środa, 04 grudzień 2019 10:44

Relacja m. Beaty Mazur z podróży do wspólnot w Tanzanii – 16 października do 5 listopada 2019 roku

Podróż do Tanzanii to wielka wyprawa – z Rzymu do Doha (Katar) leci się 5 godzin i 10 minut, a z Doha do Kilimandżaro (Tanzania) 6 godzin i 10 minut. Do tej podróży przygotowywałyśmy się z m. Franciszką w Rzymie. 16 października 2019 roku, przed wyjazdem na lotnisko o godz. 19.00, z siostrami z obu wspólnot przy via del Casaletto, w kaplicy domu generalnego, powierzyłyśmy naszą podróż Bożej Opatrzności i po pożegnaniu ruszyłyśmy na lotnisko. Przed nami formalności na lotnisku, oczekiwanie na lot i sama podróż w przestworzach, wysoko nad ziemią... Na lotniskach i w samolocie można zobaczyć ludzi z różnych stron świata…

Na lotnisku Kilimandżaro przywitały nas, z urszulańskim uśmiechem i różami biało-czerwono-żółtymi, s. Incoronata Lemmo, przełożona Centrum Tanzańskiego i s. Liberia Silayo, przełożona wspólnoty w Mweka-Moshi. Jak dobrze po długiej podróży zobaczyć znajome uśmiechnięte twarze i doświadczyć radości powitania. Z siostrami na lotnisku witał nas również ks. Gabriel Choda, który aż do Mkiwa towarzyszył nam jako kierowca. Odległości między wspólnotami są duże, nawet bardzo, drogi nie wszędzie asfaltowe, a kiedy pada deszcz, bardzo trudno jest prowadzić samochód, dlatego potrzebna jest męska siła. W dniu naszego przylotu od rana padał deszcz, nas natomiast przywitało słońce, a w czasie drogi towarzyszyła nam tęcza. Wszyscy mieliśmy te same myśli – Pan Bóg wita nas na ziemi tanzańskiej i zapewnia o swojej obecności… W czasie podróży wielokrotnie doświadczałyśmy opieki i troski Boga, który widzi dalej i więcej oraz wie lepiej.



Kiedy dojechaliśmy do Mweka-Moshi, czekały na nas rozśpiewane i radosne dzieci ze szkoły podstawowej i siostry z tamtejszej wspólnoty. Powitano nas tortem i kwiatami, otrzymałyśmy ozdobne naszyjniki… Zostałyśmy ze śpiewem uroczyście wprowadzone do kaplicy, gdzie dziękowałyśmy Jezusowi za szczęśliwą podróż i prosiłyśmy, by Jego błogosławieństwo towarzyszyło nam i prowadziło każdego dnia.

O godz. 18.00 uczestniczyłyśmy w Eucharystii, po której odbyła się obediencja, potem kolacja i spotkanie z siostrami. We wspólnocie w Mweka jest 14 sióstr, kilka z nich pracuje w szkole, której właścicielem jest brat naszej siostry, pan Kosma. Dyrektorką szkoły jest s. Catharina Mboye, cztery siostry  opiekują się dziećmi w internacie, jedna zajmuje się spiżarnią, czyli wydawaniem produktów potrzebnych do przygotowania posiłków dla dzieci. Uczniowie szkoły, ze względu na duże odległości, zazwyczaj mieszkają w internacie, tu też otrzymują posiłki. Dwie inne siostry uczęszczają do szkoły średniej, by uzupełnić wykształcenie i zdobyć kwalifikacje zawodowe. W rejonie Moshi jest zielono i ziemia jest bardzo żyzna ze względu na częste opady deszczu i na wodę spływającą z gór, stąd też obszerne tereny plantacji kawy, herbaty, bananów. Z podwórka sióstr widać piękny ośnieżony szczyt góry Kilimandżaro. W czasie naszego pobytu w Mweka codziennie padało, doświadczyłyśmy więc, co to znaczy chodzić i podróżować po błotnistym terenie…

