![]()
«A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?» /Łk 18, 7-8/
A jak wygląda moja wiara? Przecież wiem, że Bóg jest moim Ojcem – Ojcem kochającym – i że wszystko może, i że pragnie mego dobra. Dlaczego więc niepokoję się, trapię i frasuję, kiedy nie wszystko układa się według mojej woli? Muszę prosić Jezusa – prosić gorąco, ale z wiarą i z pewnością, że jeśli moja prośba jest dla mego dobra, Jezus mnie wysłucha. A jeśli nie wysłucha, oznacza to, że ta prośba nie zgadza się z wolą Boga, który zawsze pragnie mego dobra. Potrzebuję wiary, z której wypływa błoga ufność: jeśli tylko proszę, Jezus da mi to, czego naprawdę potrzebuję. Da to, co będzie dla mego dobra, niezależnie od tego, czy zgadza się to z moją wolą, czy też nie. Moja własna wola bywa jak żądanie nierozsądnego dziecka, które domaga się zabawy z ogniem lub brzytwą, nie rozumiejąc, że ogień parzy, a brzytwa może zranić. Czy w takim wypadku kochająca matka mogłaby spełnić jego pragnienie? Tak, o Jezu, słodki mój Panie, z wiarą i ufnością oddaję się w Twoje ręce, wierząc, że mnie kochasz i że pragniesz mego dobra. Ta myśl przynosi mi pokój i szczęście nawet w chwilach bólu i cierpienia, które przecież muszą się zdarzać na tym łez padole.