sobota, 22 czerwiec 2013 11:53

Rodzinny festyn w parafii św. Urszuli w Lublinie

„Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu” (Dz 20, 35) – pod takim hasłem w parafii św. Urszuli Ledóchowskiej w Lublinie odbył się 16 czerwca 2013 r. festyn, zatytułowany „Agapa Rodzin”. My, urszulanki ze wspólnoty mieszkającej przy ul. Orlanda – pisze s. Małgorzata – należymy do tej parafii, nie mogło nas więc zabraknąć na tym rodzinnym świętowaniu. A trzeba dodać, że i parafia, i nasz dom za rok będzie obchodzić jubileusz 25-lecia powstania.

Najkrócej o festynie można by napisać, że była to wyprawa po jedność parafian i uśmiech, a atrakcji dla każdego, a zwłaszcza dla dzieci i młodzieży, nie brakowało. Festyn zorganizowało 11 wspólnot parafialnych, stąd dało się zauważyć szeroki udział samych parafian. Byli również sponsorzy i darczyńcy. Cel: ofiary na parafię oraz na wyremontowany przepięknie stary spichlerz, w którym są salki, biblioteka i kawiarenka parafialna.

Od rana, a nawet od poprzedniego dnia, trwały przygotowania: namioty, stoliki, krzesła dla każdej grupy parafialnej, która miała prezentować swe wyroby, głównie kulinarne, podzielenie menu, aby była różnorodność i bogactwo stołów, dary duchowe itp. Festyn rozpoczął się oficjalnie o 13.00, a zakończył o godz. 17.30, ale krzątaniny i emocji było dużo już od rana. Jako grupy parafialne zjednoczyliśmy się w przygotowaniach i wzajemnej pomocy w rozstawianiu namiotów, zdobywaniu naczyń jednorazowych, noszeniu książek z księgarni Verbum, bo i taki stragan miała Akcja Katolicka. Wszystko zorganizowano na placu wokół kościoła.

W pawilonach poszczególnych wspólnot parafialnych było własne menu i serwowanie np. bigosu, naleśników z różnym nadzieniem, pierogów, kiełbasek z grilla, świeżego chlebka ze skwarkami i ogórkiem, mnóstwa ciast i słodkości. Były lody, a w grupie zwanej Szkołą Radości św. Urszuli, którą animuję, pojawiły się dania tzw. litewsko-śródziemnomorskie, czyli z krajów, w których bywała św. Urszula. Zapraszaliśmy na chłodnik litewski, sałatkę z makaronu i krewetek, sałatę lodową z arbuzem, babeczki „z mocą św. Urszuli”, lekki deser w kieliszku, a do tego jagody kanadyjskie z bitą śmietaną oraz lizaki. A do tego coś dla ducha: książka „Cuda św. Urszuli”, karty kredytowe z myślą Świętej i nowenną, obrazki, kieszonkowe różańce – rękodzieło urszulańskie, ale i zioła oraz lawenda zbierana w Pniewach, która cieszyła się tak dużym powodzeniem, że aż jej zabrakło.

Skoro mowa o Szkole Radości św. Urszuli, to kilka zdań o tej inicjatywie. Pomyślałyśmy z siostrami, że jeśli parafia ma tyle lat i tyle grup – bogactwo charyzmatów i świętych – powinna zaistnieć w niej również wspólnota świeckich, która zgłębiałaby działalność i duchowość św. Urszuli oraz wcielała w życie rady Świętej. Ks. proboszcz chętnie zgodził się, aby to było Koło Przyjaciół Świętej Urszuli, i pierwsze spotkanie odbyło się w kwietniu br. Już wtedy ktoś zaproponował, abyśmy byli Szkołą Radości św. Urszuli, a w parafii nazywają nas potocznie – wy z Uśmiechu św. Urszuli. Mamy już swoje logo, identyfikatory oraz baner ze św. Urszulą i jej myślą: Uśmiech rozprasza chmury nagromadzone w duszy. Dotychczas odbyły się 3 spotkania, a jedno o Sercu Jezusa w życiu św. Urszuli poprowadziła jedna z pań w bardzo ciekawy sposób. Na początku spotkania zawsze modlimy się nowenną do Patronki parafii, wymieniając głośno prośby, a na końcu dzielimy się, jak w naszym życiu np. czcimy Serce Jezusa. Na razie jest nas 10 osób, ale po festynie 4 młode panie zadeklarowały swój udział od września. Ufamy, że wspólnota się rozwinie. Planujemy pielgrzymki „Śladami św. Urszuli”: jesienią – Lipnica Murowana, Jaszczurówka, Ludźmierz, a w roku jubileuszu parafii, razem z księdzem proboszczem – Częstochowa, Sieradz, Pniewy, czyli do Źródła. Tyle o grupie.