W piątek, 18 października po południu, pojechaliśmy do najmłodszej naszej wspólnoty: Mweka Centrum Sacro Cuore, która powstała w marcu tego roku. Do pracy w Centrum zaprosił nas Szkot, pan Mike Knox, który jest założycielem i właścicielem tego ośrodka służącego formacji młodych i budowaniu pokoju między ludźmi i narodami. W tym miejscu pracuje sześć sióstr. Po przyjeździe odbyła się obediencja, potem zwie­dziłyśmy ośrodek: kaplicę, sale spotkań, jadalnie i sypialnie… Spotkałyśmy się z panem Mikiem, który pokazał nam prezentację o Centrum Serca Jezusa, o idei powstania i celu, jakiemu ma służyć to miejsce. Odwiedziny zakończyliśmy wspólną modlitwą o pokój w kaplicy Centrum podczas której z m. Franciszką otrzymałyśmy niebieskie „szale pokoju”.



Po spotkaniu z siostrami i podwieczorku poszłyśmy do szkoły średniej, która znajduje się po drugiej stronie drogi. Przywitano nas śpiewem, zostałyśmy ubrane w tradycyjne kangi i kolorowe naszyjniki, i uroczyście wprowadzono nas do szkoły. W gabinecie dyrektora wpisałyśmy się do księgi gości. W każdym naszym domu czy instytucji znajduje się taka księga, do której wpisują się odwiedzający. My również w każdym miejscu, gdzie byłyśmy, uwieczniłyśmy swój pobyt w ten sposób. Potem zostałyśmy zaproszone na plac, gdzie czekała na nas młodzież z nauczycielami. Przywitał nas i przedstawił dyrektor szkoły, uczniowie zaśpiewali pieśń o św. Urszuli. Po czym były okolicznościowe przemówienia.

19 października udałyśmy się do Rombo Leto, gdzie pracują nasze siostry w domu dziecka dla małych dzieci, których jest 27. Jest to praca bardzo trudna, ponieważ dzieci wymagają całodobowej opieki i troski. Tak jak wszędzie, siostry z dziećmi czekały na nas przy bramie z kwiatami i kolorowymi naszyjnikami. Śpiewając poszłyśmy do kaplicy, do Tego, który jest Panem życia, też życia tych dzieci, które wychowują się bez swoich rodziców. Ze wzruszeniem patrzyłam w oczy tych dzieci i zastana­wiałam się, co kryją ich serca, co przeżywają? W drodze powrotnej odwiedziliśmy proboszcza parafii, do której należą nasze siostry w Mweka.



W niedzielę, 20 października, po rannej Eucharystii ruszyliśmy w drogę do Mkiwa. Czekała nas długa droga – 527 km, przeliczając na czas jazdy – 8 godz. i 37 min. w samochodzie, podczas której miałyśmy bardzo ciekawe doświadczenie – można było zaobserwować zmie­niający się krajobraz: im bliżej Mkiwa, tym mniej zieleni i wody, krajobraz stawał się monotonny, stepowy, ziemia wyschnięta i spragniona wody. Około godz. 20.00 dotarliśmy do celu naszej niedzielnej podróży – celu bardzo szczególnego, ponieważ to tutaj rozpoczęły się nasze misje na tanzańskiej ziemi. To miejsce jest świadkiem ciężkiej pracy sióstr, które tworzyły ten urszulański dom w Mkiwa, miejsce, które jednoznacznie kojarzy się z naszym domem macierzystym w Pniewach. W tradycyjny sposób witały nas siostry licznie zgromadzone z aspirantkami, kandydat­kami i postulantkami. W kaplicy dziękowałyśmy za bezpieczną drogę i szczęśliwe dotarcie do celu, gdzie mogłyśmy spokojnie odpocząć.



W Mkiwa byłyśmy 10 dni, to trochę czasu, by zobaczyć różne zakamarki na terenie misji i spotkać się z różnymi grupami sióstr.

