poniedziałek, 10 wrzesień 2018 09:33

Z kroniki Zgromadzenia

10 września 1918 – Otwarcie Szkoły Gospodarczej w Ålborgu/ Dania

W połowie 1917 roku m. Urszula Ledóchowska, będąc w Kopenhadze, załatwiła ostatecznie sprawę otwarcia placówki w Danii (por. wpisy Z Kroniki z września 2017 oraz stycznia 2018), proponowanej już w styczniu 1916 przez o. Wilhelma Sassena, kamilianina, prefekta domu w Ålborgu, prowadzącego duszpasterstwo katolików w tym mieście...


Matka nabyła w Ålborgu we wrześniu 1917 roku dom dla opuszczonych dzieci polskich robotników oraz willę Skraenten, przy Annebergvej 21, w której – ze względów ekonomicznych – miała być zorganizowana i prowadzona szkoła społeczno-gospodarcza dla dziewcząt. Siostry przybyły do Ålborga 9 grudnia 1917.

Z Historii Kongregacji:

Zaraz zabrały się siostry do przystosowania domu na potrzeby szkoły, bo willa „Skraenten”, którą nazwałam „Stella Maris” – na pamiątkę Finlandii – dopiero w lutym miała nam być oddana. Z każdym dniem robiło się wygodniej i przytulniej. Przybyły meble, kuchnia, prace szły jak trzeba. Pierwsza bieda już za nami.

Poświęcenie Domu Św. Antoniego (Polsk Børnehjem St Antonius) oraz kaplicy pw. MB Częstochowskiej (w willi Skraenten) odbyło się 6 stycznia 1918.

W tym samym roku m. Urszula zmuszona została do likwidacji domu w Djursholmie (Szwecja), przeniosła zatem siostry i szkołę języków do Ålborga, dokupując jeszcze jedną willę.

Po Wielkanocy przyjechałam do Ålborga. Wprowadziłyśmy rozmaite porządki zakonne. Panny już weselsze, wiosna śliczna w „Stella Maris”, kwiatów pełno, więc i siostra Zaborska z większą ufnością zaczęła patrzyć w przyszłość.

Zresztą już zdecydowało się poza mną, co ze szkołą w Djursholmie będzie. Właścicielka dwóch willi, pani Karlson, oznajmiła mi, że obie zostały sprzedane i że do końca sierpnia muszę je opuścić. Jasne więc było, co mam zrobić: Szkołę z Djursholmu przenieść do Ålborga. Skończy się wkrótce nasze podwójne gospodarstwo, będziemy znów razem. Pożegnanie z siostrą Zaborską nie było teraz już tak ciężki jak zwykle. Biedaczka nie miała łatwego życia, bo to i język duński trudny, i podwójna praca: ochronka i szkoła. Siostrze Łozińskiej oddałyśmy ochronkę, nad którą odtąd roztoczyła samodzielną opiekę.

Po Wielkanocy już myśli kierować trzeba ku przeprowadzce. Ogłosiłam pannom, że szkoła zostanie przeniesiona do Ålborga. Zaczęłam poszukiwać przedsiębiorstwa ekspedycyjnego. Trzeba było zakończyć wydawanie „Solglimtar”. W maju miało być ostanie przyjęcie do Dzieci Maryi. Zbliżało się też zakończenie roku szkolnego. […]

Jak to zawsze bywa, przeprowadzka nie poszła gładko. Dużo kosztowała i pieniędzy, i pracy, i biegania, ale udało się pokonać trudności i z końcem sierpnia  już zainstalowałyśmy się w „Stella Maris”.

Nowa troska: dzieci zostało zgłoszonych tak dużo, że nie mieściły się w „Stella Maris”. Ale Bóg czuwał – obok Ochronki Św. Antoniego, naprzeciwko „Stella Maris”, znalazła się willa do sprzedania – pakowna, odpowiednia na sypialnie dla panienek. Prędko kupiłyśmy ją. Siostra Zaborska, bardzo uzdolniona w tym kierunku, urządziła je nadzwyczajnie miło. Było tam miejsce dla piętnastu uczennic. Kaplica na górze – w rodzaju wieżyczki – w „Stella Maris”. Ja spałam na dole w kancelarii, na kanapie. Na górze, na strychu – nowicjat. Siostra Zaborska – u panien w sypialnej willi dla dozoru. Tak więc wszystkie pomieszczenia zostały dobrze wykorzystane, był nawet refektarz w suterenach, urządzony już po zakonnemu.

Około 10 września zjechały się uczennice – i nowe, i stare, które w zeszłym roku były w Djursholmie. Wesoła i miła kompania! Prowadziłyśmy Szkołę Gospodarstwa Domowego i Języków.
Czytany 263 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 10 wrzesień 2018 09:43