Po powrocie Jezusa z krainy Gadareńczyków podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: «Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?»
Jezus im rzekł: «Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć».
/Mt 9, 14-15/I do mnie Pan Jezus w tych samych słowach się zwraca. Chce, abym rozważała Jego cierpienia i Jego konanie, bym brała udział w Jego męce. Chce, abym sercem i duszą przy Nim trwała, czuwała nad sobą, zachowując ducha skupienia, nie rozpraszała się sprawami zewnętrznymi, bym codziennie podejmowała słodki krzyż rozważania Męki Pańskiej, słodkie jarzmo Krzyża Chrystusowego.
Naszemu umysłowi, tak przykutemu do ziemi, niełatwo jest odrywać się od tego, co ziemskie, i zwracać ku temu, co naturę ludzką naprawdę odstrasza – ku smutkowi, cierpieniu i bólowi. To przezwyciężanie naszej natury jest pokutą miłą Panu Jezusowi. Czyż nie warto podejmować wyrzeczeń, skoro możemy przez to okazać Panu Jezusowi miłość za miłość i ofiarę za ofiarę, zbliżać się coraz bardziej do Niego i stawać się dla Niego pociechą?
Tą wewnętrzną pracą będę zdobywać coraz większą miłość ku Jezusowi ukrzyżowanemu. A czy jest coś droższego dla kochającego serca, niż tulić się do stóp Ukrzyżowanego, by Mu okazać wdzięczność i stać się dla Niego pociechą? O tak, Jezu, chcę zakończyć tę medytację gorącą prośbą, abym coraz goręcej umiała kochać Ciebie ukrzyżowanego.