21 października uroczystość św. Urszuli męczenniczki z towarzyszkami, patronki naszego Zgromadzenia. Wieczorem uroczysta Eucharystia, nieszpory, przyjęcie do Zgromadzenia sześciu kandydatek i pięciu postulantek, obediencja. Było to dla mnie wielkie przeżycie, doś­wiadczyłam, jak nieogarniony jest Pan Bóg, jak jest ponad czasem i przestrzenią, nie istnieją dla Niego podziały, różnice, jest dla wszystkich. Poczułam jedność Zgromadzenia, charyzmatu… Patrząc na fotografie św. Urszuli w domach i kaplicach, w duchu mówiłam: Matko Urszulo, aż tutaj przywędrowałaś z charyzmatem, który otrzymałaś od Boga…? Dziękowałam Panu Bogu za to oraz za życie i powołane każdej siostry w Tanzanii, za dobro, jakie czynią w piętnastu miejscach na tanzańskiej ziemi. W każdej wspólnocie przeżywałyśmy akt obediencji według tradycji w naszym Zgromadzeniu. Był to dla mnie moment uświadamiania sobie, czym jest posłuszeństwo, kim dla wspólnoty ma być osoba przełożonej, zatroskana o każdą siostrę, o misję wspólnoty, naszej rodziny zakonnej. Zrozumiałam, jak uważnie trzeba wsłuchiwać się w „Pragnę” Konającego Serca Jezusa, by usłyszeć, co mówi Bóg, i nie pomylić tego ze swoim myśleniem.

W czasie pobytu w Mkiwa spotkałam się z siostrami postulantkami, nowicjuszkami i juniorystkami na sobotnim dzieleniu się słowem Bożym z niedzielnej liturgii, z profeskami wieczystymi, z przełożonymi lokalnymi i siostrami odpowiedzialnymi za wspólnoty, miałyśmy spotkanie z s. Ritą, s. Incoronatą i s. Marią Teresą. Cenię sobie te spotkania i wracam do nich, dały mi one możliwość poznania sióstr, usłyszenia ich refleksji, myśli oraz problemów z jakimi na co dzień przychodzi im się mierzyć.

Mkiwa to dom centralny i formacyjny, jest tu 80 sióstr na wszystkich etapach formacji. Siostry prowadzą przedszkole, do którego uczęszcza 150 dzieci na dwie zmiany – przed południem i po południu. Prowadzą bursę dla uczennic szkół średnich – obecnie jest ich 42. Pomagają w parafii, przygotowują do sakramentów, uczą religii w szkołach podstawowych i średnich. Znaczącym miejscem jest ambulatorium czynne przez całą dobę, w którym siostry służą pomocą wszystkim, którzy przychodzą. Tutaj przychodzą na świat dzieci. Przepisy dotyczące prowadzenia punktów medycznych zmieniają się i stawiane są coraz większe wymagania co do personelu i wyposażenia, co oczywiście utrudnia pracę, jest też powodem trosk i zmartwień.

W Mkiwa siostry prowadzą wielkie gospodarstwo, żeby móc wyżywić siostry, dzieci i młodzież. Uprawiają pole, na którym rosną warzywa, hodują zwierzęta – krowy, świnie, owce, króliki, kury… Myśląc o codziennym życiu, trzeba pamiętać, że w Tanzanii jest problem z wodą – nosi się ją wiadrami ze studni, jeżeli w pobliżu jest studnia…

23 października udałyśmy się do Diagwa, oddalonej od Mkiwa o 145 km. Czas podróży wynosi ok. 2,5 godz. We wspólnocie jest sześć sióstr, prowadzą przedszkole dla 46 dzieci, w pobliskim małym seminarium dla 90 chłopców uczą religii i są wychowawczyniami. Uprawiają również pole. Dom sióstr jest położony na rozległym stepie, jedynym widocznym budynkiem jest małe diecezjalne seminarium. Tutaj siostry, jak zresztą mieszkańcy małego seminarium, mają ogromny problem z wodą. Zdarza się, że kucharka w przedszkolu nie może ugotować ryżu czy fasoli, ponieważ nie ma wody.