A teraz wróćmy do parafialnego festynu. O 13.00 powitał wszystkich ks. proboszcz i zaprosił do wspólnej zabawy. Głównym prowadzącym – prezenterem – był ks. wikary Hubert, który zaprosił dzieci do wielu konkursów z nagrodami, np. na najładniejszy latawiec. Był konkurs wiedzy o Prymasie Wyszyńskim, patronie jednej z grup i szkoły, znajdującej się na terenie parafii. Potem: rysunki dziecka – portret Maryi oraz z Maryją przez świat – z pontonem jako główną nagrodą, bo wakacje blisko. Konkurs wiedzy o św. Urszuli zatrzymaliśmy na 25-lecie parafii. Odbyła się także licytacja płaskorzeźb, aby dofinansować leczenie ciężko chorej dziewczynki z parafii. Równocześnie młodzież z KSM prowadziła gry i zabawy na trawie, była loteria fantowa, przejażdżka motocyklem 3-kołowym, zabawy dla dzieci na dmuchanych zjeżdżalniach, skoczniach oraz malowanie twarzy. Odbył się również pokaz ratownictwa medycznego, była także możliwość zmierzenia ciśnienia i poziomu cukru we krwi.

Na scenie, oprócz prezentacji poszczególnych grup, odbywały się koncerty, a grali i śpiewali ks. Hubert i ks. Wojtek – nasi księża wikarzy – nie tylko na gitarze, organach, ale również na akordeonie. Spośród młodzieży serca widzów podbiła młoda perkusistka. O 15.00 na scenę wkroczyła nasza s. Magdalena ze scholą dziecięco-młodzieżową ERM-u. Zaproponowała koronkę do Bożego Miłosierdzia, prowadzoną przez ERM, a później zaprosiła nas do wspólnych zabaw ruchowych oraz śpiewania. Tak więc dzieci włączyły do zabawy swoich rodziców i innych dorosłych.

I pogoda, i frekwencja dopisała. Czuliśmy się jak w jednej wielkiej rodzinie, w której warto coś wspólnie zrobić, być razem, cieszyć się.

s. Małgorzata Serafinko

Galeria zdjęć z festynu

S. Małgorzata Serafinko opisała jeszcze inny festyn, w którym także wzięły udział urszulanki z Lublina:

Już po raz drugi ks. Marek Hawrylak, proboszcz parafii św. Jana Nepomucena w Fajsławicach, razem z parafianami organizował festyn rodzinny, tym razem na rzecz Hospicjum Małego Księcia w Lublinie. I tak jak w ubiegłym roku, poprosił nas – szare urszulanki ze wspólnoty mieszkającej przy ul. Orlanda – o włączenie się.

Pojechałyśmy z s. Anną Hawrylak – tylko we dwie – z 256 babeczkami, napełnionymi przysmakami i „mocą św. Urszuli”, z książkami o naszym zgromadzeniu i o św. Urszuli, z obrazkami, folderkami, zakładkami itp. Miałyśmy również, jak inni, swój namiot na tzw. urszulański kiermasz.

Muszę przyznać – a pierwszy raz byłam na takim festynie w małej miejscowości, w parafii liczącej 4000 wiernych – że organizacja i atmosfera była od początku bardzo dobra, rodzinna, radosna. Zaangażowanie ogromne, takie z serca.

Festyn zaczęliśmy Mszą św., połączoną z krótkim nabożeństwem przed wystawionym Jezusem i litanią do Serca Pana Jezusa. Po procesji eucharystycznej zaczęło się świętowanie na placu otoczonym zielenią, gdzie przybywało coraz więcej dzieci, młodzieży i starszych. Wszyscy byli kilka godzin, do samego końca, czyli do godz. 16.00. Nawet znalazło się tam dwoje uczniów z mojego liceum.

W miejscu centralnym ustawiona była scena, a na niej ks. Tomek, wikary, animował wszystkich do zabawy i do odwiedzania namiotów z przysmakami. Pięknie mówił przez mikrofon także o nas, o urszulankach. Atrakcji ks. proboszcz przygotował wiele: biegi dla każdej grupy wiekowej i płci, loteria fantowa i malowanie twarzy dla dzieci, występy scholi dziecięcej i młodzieżowego zespołu wokalno-instrumentalnego, występy solowe, tańce grupowe, przejażdżka na koniach oraz na motocyklach, przelot nad placem paralotniarzy, zrzucających dzieciom słodkie niespodzianki…

Rozmawiałyśmy z wieloma ludźmi, jakbyśmy ich znały od paru lat. Dzieliłyśmy się uśmiechem, a częstując urszulańskimi babeczkami, zobaczyłyśmy, że naprawdę „jednym ciastkiem można czasem więcej dobrego zrobić niż długim kazaniem”. Najbardziej ludzie byli zainteresowani książką pt. „Cuda św. Urszuli” oraz wspomnieniami Świętej pt. „Byłam tylko pionkiem na szachownicy…”.

Myślę, że to również forma naszej urszulańskiej ewangelizacji – właśnie przyjmowanie takich zaproszeń, włączanie się w tego typu parafialne festyny, pikniki i imprezy, podczas których mamy możliwość porozmawiania, bawienia się razem, apostołowania przez uśmiech, przez zwyczajność, prostotę, bezpośredniość.

Czytany 2703 razy