![]()
Jezus począł czynić wyrzuty miastom, w których dokonało się najwięcej Jego cudów, że się nie nawróciły.
„Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły. Toteż powiadam wam: Tyrowi i Sydonowi lżej będzie w dzień sądu niż wam”.
/Mt 11, 20-22/
Przysłuchuję się ze świętą trwogą ostrym groźbom, jakie Jezus wypowiada niewierzącym miastom. Tyle widziały cudów! Pan Jezus objawił im swą Boską moc, a one trwają w złości i przewrotności, bo wierzyć nie chcą. Gdyby ich mieszkańcy uwierzyli, zabraliby się też do pokuty i do poprawy.
Wiary nam potrzeba! Nigdy nie myślmy, że nasza wiara jest już doskonała, że mamy jej dosyć. Wiara to sędzia, który nam wyrzucać będzie nasze grzechy i niewierności. Gdybym wiary nie miała, nie byłabym winna i wszystkie moje wykroczenia od najmniejszych do największych nie byłyby karygodne albo byłyby mniej karygodne. Ale ja wierzę, wierzę silniej niż ludzie na świecie, a to dlatego, że w życiu zakonnym – tak jak niegdyś w Kafarnaum, w Tyrze, w Betsaidzie – Jezus sam przebywa. Mieszka wśród nas i ja o Nim zapomnieć nie mogę, tak jak ludzie na świecie zapominają wśród zgiełku życia. Bo tu i tego zgiełku nie ma. Wszystko naokoło mi przypomina, że stworzona jestem dla Boga, że życie jest mi dane na to, bym Boga kochała i Jemu służyła.
Życie moje upływa w atmosferze wiary, więc też obowiązkiem moim jest żyć według wiary, w duchu wiary postępować, z wiary wykonywać moje obowiązki tak największe, jak i najmniejsze, w duchu wiary patrzeć na tych, którzy mnie otaczają – na siostry, przełożone, dzieci.
Oto mój obowiązek: żyć z wiary, z wiarą w sercu. A żeby tak było, muszę o nią prosić, ciągle prosić.