Po drodze do Diagwa jest Singida, oddalona od Mkiwa o 87 km, ponad godzinę jazdy samochodem. Tam pięć sióstr jest zaangażowanych w pracę parafialną, nauczanie religii w dwóch szkołach podstawowych, prowadzenie wspólnoty „Córki Maryi”, jedna z sióstr towarzyszy chorym w ich samotności i cierpieniu w pobliskim szpitalu. Chorzy przebywający w szpitalu niejednokrotnie potrzebują konkretnej materialnej pomocy – jedzenie, picie, a siostra im również taką pomoc niesie.

24 października, po wielu miesiącach wreszcie spadł pierwszy deszcz… Dziękowałyśmy Panu Bogu za to, ponieważ ziemia w tym rejonie jest bardzo sucha, a od kwietnia, jak mówią siostry, w ogóle nie padało. Pora deszczowa jest w grudniu i styczniu…

Z Mkiwa codziennie rano autobus wypełniony dziećmi pod opieką siostry jedzie 5 kilometrów do Damaidy, gdzie znajduje się przedszkole na 37 dzieci i szkoła podstawowa, do której uczęszcza 185 dzieci. Dyrektorką szkoły jest s. Conjesta Mbuya. Wspólnota liczy dziesięć sióstr i właściwie wszystkie siostry uczestniczą w organizacji i funkcjonowaniu przedszkola i szkoły. Jedna z sióstr jest odpowiedzialna za uprawę pola, na którym rośnie słonecznik. Ze wzruszeniem odkryłyśmy ślady łączące tę ziemię z Pniewami, z Polską. Wokół szkoły rosną kwiaty, których nasiona s. Conjesta dostała od s. Krystyny z pniewskiego ogrodu – pelargonie, słoneczniki, cynie…  Na drzwiach jednej z sal lekcyjnych przeczytałyśmy napis: Sr Bobola. Każda klasa ma swojego patrona, jednym z nich jest s. Bobola Nowakowska, której pamięć jest żywa wśród sióstr. W kaplicy sióstr znajduje się obraz św. Urszuli i bł. Marii Teresy z dziećmi z Polski i Afryki, namalowany przez s. Panis Michalczuk. Świat jest naprawdę mały, a tam, gdzie łączy ludzi troska i miłość, nie ma granic i odległości, których nie można pokonać. W dniu naszych odwiedzin, 25 października, nie zabrakło występów dzieci – śpiewów, tańców, dobrych życzeń… Cieszyłyśmy się piękną pracą sióstr i ludzi świeckich.



Tego dnia po obiedzie udałyśmy się do Issuny, do siedmioosobowej wspólnoty. Na terenie naszej posesji siostry prowadzą roczny kurs kroju i szycia dla dziewcząt oraz bursę dla 24 dziewcząt uczęszczających do szkoły średniej, w której uczy jedna z naszych sióstr. Mieszkanki bursy witały nas bardzo uroczyście i zaprezentowały się regionalnymi śpiewami i tańcami. Po raz kolejny Pan Bóg zrosił tę ziemię obfitym deszczem…

28 października – pojechałyśmy do odległej o ok. 60 km Sukamaheli. To z wielu względów szczególne miejsce. Jednym z nich jest obecność ludzi chorych na trąd, którym siostry służą i pomagają. W tej małej miejscowości przywitał nas tłum dzieci i ludzi dorosłych z ogromnym entuzjazmem i radością, tak jakby wszyscy mieszkańcy przyszli na spotkanie. Wśród nich pięćdziesięcioro dzieci, ubranych w żółte czapki, należących do papieskich dzieł misyjnych, grupa Przyjaciół św. Urszuli, licząca 115 osób oraz dwa niezależne chóry osób dorosłych. Na jakiś czas szary krajobraz zamienił się w kolorowy rozśpiewany i roztańczony świat. Siostry tu, dzięki projektowi „Ogród dla Sukamaheli” pilotowanemu przez s. Ewę Bońkowską, uprawiają ogród, którego warzywa służą do przygotowania posiłków dla ludzi chorych na trąd. Sukamahela to też fizyczne centrum Tanzanii. Władze tego regionu postanowiły, by w centralnym punkcie państwa stanęła figura Matki Bożej. Realizacją tego pomysłu zajmuje się ksiądz ze Słowacji, który znalazł mieszkanie u naszych sióstr. Figura Matki Bożej stanie na olbrzymim kamieniu – jednym z wielu tu obecnych. W projekcie jest również budowa sanktuarium.

