, jak pan Lutek ze schroniska na Połoninie Wetlińskiej, niemałe zasługi dla tutejszej turystyki.

Kapłani pracujący w parafiach bieszczadzkich prowadzą prawdziwie misyjną działalność, pełną oddania i aktywności, by przywrócić życie religijne na tych terenach. Widzieliśmy nowo zbudowane kościoły katolickie, małe, kształtem wtopione w górski krajobraz. Także ten – pod osłoną nocy i kukurydzy – budowany w 1975 r. Podziwialiśmy zabytkowe cerkwie – niejednokrotnie przed zniszczeniem uratowane przez księży katolickich. W tym samym czasie trwało nawiedzenie tamtejszych parafii przez Krzyż Jana Pawła II – ten sam, który bł. Papież trzymał w dłoniach w Wielki Piątek 2005 r. W Polanie podczas Mszy św. peregrynacyjnej pobłogosławił nas biskup przemyski Adam Szal. Ostatni nocleg spędziliśmy w Strachocinie, miejscu urodzenia św. Andrzeja Boboli. Msza św. odprawiona tam została w intencjach proboszcza z Milanówka ks. Stanisława Golby.

Zakończenie pielgrzymki – przy urodzinowych lodach – odbyło się w Tarnowie u sióstr urszulanek Unii Rzymskiej. Oto wrażenia kilkorga uczestników:

„Poza bogatą stroną duchową było też atrakcyjnie od strony turystycznej. W tamtym regionie byliśmy po raz pierwszy. Jesteśmy zachwyceni. Chętnie powtórzylibyśmy jeszcze taką pielgrzymkę, bo pozostał niedosyt wrażeń. ( …). Z s. Teresą była to trzecia pielgrzymka. Poprzednie również z bardzo bogatym programem…” – Elżbieta i Jerzy Seta.

„Na swej drodze spotkaliśmy wielu ciekawych i życzliwych ludzi. m.in. panią Ulę, hodującą kozy w Wetlinie, właścicielkę prywatnego muzeum strojów łemkowskich w Komańczy, emerytowanego nauczyciela historii w Myczkowie, tworzącego prywatne muzeum historii polsko-rusińskiej, artystę rzeźbiarza w Hoczwi. Dowiedzieliśmy się, kim był zakapior. Zdobyliśmy Połoninę Waryńską i Wetlińską. Przeżyliśmy wspaniałe chwile z Matką Bożą Pięknej Miłości w Polańczyku – podziwiając też wspaniałe widoki bieszczadzkie...” – Krystyna Wszołek.

„…było trudno, gdyż program był bardzo napięty: dużo zwiedzania, dużo nowych wiadomości o tej biednej ziemi, przesiąkniętej krwią i nienawiścią ludzką. Spotkania z kapłanami, którzy nie skąpili nam czasu, aby opowiadać o cerkwiach, które zostały kościołami, codzienne Msze święte. Dodatkowo wędrówki i wspinaczki, trudne, nie we wszystkich odważyłam się brać udział. Ale dobrze, że się jednak zdecydowałam, bo wrażenia są niezapomniane” – Jolanta Okrasa (67 lat).

Zebrała s. Teresa Zintel,
która tę pielgrzymkę przygotowała i poprowadziła

Czytany 2552 razy