poniedziałek, 26 marzec 2018 16:15

Weź swój krzyż i pójdź za Mną – krótka refleksja z Ekstremalnej Drogi Krzyżowej z Pniew do Lusowa

Czterdziestokilometrowa wędrówka, w totalnej ciemności, w zimnie, w niepewności, czy starczy sił do końca drogi, to tylko bardzo krótkie i niepełne streszczenie Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, ponieważ każdy z uczestników przeżywa ją indywidualnie, niosąc swój własny krzyż. O jego niesieniu przypomniał wszystkim uczestnikom EDK na trasie Pniewy-Lusowo ks. Daniel, wikariusz w parafii w Lusowie. W kazaniu podczas rozpoczynającej tę drogę krzyżową Eucharystii, zachęcał wszystkich, aby na tę drogę zabrać ze sobą pytanie: „Co jest właściwie moim krzyżem, który niosę przez życie?”...

W piątek 24 marca około godziny 19.30 wraz z kilkoma innymi osobami rozpoczęłyśmy swoją Ekstremalną Drogę Krzyżową z Pniew do Lusowa. Każda z nas doświadczyła na tej drodze czegoś zupełnie innego, czegoś, co było przeznaczone tylko dla niej, czym chciałaby się podzielić z innymi, to, o co jest bogatsza duchowo – o tę jedną niełatwą, ale także piękną noc, tą próbą pójścia za Jezusem Ukrzyżowanym…

To była moja trzecia Ekstremalna Droga Krzyżowa. Chociaż przeżywałam ją tym razem w innym miejscu, to wiedziałam mniej więcej, co mnie na niej czeka. Dodatkowo dzięki paniom, które szły razem z nami w grupie, nie bałam się, że się zgubimy. Fizycznie czułam się dobrze i zrobienie tych 40 kilometrów nie stanowiło dla mnie problemu. A jednak… Poczucie bezpieczeństwa zniknęło, gdy ogarnęła mnie zupełna ciemność i świadomość, że latarka nie oświetla drogi tak, jak bym tego chciała. To poczucie niewiadomej było dla mnie trudnym doświadczeniem. Innym trudem na tej drodze było dla mnie milczenie. W chwilach kiedy chciałam powiedzieć osobie, która szła obok, że doskwiera mi zimno czy ból nogi, nie mogłam „sobie ponarzekać” właśnie ze względu na zasadę milczenia i zostawałam z tym bólem sam na sam. Wtedy dotarło do mnie, że jedyną Osobą, której „ten ból” mogę powierzyć, jest Pan Bóg, to On mnie najlepiej zrozumie. Najmocniejszym doświadczeniem pozostanie dla mnie jednak ostatni odcinek naszej trasy, na którym przyszła refleksja, że warto czasem schować swoje ambicje do kieszeni, nie patrzeć ciągle naprzód, ale obejrzeć się wstecz, czy przypadkiem „ktoś” nie potrzebuje mojej pomocy, spróbować zrezygnować z siebie dla kogoś. Chyba na tym polega prawdziwa miłość.

s. Aleksandra Sołtysiak

Ta noc pozostanie na zawsze w moim życiu… Wciąż jeszcze czuję się na szlaku Ekstrymalenej Drogi Krzyżowej. Po raz pierwszy doświadczyłam takiej słabości, bólu i bezradności. Wiem, że wiele osób towarzyszyło mi modlitwą podczas tej pielgrzymki. Jestem przekonana o mocy i potrzebie modlitwy wstawienniczej. To tak jak Mojżesz modlił się na górze ze wzniesionymi rękoma, podczas gdy Jozue dowodził bitwą. Gdy tylko Mojżesz opuszczał ręce, Jozue przegrywał. Jestem przekonana, że każdy z nas jest na zmianę w roli raz Mojżesza, a raz Jozuego. Potrzebujemy wsparcia modlitewnego, gdy walczymy na polu walki, i warto wspierać innych modlitwą. Noc z 23 na 24 kwietnia była bardzo mglista i ciemna (zachmurzenie nie pozwoliło cieszyć się blaskiem księżyca i gwiazd). Każdy z pątników miał latarkę i sam był taką małą iskierką. Jezus, który jest Światłem rozpraszającym każdy mrok, zaprasza każdego z nas, byśmy byli Jego światłem: Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie. (Mt 5, 14-16)

s. Monika Sztamborska

fotorelacja z portalu Wirtualne Pniewy

Czytany 288 razy Ostatnio zmieniany środa, 28 marzec 2018 09:47