W kolejnym dniu odwiedziłyśmy dwie wspólnoty w Itigi – jedną pięcioosobową na terenie szpitala, gdzie pracuje jako konsultantka s. Incoronata, jednak w niewielkim wymiarze godzin, ze względu na obowiązki przełożonej centrum; jedna z sióstr jest pielęgniarką, inna towarzyszy chorym i pomaga przechodzić trudną drogę cierpienia i samotności. Siostry pomagają pacjentom w trudnych sytuacjach materialnych i życiowych. W tej wspólnocie znajdują przyjazne miejsce i dom, gdzie mogą się zatrzymać także nasze chore siostry przyjeżdżające do szpitala. Druga wspólnota, w której jest sześć sióstr, prowadzi bursę dla 50 uczennic szkoły średniej. Dziewczęta przywitały nas śpiewem i tańcami. Obie wspólnoty mają ogród, gdzie uprawiają warzywa.

31 października zakończenie miesiąca różańcowego i pożegnanie z Mkiwa. Po nieszporach wszystkie siostry w procesji udały się do Groty Matki Bożej. Modląc się tajemnicami różańca, dziękowałyśmy Maryi za jej matczyną troskę o nas, za wyproszone łaski i zawierzałyśmy intencje naszych serc. Ja dziękowałam za czas w tym szczególnym miejscu na ziemi tanzańskiej, gdzie nasze siostry rozpoczęły budowanie Królestwa Serca Jezusowego i służbę ludziom w duchu urszulańskiego charyzmatu.

1 listopada po Eucharystii, w dobrym towarzystwie wszystkich świętych, ruszyliśmy w drogę. Przed nami 159 km do Dodoma i potem 262 km do Morogoro. W tej części podróży towarzyszył m. Franciszce, s. Incoronacie i mnie zaprzyjaźniony z siostrami o. Alessandro Manzi ze Zgromadzenia Misjonarzy Krwi Chrystusa.

Po 2,5-godzinnej podróży dotarliśmy do stolicy Tanzanii, do Dodoma, gdzie znajduje się nasza 14-osobowa wspólnota, zajmująca się dziećmi i młodzieżą (63 osoby) – sierotami, których rodzice zmarli na AIDS. Jest to bardzo trudna praca, siostry na co dzień konfrontują się z pytaniami, które zadają młodzi, szczególnie ci, którzy są chorzy na AIDS. Pytania dotyczą sensu życia, cierpienia, ich konkretnej przyszłości… Siostry też zadają sobie pytania, jak towarzyszyć tym młodym, jak motywować ich do życia, podejmowania trudu nauki, rozwoju.



Po spotkaniu z wychowankami ruszyliśmy w stronę Morogoro – czekała nas czterogodzinna podróż. Te długie podróże nawet polubiłam, obserwowałam zmieniające się krajobrazy, osady i miasta, dzieci i młodzież wracającą ze szkół, zajęcia ludzi, trochę czytałam, uczyłam się języka włoskiego, także rozmawialiśmy poruszając problemy związane z życiem w Tanzanii.

Późnym wieczorem dojechaliśmy do celu naszej podróży, do Morogoro-Kola. Przywitały nas siostry tworzące tutejszą wspólnotę. Dom służy siostrom, które uczą się w różnych szkołach i na uczelniach, a jednocześnie mieszka tam dziesięcioro dziewcząt studiujących na Uniwersytecie Jordan.

