Rozmyślanie

Rozmyślanie na sobotę XX tygodnia zwykłego

18.08.2025
Rozmyślanie na sobotę XX tygodnia zwykłego

Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. A wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy jesteście braćmi.

/Mt 23, 5-8/

 

Co Jezus zarzuca faryzeuszom? To, że czynią dobro jedynie po to, by ludzie ich widzieli; że pragną pierwszych miejsc, zaszczytów, tytułów. Czy i ja — choćby w pewnym stopniu — nie należę do tych, którzy potrzebują uznania i pochwał? To takie ludzkie… ale właśnie dlatego tak mało Boże.
Cóż mi po uznaniu świata, po ludzkiej pochwale? Co z tego, że ludzie widzą, podziwiają moje prace i dobre uczynki? To tylko chwilowe zadowolenie — trucizna, która osłabia duszę, odbiera jej nadprzyrodzony charakter, odrywa ją od Boga i ciągnie ku ziemi.
Czy nie chodzi mi o honory, o stanowisko, o to, by „być kimś”? To taka subtelna pokusa… Potrafię ją sobie usprawiedliwić: że pragnę tych rzeczy nie dla siebie, ale by być użyteczną w Zgromadzeniu.
A przecież zapominam, że można być naprawdę pożyteczną, spełniając najprostsze, najmniej widoczne zajęcia — a równocześnie można być niepożyteczną, a nawet szkodliwą, piastując najwyższe stanowiska i wykonując najważniejsze prace.
Bo prawdziwa wartość nie zależy od tego, co się robi na zewnątrz, lecz od tego, co ściąga Boże błogosławieństwo na naszą pracę — od cnoty, od świętości. A więc przede wszystkim: od pokory i głębokiego zjednoczenia z Bogiem.