×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.

wtorek, 30 sierpień 2011 16:22

s. Urszula Michalak - [ Pod garbatą tęczą codzienności ]

s. Urszula Michalak

Pod garbatą tęczą codzienności

IW Pax; Warszawa 2011

Możliwość nabycia książki »

Wstęp o. Wacława Oszajcy TJ:

Pulsująca wieczność

 

Kim jest poetka, autorka tych wierszy? Kobietą w średnim wieku, jak sama mówi, która „siedzi w bocznej nawie kościoła”. Zaraz, powie ten, kto zna bliżej Urszulę Michalak, zaraz, jest zakonnicą, więc chyba nie w bocznej, ale głównej nawie zasiada. Może czasem i zasiada, ale również wtedy wie, że czas ma w sobie coś z ognia, tyle tylko, że nie o gwałtowny proces utleniania chodzi, ale o ten ogień, który co i raz pojawia się w różnych zakamarkach naszego ciała i naszej duszy. Poetka mówi:

„Ulepiona z gliny wypalam moje człowieczeństwo.

Wykuwam ludzką twarz”.

Wysiłek to wielki, a przeszłość, jak należałoby się spodziewać, nawet dla młodszych, wcale nie daje schronienia. Wspomnienia nie przynoszą orzeźwienia. Przykurzone, nie tchną świeżością, żyliśmy bowiem w świecie czasowo bliskim, ale tak odmiennym od normalności, że nasza przeszłość wydaje się nam marą, zjawą. Nie mniej wracamy do tamtych miejsc i tamtych czasów, bo są one naszym życiem.

„My, pokolenie czterdziestolatków,

dzieci starego wieku, ludzie z innego świata

w zakamarkach historii odkurzamy wspomnienia”.

Kobieta w średnim wieku, czterdziestolatkowie i zakamarki historii. Tak, człowieka Urszuli Michalak, bohatera jej wierszy nie da się wyeksmitować z czasoprzestrzeni. Owszem, na jakiś czas, jako pielgrzym na przykład, potrafi ten liryczny podmiot wiersza i historii opuścić rodzinne strony, ale to nie znaczy, że się z nimi rozstanie. Zabiera swój świat ze sobą.

„Gdy stanęli u celu rozpierało ich nieopisane szczęście.

Jeszcze nie wierzyli, że z ich zabitej deskami wsi też prowadzi droga

do Rzymu.

[...]

A jednak pośród tych zimnych, marmurowych ścian nie potrafili się

modlić.

Klękali. Zamykali oczy. Wytężali wolę. I nic”.

Znowu cały wysiłek na nic. Tyle tylko, że to może nie ich wina, nie wina pielgrzymów, ale Rzymu, cokolwiek pod tą nazwą się kryje, cokolwiek ta nazwa symbolizuje. Tak bywa i to wcale często. Wymarzone krajobrazy, wymarzony człowiek, wreszcie wymarzony Bóg rozczarowuje, bo musi rozczarować, jako że nie tylko czas pulsuje wiecznością, przestrzeń również. Dlatego nawet wieczne miasto, znowu wszystko jedno jakie imię nosi, musi rozczarować. We własnym, dobrze pojętym interesie, musi zaprzeczyć oczekiwaniom. Nie może przecież stać się uzurpatorem, wprost kłamcą. Nic i nikt nie jest wieczne. Nic i nikt, to powiedziawszy, zaczynamy przeczyć samym sobie. Skąd bowiem wiadomo, na jakiej podstawie możemy wydawać tak kategoryczne sądy? Nic i nikt, nigdy i zawsze, te słowa wskazują, że rościmy sobie prawo, próbujemy zajrzeć poza horyzont czasoprzestrzeni. A może inaczej, mówiąc zawsze i nigdy, zdradzamy fakt, ujawniamy, że i w naszym ciele i duszy też pulsuje wieczność. Dlatego wiersze Urszuli Michalak to prostota. Ubóstwo, które pulsuje rytmem niemożliwym do nazwania dopokąd się żyje tutaj, choćby najdłużej.

„Życie pani Anieli Kotwicy

Wioska, w której przeżyła swoje 105 lat, leży na końcu świata,

pod sosnowym lasem. Stamtąd wszędzie daleko.

[...]

Takie życie to cały świat pani Anieli”.

Spod lasu, a więc z życia wszędzie daleko, więc zapewne pani Aniela Kotwica nie ma już zamiaru nigdzie się wybierać, bo i po co? Po co iść gdzieś, w dalekie strony, skoro życie, czyli najważniejsze, jest tutaj gdzie się jest. Jeśli życie jest światem, to i świat jest życiem. Proszę jednak nie zrażać się tą słowną ekwilibrystyką. Używając czasownika „być”, a już z całą pewnością odmieniając ten czasownik i używając formy „jest”, zaczynamy się jąkać, a nawet bełkotać. Z prostego powodu, dotykamy wieczności.

Urszula Michalak jest zakonnicą, ale dla poezji to jeszcze niewiele musi znaczyć. Kierunek naszemu patrzeniu na świat nadaje przede wszystkim co innego, gotowość, a raczej odwaga otwartych oczu i otwartego umysłu, jak też serca. Człowiek otwarty na świat jest zarazem człowiekiem otwartym na życie i na prawdę, co mu zapewnia pełniejszy dostęp do prawdy o całej rzeczywistości. Bez stawiania warunków światu, bez dopasowywania go do naszych oczekiwań, pozwalamy światu, rzeczywistości rozgościć się wokół nas i w nas. Owszem, tym samym narażamy siebie na niewygody różnego rodzaju, a nawet na ból i związane z nim cierpienie jak na przykład bohater wiersza „Michał rzeźbiarz”, który upodobał sobie stwarzanie aniołów – „Takie ludzkie duchy niebieskie, skrzydlate stróże człowieka”.

„Dlatego anioł Michała ma chore nogi,

ale za to skrzydła silniejsze niż inne anioły.

Pod takimi skrzydłami

Michał czuje się bardzo bezpieczny”.

Jeśli rzeźbiarza Michała potraktować jako symbol wszelkiej sztuki, to trzeba powiedzieć, że w sztuce wieczność nie tylko pulsuje, ale że sztuka jest pulsem wieczności. Potrafi bowiem dać przedsmak pełni. Przedsmak tylko, ale to wystarczy, by człowiek czasami był aż szczęśliwy i innych uszczęśliwiał jak na przykład Roch, ksiądz i zarazem podmiot liryczny jednego z wierszy.

„Ksiądz Roch praktykował Ewangelię

przez uściśnięcie dłoni

i dziarskie poklepanie po ramieniu”.

Do takiego prostego gestu, poklepania po plecach, sprowadza się nie tylko życie, ale i poezja, jak też religia. Jeśli pulsuje w nich wieczność pisana wielką literą, gdyż nie o coś, ale o kogoś i Kogoś tutaj chodzi.

 

Wacław Oszajca

Czytany 2555 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 07 marzec 2016 10:41