2 listopada, w klimacie eschatologicznym wspomnienia wszystkich wiernych zmarłych, po Eucharystii i po obediencji, ruszyliśmy do wspólnoty w Kisawasawa. Przed nami 184 km drogi, która prowadzi przez park narodowy Mikumi. Jest nadzieja, że na spotkanie wyjdą nam też afrykańskie zwierzęta… Po 3,5-godzinnej podróży dotarłyśmy do miejsca zamieszkania i posługi sióstr, przywitane tradycyjne przez dzieci. W tamtejszym środowisku siostry pracują w przedszkolu, w małym szpitalu założonym przez poprzedniego księdza proboszcza oraz podejmują pracę parafialną – każda siostra prowadzi grupę duszpasterską. W obie strony na odcinku drogi przez park narodowy towarzyszyły nam zwierzęta – żyrafy, zebry, dziki, małpy, sarny, nawet lew i lwice…

Następnego dnia gościłyśmy w drugiej wspólnocie w Morogoro, gdzie siostry pracują w szkole średniej „Padre Pio”. Założycielem tej szkoły jest ksiądz Gervase Ndemino Teti. Poziom nauczania w szkole jest bardzo wysoki. Uczy się w niej wielu uczniów, szkoła ciągle się rozrasta. Na terenie szkolnym powstają kolejne budynki. Nasze siostry są też odpowiedzialne za prowadzenie internatu dla 120 dziewcząt. Internat im. św. Urszuli Ledóchowskiej został zbudowany dzięki dobroczyńcom z Włoch. Jedna z sióstr szyje mundurki dla 300 uczniów, każdy uczeń w ciągu roku jest wyposażony w trzy mundurki na różne okoliczności.

Wracając jeszcze do powitania... Gdy się zbliżałyśmy do terenu szkoły, z daleka zobaczyłyśmy tłum młodych ludzi. Wysiadłyśmy z samochodu i dalszą drogę w asyście młodych przeszłyśmy pieszo, wśród śpiewu i gwaru. Przy bramie wejściowej na teren szkoły czekali na nas chłopcy w dwóch szeregach – zostałyśmy wprowadzone na dziedziniec w szyku niemal wojskowym przy dźwiękach werbli. To było niezwykłe doświadczenie. Potem oficjalne przywitanie i spotkanie z siostrami.

Wieczorem wróciłyśmy do wspólnoty Morogoro Kola, by tam spędzić ostatni wieczór na tanzańskiej ziemi – na adoracji, nieszporach i spotkaniu z siostrami.

Następnego dnia rano pożegnałam się z m. Franciszką, która została jeszcze w Tanzanii i z siostrami, po czym razem z s. Incoronatą wyruszyłyśmy w kierunku lotniska w Dar es Salaam. Czekały nas ponad 4 godziny drogi w samochodzie – 185 km.

Wyjechałam z Tanzanii z wdzięcznością w sercu. Ta moja wdzięczność płynie do Pana Boga, że w swej Opatrzności pozwolił mi doświadczyć spotkania z innym światem, inną kulturą, innym sposobem myślenia. Jestem ubogacona i mam nadzieję, że moje patrzenie na człowieka i świat jest szersze i bardziej otwarte.

Dziękuję naszym siostrom i wspólnotom w Tanzanii za życzliwe i otwarte przyjęcie, nade wszystko za zaangażowane życie duchowe i ofiarną służbę człowiekowi. Dziękuję matce Franciszce za serdeczne towarzyszenie mi w czasie podróży po Tanzanii, za pomoc i wszelkie dobre rady. Dziękuję s. Incoronacie za zorganizowanie podróży oraz za wspierające bycie przy mnie. Moją wdzięczną modlitwą ogarniam wszystkich, których spotkałam, wszystkie sprawy sióstr i urszulańskich wspólnot oraz problemy narodu tanzańskiego.

m. Beata Mazur
Czytany 603 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 19 grudzień 2019 09:35