![]()
A żył w Jeruzalem człowiek imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekujący pociechy Izraela; a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. /Łk 2, 22-40/
„Symeon miał nie zaznać śmierci, dopóki nie ujrzy Chrystusa. Niech i moim pragnieniem będzie osiągnięcie przed śmiercią ścisłego zjednoczenia z Jezusem, które jest zarazem oglądaniem Pana. Dążenie do jedności z Bogiem to trud całego życia, ale Ty, Jezu mój, wiesz, że nigdy nie pozwolę sobie na zniechęcenie.
To, co nie udało się dzisiaj, jutro może pójść lepiej. Oto przedsmak oglądania Pana już tu, na ziemi – chcę o to walczyć aż do ostatniego tchu. Będę szczęśliwa, Panie mój, jeśli choć przez jeden dzień życia zdołam trwać w pełnym zjednoczeniu z Tobą. Widzę oczami duszy świętego starca. Światło Ducha Świętego pozwala mu rozpoznać Boga w małej Dziecinie. Z jaką miłością tuli do serca Boże Dziecię! Jakże zapomina o wszystkim z radości, że trzyma Jezusa w ramionach!
Czym Symeon zasłużył na tak wielką łaskę? Właśnie tym, że nie szukał dóbr ani pociech ziemskich, lecz tęsknił jedynie za Bogiem. Żył przy świątyni, z dala od świata, oddany wyłącznie Panu. Oto istota życia konsekrowanego! Muszę pamiętać, że i ja żyję w odosobnieniu, z dala od zgiełku, aby szukać wyłącznie Boga. On w swej łasce powołał mnie do zakonu, bym dążyła tylko do Niego i pragnęła pełnienia Jego woli. Bóg mój i wszystko moje! W zamian za to On oddaje mi się cały; On chce należeć do mnie.
Gdy klęczę u stóp ołtarza – jeśli tylko uwolnię serce od ziemskich spraw – czyż nie mogę z radością powtarzać w zachwycie najczystszej miłości: „Mój Miły jest mój, a ja jestem Jego”? Jezu, napełnij moje serce miłością tak czystą i gorącą, abym zawsze należała tylko do Ciebie i mogła kochać Ciebie ponad wszystko.”