![]()
Czuwajcie, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie.
/Mt 24, 42/
Aby przyjście Pana było dla mnie naprawdę radosne, muszę czuwać. Czuwać nad sobą, nad swoją duszą, nad każdym czynem. Czuwać — to znaczy trwać w obecności Bożej. Ta świadomość, że Bóg mnie widzi i na mnie patrzy, jest tarczą przeciwko grzechowi, dodaje odwagi w walce z pokusami i złymi skłonnościami, umacnia wierność i wznieca ogień gorliwości: w służbie dla Boga i w pokorze wobec bliźniego.
Pamięć o Bożej obecności, czyli święte skupienie — jak wiele łask wyprasza, jak bardzo wspiera pracę wewnętrzną, w dążeniu do doskonałości! Nie jest to jednak dar dany bez wysiłku. To codzienny, mozolny trud. Tylko wytrwałą, wieloletnią pracą można w sobie ukształtować tę cnotę: trwałe skupienie serca na Bożą obecność.
Starajmy się zatem każdego dnia, nawet kilkukrotnie — od jednego rachunku sumienia do drugiego, od jednego nawiedzenia Najświętszego Sakramentu do drugiego — wznosić serce do Boga krótkim, żarliwym aktem strzelistym. Na początku rzadziej, z czasem — coraz częściej. Jest to trudne i wymaga niezłomnej wytrwałości. Lecz jeśli nie będziemy szczędzić modlitw w intencji otrzymania tej łaski, jeśli wola nasza będzie mocna, osiągniemy upragniony cel: święte skupienie, życie w ciągłej obecności Boga, które jest zapowiedzią życia w domu naszego Ojca w niebie.