![]()
A On rzekł do nich: «Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie i wypocznijcie nieco». Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.
Odpłynęli więc łodzią na pustkowie, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich wyprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach.
/Mk 6, 31-34/To widok cudowny, któremu – ze względu na jego piękno i zawartą w nim głęboką naukę – nigdy dość napatrzeć się nie można: Jezus otoczony wielką rzeszą. Jakże ci ludzie zabiegają o to, by być blisko Niego! Jakże czują się przy Nim dobrze i bezpiecznie! Nie chcą od Niego odejść; wolą nie jeść i nie spać, byle tylko kroczyć u Jego boku, gdy On idzie, i spoczywać u Jego stóp, gdy On odpoczywa.
Czy to grono kochających dusz nas nie zawstydza? Oni nie znali Jezusa tak, jak my Go znamy. Widzieli w Nim tylko wielkiego proroka, lecz nie dostrzegali jeszcze Syna Bożego; nie wołali do Niego tak, jak wołał święty Tomasz po zmartwychwstaniu: „Pan mój i Bóg mój!”, a przecież już wtedy otaczali Go tak wielką miłością i uwielbieniem.
Po trudach podróży apostolskiej Jezus prowadzi swoich uczniów na miejsce osobne i pustynne, by tam przy Nim i wraz z Nim odpoczęli. I my po pracy mamy szukać wytchnienia oraz pokrzepienia w modlitwie u stóp Jezusa. To tam najpewniej znajdziemy siły potrzebne do dalszego trudu; tam odnajdziemy pociechę w goryczach życia apostolskiego oraz źródło świętej radości, która uzdolni nas do kolejnych poświęceń i wysiłków.
Niedługo apostołowie mogli cieszyć się świętą samotnością u boku Jezusa, gdyż nadeszły rzesze poszukujące Mistrza. Jednak po tej krótkiej chwili u Jego stóp są oni znów gotowi do ofiarności i nie myślą już o własnym zmęczeniu. Jezus idzie do pracy, a my idziemy wraz z Nim i dla Niego.