![]()
Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd łodzią na pustkowie, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo.
/Mt 14, 13/Jezus, usłyszawszy o śmierci Jana Chrzciciela, udaje się na miejsce samotne. Czułe Jego Serce boleścią ścisnęło się na wieść o męczeństwie tego, którego wysoko cenił. Nie mówi o swoim cierpieniu, tylko udaje się na miejsce samotne, by tam przed Bogiem wylać swój ból w modlitwie, w milczeniu.
Gdybyśmy umiały naśladować Jezusa i w naszych krzyżykach śpieszyć do stóp Tabernakulum, by przed Boskim Sercem wylać nasz ból, Jemu powierzyć nasze troski i niepokoje, a dla ludzi zawsze mieć uśmiech radości i im nie zatruwać życia swymi przykrościami! Ile byśmy mogły zebrać sobie zasług! Ból, o którym dużo opowiadam, nad którym się rozwodzę, szukając współczucia – taki ból traci wartość, jaką by miał, gdyby o nim wiedział tylko sam Jezus.
Nauczmy się ofiarowywać Jezusowi nasze krzyżyki. Umiejmy ze świętą zazdrością chować nasze przykrości tylko dla Jezusa samego.